1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

Nie dajcie sobie wmówić, że warto. PocketBook InkPad Color - recenzja

PocketBook InkPad Color - recenzja e-czytnika z kolorowym ekranem

Bardzo chciałem, żeby PocketBook InkPad Color okazał się dobrym produktem. Od lat czekałem na czytnik e-booków z kolorowym ekranem, więc z radością przyjąłem na testy urządzenie z nowym ekranem E-Ink Kaleido Plus. Niestety pomimo kolorów na ekranie, kolorowych doznań nie było.

PocketBook InkPad Color to drugi sprzęt w portfolio firmy, wyposażony w nowy, kolorowy wyświetlacz E-Ink. Kilka miesięcy temu Piotr Grabiec testował mniejszy czytnik z wyświetlaczem E-Ink Kaleido - PocketBook Color.

PocketBook InkPad Color jest tak naprawdę tym samym urządzeniem, tyle że ze znacznie większym ekranem. Zamiast panelu 6” mamy tu do czynienia z wyświetlaczem e-papierowym o przekątnej 7,8”.

Ma on to samo zagęszczenie pikseli, co mniejszy PocketBook Color (300 DPI w odcieniach szarości) przy rozdzielczości 1404 x 1872 px. Reszta podzespołów jest praktycznie taka sama, podobnie zresztą jak wygląd - InkPad Color wygląda jak rozwałkowany PocketBook Color.

Wyraźną różnicę widać za to w cenie urządzenia. PocketBook Color kosztuje 799 zł, podczas gdy za InkPada Color trzeba zapłacić już 1399 zł. To bardzo wysoka cena jak na czytnik e-booków, zwłaszcza że InkPad 3 bez wyświetlacza Kaleido Plus kosztuje blisko 500 zł mniej. Czy kolorowy ekran E-Ink wart jest tak wysokiej ceny? I czy w ogóle warto kupić czytnik PocketBook InkPad Color?

Cóż, odpowiedź w obydwu przypadkach brzmi - nie. Stanowczo nie. Ale pomówmy najpierw o zaletach. Nie ma ich wiele, więc nie zajmie nam to dużo czasu.

PocketBook InkPad Color to niebywale uniwersalny czytnik.

Jeśli jest coś, czego nie można odmówić czytnikowi PocketBooka, to właśnie uniwersalność i ogrom możliwości. I to użytecznych możliwości, a nie pierdółek, które producenci czytników często instalują w swoich urządzeniach, żeby pochwalić się fikcyjnymi możliwościami.

Tutaj takich pierdółek nie ma wiele - jest kilka gier i kolorowanki, ale reszta dodatków to naprawdę użyteczne rzeczy: łączność z Dropboxem, usługa „wyślij do PocketBook”, słowniki, przeglądarka czy odtwarzacz audio do słuchania audiobooków (po podłączeniu słuchawek lub głośnika przez Bluetooth lub adapterem USB, czytnik nie ma swoich głośników).

Podobnie jak inne czytniki PocketBook, InkPad Color pracuje pod kontrolą systemu operacyjnego Linux, nie Android, więc nie możemy do niego dograć aplikacji z repozytorium plików .apk. Z jednej strony szkoda, bo miło by było dodać np. aplikację Instapaper czy Pocket do czytania artykułów. Z drugiej strony nie ma to znaczenia, bo androidowe aplikacje na czytnikach zwykle działają beznadziejnie.

Jeśli chodzi o samo czytanie, InkPad Color jest w stanie otworzyć większość znanych i używanych formatów. Pełna lista prezentuje się następująco: PDF, PDF (DRM), EPUB, EPUB(DRM), DJVU, FB2, FB2.ZIP, DOC, DOCX, RTF, PRC, TCR, TXT, CHM, HTM, HTML, MOBI, ACSM, JPEG, BMP, PNG, TIFF, CBR, CBZ, OGG.ZIP, MP3.ZIP, MP3, OGG, M4A, M4B

Osobiście spędziłem najwięcej czasu sprawdzając pliki EPUB, PDF oraz CBR, w których zapisywane są komiksy. O wrażeniach opowiem za chwilę.

Do całej powyższej listy formatów dochodzi również integracja z dwoma najpopularniejszymi dostawcami subskrypcji na e-booki w Polsce - Legimi oraz Empik Go. Obydwie aplikacje spisują się tak dobrze, jak tylko jest to możliwe na czytniku. Czyli… marnie w porównaniu z telefonem czy tabletem, ale da się czytać.

Bardzo cieszy zastosowanie złącza USB-C do ładowania - mam nadzieję, że Amazon patrzy i porzuci w końcu archaiczne złącze microUSB w Kindle’ach, skoro konkurencja poszła naprzód.

Muszę też powiedzieć, że jak na sporych rozmiarów czytnik (195 x 136,5 x 8 mm) PocketBook InkPad Color jest dość wygodny w użytkowaniu. Masa 225g jest zaś na tyle równomiernie rozłożona, by czytnik nie wyślizgiwał się z dłoni. Na dolnej ramce jest też dość miejsca, by wygodnie chwycić urządzenie i trzymać je jedną ręką.

Na tym zalety się kończą. Przejdźmy do tego, dlaczego PocketBook InkPad Color nie powinien zainteresować nawet największego miłośnika książek elektronicznych.

Co zmienia kolorowy wyświetlacz E-Ink Kaleido Plus?

W teorii kolorowy wyświetlacz powinien być nową jakością. Niestety E-Ink Kaleido Plus nią nie jest. Jeszcze nie teraz.

Na papierze wyświetlacz InkPada Color zapowiada się bardzo fajnie - 300 DPI, wysoka rozdzielczość i w ogóle… aż doczytamy, że 300 DPI dotyczy ocieni szarości. W kolorze rozdzielczość wyświetlacza to zaledwie 468 x 624 px, co daje nam 100 DPI. A to stanowczo za mało, by mówić o jakiejkolwiek ostrości, zwłaszcza w urządzeniu, które trzymamy dość blisko twarzy. Gdy mamy do czynienia z jednolitymi połaciami tego samego koloru, problemu nie widać. Jednak gdy czytamy komiksy albo patrzymy na kolorowe okładki książek, widać wyraźnie, że rozdzielczość jest fatalna.

Fatalne są też barwy ekranu. E-Ink Kaleido Plus potrafi wyświetlić 4096 kolorów, ale żadnego dobrze. Jako że ekrany e-papierowe nie są podświetlane oddolnie, lecz z pomocą diod umieszczonych wokół ekranu, które rzucają na niego światło, kolory na InkPadzie Color są sprane i nijakie. Patrzenie na taki kolorowy obrazek daje zerową przyjemność - równie dobrze mógłby być czarno-biały, doznania byłyby zbliżone.

Nie twierdzę, że kolorowe ekrany E-Ink nie mają przyszłości, bo mają, zarówno w e-czytnikach, jak i w cyfrowych ramkach na obrazy czy znacznikach reklamowych. Ta przyszłość jednak jeszcze nie nadeszła, a Kaleido Plus prezentuje się jak prototyp bardziej niż jak skończony produkt.

Ach, byłbym zapomniał - w przeciwieństwie do zwykłego ekranu E-Ink, kolorowy Kaleido Plus nie pozwala na regulację temperatury wyświetlacza. Jesteśmy więc skazani na biało-niebieskawe podświetlenie połączone ze spranymi kolorami.

PocketBook InkPad Color w praktyce.

Jeśli ktoś w ogóle interesuje się zakupem takiego czytnika, to można śmiało założyć, że planuje przede wszystkim czytać na nim komiksy lub artykuły. Mam niestety złą wiadomość - PocketBook InkPad Color kompletnie się do tego nie nadaje.

Zacznijmy od komiksów. Tu problemy są trzy. Pierwszym jest wspomniana jakość ekranu, która nijak ma się do papierowych wydań czy edycji cyfrowych na tabletach. Drugim jest fakt, że na przecięciu bardzo niskiej rozdzielczości i nadal niezbyt dużego ekranu komiksy czyta się po prostu niewygodnie - dymki są zazwyczaj za małe, by przeczytać je bez powiększania obrazu. Co z kolei prowadzi do trzeciego problemu - ten czytnik jest tak powolny, że po wykonaniu gestu pinch-to-zoom można iść zaparzyć kawę. No, może przesadzam, ale opóźnienie między wykonaniem gestu a powiększeniem obrazu jest tak długie, że po prostu niedopuszczalne.

Dodajmy do tego, że gdy czytamy komiksy w formacie CBR, czytnik musi odświeżyć się dwukrotnie przed przerzuceniem strony. W przypadku zeszytów Blacksada, które próbowałem na nim czytać, czas zmiany stron wynosił średnio od 3 do nawet 8 sekund. Pomnóżmy to razy liczbę stron zeszytu i wychodzi nam ogromne marnotrawstwo czasu.

Trzeba też wspomnieć, że gdzie indziej wcale nie jest lepiej. PocketBook InkPad Color działa jak żółw, dokładnie tak samo, jak PocketBook Color. Wprawdzie czytnik ma 1 GB RAM-u i 16 GB miejsca na dane, ale napędza go dwurdzeniowy procesor o taktowaniu 1 GHz. Może najwyższy czas, żeby producenci czytników (nie tylko PocketBook) przestali wsadzać do swoich urządzeń procesory o wydajności rodem z AD 2010, wtedy moglibyśmy mówić o jakiejkolwiek responsywności. A tak… cóż.

Otwierasz książkę - czekasz. Wracasz do menu - czekasz. Próbujesz zrobić notatkę - czekasz. Próbujesz powiększyć tekst - czekasz. Próbujesz zagrać we wbudowane szachy - czekasz na ruch tak długo, że zaczynasz się zastanawiać, czy komputer tak długo myśli, czy czytnik się zawiesił.

Jakby tego było mało, wyświetlacze e-papierowe zwykle znacząco ustępują czułością i responsywnością ekranom LED. Wyświetlacz w InkPadzie Color zasługuje jednak na pierwsze miejsce w tym niechlubnym rankingu, bo reakcja na dotyk jest tu po prostu fatalna. Czasem trzeba dotykać interfejsu po kilka razy, by w ogóle zarejestrował nacisk. Czytnik ma też funkcję odręcznego notowania, miziając palcem po ekranie. Ma to mniej więcej tyle sensu, co tryb sportowy Toyocie Prius - niby można, ale i tak nie będzie chciał z niego korzystać.

Na przecięciu wszystkich powyższych bolączek, czytanie PDF-ów również nie należy do przyjemnych. Pliki wczytują się bardzo długo, bardzo długo trwa przerzucenie strony, a jeśli w pliku są obrazki, to po wielokroć zdarzyło mi się, że obrazek się po prostu nie doczytał. Bo tak. Patrząc na to wszystko trudno nie podtrzymać opinii, którą wyraziłem w felietonie dwa lata temu - czytniki e-booków (inne niż Kindle) to w znakomitej większości kpina z konsumenta. Lata mijają, nic się nie zmienia.

Muszę też powiedzieć słowo o funkcji słuchania audiobooków na czytniku. Szczerze? Nie znam nikogo, kto by z takiej funkcji korzystał w tego typu urządzeniu, zwłaszcza że pliki trzeba wgrać ręcznie w formacie MP3 lub OGG. Prawdę mówiąc nie wyobrażam też sobie korzystania z czytnika e-booków w tym celu, gdy w kieszeni spodni mam telefon, który zrobi to lepiej, szybciej i na którym mam dostęp do usług strumieniujących audiobooki.

W praktyce jedyną czynnością, jaką PocketBook InkPad Color robi względnie dobrze, jest czytanie zwykłych książek w formacie EPUB i MOBI. Sęk w tym, że równie dobrze robi to kosztujący blisko trzykrotnie mniej PocketBook Touch Lux 5, o Kindle’u Paperwhite 4 nie wspominając.

A skoro tak, to jaki jest sens dopłacać?

PocketBook InkPad Color kosztuje… ile?

1399 zł. Tyle trzeba zapłacić za „dużego” PocketBooka z kolorowym ekranem. I nikt mnie nie przekona, że warto.

1399 zł za czytnik, który działa jak żółw, ma ekran, od którego bardziej kolorowe są malunki naskalne z Lascaux i którego jakość wykonania - delikatnie mówiąc - pozostawia sporo do życzenia.

Po urządzeniu elektronicznym, które mam trzymać w dłoni, oczekuję doskonałego spasowania. Skoro potrafią to telefony za 500 zł, to czytnik za 1400 zł również powinien. Tymczasem czytnik za 1400 zł ma obudowę, która skrzypi z każdej strony i którego plecki można wgniatać jak kapsel od Kubusia po pierwszym otworzeniu. Podobno to kwestia konkretnej partii produkcyjnej, ale... bez przesady. W urządzeniu za taką kasę nie powinno być miejsca na tego typu historie. Podobnie jak na kiepsko spasowane przyciski z ledwo wyczuwalnym skokiem, których układu lepiej od razu nauczyć się na pamięć, bo czarne ikonki na czarnym tle nie wyróżniają się na tyle, by rozpoznać funkcję przycisku na pierwszy rzut oka.

Sama jakość wykonania tego czytnika jest niedopuszczalnie niska, zaś jej połączenie z bardzo przeciętnym wyświetlaczem i słabiutką płynnością działania każe mi powiedzieć wprost: jeśli chcesz czytać komiksy, mangę i artykuły z sieci - kup iPada. Na promocji bez problemu można dostać najtańszego iPada 10,2” w tej samej cenie co nowy czytnik PocketBooka, a będzie on od niego lepszy w absolutnie każdym zastosowaniu.

Jeśli zaś chcesz czytać książki na ekranie e-papierowym: sięgnij po dowolny inny czytnik. Nawet PocketBooka InkPad 3. A jeszcze lepiej - po Kindle’a, który bije dowolny inny czytnik jakością wykonania i płynnością działania.

Kolorowy e-papier póki co nie jest wart uwagi. A już na pewno nie w PocketBooku InkPad Color.