Tech  / Felieton

Pandemia przysłużyła się Facebookowi. Jaki był 2020 r. dla największego serwisu społecznościowego świata?

Picture of the author

2020 r. z pewnością nie był normalny. Ludzkość stanęła w obliczu pandemii koronawirusa. Nasz styl życia musiał ulec zmianie. W tym czasie dobitnie mogliśmy się przekonać, że media społecznościowe - z Facebookiem na czele - wcale nie łączą, a przede wszystkim dzielą ludzi.

Miałem napisać podsumowanie roku na Facebooku zawierające informacje o najważniejszych wydarzeniach dla firmy, momentach przełomowych i jej kondycji finansowej. Zajrzałem jednak do dwóch tekstów. Po pierwsze, do własnego podsumowania z 2019 r., które opatrzyłem tytułem Monolit zaczął się kruszyć.

Owszem, nie pomyliłem się pisząc, że 2020 r. będzie trudny dla Facebooka, ale powód tych trudności okazał się inny, niż myśleli wszyscy. Po drugie, zajrzałem po raz kolejny do ostatniego raportu kwartalnego spółki. Wykresy przedstawiające aktywnych użytkowników dziennych i miesięcznych nadal rosły, ale trudno zapomnieć, że pandemia koronawirusa wzmocniła tzw. online.

Od 2-3 lat widać w raportach kwartalnych, że dynamika wzrostu liczby użytkowników Facebooka jest coraz niższa i śmiało można postawić tezę, że gdyby nie pandemia kwartały 2020 r. mogły być pierwszymi pokazującymi poważne spadki.

Zamknięci w domach korzystaliśmy jednak z Facebooka jeszcze więcej niż dotychczas, dlatego III kwartał gigant zakończył z 1,8 mld użytkowników dziennie i 2,74 mld miesięcznie na samym Facebooku, czyli głównym biznesie firmy. Jeżeli dodamy do tego ruch z Instagrama, Messengera i WhatsAppa, będzie to odpowiednio 2,54 mld użytkowników dziennie i 3,21 mld miesięcznie. Czekamy rzecz jasna na wyniki całoroczne, ale trudno się spodziewać, by po kilku już lockdownach Facebookowi spadało. To nielogiczne.

Facebook jest bezużyteczny, koniec i kropka

Gdy zmienimy optykę i spojrzymy na Facebooka z perspektywy zwykłego użytkownika, szybko dojdziemy do wniosku, że Facebook jest nie tylko mało użyteczny, ale bywa niebezpieczny. Mark Zuckerberg niczym mantrę powtarza, że celem jego firmy jest łączenie ludzi. Tymczasem pozamykaliśmy się w bańkach, z których wychodzimy tylko po to, by pokłócić się z kimś w komentarzach pod tym czy innym wpisem. Podczas pandemii ze zdwojoną siłą uwypukliły się podziały. Niewierzący w COVIDA-19 okładają się klawiaturami z tymi, którzy bronią osiągnięć nauki. Pod niemal każdym postem dotyczącym liczby nowych zakażeń rozgrywają się krwawe bitwy jednych z drugimi.

Drugim, chyba nawet ważniejszym, aspektem jest wspomniana już bezużyteczność Facebooka jako medium. Użytkownicy przestali orientować się, że największy serwis społecznościowy świata nie jest sam w sobie źródłem wiadomości, a jedynie platformą służącą do ich udostępniania z innych źródeł. Świadczą o tym badania przeprowadzone niedawno w Stanach Zjednoczonych, z których wynika, że połowa Amerykanów nie rozróżnia, kto dostarcza im newsy. Myślą po prostu, że nadawcą jest Facebook.

Jakie to ma znaczenie? Ogromne! Jeżeli widzimy jakąś informację na Facebooku i przestajemy się zastanawiać, kto jest jej źródłem, staje się to potencjalnie niebezpieczne. Na tym zasadza się mechanizm rozprzestrzeniania fake newsów. Upraszczając, sprowadza się to do tego, że skoro przeczytałem o czymś na Facebooku, musi to być prawdziwe. Coraz częściej nie jest, o czym nie muszę przekonywać świadomych użytkowników, którzy spotykają się z dezinformacją w mediach społecznościowych.

Facebookowi oddać trzeba, że próbuje oznaczać fake newsy. Coraz częściej widzimy pod tekstami metkę z ostrzeżeniem, że informacje są niepełne lub nieprawdziwe. Przy skali tego biznesu utopią jest wiara w to, że zjawisko fake newsów zostanie nie tylko wyeliminowane, ale choćby mocno osłabione. Zresztą takie oznaczenie pojawia się po jakimś czasie, gdy już wszyscy ci, którzy przyswoili fałszywą informację, i tak nie dostrzegą ostrzeżenia.

W dobie pandemii koronawirusa dwie wskazane wyżej wady Facebooka wydają się bardzo istotne. Zamknięci w domach sięgamy po Facebooka, by szukać ludzi i informacji. Znajdujemy coś zgoła przeciwnego: trolli, którzy z różnych powodów chcą wprowadzić nas w błąd i fake newsy przez nich wyprodukowane.

Na jeszcze innym poziomie zagrożenia płynące z Facebooka tłumaczy wypowiedź byłego szefa ds. monetyzacji w tej firmie, który porównał serwis społecznościowy z papierosami.

Pożyczyliśmy wiele od przemysłu tytoniowego, starając się uzależnić użytkowników od naszej oferty.

- mówił Tim Kendall

Jaki był rok 2020 na Facebooku?

Jeżeli Mark Zuckerberg w ogóle śpi, sen z jego powiek spędzają mu z pewnością politycy, którzy coraz częściej i coraz głośniej dostrzegają nie tylko w jego firmie, ale również w Google'u, Apple'u i Amazonie monopole. W lipcu 2020 r. miało miejsce ważne przesłuchanie szefów spółek technologicznych przed Kongresem.

Zuckerberga przyciskano wewnętrznymi dokumentami firmy, które ujawniły, że Facebook kupił Instagrama, aby zneutralizować go jako zagrożenie. Wśród dokumentów znalazły się e-maile, w których Zuckerberg otwarcie omawiał kupowanie Instagrama i WhatsAppa, aby nie wpływały one negatywnie na biznes Facebooka. - Ważną kwestią dotyczącą start-upów jest to, że często można je nabyć - dosyć beznamiętnie pisał Zuckerberg w 2012 roku. Kongresman Jerry Nadler nazwał takie działanie „dokładnie tym typem przejęcia antykonkurencyjnego, któremu prawa antymonopolowe miały zapobiegać”.

- relacjonowała Sylwia Czubkowska.

Pod koniec roku wiemy, że postępowania wobec gigantów będą się toczyć na różnych szczeblach administracji i sądownictwa i w wielu miejscach na świecie, a media zza oceanu donoszą o nieformalnym porozumieniu Facebooka i Google'a, które ma umożliwić firmom wspólną obronę.

Nieco wcześniej Facebook groził nawet, że wyjdzie z Europy, co miało zrobić wrażenie na naszych regulatorach, którzy domagali się od firmy zaprzestania przesyłania danych Europejczyków do Stanów Zjednoczonych. Szkoda, że groźby nie spełnił - chciałoby się rzec - świat byłby lepszy.

Z pewnością za ciekawą można uznać strategię Facebooka w walce z oskarżeniami o monopol. Firma chce jeszcze bardziej scalić swoje usługi. Służyć temu ma integracja Instagrama, WhatsAppa i Messengera. Na pozór wydaje się to irracjonalne, bo przecież wzmacnia oskarżenia o monopol, tymczasem Zuckerberg chce doprowadzić do sytuacji, gdy podział będzie bardzo trudny, jeżeli w ogóle możliwy.

Jaki będzie rok 2021 dla Facebooka?

Rok pandemii pokazał, że prorocy mogą rozbić się o mur rzeczywistości. Po roku pandemii nie potrafimy przewidywać nawet na kilka tygodni do przodu. Kto wie na przykład, czym okaże się nowy szczep koronawirusa zidentyfikowany w Wielkiej Brytanii? Od tego, w jakim kierunku rozwinie się sytuacja epidemiczna, zależy wiele gałęzi gospodarki i życia społecznego, dlatego trudno wyrokować o przyszłości tak skomplikowanego organizmu, jakim jest Facebook.

Z pewnością Mark Zuckerberg będzie musiał stoczyć trudną bitwę z instytucjami państwowymi, a także unijnymi. 2020 r. był dopiero początkiem jego kłopotów. Po drugie, jeżeli uda nam się wyjść z pandemii, przyjdzie korekta i Facebook będzie musiał zmierzyć się z bardzo powolnym, ale niemal pewnym spadkiem liczby użytkowników.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst