Tech  /  Recenzja

Nie polecam, nie kupujcie. MacBook Pro 16 - recenzja po roku

Picture of the author

Równo rok temu złożyłem zamówienie na MacBooka Pro 16 w wersji niemal najwyższej. 12 miesięcy później powiem wprost - nie polecam, nie kupujcie.

Pozwólcie, że zanim przejdę do właściwej oceny MacBooka Pro 16 nadam jej nieco kontekstu.

W listopadzie 2019 r. moje plany na 2020 r. (tak samo jak całej reszty populacji) wyglądały zupełnie inaczej. Śmiałem się z innymi z jedzenia nietoperzy w Chinach, układając wstępną agendę na kolejny rok i planując adekwatne zakupy sprzętowe.

Praca dziennikarza technologicznego wiąże się z wieloma wyjazdami na konferencje i targi, wstępnie miałem też zakontraktowane zlecenia fotograficzne zagranicą. Potrzebowałem mobilnego komputera o mocy obliczeniowej dość wysokiej, by zapewnić mi płynną pracę nad zdjęciami i wideo w warunkach targowego stresu, jak również na planie zdjęciowym.

Postawiłem na MacBooka Pro 16 w niemal najwyższej wersji. Dopłaciłem do lepszego procesora, większej ilości RAM-u, mocniejszego GPU i większego dysku. Finalna cena była tak wysoka, iż zdecydowałem się wziąć komputer w leasing… co również było błędem. Ale o tym za chwilę.

Nowego MacBooka Pro 16 zdołałem zabrać na jeden krótki wyjazd. Potem COVID-19 uderzył z całą mocą i wszelkie plany wyjazdowe na 2020 r. po prostu przepadły. Targi i konferencje przeniosły się do sieci, zagraniczne zlecenia straciły rację bytu, a MacBook Pro 16 wylądował na biurku jako komputer stacjonarny.

Być może jest to główny powód mojego niezadowolenia z zakupu, który rzuca się cieniem na całą ocenę sprzętu - wszak kupiłem go w celu, którego nie mogłem zrealizować, więc siłą rzeczy od 12 miesięcy używam komputera nie do końca zgodnie z jego przeznaczeniem.

Tym niemniej te 12 miesięcy obfitowało w tak wiele problemów związanych z działaniem sprzętu, że może i dobrze, że przesiedziałem ten rok w domu. Gdyby MacBook Pro 16 wyczyniał takie cyrki na wyjazdach, od których zależy mój zarobek, byłbym nim jeszcze bardziej zirytowany.

Więcej o moich pierwotnych „przygodach” z MacBookiem Pro 16 możecie przeczytać w poniższych tekstach:

Początek mojej przygody z MacBookiem Pro 16 nie był różowy.

Na dzień dobry największy laptop Apple’a trapiony był przez problem z przegrzewaniem się - po podłączeniu zewnętrznego monitora, nawet takiego o rozdzielczości Full HD, komputer automatycznie przełączał się na dedykowany układ GPU, który momentalnie zaczynał pobierać minumum 20 W mocy, podczas gdy w stanie spoczynku powinien pobierać 5 W. To sprawiało, że MacBook Pro 16 na zmianę to się przegrzewał, to hałasował wentylatorami.

Potrzeba było aż pół roku i setek wpisów na forum pomocy Apple’a, by stosowna aktualizacja macOS Catalina naprawiła ten problem.

W międzyczasie laptopowi przytrafiła się jeszcze jedna przygoda - przyklejony klawisz delete. Pech chciał, że w drodze do serwisu uszkodzona została też matryca komputera, ale na szczęście dzięki pomocy sklepu x-kom, gdzie kupiłem MacBooka, serwis wymienił mi ją bez dodatkowych kosztów. Komputer był w serwisie blisko miesiąc.

Gdy już wrócił, został na stałe. Ale to wcale nie oznaczało końca problemów.

Najpierw powiedzmy jednak, co MacBook Pro 16 robi dobrze.

Muszę oddać Apple’owi co Apple’owe - MacBook Pro 16 jest fantastycznym laptopem. Ekran jest cudowny. 16-calowy panel o rozdzielczości 3072 x 1920 px to uczta dla oka i najlepszy przyjaciel fotografa; kolory są idealnie odwzorowane, jasność i kontrast na najwyższym poziomie, a refleksy opanowane do minimum, na jakie pozwala błyszcząca matryca.

Niezmiennie uwielbiam też klawiaturę i gładzik w MacBooku Pro 16. Do tego stopnia, że gdyby nie problemy z przegrzewaniem się, gdy MBP 16 ma otwartą klapę i jest podłączony do monitora 4K, preferowałbym pisać na wbudowanej klawiaturze zamiast na zewnętrznej. Jest tak dobra. Nawet Touchbar, który z początku wydawał mi się bezużyteczny, traktuję dziś jako naprawdę przydatny dodatek, z którego korzystam za każdym razem, gdy pracuję na samym laptopie.

Żadnej konkurencji nie mają też głośniki. MacBook Pro 16 zmiata dowolnego rywala jeśli chodzi o wbudowany układ audio. Dźwięk jest nadspodziewanie głęboki i donośny. Oczywiście, nie grają one tak dobrze, jak np. dedykowane głośniki na biurku, ale są zestrojone w taki sposób, by brzmieć bardzo przyjemnie. Nie miałbym problemu, gdybym musiał zdjąć z biurka swoje Presonusy i pracować wyłącznie na wbudowanych głośnikach MacBooka Pro 16.

Przez większość czasu nie sposób też narzekać na wydajność. Kombinacja ośmiordzeniowego Intel Core i9, 32 GB RAM-u i grafiki AMD Radeon 5500M z 8 GB vRAM pozwoliła mi na zmontowanie kilkudziesięciu filmów 4K i obrobienie tysięcy zdjęć, w tym takich z aparatów o matrycy 42 lub 61 Mpix. Nawet najtańszy wariant MacBooka Pro 16 jest dostatecznie wydajny, by poradzić sobie z większością zadań dotyczących obróbki multimediów.

Gdybym oceniał MacBooka Pro 16 przez pryzmat wykonanej na nim pracy, zebrałby najwyższe oceny. Maszyna zapracowała na swoje utrzymanie, pozwoliła mi zarobić pieniądze i wykonać wszystkie zakontraktowane zlecenia.

Najwyższych not MacBook Pro 16 jednak nie dostanie, bo ostatnie 12 miesięcy były pasmem mniejszych lub większych irytacji, a dziś mówię wprost: nie kupujcie.

MacBook Pro 16 wiele rzeczy robi źle.

Największą bolączką największego laptopa Apple’a jest jego kultura pracy. Od samego początku MacBook Pro 16 sprawiał problemy z utrzymaniem rozsądnych temperatur i pracy wentylatorów, ale teraz, rok po zakupie, jest tylko gorzej.

Wiatraki pracują z najniższą mocą tylko wtedy, gdy piszę tekst i mam otwarte góra 3-4 karty w przeglądarce. Są ledwo słyszalne, gdy obrabiam zdjęcia lub zaczynam montować wideo. Wystarczy jednak dłuższa chwila intensywnej pracy, a MacBook Pro 16 zaczyna wentylować z całą mocą, nawet jeśli obciążenie maszyny wcale tego nie wymaga.

Tak chciałbym pracować...

Każda sesja obróbkowa w Lightroomie czy montaż wideo w DaVinci Resolve wymaga włożenia słuchawek z ANC, tak głośno szumią wentylatory rozkręcone do maksimum. Co gorsza, wiatraki pracują z pełną mocą także wtedy, gdy… oglądam wideo na YouTubie w 4K.

Nie ma też mowy o pracy z otwartą klapą i jednoczesnym wykorzystaniu wbudowanego wyświetlacza oraz dedykowanego monitora 4K. Nawet podczas pisania tekstu MacBook Pro 16 zaczyna się w takim scenariuszu gotować i błyskawicznie odpala wentylatory.

Co gorsza, ta intensywna praca wiatraków wcale nie wystarcza do porządnego schłodzenia maszyny. W chwilach, gdy MBP 16 pracuje z pełnym obciążeniem, np. podczas eksportu zdjęć czy renderowania wideo, maszyna staje się bezużyteczna. Podczas renderowania nie mogę nawet otworzyć przeglądarki w drugim oknie, czy sprawdzić wiadomości na Slacku - komputer ledwo dyszy, a kursor szarpie na każdym pikselu.

Muszę też powiedzieć, że MacBook Pro 16 nie jest zbyt kompatybilny z pakietem Adobe, który - przypomnę - jest dla mnie głównym narzędziem pracy. Lightroom i Photoshop są tu używane na porządku dziennym, ale korzystanie z nich jest dalekie od przyjemności. Każda aktualizacja LR i PS kończy się problemami, wynikającymi - jak wyczytałem na forach Adobe - z zastosowania GPU od AMD. Dopiero gdy Apple wypuszcza stosowną łatkę, wszystko wraca do normy. Tak jest np. w chwili pisania tego tekstu: po aktualizacji systemu operacyjnego do macOS BigSur Lightroom po prostu odmówił współpracy. Próba wejścia do biblioteki czy zaimportowania zdjęć kończy się ikoną piłki plażowej i kompletnym zawieszeniem pracy programu. Dopiero restart całego komputera pomaga i pozwala na płynną pracę… do czasu pojawienia się kolejnego błędu.

Po roku znacznej degradacji uległ też czas pracy komputera, choć to może być w dużej mierze spowodowane faktem, iż przez 90 proc. czasu jest on zadokowany i podłączony do prądu.

Według danych z iStat Menus akumulator ma za sobą raptem 38 cykli, jej zdrowie to 87 proc., a stan określony jest jako „normalny”. Mimo tego MacBook Pro 16 nie trzyma już na jednym ładowaniu 9-11 godzin, jak tuż po zakupie. Teraz w normalnym użytkowaniu, czyli przeglądarka + program do pisania + spotify + okazjonalne wideo na YouTubie, MBP 16 wytrzymuje góra 6 godzin z dala od gniazdka. To wciąż dobry wynik, jak na maszynę o tak dużym ekranie i tak energożernych podzespołach, ale jest on daleki od tego, co wyciskałem z MBP 16 na początku.

Do tego dochodzi seria pomniejszych problemów, jak okazjonalne kłopoty z działaniem kamerki internetowej i częste problemy z łącznością Bluetooth i Wi-Fi (spowodowane nagrzewaniem podzespołów w okolicy modułu bezprzewodowego). Patrząc wstecz na ostatnich 12 miesięcy nie potrafię wskazać choć jednego tygodnia, w którym MacBook Pro 16 nie sprawiłby mi jakiejś przykrej niespodzianki. Moje doświadczenie z nim jest tak dalekie od Apple’owego „it just works!” jak to tylko możliwe.

Dodatkowych kilogramów do mojej frustracji dorzuciła premiera MacBooka Pro 13 z czipem M1.

Odradzałbym zakup MBP 16 tylko ze względu na powyższe bolączki, ale po premierze Maców z czipem M1 tym bardziej nie mam powodów, by komukolwiek go polecać.

Przede wszystkim, zakup MacBooka Pro 16 z procesorem Intela nie ma w tej chwili żadnego sensu, gdyż w perspektywie kilku miesięcy zobaczymy ten sam komputer wyposażony w nowy procesor Apple’a, prawdopodobnie mocniejszą odmianę M1.

Jakby tego było mało, nawet obecny MacBook Pro 13 z czipem M1 każe się solidnie zastanowić, czy warto dopłacać choć złotówkę więcej do większej maszyny.

Już dziś, już teraz, w większości zastosowań MacBook Pro 13 z czipem M1 jest albo równie szybki, albo szybszy od MacBooka Pro 16 z procesorem Intel Core i9.

W tej chwili nowego MBP 13 testuje Marcin Połowianiuk, więc mieliśmy okazję porównać bezpośrednio, jak obydwie maszyny sprawują się w podobnych zadaniach. Dodam jeszcze, że Marcin testuje wariant z 8 GB RAM-u, podczas gdy mój MBP 16 ma RAM-u 32 GB.

Tak wyglądają wyniki MacBooka Pro 13 z czipem M1:

A tak wyniki MacBooka Pro 16 z Intel Core i9 i Radeonem 5500M:

W syntetycznym benchmarku obydwie maszyny są bardzo blisko siebie, choć oczywiście MacBook Pro 16 nadal wygrywa. W praktycznym zastosowaniu różnice między komputerami kompletnie się zacierają. A jakby tego było mało, każde zadanie, które MacBook Pro 13 robi albo równie szybko, albo szybciej od MBP 16, nowy laptop Apple’a robi w całkowitej ciszy i chłodzie. Kultura pracy nowego komputera jest wzorowa, czego nie można powiedzieć o największym MacBooku.

I żeby jeszcze dodatkowo dobić, MacBook Pro 13 pracuje na jednym ładowaniu co najmniej dwukrotnie dłużej od MBP 16, jest od niego bardziej poręczny, a wersja z 16 GB RAM-u i dyskiem 1 TB nadal kosztuje o połowę mniej niż mój wariant MBP 16, i mniej od najtańszej wersji MacBooka Pro 16. Ała.

Jeśli ktoś szuka mobilnej maszyny do pracy z multimediami, grafiką czy programowania, kupno MacBooka Pro 16 jest w tej chwili głupotą. Tańszy i mniejszy MBP 13 potrafi 90 proc. tegeo, co MBP 16 (będąc od niego cichszym i dłużej pracując na jednym ładowaniu), a na horyzoncie majaczy premiera odświeżonego MBP 16 z procesorem Apple’a.

MacBook Pro 16 to jednocześnie najlepszy i najgorszy zakup mojego życia.

Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że wiedząc to, co wiem dziś, nie kupiłbym MacBooka Pro 16. W chwili premiery ten laptop nie miał konkurencji. Dopiero kilka miesięcy po nim do sprzedaży weszły nowe Delle XPS 15 i 17, które mogły rzucić mu rękawice, a od których MacBook Pro 16 i tak był mocniejszy. Nawet gdybym chciał wybrać coś innego, nie wiedziałbym co. Z MacBookiem Pro 16 jest w tym względzie trochę jak z demokracją - wszyscy wiedzą, że to system pełen wad, ale nic lepszego nie mamy.

W świetle tego, jak wyglądał 2020 r. i jak prawdopodobnie wyglądał będzie 2021 r., z wielką chęcią pozbyłbym się MacBooka Pro 16 i wymienił go albo na iMaca albo nawet na stacjonarnego PC, z zamiarem dokupienia MBP 13 z czipem M1, gdy sytuacja pandemiczna na świecie zelżeje. Sęk w tym, że… nie mogę.

Wspominałem we wstępie, że z racji bardzo wysokiej ceny, żeby zachować płynność finansową w firmie, zdecydowałem się na leasing. A warunki leasingu są takie, że przez 18 miesięcy od zakupu nie mogę laptopa ani sprzedać, ani dokonać cesji. A jeśli będę chciał to zrobić przed upływem całego czasu trwania umowy, zapłacę dodatkowo kilkaset zł za niezbędne aneksy i kolejne kilkaset zł za przeniesienie umowy lub wcześniejszą spłatę. Cholernie nieopłacalny układ, ale przyznaję: kupując MacBooka Pro 16 nie spodziewałem się, że będę chciał się go pozbyć.

Wygląda jednak na to, że MacBook Pro 16 ma u mnie dożywocie. W normalnych warunkach nawet po upływie 36 miesięcy leasingowania mógłbym go sprzedać za dobre pieniądze, wszak niewątpliwą zaletą MacBooków jest to, że doskonale trzymają cenę. Teraz jednak, kiedy czip Apple M1 okazał się tak dobry, że dogania topowe układy Intela, mój MacBook Pro 16 najpewniej będzie kompletnie niesprzedawalny. I gdy w końcu będę mógł się go pozbyć, nikt nie będzie chciał go kupić. Przynajmniej nie za satysfakcjonującą mnie kwotę.

Muszę więc przyznać, że choć MacBook Pro 16 codziennie zarabia na swoje utrzymanie i mimo wszystko jestem z niego z grubsza zadowolony, tak był to bez dwóch zdań najgorszy technologiczny zakup mojego życia. Nie polecam.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst