Tech  / Recenzja

OnePlus Nord to najlepszy smartfon z Androidem, jaki można kupić za 2000 zł - recenzja

Ze wszystkich sił próbowałem nie polubić tego telefonu. Dopatrywać się w nim jakiejś oczywistej, głupiej wady, która by go zdyskwalifikowała. Nie udało się - OnePlus Nord jest fantastyczny.

Czytelnicy, którzy nie śledzą branżowych doniesień na bieżąco, mogą nie rozumieć tej niechęci. Większość fanów nowych technologii zrozumie jednak, dlaczego OnePlusa Nord można nie lubić. Nie przypominam sobie drugiej tak infantylnej, tak długiej i tak pewnej siebie kampanii promocyjnej jak ta, która towarzyszyła premierze Norda. Jako dziennikarz technologiczny, zobowiązany do opisywania wszystkich istotnych wydarzeń w branży, byłem już zwyczajnie frustrowany poczynaniami OnePlusa, który zapowiadał Norda z co najmniej taką pompą, jakby nadchodził przełom na miarę pierwszego iPhone’a. A to przecież tylko kolejny kanciasty kawałek szkła i plastiku.

Po tak bezczelnej kampanii marketingowej nie miałem szczególnej ochoty na test Norda, toteż zwlekałem z nim ile się dało. Kiedy jednak w końcu nowy OnePlus trafił do mojej kieszeni, początkowa niechęć ustąpiła akceptacji, a pasywna akceptacja - pozytywnemu zaskoczeniu.

OnePlus Nord to znakomity smartfon.

Gdyby ten telefon był wodo- i pyłoszczelny, i może gdyby miał głośniki stereo, mógłby śmiało rywalizować z urządzeniami dwukrotnie droższymi. Brak tych dwóch cech uniemożliwia mu jednak rywalizację z topowymi smartfonami na równych zasadach. Jeśli jednak trzymalibyśmy się telefonów kosztujących 2000-2500 zł, sprawa zaczyna wyglądać nieco inaczej.

W swojej klasie OnePlus Nord to przykład niesamowicie korzystnego stosunku ceny do możliwości. I wcale nie chodzi tu o specyfikację, choć ta również jest świetna.

OnePlus Nord skrywa w sobie Snapdragona 765G, 8/12 GB RAM-u i 128/256 GB miejsca na dane, co sprawia, że w codziennym użytkowaniu jest naprawdę wydajnym i szybkim urządzeniem.

Wrażenie szybkości i płynności dodatkowo podbija wyświetlacz AMOLED o częstotliwości odświeżania 90 Hz. Ma on przekątną 6,44”, rozdzielczość 2400 x 1080 px i prezentuje się naprawdę wspaniale. Jest jasny, ma świetne kąty widzenia, nasycone kolory i nie mogę mu absolutnie nic zarzucić. Nawet czytnik linii papilarnych pod ekranem, na który zwykle bym narzekał, tutaj spisuje się rewelacyjnie.

Wszystko to zamknięte w eleganckiej, stonowanej obudowie, która jest co prawda plastikowa, ale w dotyku w ogóle nie czuć, by była jakkolwiek mniej „premium” od droższych, szklanych smartfonów. Nawet odciski palców zbiera równie dobrze jak one, choć to akurat nie jest zaletą.

Telefon fantastycznie leży w dłoni; waży mniej od wielu rywali (184 g) i chociaż rozmiary ma standardowo duże, tak w codziennym użytku sprawia wrażenie względnie kompaktowego. Choć może to być tylko mój błąd percepcji, spowodowany regularnym kontaktem z urządzeniami jeszcze większymi.

Nie zabrakło tu również znaku rozpoznawczego OnePlusów - suwaka do zmiany profili dźwięku. Fizyczny element do szybkiego wyciszenia telefonu bywa naprawdę nieoceniony i szkoda, że oprócz iPhone’ów tylko smartfony OnePlusa to implementują.

Jedyny słaby punkt specyfikacji Norda i jedyny istotny zarzut, jaki mam do tego telefonu, to akumulator. Ma on pojemność 4115 mAh, czyli dużo poniżej przeciętnej w tej klasie i z ledwością wystarcza na intensywny dzień pracy. O dwóch dniach można zapomnieć. Tym większe jest moje rozczarowanie, że kartę SIM do Norda przełożyłem wprost z Motoroli Moto G 5G Plus, która, kosztując 100 zł mniej, oferuje akumulator 5000 mAh i bez trudu wytrzymuje dwa dni z dala od gniazdka Jeśli jednak nie przeszkadza nam ładowanie każdego wieczora, akumulator w Nordzie jest jak najbardziej akceptowalny.

Największą siłą OnePlusa Nord jest jego oprogramowanie.

Oxygen OS (na równi z My UX od Motoroli) to najlepsza nakładka na Androida na rynku. Wygląda jak czysty Android 10, ma więcej funkcji od Androida 10, można ją niemal dowolnie customizować i jest tak przyjemna w obsłudze, jak mało która wersja Androida w ogóle.

To tym bardziej istotne, że wiele telefonów do 2000 zł cierpi z powodu ociężałych nakładek systemowych, niepotrzebnie pożerających moc obliczeniową. W smartfonie OnePlusa tak nie jest - przez cały czas testów Nord działał z idealną płynnością. Nie czułem najmniejszej różnicy w płynności działania między Nordem, a… iPhone’em 11. Ba, płynność działania Norda była większa, co smartfon zawdzięcza oczywiście ekranowi 90 Hz. Każdy element systemu, każda aplikacja, każda gra działała z idealną płynnością, bez przycięć czy przestojów. Ekran natychmiastowo reaguje na dotyk; wszystko na tym telefonie dzieje się „natychmiast”.

W końcu nie mogę też powiedzieć, by software OnePlusa nie lubił się z którymiś aplikacjami, jak miało to miejsce w wielu poprzednich smartfonach firmy. Tutaj nic takiego nie zauważyłem; każda aplikacja, z której korzystałem, działała idealnie. Mało tego - OnePlus Nord nie wykazuje żadnych problemów z łącznością Bluetooth, Wi-Fi czy LTE, które trapiły rozliczne poprzednie modele smartfonów firmy.

Aparat jest dobry, ale nie tak dobry, jak mówi OnePlus.

OnePlus nazywa aparat Norda „flagowym”, a ja go nazywam „ok”.

Gdyby OnePlus Nord miał tylko jeden aparat, ten główny, o rozdzielczości 48 Mpix, zebrałby naprawdę wysokie noty. To sensor żywcem wyjęty z droższego OnePlusa 8. Jest on też fizycznie większy od pozostałych sensorów i optycznie stabilizowany. Przekłada się to na efekty - te uchwycone głównym sensorem są naprawdę piękne i nie sposób się przyczepić. Kolory, kontrast, zakres dynamiczny i autofocus są tutaj na bardzo wysokim poziomie.

OnePlus Nord ma jednak oprócz tego trzy inne sensory z tyłu i można je podzielić na taki sobie, niepotrzebny, i marny.

Taki sobie jest sensor 8 Mpix z obiektywem ultrawide. Na tle głównego sensora ma on fatalny zakres dynamiczny i w ogóle nie radzi sobie z prześwietleniami, co może być problematyczne, gdy będziemy chcieli uchwycić np. zachód słońca nad morzem. Zdjęciom zrobionym tym aparatem brakuje też szczegółowości i kontrastu; są po prostu nijakie, nawet jeśli od czasu do czasu zdarzy się przyzwoity kadr.

Niepotrzebny jest sensor głębi o rozdzielczości 5 Mpix, bo główny sensor ma na tyle dużą matrycę, by fizycznie wygenerować przyjemne rozmycie tła. Nie potrzeba do tego kiepsko działającej separacji w oprogramowaniu. Marny jest zaś sensor 2 Mpix z obiektywem macro, którym nie udało mi się zrobić ani jednego (!) ostrego zdjęcia. Może to błąd oprogramowania, może fizycznego elementu, a może po prostu zdjęcia wychodziły tak złe, że wyglądają na nieostre. OnePlus Nord tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że maleńkie matryce z obiektywami macro muszą odejść.

OnePlus Nord oczywiście pozwala też zrobić zdjęcie z „zoomem”, ale jest to zoom cyfrowy, wycinek z głównej matrycy. On również prezentuje mocno przeciętne rezultaty i wolałbym widzieć dedykowany sensor z obiektywem telefoto, zamiast tego pożal-się-Boże macro.

Przeciętna jest również praca aparatu po zmroku. Gdy jest ciemno, OnePlus Nord radzi sobie tylko ociupinkę lepiej od Motoroli Moto G 5G Plus i dużo gorzej od Xiaomi Mi Note 10. Użycie trybu nocnego zmienia zaś tyle, że tam, gdzie na zdjęciu powinien być cień, pojawia się sztucznie rozjaśniony obszar ze zredukowaną ilością detali. Nic szczególnego.

Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie za to nagrywanie wideo w tym telefonie; aparat nie zmienia gwałtownie ekspozycji ani nie szuka ostrości, gdy raz ją złapie. Jakość stabilizacji również jest zaskakująca - nie jest to poziom iPhone’a 11, ale Samsunga Galaxy S20 już tak. Trzeba naprawdę zatrząść telefonem, by zepsuć nagranie.

Całkiem przyzwoite są też przednie kamerki do selfie. Główna ma rozdzielczość 32 Mpix, a pomocnicza z obiektywem ultrawide - 8 Mpix. Tej szerokiej nieco brakuje detalu w porównaniu z głównym aparatem przednim, a obydwu definitywnie brakuje zakresu dynamicznego. Większość miłośników selfie będzie jednak zadowolona.

OnePlus Nord to taki iPhone wśród średniaków z Androidem.

Co przez to rozumiem? Ano to, że obiektywnie nie jest w niczym najlepszy, a i tak najmilej się go używa. W żadnym pojedynczym punkcie OnePlus Nord nie jest wybitny w swojej klasie. Za 2000 zł kupimy telefony szybsze (Poco F2 Pro), z lepszym akumulatorem (Moto G 5G Plus) czy lepszym aparatem (Xiaomi Mi Note 10).

Żaden z tych telefonów nie jest jednak tak cudownie bezproblemowy jak OnePlus Nord. Z tego telefonu korzystało mi się jak z iPhone’a, w tym sensie, że w ogóle nie musiałem się nad nim zastanawiać. Po prostu działał, niezależnie od okoliczności.

Nie każdy to zrozumie. Dla wielu konsumentów specyfikacja i surowe osiągi zawsze pozostaną najważniejsi. Są jednak ludzie, którzy z czasem zaczynają rozumieć, że święty spokój jest ważniejszy od cyferek w specyfikacji, a urządzenie może być czymś więcej niż tylko sumą podzespołów. I dokładnie tak jest z OnePlusem Nord.

Nie ma w nim żadnego elementu, który byłby obiektywnie najlepszy, ale nie ma też żadnego, który by w jakimkolwiek stopniu irytował na co dzień.

Nawet braki, które wymieniłem na początku, nie są jakoś przesadnie dotkliwe. Spośród nowych smartfonów odporność na pył i wodę w tej klasie oferuje wyłącznie iPhone SE. Brak głośników stereo nieco mi przeszkadzał, ale pojedynczy głośnik OnePlusa Nord brzmi zupełnie ok - gra głośno i wyraźnie. Codzienne ładowanie akumulatora również nie jest wielkim problemem, w końcu jeszcze rok temu ładowaliśmy tak niemal każdy smartfon. OnePlusa Nord nie naładujemy bezprzewodowo, ale w tej cenie to standard - ponownie, oferuje to tylko iPhone SE.

Gdyby OnePlus Nord był dostępny u operatorów, z pewnością stałby się niekwestionowanym hitem, tym bardziej że obsługuje łączność 5G. W Polsce można go jednak kupić oficjalnie tylko w jednym miejscu - w sklepie x-kom.pl, któremu przy okazji dziękuję za wypożyczenie sprzętu do testów.

OnePlus Nord 8/128 GB kosztuje 1999 zł, zaś wariant z 12/256 GB - 2299 zł. Patrząc na to, co potrafi i jak się spisuje w codziennym użytkowaniu OnePlus Nord, nie pozostaje mi nic innego, jak polecić zakup. W tej cenie, w chwili pisania tego tekstu, trudno o drugi tak przyjemny w obsłudze smartfon.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst