Nauka  / Artykuł

Przekroczyć Dolinę Niesamowitości, czyli boimy się naszego podobieństwa

Dlaczego Shrek wygląda tak przyjemnie, a postaci z wielu trailerów gier już nie? Pewnie dlatego, że do animacji, do bajki podchodzimy, by oderwać się od rzeczywistości. Jednak po części jednak przez tajemnicze pojęcie Uncanny Valley, które luźno określa nasz strach przed imitacjami człowieka.

Uncanny Valley (Dolina Niesamowitości) to termin, który pierwszy raz zastosował Masahiro Mori w 1978 roku, ale opublikował esej na ten temat już w 1970 roku. Temat zdobył jednak zainteresowanie dopiero około roku 2005. Dziś, gdy robotyka i robotwory stają się popularne, pojawiają się kolejne badania, analizy i eksperymenty próbujące zbadać Uncanny Valley, jedną z najciekawszych - bo dotyczącą praktycznie każdej dziedziny nowoczesnej rzeczywistości - hipotez.

Uncanny Valley mówi, że w pewnym momencie roboty, które upodabniają się do ludzi przestają budzić sympatię, a zaczynają budzić odrazę. Jeśli robot za bardzo przypomina człowieka, zaczyna powodować niepokój, dyskomfort i strach. Uncanny Valley jest granicą, która oddziela sympatię od dyskomfortu człowieka - rozwój robotów w oparciu o upodabnianie się do ludzi wywołuje pozytywne uczucia, jednak nagle przekroczona zostaje granica, po której ludzie po prostu nie czują się dobrze z robotami.

uncanny valley

Dyskomfort psychiczny wywoływany jest przez drobne szczegóły odróżniające robota od człowieka - na przykład nie do końca naturalny wygląd skóry czy rysów twarzy. Poza tym, w grę wchodzi też ruch, jak robotyczne ruchy ludzkimi kończynami. Uncanny Valley jednak da się przekroczyć i nagły wzrost dyskomfortu można pokonać. Przekroczenie Doliny Niesamowitości jest dla twórców robotów niemal świętym Graalem.

Znacie to uczucie, gdy oglądacie film lub animację, w której pojawiają się sztuczne postaci sprawiające, że zaczynacie czuć się nieswojo? Ja mam tak zawsze, gdy mignie mi jakaś zrealizowana tanim kosztem animacja 3D, w której głównymi postaciami są ludzie. Ograniczony budżet sprawia, że twórcom nie udało się dopracować odwzorowania ruchów czy mimiki ludzkiej twarzy, a całość zamiast budzić sympatię odrzuca. To właśnie wtedy wkraczacie do Uncanny Valley.

Chociaż długo zastanawiano się, czy Uncanny Valley ma podstawy jako hipoteza naukowa, to okazuje się, że tak. Badania rezonansem magnetycznym na osobach, które nie miały wcześniej styczności z robotami pokazały, że aktywność mózgu zwiększała się podczas wyświetlania robotów humanoidalnych, podczas gdy wyświetlanie ludzi oraz robotów kompletnie nie przypominających człowieka skutkowało taką samą, niską aktywnością mózgu.

Poza tym kolejne różnorako przeprowadzone badania zgłębiają zagadnienie Uncanny Valley i potwierdzają, że faktycznie coś jest na rzeczy, chociaż zasada podobieństwa do człowieka nie jest głównym i jedynym powodem występowania dyskomfortu psychicznego. W grę wchodzi także ruch, odgłosy czy nawet kontekst odbioru robotów humanoidalnych.

Na przykład uczestnicy jednego z japońskich eksperymentów wchodząc w interakcję z robotem przypominającym człowieka zachowywali się inaczej, gdy wiedzieli, że ten działa pod kontrolą sztucznej inteligencji i inaczej, gdy byli przekonani, że robotem zdalnie steruje człowiek. W tym drugim przypadku wykazywali takie same ruchy gałek ocznych i skromności, jak przy interakcji z żywym człowiekiem.

uncanny valley figures

Poza tym dosyć łatwo zbadać Uncanny Valley, gdy chodzi o zdjęcia lub nieruchome roboty - wtedy wykres zależności wygląda mniej więcej tak, jak przedstawił go Mori lub jak na poniższej grafice. Przedstawia ona oceny podobieństwa do człowieka (ciągła linia) i oceny strachu, odrazy, powodowanej przez zdjęcia robotów. Efekt Uncanny Valley pojawia się, gdy typowo mechaniczny robot zaczyna nabierać cech ludzkich, pojawiają się na nim rysy twarzy, ale widać jeszcze, że nie jest to człowiek.

uncanny valley wideo

Jednak już w przypadku prezentowania badanym materiałów wideo przedstawiających ruchome roboty, androidy, mechaniczne ręce czy nawet człowieka, oceny te różniły się i nie da się tak jednoznacznie wyznaczyć ani mechaniczności, ani odrazy wzbudzonej u badanych. Na przykład K-bot został uznany za mniej podobnego do człowieka niż Asimo, choć po zdjęciach można byłoby wywnioskować, że to K-bot jest bardziej "ludzki". Jednocześnie K-bot wzbudził ogromne uczucie dyskomfortu.

Naszą percepcję robotów humanoidalnych i granicę Uncanny Valley definiuje więc mnóstwo czynników - wygląd, ruchy, kontekst, wiedza i wydawane dźwięki.

Asimo:

K-bot:
http://youtu.be/EU2vHVGuSw4

Ale Uncanny Valley jest ciekaweponieważ nie dotyczy tylko robotów. To również postacie w grach wideo czy bohaterowie animacji 3D, które przecież ostatnio są tak popularne. Mori mówi o Uncanny Valley:

Uncanny Valley nawiązuje do wielu dziedzin, wliczając w to filozofię, psychologię i design i myślę, że dlatego wzbudziło takie zainteresowanie.

Uncanny Valley stało się czymś, co definiuje animację. Żaden twórca bajki dla dzieci nie chce, by bohaterowie znaleźli się w obszarze budzącym odrazę, za to na przykład twórcy gier komputerowych mogą wykorzystać wnioski płynące z badań nad Uncanny Valley do budowania klimatu, do tworzenia nastroju niepokoju i budzenia konkretnych odczuć w graczach.

Uncanny Valley to ciekawy temat, do końca niezbadany. Jednak niektórym udaje się przekroczyć magiczne niemal granice Doliny Niesamowitości. Na przykład tak:

Lub tak. Ale tego nie jestem pewna.

Uncanny Valley zaczęło wpływać na całkiem nowe kategorie naszej już codziennej egzystencji. W latach 70 o przyszłości robotyki myślało się w kategoriach humanoidalnych pomocników. Dziś wiemy, że pomocnik nie zawsze oznacza fizycznego robota. Może to być też... głosowy asystent, jak Siri, Google Now, czy nawet wirtualni asystenci na stronach ZUS-u lub Intercity.

Lata temu w mojej szkole zorganizowano jakieś przedstawienie, a do roli lektora zatrudniono męski głos... Ivony. Dziś ten kupiony przez Amazona syntezator mowy radzi sobie świetnie z intonacją i czytaniem, wtedy był to młody program, dosyć prymitywny. Gdy cała sala zapełniła się ludźmi i z głośników rozbrzmiał mechaniczny głos syntezatora zapanowała konsternacja. Uczucie było nieprzyjemne, a w zestawieniu z żywymi aktorami budziło wręcz nieprzyjemne wiercenie w brzuchu.

Dziś wiem, że organizatorom udało się skutecznie zahaczyć o Uncanny Valley, zestawić cechy człowieka z pewnym mechanicznym szlifem.

Wydaje się jednak, że taka Siri przekroczyła Uncanny Valley. Głosowa asystentka bawi, a mimo zautomatyzowanego głosu nie budzi specjalnego niepokoju. Jednak wejdźcie na stronę ZUS-u i posłuchajcie pani Wirtualnej Doradczyni. Nie do końca skoordynowany głos z ruchem warg, przenikanie krawędzi i nienaturalny sposób mówienia (to syntezator mowy) sprawiają dziwne, niekomfortowe wrażenie.

Uncanny Valley.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst