Tech  / Recenzja

Czasem zwyczajność jest tym, czego potrzebujesz. Moto G 5G Plus - recenzja

Motorola Moto G 5G Plus spędziła u mnie dwa miesiące. Najwyższy czas co nieco o niej opowiedzieć.

Jakkolwiek uwielbiam średniaki od Motoroli, tak z ich droższymi smartfonami zazwyczaj mam problem - nie oferują możliwości adekwatnych do ceny, a co za tym idzie, nie mogą się równać z podobnie wycenioną konkurencją.

Biorąc na testy Motorolę Moto G 5G Plus trochę się bałem, że i w tym przypadku będzie podobnie. Na pierwszy rzut oka mamy tu bowiem smartfon dość… zwyczajny. Nie licząc łączności 5G, brakuje jej jakiegoś jednego konkretnego wyróżnika, który mógłby sprawić, że konsument powie „chcę to!”. To też ewidentnie telefon nastawiony na sprzedaż operatorską, bo w cenie 1899 zł „z półki” staje on w szranki z tak wieloma rywalami, że trudno oczekiwać porażającego sukcesu.

Po dwóch miesiącach mogę jednak powiedzieć, że czasem „zwyczajność” jest dokładnie tym, czego szukamy. I chociaż Moto G 5G Plus nie oczarowała mnie niczym konkretnym, tak równie niewiele mogę jej zarzucić.

Motorola Moto G 5G Plus nie rozczarowuje na co dzień.

Jak można się spodziewać po telefonie Motoroli za prawie 2000 zł, codzienne z nią obcowanie jest bardzo przyjemne. Mamy tu wszystkie elementy smartfonowej układanki, które składają się na świetne doznania użytkownika:

  • Duży ekran IPS 6,7” o rozdzielczości 2520 x 1080 px i 90 Hz odświeżania ze wsparciem dla HDR 10
  • Szybki procesor Snapdragon 765 5G, 6 GB RAM i 128 GB miejsca na dane
  • Akumulator 5000 mAh, który bez problemu wystarcza na dwa dni normalnego użytkowania
  • Elegancką, odporną na zachlapania obudowę, która dzięki profilowanym boczkom świetnie leży w dłoni
  • Androida 10 ze znakomitą nakładką My UX i dodatkami Moto
  • Czytnik linii papilarnych na przycisku uruchamiania, który działa bez zarzutu

W praktyce z tego zestawu korzysta się naprawdę świetnie. Smartfon działa z idealną płynnością, co wcale nie jest takie oczywiste, gdyż smartfonom z ekranami 90 Hz z tej półki cenowej zdarzają się „chrupnięcia”. Ogromna w tym zasługa dopieszczonej nakładki systemowej, która wygląda jak czysty Android, ale jednocześnie pozwala na sporą dozę zmian wizualnych i nie obciąża działania urządzenia zbytecznymi bajerami.

Obawiałem się nieco, że 6 GB RAM-u nie wystarczy do moich zastosowań, ale zwykle pamięci operacyjnej było w sam raz. Wyjątkiem jest sytuacja, w której chcę zrobić zdjęcie jednocześnie słuchając muzyki - podobnie jak wiele innych smartfonów, nowa Motorola również przerywa wtedy odtwarzanie i wznawia je dopiero po zrobieniu zdjęcia.

W codziennym użytkowaniu brakowało mi tylko jednego - głośników stereo. Trudno jednak winić tu Motorolę, w klasie urządzeń do 2000 zł podwójny układ audio niestety nadal nie jest standardem. Na szczęście pojedynczy głośnik gra bardzo wyraźnie i czysto, zaś głośnik do rozmów to klasa sama w sobie - zdarzają się dwukrotnie droższe telefony, które brzmią w czasie rozmów o wiele gorzej (ehem, iPhone 11, ehem).

Codzienność uprzyjemniają też gesty i ekran Moto, bez których naprawdę trudno żyć, gdy już raz się ich spróbuje. Możliwości szybkiego uruchomienia aparatu pokręceniem nadgarstka czy podgląd powiadomień i możność odpisania na nie z poziomu nawet nie zablokowanego, a wygaszonego ekranu są nie do przecenienia. Gdy po testach Motoroli sięgam po dowolny inny telefon, odruchowo próbuję wykonywać te same gesty i zawsze jestem tak samo rozczarowany, gdy ich tam brakuje.

Sam wyświetlacz prezentuje się bardzo dobrze, ale uczciwie trzeba przyznać, że nie jest to nic specjalnego na tle konkurencji. Zwłaszcza tej, która oferuje ekrany AMOLED. Kąty widzenia IPS w połączeniu z nienajwyższą jasnością przekładają się na wyświetlacz, który w próżni jak najbardziej się broni, ale położony obok bezpośredniego rywala (np. Poco F2 Pro) wypada po prostu blado.

To nie jest smartfon dla foto-amatorów.

Mam wrażenie, że opinię o sekcji aparatów w smartfonach Motoroli mógłbym przeklejać z testów urządzeń sprzed lat i nic by się nie zmieniło. Motorola poświęca stanowczo zbyt małą część budżetu na rozwój swojego oprogramowania aparatu.

Główny sensor ma tu rozdzielczość 48 Mpix (finalne zdjęcie ma rozmiar 12 Mpix) i obiektyw o jasności f/1.7. W tandemie z nim pracuje sensor 2 Mpix odpowiadający za wykrywanie głębi, co przekłada się na całkiem niezłe zdjęcia portretowe. Obiekt jest bardzo dobrze odcinany od tła, ale trzeba przyznać, że coś dziwnego dzieje się z kolorami w trybie portretowym - stają się przesycone i odbiegają od rzeczywistości.

Poza trybem portretowym główny aparat robi jednak naprawdę ładne zdjęcia - ale tylko za dnia. Dopóki mamy przed sobą jasno oświetloną scenerię, dopóty rezultaty są naprawdę satysfakcjonujące. Być może za wyjątkiem HDR-u, który działa po prostu słabo, jak w każdym smartfonie ze średniej półki. Sceny bogate w prześwietlenia i głębokie cenie nie są mocną stroną tego telefonu.

Mamy tu jeszcze dwa aparaty: 8 Mpix z obiektywem ultrawide i 2 Mpix z obiektywem macro. Ultrawide ma matrycę o stanowczo zbyt niskiej rozdzielczości, przez co zdjęcia zrobione na ultraszerokim kącie mają bardzo mało detalu.

Obiektywy macro jest zaś sztuką dla sztuki. Podobnie jak w każdym innym smartfonie, tak i tutaj o wiele lepsze rezultaty uzyskamy głównym sensorem.

Zdjęcia zrobione po zmroku niestety bardziej przypominają obrazy mało wprawnego artysty posługującego się farbą olejną, niż porządne smartfonowe fotografie. Jest źle, nie ma co czarować. Detalu nie ma prawie wcale, autofocus ma ogromny problem z trafieniem, a włączenie trybu nocnego pomaga tylko odrobinę. Moto G 5G Plus nie jest urządzeniem nadającym się do fotografowania w kiepskich warunkach oświetleniowych.

Nadaje się za to doskonale do robienia sobie autoportretów, bo z przodu mamy aż dwa aparaty do selfie - 8 i 16 Mpix. Mają one obiektywy o różnym kącie widzenia, więc możemy zrobić zdjęcie nie tylko sobie, ale też stojącym wokoło ludziom. Przednie aparaty również cechuje niezbyt szeroki zakres dynamiczny, ale ostrości i kolorystyce robionych nimi zdjęć nie można nic zarzucić.

Co z 5G?

Jednym z kluczowych atutów nowej Motoroli jest obsługa 5G. Poniżej 2000 zł tylko garstka modeli oferuje tę możliwość i dla niektórych konsumentów może to być argument przemawiający za zakupem. Osobiście nie miałem gdzie przetestować łączności 5G. W moim miejscu zamieszkania nawet nie mówi się o planach wdrożenia, zwłaszcza że lobby foliarske robi co może, by siać dezinformację i torpedować plany rozszerzenia infrastruktury operatorskiej.

Dopóki ten stan rzeczy będzie trwał, a 5G nie zacznie się szybciej rozwijać, sama obecność 5G nie powinna być argumentem za zakupem smartfona. Jeszcze nie teraz. Jeśli jednak mieszkasz w okolicy, gdzie łączność ta już działa albo będzie działać niebawem - wtedy warto wziąć to pod uwagę przy zakupie.

Motorola Moto G 5G Plus - czy warto?

To skomplikowane. 1899 zł to niemały wydatek i prawdę mówiąc, w tej lub w zbliżonej cenie można kupić lepsze urządzenie. Nie potrafię znaleźć argumentu, by sięgnąć po Moto G 5G Plus zamiast Poco F2 Pro, a przecież za 2000 zł możemy też kupić szereg innych urządzeń, w tym topowych sprzed kilkunastu miesięcy. Moto G 5G Plus nie będzie miała na sklepowych półkach łatwego życia.

Zdecydowanie jednak będzie miała łatwiejsze życie u operatorów, zwłaszcza że jest jednym z nielicznych dostępnych smartfonów z obsługą 5G i w tym towarzystwie jej cena jest relatywnie przystępna. Motorola Moto G 5G Plus to bardzo solidny, dopracowany smartfon. Nie robi najlepszych zdjęć na świecie, ale na co dzień korzysta się z niego naprawdę przyjemnie, a do tego akumulator naprawdę wystarcza na dwa dni z dala od gniazdka. Jeśli tego właśnie szukasz - Motorola Moto G 5G Plus nie rozczaruje (aczkolwiek dłuższej nazwy to już chyba nie mogli wymyślić).

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst