Tech / Recenzja

Na przemian zachwycałem się i irytowałem - tak wyglądał mój miesiąc z MacBookiem Pro 16

192 interakcji
dołącz do dyskusji

Po miesiącu pełnym intensywnej pracy, rozrywki i rozwiązaniu kilku irytujących problemów pora odpowiedzieć na pytanie – czy warto było szaleć tak kupić MacBooka Pro 16?

To bez dwóch zdań największy technologiczny wydatek w moim życiu i bez dwóch zdań sprzęt, co do którego słuszności zakupu miałem najwięcej wątpliwości.

Przez ostatnie lata przywykłem do Windowsa 10. Polubiłem go. Nauczyłem się żyć z jego niedoskonałościami i doceniać to, co robi doskonale. Przywykłem do pracy z potężnym komputerem stacjonarnym w domu i niewielkim ultrabookiem na wyjazdach.

W miarę jak moja praca stała się bardziej wymagająca, ta kombinacja przestała wystarczać. O ile PC spisywał się i wciąż spisuje się doskonale we wszystkich zastosowaniach, tak ultrabook już nie zdaje egzaminu w sytuacjach wyjazdowych, gdzie liczy się przede wszystkim szybka praca.

Zacząłem rozglądać się za mocnym laptopem z Windowsem 10, który jednocześnie miałby dobry czas pracy na jednym ładowaniu. Przyjrzałem się wszystkim opcjom na rynku. Przetestowałem większość z nich. I finalnie doszedłem do wniosku… że kupno którejkolwiek z nich było pozbawione sensu, skoro za bardzo podobne pieniądze mogę kupić nowego MacBooka Pro 16, chwalonego przez kreatywnych profesjonalistów na prawo i lewo od dnia premiery.

MacBook Pro 16

Postawiłem więc na egzemplarz, któremu nie zabraknie mocy przez lata – wariant z procesorem Intel Core i9, 32 GB RAM-u, 1 TB SSD i grafiką AMD Radeon Pro 5500M z 8 GB vRAM.

Dokupiłem do niego także stację dokującą CalDigit TS3+ i klawiaturę Magic Keyboard, by korzystać z niego także do codziennej pracy w domu; wszak nie po to kupiłem tak mocną maszynę, by korzystać z niej tylko kilka razy w miesiącu.

Nie będę w tym tekście opisywał tego, jak świetny jest ekran (jest znakomity), jak wydajne są podzespoły (są niesamowicie wydajne), ani skupiał się na innych pomniejszych kwestiach, które każdy zainteresowany zdążył przeczytać na zagranicznych stronach internetowych.

Zamiast tego chciałbym podsumować miesiąc pracy z MacBookiem Pro 16. Porównać oczekiwania z rzeczywistością i odpowiedzieć zarówno wam, jak i sobie na pytanie – czy warto?

MacBook Pro 16 po miesiącu – co się nie udało?

Kupując MacBooka Pro 16 założyłem, że zastąpi mi on zarówno stacjonarną „skrzynkę”, jak i przenośny komputer. I niestety… szybko okazało się, że to nie takie proste.

O ile w roli laptopa MacBook Pro 16 spisuje się tak doskonale, jak tylko komputer może to robić, tak przystosowanie go do pracy w roli desktopa wymagało nieco samozaparcia.

Opisywałem już powszechnie znany problem z nagrzewaniem się dużych laptopów Apple’a. Dedykowany układ graficzny emituje tak dużo ciepła podczas podłączenia zewnętrznego ekranu o rozdzielczości 4K, iż komputer szybko zaczyna zwalniać.

W przypadku MacBooka Pro 16 rzecz jest o tyle irytująca, iż nagrzewanie się ewidentnie ma wpływ na łączność bezprzewodową komputera. Gdy komputer się nagrzewał, notorycznie rozłączało się Wi-Fi, a klawiatura Bluetooth zauważalnie lagowała. Wystarczyło komputer schłodzić i wszystko wracało do normy.

Tak chciałbym pracować…
…a tak muszę pracować.

Mnóstwo czasu zajęło mi też połączenie laptopa z zewnętrznym monitorem tak, by połączenie za każdym razem działało.

Z sobie tylko znanego powodu MacBook Pro 16 uparcie odmawiał działania z przewodem Display Port 1.4 wpiętym w stację dokującą CalDigit TS3+. Rzecz o tyle dziwna, że stacja wspiera standard DP 1.4, podobnie jak sterownik Thunderbolt 3 Titan Ridge w MacBooku.

Pomogła dopiero wymiana kabla na Display Port 1.2. Została jeszcze kwestia nagrzewania się, którą również udało mi się rozwiązać… do pewnego stopnia.

MacBook Pro 16 nadal się nagrzewa, gdy pracuje jako desktop z otwartą klapą, podłączony do monitora 4K. Nagrzewa się do tego stopnia, że po 2-3 godzinach zauważalnie zwalnia i praca na nim przestaje być przyjemnością.

Połowicznym rozwiązaniem jest, oczywiście, zamknięcie klapy. Wtedy MacBook Pro 16 nie musi napędzać dwóch wyświetlaczy o wysokiej rozdzielczości.

Druga część tej solucji to natomiast zmiana skalowania interfejsu. Zdradziło mnie tu przyzwyczajenie Windowsiarza – na Windowsie skalowanie nie ma najmniejszego wpływu na wydajność urządzenia. Na Macu jednak ma, gdyż macOS renderuje interfejs w dwukrotnie wyższej rozdzielczości niż faktycznie zadana. Np. jeśli ustawimy ekran na skalowanie 3008 x 1692 (co też zrobiłem, bo takie skalowanie najlepiej wygląda na 32” monitorze 4K), MacBook Pro 16 efektywnie renderuje… 6016 x 3384 px. Nic dziwnego, że przy takiej liczbie pikseli komputer zwalnia i się nagrzewa.

Wystarczyło zmienić skalowanie do 2560 x 1440 (efektywnie 5120 x 2880 px), by problem z nagrzewaniem się przy zamkniętej klapie zniknął. Przy otwartej niestety nadal występuje i to nawet wtedy, gdy ustawimy rozdzielczość na ekwiwalent dwukrotności 1920 x 1080 px.

Po tych podłączeniowych wygibasach w końcu udało się znaleźć rozwiązanie spisujące się dobrze na dłuższą metę. Dopóki trzymam klapę zamkniętą, dopóty mogę wykorzystać pełnię potencjału MacBooka Pro 16 w parze z monitorem 4K bez obawy o throttling, nawet przy wielogodzinnym wykorzystaniu.

MacBook Pro 16 recenzja długoterminowa
Jeden kabel łączy MacBooka z wszystkimi akcesoriami i dostarcza prąd.

Nie będę jednak owijał w bawełnę – po produkcie tego kalibru spodziewałem się czegoś lepszego.

Muszę też powiedzieć wprost, że choć na papierze mój MacBook Pro 16 jest mocniejszy od mojego prywatnego peceta, tak w praktyce pecet nadal jest od niego szybszy w codziennym użytkowaniu. Wszystko działa płynniej, sprawniej, a przede wszystkim – nie ma najmniejszego problemu z przegrzewaniem się, nawet pod długotrwałym obciążeniem.

Obiektywnie można pewnie powiedzieć, że MacBook Pro 16 to piekielnie szybka maszyna – bo tak jest.

Subiektywnie jednak podpowiem, że jeśli planujecie kupić komputer z myślą głównie o zastosowaniu stacjonarnym, lepiej jest postawić na komputer… stacjonarny. Choćby iMaca lub dobrego peceta.

MacBook Pro 16 po miesiącu – co się udało?

Co innego, gdy patrzymy na MacBooka Pro 16 stricte jak na laptopa. Jak na maszynę, którą mamy zabrać ze sobą wszędzie i która musi podołać każdemu wyzwaniu.

Tutaj MacBook Pro 16 zmiata każdego rywala. Każdego. Nie ma drugiego komputera, który oferowałby taką kombinację wydajności, jakości ekranu i czasu pracy, jak nowy laptop Apple’a.

Korzystanie z tego urządzenia w trybie laptopa to czysta przyjemność, od początku do końca.

Pomówmy chwilę o klawiaturze. Po miesiącu nie wykazuje ona żadnych symptomów, które wskazywałyby na możliwą wadliwość wzorem poprzednich MacBooków Pro.

MacBook Pro 16 recenzja długoterminowa

Podtrzymuję przy tym opinię wyrażoną w pierwszych wrażeniach – to nie jest najlepsza klawiatura w laptopie, jaką znajdziemy na rynku. Są lepsze.

Tym niemniej Magic Keyboard w MacBooku Pro 16 spisuje się fantastycznie. O dziwo, o wiele bardziej fantastycznie niż zewnętrzna Magic Keyboard drugiej generacji. Kupiłem tę klawiaturę i muszę powiedzieć wprost, że jestem nią strasznie rozczarowany. Zwłaszcza tym, jak biednie wypada ona na tle klawiatury wbudowanej w laptop Apple’a.

Zaskoczyło mnie też, jak bardzo polubiłem Touchbar. Coś, co miesiąc temu uznałem za zbędny gadżet, dziś uważam za kawał użytecznego rozwiązania, którego strasznie mi brakuje, gdy zamykam klapę laptopa i podłączam doń zewnętrzną Magic Keyboard.

Obok klawiatury mamy doskonały gładzik i naprawdę, jest on doskonały. Płytki dotykowe w laptopach z Windowsem przeszły długą drogę, ale nadal żadna z nich nie zbliża się do poziomu oferowanego przez laptopy Apple’a. Reakcja na dotyk, czułość śledzenia, obsługa gestów – wszystko to działa idealnie. Gdy odpinam MacBooka Pro 16 od stacji dokującej, nie potrzebuję myszki. Gładzik wystarcza do wszystkiego.

Rewelacyjny jest też 16-calowy wyświetlacz, znakomicie odzwierciedlający kolory i dostatecznie jasny, by używać go nawet w jasno oświetlonym pomieszczeniu. Szkoda tylko, że podobnie jak w innych laptopach Apple’a również tutaj ekran brudzi się niemiłosiernie, choć jest przecież niedotykowy.

MacBook Pro 16 recenzja długoterminowa

I powtórzę po raz wtóry – głośniki w nowym MacBooku Pro 16 to magia. Czary. Cud inżynierii. Każdy inny laptop postawiony obok tego komputera brzmi teraz jak tani śmieć, nawet gdy mówimy o innych laptopach Apple’a.

Jeśli Apple zastosuje równie fantastyczny układ głośników w nadchodzącym następcy MacBooka Pro 13, reszta rynku będzie miała problem – po usłyszeniu, jak dobrze mogą brzmieć głośniki w laptopie, nie da się bezkrytycznie akceptować przeciętnych głośników u konkurencji.

Równie fantastyczny jest potrójny układ mikrofonów, który istotnie brzmi niemal tak dobrze, jak przyzwoity mikrofon USB. Wydawać by się mogło, że tak dobre głośniki uczynią z MacBooka Pro 16 idealne narzędzie do wideokonferencji, no ale… nie. Bo porcja „wideo” kuleje za to okrutnie – kamerka nad ekranem ma rozdzielczość ledwie 720p i jakość, której prędzej spodziewałbym się po androidzie za 700 zł, niż po laptopie za kilkanaście tysięcy złotych.

Po miesiącu pracy i testowania nadal pozostaję też pod ogromnym wrażeniem czasu pracy tej maszyny. Apple nie przesadza, mówiąc, że można z niej wycisnąć 11 godzin bez ładowania – można. Trzymając się przeglądarki Safari, bez problemu osiągałem ten wynik podczas pracy z tekstem, przy uruchomionej przeglądarce, iA Writerze i Spotify.

MacBook Pro 16 recenzja długoterminowa

Typowy zaś nakład pracy, obejmujący pisanie, obróbkę kilku zdjęć, oglądanie YouTube’a i przeglądanie Internetu zwykle rozładowywał MacBooka w około 7-8 godzin, czasem ciutkę mniej, jeśli obrabiałem dużo zdjęć. To absolutnie fenomenalne rezultaty.

Na końcu muszę wspomnieć o jednym aspekcie, który zdecydowanie wyróżnia laptopy Apple’a na tle rywali – ciszy. Wyjąwszy momenty naprawdę pokaźnego obciążenia (obróbka wideo, retusz zdjęć w wysokiej rozdzielczości), MacBook Pro 16 pracuje kompletnie bezgłośnie. Nie spotkałem drugiego komputera przenośnego tej mocy, z dedykowanym GPU, który pozostawałby bezgłośny tak długo. Owszem, odbija się to delikatnie na temperaturach, które osiągają podzespoły, ale w praktycznym użytkowaniu jest to nieodczuwalne. Patrząc zaś na doświadczenia poprzednich modeli, długotrwała praca bez uruchomionych wentylatorów w żaden sposób MacBookowi nie zaszkodzi, więc z radością przyjmuję tych kilka dodatkowych stopni Celsjusza w zamian za spokój i komfort, jaki daje praca pozbawiona ustawicznego szumu wiatraków.

MacBook Pro 16 po miesiącu – czy było warto?

Bywają jeszcze momenty, w których sam nie wiem. No bo tak:

Wiem, że kupiłem najlepszy laptop na rynku, ale nie spodziewałem się, że tak trudno będzie mi się przesiąść na nową platformę po latach z okienkami. I pewnie to w dużej mierze sprawia, że korzystanie z MacBooka Pro 16 nie sprawia mi aż takiej satysfakcji, jakiej się spodziewałem.

Przesiadka z Maca na Windowsa 10 3 lata temu nie była łatwa, ale to nic, w porównaniu z próbą przesiadki z Windowsa 10 na Maca dziś.

Powiem wprost: na Windowsie 10 pracuje mi się lepiej. Wszystko robię szybciej, system wydaje mi się bardziej intuicyjny, a pewne braki w interfejsie macOS wciąż wpędzają mnie w bezbrzeżne zdumienie (np. jakim cudem systemowy kalendarz nie ma skrótu na górnej belce??).

Mam też świadomość, że specyfikacja, którą wybrałem, to niemal totalny overkill. Mówię „niemal”, bo 1 TB miejsca na dane to jednak ociupinkę za mało przy charakterze mojej pracy, więc zewnętrzne napędy SSD z pewnością będą musiały dołączyć do zestawu niebawem. Podejrzewam jednak, że gdybym w tej chwili dostał do ręki najtańszy wariant MacBooka Pro 16, nie poczułbym żadnej różnicy względem niemal najdroższego wariantu.

MacBook Pro 16 recenzja długoterminowa

Kupiłem jednak ten komputer z myślą nie tylko o „dniu dzisiejszym”, ale też z myślą o „dniu jutrzejszym”. Nie raz już się naciąłem, kupując sprzęt, który był w porządku „na teraz”, a który po roku okazywał się niewystarczający. Tym razem chciałem uniknąć takiej sytuacji, zwłaszcza że MacBook to MacBook – po zakupie niczego w nim nie zmienimy ani nic do niego nie dołożymy. To, co zamówimy w sklepie, jest tym, z czym będziemy żyć przez cały czas korzystania z komputera.

Dlatego po części czuję, że nabyłem komputer, którego nie do końca potrzebuję, a po części wiem, że może nie potrzebuję go dziś, ale będę potrzebował go jutro. No i wiem, że w tej cenie (czy nawet w cenie dużo niższej) lepiej wybrać nie mogłem.

Jeśli więc mam jednym słowem odpowiedzieć na pytanie „czy warto?”, odpowiadam: warto.

Warto kupić tę maszynę (w dowolnej konfiguracji, nawet najtańszej) i sam też nie żałuję, że dokonałem takiego a nie innego wyboru.

Bo od strony czysto sprzętowej, MacBook Pro 16 odskoczył konkurencji o kilka długości. To nowy wyznacznik jakości w świecie laptopów dla profesjonalistów. Nowy punkt odniesienia, do którego będziemy porównywać każdy inny komputer tego segmentu.

Apple zawiesił poprzeczkę wysoko. Tak wysoko, że coś czuję, iż nieprędko któremukolwiek z rywali uda się ją przeskoczyć.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst