Ekologia  / Artykuł

W kraju schabowego rośnie liczba nabywców roślinnego mięsa. Sprzedaż w Polsce wzrosła ponad dwukrotnie

Picture of the author

Czy w kraju schabowym i golonką płynącym jest miejsce dla wege-rewolucji? Okazuje się, że tak. Rynek roślinnych zamienników mięsa rośnie nad Wisłą w nieprawdopodobnym tempie.

Spekulowano, iż pandemia w istotny sposób odmieni nasze nawyki żywieniowe, choćby dlatego, że więcej będziemy gotować w domu i będziemy zwracać baczną uwagę na zdrowotne właściwości tego, co wkładamy do garnków.

Rzeczywiście tak się stało, a dzięki raportowi GfK Polonia przygotowanemu dla Rzeczpospolitej, mamy twarde dane potwierdzające te spekulacje. Dane mówią jasno - w 2020 roku Polacy zapragnęli zmiany.

Polacy jedzą coraz mniej mięsa i kupują coraz więcej zamienników.

Już w połowie ubiegłego roku widać było, że trend odwrotu od potraw mięsnych zaczyna naruszać tradycyjne żywienie Polaków, gdy raport GUS pokazał, iż spożycie mięsa nad Wisłą spada.

Teraz raport GfK Polonia pokazuje, że roślinne zamienniki przeżyły w ubiegłym roku prawdziwy boom w naszym kraju, zarówno jeśli chodzi o roślinne „mięso”, jak i zamienniki nabiału.

Jak podaje Rzeczpospolita, sprzedaż zamienników mięsa w 2020 r. wzrosła względem 2019 r. o 138 proc. (sic!) jeśli chodzi o wartość, a o 107 proc. jeśli chodzi o ilość. Z kolei roślinne zamienniki nabiału urosły wartościowo o 44 proc., zaś ilościowo o 50 proc.

Jeszcze ciekawsze informacje ukazują się, gdy spojrzeć na sprzedaż poszczególnych produktów. Marcin Domański, dyrektor handlowy sieci Biedronka, w rozmowie z Rzeczpospolitą powiedział, że klienci sklepów kupili o ponad 400 proc. więcej kokosowego zamiennika jogurtu i ponad 100 proc. więcej tofu niż w roku ubiegłym. To ogromne wzrosty.

Rynek płynie z prądem.

Nie ma miesiąca, byśmy nie słyszeli o wprowadzeniu na rynek kolejnej linii zamienników dla mięsa czy nabiału, lub żeby któraś z wielkich sieci restauracji bądź sklepów poszerzała swoją ofertę o wegański asortyment.

Właściciele sklepów widzą ten trend bardzo wyraźnie, stąd coraz bogatsza oferta dla wegan i wegetarian w sieciach takich jak Biedronka, Lidl czy Kaufland. Odwrót od mięsa zaczynają też dostrzegać wielkie marki, które dotychczas były utożsamiane wyłącznie z produktami odzwierzęcymi. Piekło zamarzło, gdy Tarczyński wypuścił na rynek swoje roślinne kabanosy (są okropne, ale hej - od czegoś trzeba zacząć), zaś swoje posunięcie na rynku alternatywnego nabiału planuje Mlekpol, który ma zamiast wydzielić jeden z zakładów wyłącznie na potrzeby wytwarzania produktów pochodzenia roślinnego. Do tego dochodzą dziesiątki mniejszych graczy, dla których rosnące zapotrzebowanie na roślinne zamienniki to szansa na rozwój i ekspansję.

Mięsożerców i mlekopijów tradycyjnie uspokoję - nikt nie chce wam odebrać prawa do spożywania ulubionego steka czy obżerania się serem. Co prawda europosłanka Sylwia Spurek chce zakazać reklamowania tych produktów, ale jej inicjatywa ma taką szansę na powodzenie jak PO na powrót do władzy przy obecnej strategii. To się nie wydarzy.

Roślinne zamienniki stanowią dziś raptem 1 proc. całej produkcji nabiału. Nawet jeśli Mlekpol i inni giganci od pozyskiwania i przetwarzania mleka zaczną produkować swoje wege-produkty, tych „prawdziwie mlecznych” też nie zabraknie. Na obecnej sytuacji wygrywają więc wszyscy. Miłośnicy produktów zwierzęcych nadal mogą je spożywać (choć przez wzgląd na dbałość o środowisko warto by było, żeby starali się nieco ograniczyć konsumpcję), firmy produkujące nabiał i produkty mięsne nie zbiednieją, a roślinożercy w końcu doczekają się mnogości zamienników dla potraw, którymi mięsożercy mogą się raczyć na co dzień. Win-win-win.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst