Foto  /  Artykuł

Sony i Canon król. Nikon i reszta nie król. Tak, sprzęt foto wciąż się sprzedaje

Picture of the author

Wiemy, jak wyglądał podział rynku sprzętu fotograficznego w 2020 roku. Kto ile wyprodukował i co z tego wszystkiego wynika?

Według raportu BCN całkowita sprzedaż aparatów w 2020 roku spadła o 40,9% w stosunku do poprzedniego roku. Najgorzej było w marcu i kwietniu, ale potem sprzedaż odbiła do normalnych poziomów. Najbardziej ucierpiała firma Nikon, która miała uzyskać zaledwie 36% sprzedaży sprzed roku. Canon zanotował 55,1%, OM Digital Solutions 66,4%, a Sony - 76,5%. Spadki w najmniejszym stopniu poczuła firma Fujifilm uzyskując 91,1% sprzedaży w porównaniu do 2019 r. 

Kto produkuje najwięcej aparatów na rynku?

Ostatnio do sieci przedostały się dane firmy badawczej Techno System Research, które przedstawiają liczby wyprodukowanych aparatów w 2020 roku z podziałem na różnych producentów. W branży fotograficznej krąży trochę różnych plotek i przekonań, a takie dane mówią prawdę o tym, jak popularne są konkretne marki. 

Sony A1 to obecnie najbardziej zaawansowany aparat na rynku

Według danych Techno System Research w 2020 roku wyprodukowano w sumie 5,65 miliona aparatów z wymiennymi obiektywami: 3,26 miliona bezlusterkowców i 2,39 miliona lustrzanek. Jak na rynek, na którym prawie już nie tworzy się nowych modeli lustrzanek, aparaty tego typu wciąż sprzedają się całkiem dobrze. 

Z danych udostępnionych przez japoński serwis Sankeibiz, dowiadujemy się także, że firmy Canon, Nikon i Sony łącznie wyprodukowały 75% z 3,26 mln aparatów bezlusterkowych wyprodukowanych w 2020 roku. Liderem jest firma Sony, która odpowiada za 1,15 mln sztuk. Drugi jest Canon z wynikiem 1,05 mln. Pudło zamyka Nikon, który jednak jest mocno w tyle z liczbą zaledwie 250 tys. sztuk. Pozostałe 810 tys. aparatów bezlusterkowych zostało wyprodukowanych przez pozostałe firmy, jak Fujifilm, Leica, Panasonic, Olympus (obecnie OM Digital Solutions), Sigma i innych. Niestety, źródła nie podają konkretnych liczb dla poszczególnych marek poza podium.

W kategorii lustrzanek cyfrowych bez wielkich zaskoczeń. Canon i Nikon wyprodukowali w 2020 r. odpowiednio 1,71 mln i 650 tys. aparatów z lustrem.

Warto podkreślić, że liczba aparatów wyprodukowanych przez daną firmę nie zawsze jest równa liczbie sprzedanych aparatów. Chociaż akurat w 2020 r. jestem w stanie uwierzyć, że raczej jest temu równa. Na rynku często mieliśmy niedobory sprzętu, a najbardziej popularne modele, szybko znikały ze sklepów. Przykłady? Przez kilka miesięcy po premierze, w Polsce pojawiały się pojedyncze sztuki bezlusterkowców Canon EOS R5 i R6. Było to spowodowane nie tylko pandemią koronawirus, ale także losowymi sytuacjami jak pożar w fabryce dostarczającej części do aparatów czy problemy logistyczne. 

Redaktorzy serwisu dpreview.com słusznie zwracają uwagę, że jeśli porównamy dane firmy Techno System Research z danymi dotyczącymi sprzedaży podanymi przez firmy Canon i Nikon w ich raportach finansowych, to wszystko się mniej więcej zgadza. Japońskie firmy miały sprzedać niemal wszystkie aparaty wyprodukowane w 2020 r. Z danych od producentów, wynika, że Canon sprzedał 2,76 mln aparatów (1,05 mln bezlusterkowców + 1,71 mln lustrzanek), a Nikon 900 tys. egzemplarzy (250 tys. bezlusterkowców + 650 tys. lustrzanek).

Idąc głębiej, można dojść do ciekawych wniosków

38% aparatów wyprodukowanych przez Canona to bezlustekowce. W przypadku Nikona aparaty bez lustra to tylko 28%. Oczywiście w tak trudnym roku wpływ na taki wynik może mieć wiele czynników, ale też widać, że obie firmy nieco różnią się w podejściu do rozwoju swojej oferty. 

Zarówno Canon jak i Nikon jako ostatni duzi gracze na rynku foto weszli na poważnie w bezlusterkowce. Canonowi wychodzi to zdecydowanie lepiej. Producent już dawno zapowiedział, że przestaje rozwijać optykę EF do lustrzanek na poczet szkieł RF, czyli obiektywów do bezlusterkowców. Pokazane latem 2020 r. modele Canon EOS R5 i R6 stały się hitem, a starsze i tańsze EOS R i RP także radzą sobie całkiem nieźle, przekonując do przesiadki wielu dotychczasowych posiadaczy starych lustrzanek cyfrowych. W dodatku na horyzoncie widać już Canona EOS R1, czyli sztandarowy model tego producenta, który według ostatnich doniesień, może oferować rekordowe możliwości. Canon wciąż sprzedaje także sporo tanich bezlusterkowców z matrycami APS-C, które są kierowane głównie do vlogerów czy początkujących twórców. 

Oferta Nikona wygląda nieco inaczej. Producent ma tylko jeden model do 5000 zł z matrycą APS-C (Nikon Z50), w dodatku z identycznym bagnetem, jak pełnoklatkowe modele. Najciekawiej wyglądają bezlusterkowce Nikon Z6 II i Z7 II, ale w dobrej cenie można dostać także ich starsze wersje, czy prostszy model Nikon Z5. W tym roku zobaczymy także Nikona Z9, czyli wielkiego flagowca.

Nikon nie sprzedaje tak dużo, bo nie ma w ofercie wielu tanich modeli, jak Sony A6XXX czy aparaty z serii Canon EOS M. Koncentruje się na aparatach najbardziej rozbudowanych, profesjonalnych, na których może najwięcej zarobić. Jak już zbuduje ofertę obiektywów, to może też zainteresuje się rynkiem tańszych aparatów. Pytanie tylko, czy będzie to miało jakikolwiek sens? Patrząc na to, jak rozwijają się smartfony, za 2-3 lat rynek tanich aparatów z wymienną optyką może znikać z rynku. Obecnie oferta Nikona nie wygląda wybitnie, a firma przynosi straty, ale Japończycy mają pomysł, jak z tego kryzysu wyjść cało i przynosić zyski już w 2022 r

Nie jest tajemnicą, że Nikon sobie ostatnio kiepsko radzi. Na taką sytuację ma wpływ wiele innych czynników, jak nietrafiony rozwój nowych modeli, optymalizacja wydatków, struktur czy logistyki, żeby tylko wymienić kilka oczywistych. Większości z nich pewnie nie zna nikt spoza firmy. Tak czy inaczej, widać, że żółty producent nie jest już numer 1 czy 2, jak przed laty. Dzisiaj największa bitwa toczy się pomiędzy Canonem oraz Sony, które mają spore szanse na dalszą dominację rynku. 

Gdzie w tym wszystkim jest Sony? Firma już dawno postawiła na bezlusterkowce i z dużym sukcesem je udoskonala. Producentowi udało się utrzymać swoją przewagę kategorii aparatów bezlusterkowych w liczbie wyprodukowanych sztuk. Ich przewaga jest jednak niewielka. Canon otwarcie stawia na rozwój bezlusterkowców, więc Sony nie będzie mieć łatwo. Na takiej rywalizacji powinni jednak skorzystać odbiorcy sprzętu. Mnie ciekawi jednak najbardziej co innego. 

Czy producentom aparatów uda się przekonać do zakupu ich sprzętów młodych ludzi?

Kiedyś, aby robić lepsze zdjęcia, trzeba było kupić dobry aparat. To była sprawa oczywista. Dzisiaj, wygląda to nieco inaczej. Nastolatkowie mogli nie mieć w swoim życiu żadnego własnego aparatu fotograficznego. A jeśli chcą robić lepsze zdjęcia, to zazwyczaj myślą o zakupie lepszego smartfona. Aparaty nie są im potrzebne i mam wrażenie, że producenci sprzętu foto niezbyt wiedzą, jak ich przekonać, aby jednak spojrzeli na bezlusterkowce. 

Z drugiej strony, 4 lata temu rozmawiałem z Kimio Maki, pełniącym wtedy funkcję wiceprezesa Sony Digital Imaging Group, którego tok myślenia nie jest pozbawiony sensu:

„Nawet 10-latkowie używają aparatów, fotografują codziennie, korzystając ze smartfonów. Nasze pokolenie nie robiło zdjęć w tym wieku. W przyszłości to właśnie młode pokolenie będzie potrzebować lepszych aparatów, lepszej jakości zdjęć. Przynajmniej części z nich smartfony nie wystarczą. (...) Bezlusterkowce kupuje coraz więcej osób w wieku 20–30 lat. Z czasem będzie ich tylko więcej. Takie młode osoby będą poszukiwać nowoczesnych aparatów, które spełnią ich oczekiwania”. 

Kimio Maki, wiceprezes Sony Digital Imaging Group

Takie przekonania mają oczywiście sens, nawet jeśli sprawdzą się tylko na małej części osób. Skala osób, które fotografują smartfonami, jest tak duża, że to powinno wystarczyć. 

Spory potencjał ma także moda na nagrywanie vlogów czy różnego rodzaju treści wideo. Mnóstwo osób chce się rozwijać w tym zakresie i z jakiegoś względu panuje ogólne przekonanie, że jeśli chcesz nagrywać dobre filmy, musisz mieć aparat. Elementem nieodłącznym każdego vlogera jest przecież bezlusterkowiec z mikrofonem na Gorillapodzie, a nie smartfon. Mimo że przecież smartfon wystarczy, podobnie jak do robienia zdjęć. Być może uda się wypracować podobną świadomość w grupie osób zainteresowanych fotografią.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst