Tech  / Artykuł

Trump odchodzi z przytupem. Xiaomi wpisane na czarną listę

Picture of the author

To jedna z ostatnich decyzji administracji Donalda Trumpa, ale dla świata nowych technologii mogła być jedną z ważniejszych. Xiaomi trafia na czarną listę Trumpa. Czy to oznacza koniec aplikacji Google’a, tak jak u Huaweia? Nie w tym wypadku.

Na tzw. czarną listę Trumpa właśnie trafiło dziewięć kolejnych firm o chińskich korzeniach. Są to przedsiębiorstwa militarne, w tym np. producent samolotów Comac. Na liście pojawiło się też Xiaomi, prawdopodobnie na skutek faktu, że firma zrzesza całe nieprzebrane morze mniejszych marek. Administracja Trumpa dopatrzyła się wśród nich nieznanych szerzej marek zajmujących się przemysłem militarnym.

Nie byłoby to nic szokującego. Jeszcze do niedawna w Korei Południowej dział zajmujący się przemysłem militarnym miał również Samsung. Firma na rodzimym rynku zajmuje się nie tylko elektroniką, ale m.in. ubezpieczeniami zdrowotnymi, czy nawet przemysłem motoryzacyjnym.

Decyzja Trumpa szybko zaczęła być szeroko komentowana w świecie nowych technologii. Nic w tym dziwnego, bo wszyscy pamiętamy, jak podobna decyzja Trumpa odbiła się na smartfonach Huawei, które straciły możliwość korzystania z usług Google, przez co są - delikatnie rzecz ujmując - umiarkowanie atrakcyjnym wyborem. Może i App Gallery rośnie w siłę, ale jak żyć bez oficjalnych aplikacji Gmaila i YouTube’a?

Czy Xiaomi czeka los Huaweia?

Raczej nie, choć niestety nie jest to wykluczone. Na razie sytuacja jest jednak zupełnie inne niż w przypadku Huaweia. Tzw. czarna lista Trumpa to nie jedna, ale de facto kilka list. Xiaomi trafiło do pierwszej z nich, a to oznacza, że amerykańskie podmioty nie mogą w niego inwestować na giełdzie. Natychmiast zaowocowało to spadkami giełdowymi.

Jednocześnie decyzja nie oznacza, że Xiaomi traci dostęp do usług Google’a, czy możliwości współpracy z innymi amerykańskimi firmami. Aplikacje Google'a nadal są dostępne na smartfonach Xiaomi i póki co ich pozycja nie jest zagrożona w przyszłych modelach.

Pamiętajmy jednak, że ban na Huaweia był nakładany etapami, a pierwszym z nich była właśnie blokada giełdowa. Dopiero w kolejnych krokach administracja zabroniła współpracy z amerykańskimi podmiotami, w tym z Google’em.

Czy wobec tego kolejne, bardziej restrykcyjne, obostrzenia dotkną też Xiaomi?

Nikt nie wie, na co porwałby się Donald Trump, ale jego kadencja dobiega końca, do tego w atmosferze niebywałego skandalu. Jego następca, Joe Biden reprezentuje zupełnie inne podejście do polityki międzynarodowej, więc można sądzić, że to już koniec dziwnych i niepotrzebnych banów blokujących azjatyckim firmom możliwość współpracy z amerykańskimi partnerami.

Poprosiłem Xiaomi o komentarz do sprawy. Oto oficjalne stanowisko firmy:

Firma przestrzega prawa i działa zgodnie z odpowiednimi regulacjami jurysdykcji w krajach, w których prowadzi swoją działalność. Dostarcza produkty i usługi do użytku cywilnego i komercyjnego. Firma potwierdza, że nie jest własnością, nie jest kontrolowana ani nie jest powiązana z chińskim wojskiem i nie jest „komunistyczną chińską firmą wojskową” jak to definiuje NDAA. Firma podejmie odpowiednie działania w celu ochrony interesów Spółki oraz jej akcjonariuszy. Firma analizuje potencjalne konsekwencje tego wydarzenia, aby uzyskać pełniejsze zrozumienie ich wpływu na Grupę. Jeśli będzie to stosowne, firma wyda dalsze oświadczenia.

Podsumowując, na razie nie ma powodów do obaw, a cała sytuacja nie przekłada się na użytkowników smartfonów Xiaomi. No chyba, że są amerykańskimi graczami giełdowymi.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst