Foto  / Recenzja

Canon EOS R5 i R6 sprawiły, że Canon znowu jest cool - pierwsze wrażenia

Canon EOS R5 i R6, czyli najbardziej wyczekiwane premiery fotograficzne tego roku, wpadły w moje ręce. Czy w praktyce są tak dobre, jak mówi specyfikacja?

Gdyby ktoś spytał mnie, jakie są te długo wyczekiwane bezlusterkowce Canona, to powiedziałbym, że Canon EOS R5 to współczesny odpowiednik lustrzanki Canon EOS 5D Mark IV, a EOS R6 to ulepszony EOS 6D Mark II. To dosyć trafne porównanie, oczywiście pod względem ogólnej filozofii, miejsca na rynku, bo w kwestii specyfikacji nowe bezlusterkowce są o kilka długości dalej, niż lustrzanki. To samo tyczy się cen, które są dużo wyższe, chociaż całkiem rozsądne, jak na obecne standardy. Canon EOS R5 został wyceniony na 20 650 zł, a Canon EOS R6 będzie dostępny cenie 12 390 zł.

Dzięki uprzejmości firmy Canon Polska mogłem zobaczyć wszystkie nowości tej firmy, ale niestety miałem na to stosunkowo mało czasu, a warunki też nie rozpieszczały. Wnętrze sklepu nie jest najlepszym miejscem do testów możliwości fotograficznych czy filmowych. W dodatku tylko Canon EOS R6 był dostępny w wersji produkcyjnej. Fotografowałem, co było pod ręką, ale jak tylko sprzęt będzie dostępny do testów, to przygotujemy obszerne testy.

Jakość wykonania: solidnie jak w lustrzankach

Canon EOS R jest znany z tego, że może nie zachwyca specyfikacją, ale bardzo zyskuje przy bliższym poznaniu i chwyceniu go w dłonie. Tym aparatem po prostu przyjęcie się fotografuje. Podobnie z resztą było z Canon EOS 5D Mark III. Nowe bezlusterkowce Canona również dają masę frajdy z tworzenia nimi, ale wrażenie robi też ich specyfikacja, o której nieco więcej pisałem wcześniej. Teraz skupię się zatem na praktycznych aspektach i wrażeniach z użytkownika.

Oba korpusy są solidnie wykonane, chociaż na różnym poziomie. Tę różnicę czuć już od pierwszego kontaktu z korpusami. Canon EOS R5 ma w pełni magnezowy, uszczelniony korpus. Tańszy Canon EOS R6 otrzymał aluminiową ramę obudowaną tworzywem sztucznym. O ile EOS R5 robi świetne wrażenie aparatu z półki profesjonalnej, to EOS R6 już niekoniecznie. Zastosowane tworzywo jest chropowate, jakości bliżej tu do Canona EOS 6D niż 1DX. Nie odniosłem wrażenia, że obcuję z aparatem za 12 tys. zł, ale może to tylko moje indywidualne odczucie. Czasu na testy było bardzo mało.

Nowe pełnoklatkowe bezlusterkowce wprawdzie mają wiele wspólnego w kwestii budowy, ale sporo je jednak dzieli. EOS R5 ma górny, mały wyświetlacz LCD oraz przycisk MODE, czyli rozwiązanie znane z modelu EOS R. Chcąc zmienić tryb fotografowania, trzeba wcisnąć MODE i kręcić tarczą. Moim zdaniem to dobre i praktyczne rozwiązanie, które dobrze się sprawdza w praktyce, ale nie każdemu ono pasuje. Duży plus za górny wyświetlacz. Zwolennicy bardziej klasycznych rozwiązań, mogę sięgnąć po EOS-a R6, który w tym samym miejscu na korpusie ma typowe pokrętło trybów PASM.

W obu korpusach wszystkie tarcze, przyciski, pokrętła są świetnie wykonane i pracują z dużą kulturą, jakiej oczekiwałby od aparatu tej klasy.

Oba zostały też uszczelnione przed wilgocią, kurzem czy pyłem, ale w nieco inny sposób. Canon EOS R5 ma standard uszczelnień na poziomie lustrzanki EOS 5D Mark IV, tymczasem EOS R6 jest chroniony przed pyłem podobnie, jak EOS 6D Mark II. Oba mają także po dwa gniazda na karty pamięci, ale... tu również są różnice. EOS R5 wspiera CFExpress, a EOS R6 UHS-II.

Przy wyjmowaniu kart pamięci z Canona EOS R5, trzeba uważać, aby się nie poparzyć

Nowy akumulator, ale stare problemy

W komorze na spodzie aparatów znajdziemy nowy akumulator LP-E6NH pojemności o 14 proc. większej, niż starsze modele, ale nowe EOS-y są kompatybilne również z bateriami LP-E6N i LP-E6, chociaż wtedy wydajność pracy może być krótsza. Skoro już o czasie pracy mowa: w praktyce nie miałem możliwości tego sprawdzić, ale dotarłem do informacji podawanych przez samego producenta.

I tak Canon EOS R5 ma wytrzymać do 490 zdjęć przy korzystaniu z ekranu oraz do 320 zdjęć, jeśli fotografujemy przez wizjer, ale przy niższej częstotliwości odświeżania. Przy wyższym ustawieniu czas pracy drastycznie spada do 320 / 220 zdjęć.

Canon EOS R6 radzi sobie odrobinę lepiej, ale szału nie ma. Przy pracy na wyświetlaczu mamy 510 zdjęć i 380 klatek przy wizjerze na 60 kl./s. Podwyższając częstotliwość do 120 kl./s uzyskujemy odpowiednio 350 i 250 zdjęć. O ile przy trybie oszczędnym rezultaty są przyzwoite, o tyle przy wyższym odświeżaniu wizjera liczby mocno spadają do wartości bardzo słabych. Wygląda więc na to, że wydajność pracy na akumulatorze jest jednym z głównych słabych punktów obu bezlusterkowców.

Canon EOS R5 ma najlepszą ergonomią na rynku

Po dwóch godzinach spędzonych z nowymi aparatami mam wrażenie, że Canon EOS R5 to bezlusterkowiec z najlepszą ergonomią na rynku a EOS R6 niewiele mu ustępuje. Oba mają głęboki, dobrze wyprofilowany grip, po trzy tarcze, którymi można kontrolować trzy najważniejsze parametry ekspozycji: czas naświetlania, wartość przysłony i czułość ISO. Każda z tarcz została tak ulokowana, że jest dokładnie pod palcem.

Mamy do tego duży, idealnie ułożony joystick służący do ustawiania punktu AF, zamiast mało udanego dotykowego pada znanego z EOS-a R. Zresztą, dla dotychczasowych użytkowników lustrzanek tej marki z serii EOS 5D czy 6D to żadna nowość. Cała ergonomia jest wręcz żywcem przeszczepiona z lustrzanki i w tym wypadku taki zabieg wyszedł tu tylko na dobre.

Oba aparaty mają ekrany dotykowe, z możliwością odchylania o 180 stopni. To ciekawe, że od dawna ciągnął się spór o to, czy tego typu sposób odchylania ekranu jest lepszy, czy gorszy niż rozwiązanie stosowane np. w korpusach Sony, gdzie ekran można uchylać tylko do góry na dół. Oba rozwiązania mają swoich zwolenników oraz przeciwników, ale popularność vlogów chyba definitywnie tę wojenkę rozstrzygnie. Ekran na bocznym zawiasie to idealne rozwiązanie dla twórców wideo, w szczególności blogerów, ponieważ można łatwo nagrywać się „z ręki”, widząc swój podgląd — bez konieczności podpinania dodatkowego, ciężkiego ekranu.

W praktyce nie widać dużej różnicy na niekorzyść EOS-a R6. Oba ekrany są świetne i robią bardzo pozytywne wrażenie. Oba są też idealnie responsywne, czułe, a funkcja dotyku działa bez zarzutów, ale do tego Canon zdążył nas przyzwyczaić przynajmniej już od kilku lat.

Po przyłożeniu EOS-a R5 do oka czułem, jakbym wręcz wchodził do prezentowanego tam świata, ponieważ wizjer jest ogromny i bardzo szczegółowy. W R6 aż tak dobrze nie jest, ale to nadal jeden z lepszych celowników elektronicznych na rynku.

Prędkość zdjęć seryjnych obu korpusów wynosi w trybie seryjnym 12 kl./s z migawką mechaniczną oraz 20 kl./s przy migawce elektronicznej. Na dokładne testy realnej wydajności przyjdzie jeszcze czas. Zwróciłem natomiast uwagę na bardzo przyjemny dźwięk migawki. Wiem, że dla niektórych może to być błahostka, ale wbrew pozorom dla wielu fotografów cecha ta ma duże przełożenie na komfort robienie zdjęć danym aparatem.

To wszystko sprawia, że fotografowanie zarówno Canonem EOS R5, jak i R6, to czysta przyjemność. Oba aparaty wręcz zachęcają do chwycenia w dłonie i tworzenia. Są przystępne, szybkie, mają bezbłędną ergonomię z dobrze wyprofilowanymi gripami. Widać tu duży kontrast w porównaniu do solidnych, ale jednak nieco nijakich i kanciastych bezlusterkowców Sony.

Dual Pixel AF drugiej generacji robi piorunujące wrażenie

Canon EOS R5 i R6 mają także drugą generację systemu Dual Pixel AF, który pokrywa teraz 100 proc. kadru w pionie i w poziomie. Nowy system ma 1053 strefy autofokusa podczas fotografowania i 819 strefy przy filmowaniu. To znacznie więcej niż w starszej wersji systemu.

EOS R5 ma przy tym 5940 punktów detekcji fazy, a EOS R6 aż 6072. Producent chwali się, że to najlepszy system AF na świecie. Po krótkich testach zapowiada się, że może mieć rację.

Prosty test pokazał, jak w praktyce wygląda tryb wykrywania i śledzenia twarzy/oczu. Aparat z niezwykłą szybkością oraz precyzją „zapamiętuje” i śledzi obiekt, nawet jeśli postać odwróci się na chwilę. Na precyzyjne wnioski jeszcze przyjdzie czas, ale to, co tu widzę, robi duże wrażenie.

Dzięki algorytmowi głębokiego uczenia aparaty rozpoznają twarze i oczy ludzi, a dodatkowo także koty, psy i ptaki – zarówno w trybie fotografowania, jak i filmowania.

System AF może pochwalić się także niezwykłą czułością: do -6 EV w przypadku modelu R5 i aż -6,5 EV w EOS R6. W czasie szybkich testów aparaty błyskawicznie ustawiał ostrość w ułamku sekundy. Co ważne, AF działa tak samo dobrze na całej powierzchni matrycy, a punkt ostrzenia możemy ustawiać dotknięciem ekranu LCD.

Inteligentne rozwiązania na miarę XXI wieku

Warto również zwrócić na kilka małych, ale istotny nowości, o których mało kto mówi. Oba korpusy mają złącze USB-C (USB 3.1 Gen 2), który umożliwia szybkie przesyłanie plików, ale i ładowanie baterii przy użyciu zasilacza USB PD-E1 firmy Canon. To chyba pierwsze aparaty w historii, które umożliwiają stałe zasilanie w standardowy sposób, co jest bardzo przydatnym rozwiązaniem.

Mocno rozwinięto także możliwości bezprzewodowego transferu danych. Bluetooth z opcją stałego połączenia ze smartfonem i przesyłania zdjęć na bieżąco to już standard w wielu aparatach. Nowością jest natomiast możliwość przesyłania zdjęć na serwer FTP bez kabli, co może ułatwić pracę w studiu czy podczas jakichkolwiek sesji. Takie rozwiązanie powinno być w naszych czasach zupełnym standardem, podobnie jak możliwość podłączania aparatów jako kamerki internetowe. Dobrze, że w końcu któryś producent zrobił ten ważny krok do przodu.

Jakość zdjęć z najwyżej półki

Canon EOS R5 ma 45-megapikselową matrycę (ISO 100-51200). To nowy sensor zaprojektowany specjalnie do tego modelu. Z kolei Canon EOS R6 ma 20-megapikselową matrycę (ISO 100-102400), którą zaczerpnięto z ... sztandarowej lustrzanki EOS-1D X Mark III! Mamy tu zatem do czynienia z jednym z najlepszych sensorów na rynku, który według DxO ma zakres dynamiczny ok. 14,5 EV. Jest to zatem najlepszy sensor tej marki. Poniżej porównanie czułości ISO w Canonie EOS R6. Niestety, w sklepie cyfrowe.pl, gdzie odbyła się prezentacja, nikt nie pomyślał o sensownym oświetleniu scenki testowej, więc jakość zdjęć jest, jaka jest. Tania lampka z supermarketu to nie jest światło do tego typu rzeczy.

ISO 100
ISO 200
ISO 400
ISO 800
ISO 1600
ISO 6400
ISO 12800
ISO 25600
ISO 51200
ISO 102400

Dwa sensory mają system stabilizacji. Producent zapewnia o skuteczności do 8 EV z odpowiednimi obiektywami. Warto tu podkreślić, że skuteczność mocno zależy od podpiętego obiektywu. System IS wspiera także szkła EF podpięte przez adapter.

Filmowanie 8K jednak z gwiazdą

Dużo na temat funkcji filmowych pisaliśmy w pierwszym tekście. Warto nieco rozwinąć ten wątek, kiedy wiemy już więcej na ten temat.

Filmy 8K zapiszemy wyłącznie wewnętrznie, ponieważ moduł HDMI obsługuje tylko rozdzielczości do 4K 60 kl./s. Oba aparaty mają mało lubiane złącze microHDMI, które często się psuje. Do tego, filmy 120 kl./s są automatycznie konwertowane do klatkażu 25/30 kl./s, czyli do gotowego filmu w zwolnionym tempie. O ile rozumiem zastosowanie takiego rozwiązania w przypadku popularnego drona, to przy tak zaawansowanych aparatach już niekoniecznie. Dobrze wiedzieć, że Canon EOS R6 przy 4K 60 kl./s nagrywa z niewielkim cropem 1,07x.

W mediach pisze się także o przegrzewaniu się Canona EOS R5. To problem wielu aparatów, nawet tych rejestrujących „tylko” w 4K. Nowy EOS nagrywa w 8K, więc oddaje mnóstwo ciepła. Jak sobie z nim radzi? W sieci można znaleźć oficjalne dane, jakie podaje producent. Przy temperaturze 23 stopni Celsjusza i ustawieniu ALL-I wyniki są następujące:

  • 8K 30 kl./s: 20 min.
  • 4K 120 kl./s: 15 min.
  • 4K 60 kl./s (crop): 25 min.
  • 4K 30 kl./s HQ: 30 min.
  • 4K 60 kl./s: 35 min.
  • FHD 60 kl./s: bez ograniczeń
  • 4K 30 kl./s: bez ograniczeń

Przy 35 stopniach te wartości spadają, gdzie przy 8K mamy 16 min. Kiedy temperatura wzrośnie do 40 stopni, uzyskamy tylko 11 minut pracy. Niestety nie wiadomo, ile czasu urządzenie potrzebuje, aby się ochłodzić, bo wiele zależy od danej sytuacji.

Widać zatem wyraźnie, że Canon EOS R5 jest aparatem do nagrywania krótkich form filmowych, a nie długich sesji. Wyobrażam sobie także spore problemy przy intensywnym filmowaniu ślubów, koncertów czy innych wydarzeń, kiedy jest gorąco i świecie słońce.

O takie bezlusterkowce Canona walczyliśmy

Canon EOS R5 wygląda na aparat niemal kompletny, który sprawdzi się zarówno w rękach fotografów, jak i filmowców. Z kolei sporo tańszy Canon EOS R6 to realny konkurent Sony A7 III, czyli chyba obecnie najpopularniejszego sprzętu w swojej klasie. To aparaty, na które od dawna czekaliśmy. Canon w końcu zrobił korpusy, który czerpią wiele dobrych rozwiązań z lustrzanek, ale oferują całą paletę korzyści aparatów bez lustra. Ta premiera to nie tylko krok milowy pod względem możliwości filmowych tych aparatów, ale także jako moment, w którym Canon definitywnie postawił na bezlusterkowce.

Przygotowanie kompletnego pełnoklatkowego bezlusterkowca zajęło firmie Sony kilka lat. Canonowi teoretycznie mniej niż 2 lata, ale pamiętajmy, że wiele z technologii użytych w „erkach”, jak np. system Dual Pixel AF, Canon rozwijał już dobrych kilku lat. Japoński producent starał się jak mógł, aby wycisnąć ze swoich lustrzanek, ile mógł, ale widać wyraźnie, że jego całe moce przerobowe są już skierowane na bezlusterkowce.

Kilka lat temu, będąc na targach Photokina w Kolonii, jeden z zagranicznych pracowników tej marki trafnie podsumował, jak działa Canon. Canon przez ostatnie lata reagował dosyć późno na ruchy konkurencji i często wchodził na rynek z pewnymi rozwiązaniami jako ostatni. Robił to jednak bardzo dobrze. Dzisiaj dostrzegamy, że japoński producent bardzo przyspieszył. A to oznacza, że nie tylko robi to dobrze, ale i szybko.

Czy Canon EOS R5 wprowadzi taką rewolucję jak ponad 10 lat temu Canon EOS 5D Mark II? Pewnie nie, bo jednak nie wprowadza nowej, przełomowej funkcji do świata aparatów, a mocno rozwija już wprowadzoną. Uważam jednak, że będzie to ważny krok milowy w rozwoju współczesnych aparatów, a dzięki ciekawemu rozwojowi całego systemu EOS R, Canon znowu stał się cool.

Canon EOS R6: zdjęcia przykładowe

Wszystkie zdjęcia przykładowe zostały wykonane w formacie JPEG, ponieważ nie dysponujemy jeszcze programem do otworzenia plików RAW. TUTAJ można pobrać paczkę oryginałów.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst