Sprzęt  / Artykuł

Jeśli szukasz komputera do montażu wideo lub edycji zdjęć, nie szukaj dalej. MacBook Pro z M1 zwala z nóg

229 interakcji
dołącz do dyskusji

Testowy MacBook Pro 13" w najnowszej wersji z procesorem M1 trafił już do mnie na testy. Zrobiłem w nim pełny montaż wideo i obrobiłem sesję foto, a efekty zwaliły mnie z nóg.

Wczoraj rano opisałem pierwsze wrażenia zachodnich YouTuberów, którzy mieli już okazję testować nowe MacBooki z procesorami M1. Zupełnie niespodziewanie, zaledwie kilka godzin po publikacji tego tekstu, zadzwonił do mnie kurier, który dostarczył mi do testów mój egzemplarz MacBooka Pro.

Testuję MacBooka Pro w podstawowym wariancie, a efekty i tak są piorunujące.

Mój testowy egzemplarz MacBooka Pro 13" dostarczył mi do testów sklep X-Kom. Sprzęt jest wyposażony w procesor Apple M1, w 8GB RAM oraz w dysk SSD o pojemności 256 GB. Do tego - jak w każdym MacBooku Pro - znajduje się też wentylator, który okazuje się być główną różnicą w konstrukcji pomiędzy MacBookiem Air i Pro.

Kiedy sprzęt do mnie dotarł, szybko zająłem się konfiguracją, co nie sprawiło żadnych problemów. Zainstalowałem wszystkie najważniejsze dla mnie aplikacje. Część z nich jest już przepisana na procesor M1 (np. Final Cut Pro), a część jest emulowana w narzędziu Rosetta 2 (np. pakiet Adobe Creative Cloud).

Rosetta 2 nie jest wbudowana w system i jest instalowana podczas pierwszego uruchamiania aplikacji, która nie działa natywnie na procesorze M1. Pierwsze uruchomienie takiej aplikacji trwa długo, bo jakieś 15-20 s., ale każde kolejne jest znacznie szybsze, choć nie błyskawiczne. Slack emulowany w Rosetta 2 odpala się 5 sekund, a treść widać dopiero po kolejnych dwóch, natomiast nie ma jakichkolwiek lagów, czy innych problemów podczas samego działania.

Z kolei programy natywne dla M1 to po prostu błyskawica. Mam wrażenie, że Safari ładuje pełną stronę zanim w ogóle zdążę dobrze kliknąć link.

Nowy MacBook Pro 13" kontra Final Cut Pro. Zapnijcie pasy, bo szykuje się przygoda.

W internecie widziałem już wiele testów działania nowych Maków w Final Cut, ale praktycznie wszystkie skupiają się tylko na renderze. Dla mnie jednak dużo ważniejsza jest kultura pracy nie po, lecz w trakcie montażu. To, jak działa timeline, w jakiej jakości widać podgląd, jak szybko są przeliczane efekty (np. stabilizacji), czy w końcu płynność odtwarzania w oknie podglądu.

Wczoraj zmontowałem od A do Z typowy film, jaki realizuję w ramach Spider's Web TV. Jest to materiał w 4K nagrany przy użyciu aparatu Sony A7 III. Pracuję na kodeku XAVC S 4K (h.264, 8-bit) i nagrywam w 25 kl./s z bitrete'em 100 Mb/s.

Taki materiał nagrywam w HDR (HLG), a w Final Cut całą pracę zaczynam od nałożenia LUT-a konwertującego taki film do standardowego formatu Rec. 709. Przy odpowiedniej konwersji uzyskuję dzięki temu znacznie większy zakres dynamiczny materiału. Na to nakładam warstwę z kolejnym LUT-em, tym razem kolorystycznym, nadającym tzw. look całemu materiałowi. Do tego dochodzą często drobne poprawki balansu bieli czy nasycenia.

Mamy więc de facto dwie warstwy LUT-a, a często dochodzi do tego warstwa z poprawkami koloru. W momencie gdy na ekranie widać przebitki, timeline zawiera dwie warstwy takiego materiału. Na to wszystko czasami dochodzą napisy, stabilizacja oraz przejścia między klipami.

Podsumowując, jest to dość wymagający dla komputera workflow, który z mojego MacBooka Pro 13" z 2015 r. (i5/256/16 GB) wyciskał ostatnie soki. Przy większych projektach nie było mowy o montowaniu na plikach 4K, więc musiałem posiłkować się plikami proxy w 720p, podmienianymi na 4K przed samym renderem. Mimo to podgląd gubił klatki, a więc najczęściej montowałem z wyłączonym LUT-em kolorystycznym.

Skoro wiecie już jak wyglądają moje projekty w Final Cut, czas na pokaz mocy MacBooka Pro z M1.

Na początku kilka faktów, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Dodam jeszcze, że miałem w Final Cut Pro wyłączone renderowanie w tle, więc komputer na koniec montażu musiał przeliczyć cały projekt od zera.

  • MacBook Pro z M1 podczas montażu ani razu nie uruchomił wentylatora, nawet w czasie renderu (dla porównania, mój MBP 2015 pracuje przy renderze jak helikopter),
  • temperatura podczas montażu wynosiła ok. 40-45 st. C, a podczas renderu skoczyła na poziom ok. 52-55 st, z chwilową wartością maksymalną na 57 st. C (mojemu MBP 2015 podczas renderu zdarzyło się raz nadtopić podstawkę monitora),
  • render filmu trwającego 7:19 trwał 7:14 (na moim MBP 2015 zajmuje to ok. 1,5h),
  • montowałem i renderowałem na akumulatorze, a poziom naładowania spadł podczas montażu trwającego 1,5 godz. z poziomu 100% na 88%, a w czasie renderu do 84% (mój MBP rozładowałby się do zera jeszcze w czasie montażu, ale ma już słaby akumulator),
  • na timelinie w czasie całego montażu miałem pełne pliki 4K, bez posiłkowania się proxy.

Tak wyglądała temperatura podczas montażu. Wzrost wartości pod koniec to czas renderu.

Tak wyglądało użycie RAM-u. Co ciekawe, komputer nie wykorzystywał nawet pełnych 8 GB RAM. Jestem bardzo ciekaw jak wypada ta kwestia w MacBookach z M1 wyposażonych w 16 GB RAM.

A tak wyglądało wykorzystanie procesora. Jak widać, zapas mocy był gigantyczny.

W montażu wideo procesory Apple M1 to nowa jakość w świecie laptopów.

Testowy MacBook Pro zapewnił (prawie) całkowity komfort pracy na opisanym wyżej projekcie. Timeline działał płynnie i nie gubił klatek przy podglądzie. Sam podgląd działał w trybie wysokiej jakości, a nawet przy powiększeniu do 100 proc. podglądu całość była w pełni ostra i płynna.

Nie jest jednak tak, że M1 to istny cud. Ten procesor ma swoje limity. Podgląd tracił płynność na efektownych przejściach pomiędzy klipami, ale pamiętajmy, że mówimy o dwóch warstwach materiału 4K, z której każda ma nałożone dwa LUT-y.

W praktyce jest to zupełnie do przełknięcia, bo w takim miejscu zadyszkę złapałby nawet wysokiej klasy desktop. Z kolei szybkość stabilizowania materiału zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

A jak MacBook Pro z M1 radzi sobie w Lightroomie?

Tutaj ponownie, w internetowych testach widziałem tylko czasy eksportu paczki plików, a dla mnie dużo ważniejszy jest komfort obróbki i płynność wprowadzanych zmian. Pod tym kątem dzieją się właściwie cuda.

Lightroom Classic póki co nie działa natywnie na procesorze M1, więc jest emulowany w ramach Rosetta 2. Można byłoby się spodziewać, że będzie to oznaczać problemy z działaniem, ale nic z tych rzeczy. Reakcja na działanie suwaków jest widoczna natychmiast, a przeklejanie ustawień pomiędzy zdjęciami odbywa się w chwilę. Dodam, że pracowałem na RAW-ach z Sony A7 III (24 megapiksele).

Zrobiłem też test eksportu 170 obrobionych plików. Z tym, że naprawdę obrobionych, a nie z lekko przesuniętym jednym suwaczkiem. Każde zdjęcie miało nałożoną korektę dla obiektywu, zmianę proporcji kadru, dostosowane cienie, najjaśniejsze światła, kontrast, balans bieli, czy wyrazistość, nałożone odszumianie, a do tego nałożoną lekką winietę oraz maskę gradientową podbijającą jasność w pewnym obszarze zdjęcia. Słowem: komplet.

MacBook Pro z M1 wyeksportował taką paczkę 170 zdjęć w czasie 13 min i 5 s. To naprawdę dobry wynik biorąc pod uwagę ogrom materiału. Przez mniej więcej połowę tego czasu komputer działał bez wentylacji, a w ok. 7-8 minucie w końcu włączyć się wentylator. Był on jednak cichy i działał z małą szybkością.

Tak wyglądało wykorzystanie procesora (wzrosty po prawej to eksport zdjęć).

Tak wyglądały temperatury.

A tak wykorzystanie RAM-u.

Podsumowując: jeśli szukasz komputera do montażu lub edycji zdjęć, nie szukaj dalej.

Takie wyniki mówią same za siebie. Nie jest tak, że procesory M1 wyznaczają jakieś nowe, zupełnie niedostępne wcześniej standardy. Cała ta rewolucja polega na tym, że moc, która wcześniej była dostępna w naprawdę mocnych desktopach, dziś jest dostępna w cieniutkim laptopie, albo małym komputerku, który można przykleić z tyłu monitora.

Jednocześnie trzeba pamiętać, że to dopiero sam początek procesorów M1 i nie wszystko może jeszcze działać poprawnie. Ma to swoje złe i dobre strony. Złe, bo przed przesiadką na nową architekturę warto dowiedzieć się, jak wasz zestaw programów radzi sobie w zderzeniu z M1 i Rosettą 2. Dobre, bo kiedy programy zostaną przepisane i będą działać natywnie na M1, całość jeszcze bardziej przyspieszy. W moich zastosowaniach, czyli obróbce wideo i zdjęć, procesor M1 sprawdza się rewelacyjnie. Jestem już nie mal przekonany, że dla MacBooka Pro z M1 porzucę mojego niedoszłego iMaca.

Aktualizacja, 20.11.2020

W moim teście eksportu 170 obrobionych zdjęć RAW z Lightrooma wybrałem ustawienie zmiany rozdzielczości zdjęć do 1745 pikseli na dłuższym boku. Po licznych komentarzach spróbowałem wyeksportować pliki jeszcze raz, tym razem do oryginalnej rozdzielczości. Czas renderu wyniósł 6:19 zamiast początkowych 13:05. Wynik w okolicach 6:20 powtarzał się zarówno przy podłączeniu MacBooka do zasilania jak i na wbudowanym akumulatorze.

Dla porównania, jeszcze raz włączyłem eksport plików ze zmianą rozmiaru i tym razem czas tej operacji również znacznie się skrócił, do wyniku 6:40. Wykonałem ten test kilkukrotnie i zawsze otrzymywałem zbliżony wynik.

Nie potrafię powiedzieć z czego wynikał dwukrotnie dłuższy czas renderu przy pierwszym eksporcie. Było to moje pierwsze uruchomienie Lightrooma i możliwe, że właśnie ten fakt był powodem dłuższego renderu. Programy uruchamiane po raz pierwszy poprzez transkrypcję w Rosetta 2 uruchamiają się długo, ale tylko za pierwszym razem. Przy kolejnych uruchomieniach całość włącza się znacznie szybciej.

Na zakończenie podzielę się ciekawostką odnośnie wykrozystania czipu M1 przez Lightroom w czasie eksportu zdjęć. Użycie procesora wynosi 100 proc., a Lightroom korzysta ze wszystkich ośmiu rdzeni. Jednocześnie użycie GPU wynosi... 0 proc. Lightroom uruchomiony poprzez Rosettę 2 nie potrafi wykorzystać GPU komputera. Można więc liczyć, że kiedy Adobe przepisze program do nowej architektury (ma to nastąpić w 2021 r.), program nauczy się obsługiwać rdzenie GPU, a więc powinien mocno przyspieszyć. Podkreślam jednak, że nawet teraz Lightroom działa w module Develop idealnie płynnie, a zmiany w czasie obróbki są widoczne na zdjęciach natychmiast.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst