Sprzęt  / Artykuł

Pierwszy raz spałem z Apple Watchem. Nie polecam

Jak to tak, spać z zegarkiem? Od zawsze wydawało mi się to dziwne, ale skoro mam już Apple Watcha, a Apple zachęca mnie do monitorowania snu, to przełamałem się. Wniosek jest jeden: nie warto.

Zegarki Apple Watch potrafią oficjalnie monitorować sen od jakichś dwóch tygodni, czyli od czasu debiutu systemu watchOS 7. Oficjalnie, ponieważ wcześniej istniały podobne aplikacji firm trzecich. Monitorowanie snu w wykonaniu Apple działa oczywiście na najnowszych modelach Watch Series 6 i SE, ale również na poprzednich generacjach, w tym na moim Watchu Series 5.

Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, nie jestem fanem elektroniki w sypialni. Urządzając dom zrezygnowałem z telewizora przed łóżkiem, choć miałem okazję, by powiesić go na ścianie. Dodatkowo mocno rozważam przeniesienie ładowarki smartfona z szafki nocnej do biura mieszczącego się w pokoju obok. Kiedy cały mój dzień kręci się wokół komputera, smartfonów i innych gadżetów elektronicznych, sypialnia ma być miejscem odpoczynku.

apple watch watchOS 7 wwdc 2020

Jak możecie się spodziewać, nie jestem też fanem spania z zegarkiem na nadgarstku, a już w szczególności z inteligentnym zegarkiem. Jest to dziwne, niepraktyczne, niewygodne i irytujące, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Mój mózg w jakiś podświadomy sposób łączy noszenie zegarka z porą dnia. Kiedy w ciągu dnia nie mam zegarka - szczególnie po wyjściu z domu - czuję się, jakbym wyszedł bez ręki. W nocy jest odwrotnie. Zdjęcie zegarka oznacza, że czas się wyciszyć i pójść spać.

Czasami jednak korci mnie, by zacząć monitorować sen. Kłóci się to z moim przekonaniem, by ograniczać elektronikę w sypialni, ale z drugiej strony, jako rodzic małego dziecka staram się zhakować mój sen. Sen jest szalenie ważny, a wierzę, że jego analiza godzinowa może pomóc zapanować nad niewyspaniem, zwłaszcza kiedy każda noc oznacza pobudki. W czasie ostatnich kilkunastu miesięcy testowałem pod tym kątem niewielkie opaski sportowe Huaweia i Xiaomi.

Skoro mam Apple Watcha, to sprawdziłem monitorowanie snu. Szału nie ma.

Monitorowanie snu pojawiło się na moim Apple Watchu długo po zakupie zegarka. To miłe, bo sprzęt zyskał zupełnie nową funkcję, bez żadnych dopłat i bez konieczności kupowania nowego modelu. Postanowiłem więc sprawdzić jak dobrze Apple Watch radzi sobie nocą. Przełknąłem niekomfortowe uczucie na nadgarstku i zmusiłem się do zaśnięcia z zegarkiem.

Tak jak się spodziewałem, rano mogłem podejrzeć dane na ekranie zegarka. Zobaczyłem czas spędzony w łóżku i czas samego snu, a także graficzne przedstawienie pobudek. Z poziomu zegarka mogłem też podejrzeć prosty wykres snu z ostatnich 14 dni, który u mnie był oczywiście pusty.

Więcej informacji znalazłem w aplikacji Zdrowie na iPhonie, ale niestety zestaw danych mocno mnie rozczarował. Z dodatkowych informacji mamy tam tylko wykres tętna w czasie snu. I to tyle.

Apple jest tutaj mocno w tyle za rywalami. Nawet tanie opaski Xiaomi i Huaweia potrafią monitorować fazy snu, a co za tym idzie, potrafią nas budzić w fazie lekkiej. Mogą to zrobić przed budzikiem, jeśli uznają, że spaliśmy odpowiednio długo, a wybudzenie z lekkiej fazy sprawi, że poczujemy się bardziej wypoczęci.

Z kolei urządzenia Fitbita dosłownie rozkładają Apple na łopatki liczbą pomiarów. Tylko spójrzcie, ile informacji o śnie dostarcza Fitbit Sense testowany przez Piotrka Baryckiego.

Apple Watch, jak na swój akumulator, radzi sobie z monitorowaniem snu całkiem nieźle.

Dotychczas ładowałem Apple Watcha w nocy, tak samo jak smartfon. Każdego wieczora mój zegarek pokazuje ok. 35–40 proc. pozostałej energii, więc spanie z zegarkiem wymusza wyrobienie nowych nawyków ładowania. Kiedy obudziłem się rano, Apple Watch miał niecałe 30 proc. poziomu naładowania, więc z pewnością nie wystarczyłby na cały kolejny dzień.

Przy pracy biurowej dobrym pomysłem jest ładowanie zegarka tuż po rozpoczęciu pracy. Siedzimy wtedy przed komputerem, więc powiadomienia na nadgarstku nie są niezbędne. Bez zegarka tracimy jedynie podpowiedzi, by wstać i trochę się poruszać, kiedy zasiedzimy się w fotelu.

Niedawno podpatrzyłem u youtubera MKBHD inny ciekawy system polegający na ładowaniu zegarka rano, podczas porannego prysznica i śniadania, a później wieczorem, podczas kolacji. W ten sposób zegarek nigdy nie ładuje się do pełnych 100 proc., a jedynie lekko się podładowuje. Poziom akumulatora zawsze oscyluje między 20 a 70–80 proc, co być może w dłuższej perspektywie okaże się być zdrowsze dla ogniwa.

Szkoda, że przy monitorowaniu snu Apple Watchem trzeba iść na takie kompromisy. Do pełni komfortu potrzebne byłyby przynajmniej 2–3 pełne dni pracy na jednym ładowaniu.

Apple jedną rzecz robi świetnie. Cała otoczka trybu spania jest perfekcyjnie dopracowana. No i ten budzik!

Samo monitorowanie snu nie jest najlepsze, ale Apple świetnie rozgryzł funkcje oprogramowania towarzyszące spaniu. Kiedy wieczorem uruchomimy na zegarku tryb spania, Apple Watch mocno ograniczy jasność ekranu i wyłączy tryb Always on Display. Do tego zegarek wycisza wszystkie powiadomienia, a dodatkowo iPhone automatycznie przechodzi w tryb Nie przeszkadzać.

Zegarek w trybie nocnym nie reaguje na podniesienie nadgarstka, więc nie musimy się obawiać, że ekran zacznie świecić w nocy kiedy obrócimy się na drugi bok. Ekran możemy podświetlić tylko poprzez wciśnięcie fizycznego przycisku na obudowie Apple Watcha, po czym pojawi się bardzo prosta tarcza z dużą cyfrową godziną i mniejszą datą oraz godziną alarmu.

Apple Watch podczas snu ma jedną kapitalną funkcję, która dla wielu osób wynagrodzi niewygody spania z założonym zegarkiem. Jest to budzenie bez alarmu dźwiękowego. Zegarek może nas budzić samymi wibracjami, choć „wibracje” są w tym przypadku określeniem bardzo pejoratywnym. Silniczek haptyczny Apple Watcha symuluje stuknięcia w nadgarstek i robi to bardzo wiarygodnie. Budzenie jest skuteczne, a jednocześnie z pewnością nikogo nie przestraszy swoim nagłym działaniem.

Oczywiście, jak to u Apple, kiedy ustawimy cichy budzik w zegarku, iPhone sam będzie wiedział o tym, by nie uruchamiać rano własnego alarmu i nie budzić innych domowników. Zmiany działania budzika na iPhonie zachodzą automatycznie na bazie tego, co ustawimy w Apple Watchu. To jeden z tych drobnych elementów, dzięki którym ekosystem Apple’a jest tak przyjemny w obsłudze.

Dodatkowo rano Apple Watch powitał mnie ekranem „Dzień dobry”, który widziałem pierwszy raz. Zobaczyłem czas mojego spania, godzinę i informacje o aktualnej pogodzie. Wszystko, co chciałem wiedzieć o poranku.

Podsumowując: rezygnuję z codziennego monitorowania snu Apple Watchem, ale budzik mnie urzekł.

Mój eksperyment zakończył się raczej niepowodzeniem. Spanie w Apple Watchu jest niewygodne, a zegarek pokazuje tylko najbardziej podstawowe dane ze snu. Wiem, że mogę zainstalować zewnętrzną aplikację o większych możliwościach, ale raczej nie byłbym w stanie codziennie spać w zegarku. Mam wrażenie, że w portfolio Apple znalazłoby się miejsce dla miniaturowej opaski sportowej, z którą spanie byłoby dużo wygodniejsze.

Widzę jednak jedno zastosowanie, o którym wcześniej nie myślałem w kontekście Apple Watcha. Jest to cichy wibracyjny budzik. Myślę, że będę wracał do tego rozwiązania, kiedy będę musiał wstać na długo przed domownikami i nie będę chciał obudzić ich standardowym budzikiem.

Jeśli więc rozważasz zakup Apple Watcha, a jednym z argumentów ma być mierzenie snu, możesz być rozczarowany. Apple Watch jest niezmiennie kapitalnym urządzeniem z rewelacyjnym oprogramowaniem, ale monitorowanie snu można rozpatrywać tylko w formie opcjonalnego dodatku. Na dłuższą metę w wydaniu Apple nie ma to większego sensu.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst