Gry  / Felieton

Tanie granie, czyli dlaczego zamówiłem Xbox Series X

371 interakcji
dołącz do dyskusji

Pierwsza prezentacja gier na konsolę nowej generacji od Microsoftu rozczarowała mnie na tyle, że po niej byłem już w zasadzie pewien, że konsolę Xbox Series X kupię najwcześniej za dwa lata. Potem jednak gigant z Redmond zrobił coś, czego się kompletnie nie spodziewałem: przekonał mnie do zmiany zdania.

Pytanie się prawdziwego gracza o to, którą z konsol do gier woli, to jak pytanie dziecka, kogo bardziej kocha — mamusię czy tatusia. Jako miłośnik tej interaktywnej formy rozrywki nie potrafię wybrać między PlayStation i Xboksem i zamiast się radykalizować i stawać stronie zielonego lub niebieskiego plemienia, w obu poprzednich generacjach kupowałem sprzęt marki Sony, a potem dobierałem do tego pudełko od Microsoftu.

Byłem przekonany, że i tym razem będzie podobnie, gdyż Sony ma u mnie ogromny kredyt zaufania. O zakupie PS5 zdecydowałem w zasadzie jeszcze przed pierwszą prezentacją, a dzięki wstecznej kompatybilności przejdę na tym urządzeniu gry z PS4, w które nie zdążyłem zagrać w ramach poprzedniej generacji. Jestem też pewien, że pojawią się tu kontynuacje moich ulubionych serii i spodziewam się wielu zupełnie nowych IP na wyłączność.

W przypadku Microsoftu brakuje mi aż tak atrakcyjnego katalogu produkcji własnych, jak na PlayStation 5.

Pierwsza prezentacja gier na nową konsolę amerykańskiej firmy w dodatku mnie zawiodła, bo liczyłem na to, że po kilku latach od wylania morza gotówki na studia robiące gry przyniesie efekt w postaci silnego katalogu produkcji już na start. Niestety tak się nie stało, a jedyną dużą grą Xbox Game Studios szykowaną na premierę nowych konsol Microsoftu było Halo Infinite… które na domiar złego okazało się blamażem i zostanie wydane dopiero w 2021 r.

Boli mnie też fakt, że firma podjęła z perspektywy early-adopterów fatalną decyzję dotyczącą wsparcia poprzedniej generacji. Firma z Redmond uznała, że to jeszcze nie czas na porzucenie graczy, którzy mają jej starsze sprzęty i przez najbliższe dwa lata wszystkie gry wydawane przez Microsoft będą trafiały również na sprzęty poprzedniej generacji. W praktyce to oznacza, że na takie prawdziwie next-genowe gry poczekamy aż do końca 2022 r.

To głównie z tego powodu byłem przekonany, że spędzę z konsolą Xbox One X kolejne dwa lata i dopiero wtedy wymienię ją na Xbox Series X.

W takim układzie exclusive’y Sony i produkcje multiplatformowe mógłbym ogrywać na PS5, a wszystkie tytuły Xbox Game Studios będą z kolei aż do 2022 r. dostępne na konsoli Microsoftu, którą mam już w domu — tyle że w ciut gorszej jakości niż na tej nowszej. Na palcach jednej ręki policzę zaś gry partnerów Microsoftu, takie jak np. The Medium czy S.T.A.L.K.E.R. 2, które wersji na sprzęty z rodziny Xbox One nie dostaną.

Dla dwóch gier na wyłączność na krzyż szkoda byłoby więc kupować całą konsolę, gdy ma się już tę drugą, ale Microsoft podjął w ostatnich tygodniach szereg decyzji, które przekonały mnie do zmiany zdania i dzisiaj z samego rana mimo wszystko zamówiłem egzemplarz konsoli Xbox Series X. Nie powinno być zaskoczeniem, że dwa główne argumenty, które przemawiały za tym zakupem, są powiązane z subskrypcją będącą oczkiem w głowie firmy z Redmond.

Połączenie abonamentu Xbox Game Pass z EA Play to był pierwszy strzał w dziesiątkę.

W kwestii gier na wyłączność nie mam do Microsoftu na tyle dużo zaufania, co do Sony, a ponieważ nie jestem miłośnikiem ani samochodówek, ani platformówek, ani nie jestem wieloletnim fanem serii Gears czy Halo, to jego dotychczasowa oferta exclusive’ów do mnie nie przemawia. Imponuje mi za to portfolio firm, które Amerykanom udało się w ostatnich latach przejąć, ale nadal czekam na to, co najważniejsze — czyli te mityczne już nowe gry.

Microsoft na szczęście zrozumiał, że skoro sam nie dowiózł na start nowej generacji wywołujących opad szczęki gier, to potrzebuje w walce z PS5 partnerów. Jednym z sojuszników firmy z Redmond okazało się zaś niespodziewanie… Electronic Arts. Ogłoszone niedawno połączenie abonamentu Xbox Game Pass Ultimate z usługą EA Play, za którą na konsolach Sony nadal trzeba płacić osobno, niezwykle mnie ucieszyło.

Szalę na korzyść konsoli Xbox Series X przeważył news o przejęciu przez Microsoft firmy Bethesda.

Jestem przekonany, że nie bez powodu podano tę informację do wiadomości na dzień przed startem preorderów. Sam jestem przy tym ogromnym fanem takich marek jak Fallout, Dishonored, Prey, Wolfenstein oraz Doom i tak jak nie wierzę, by stały się one lada dzień seriami na wyłączność na konsole z rodziny Xbox, tak liczę na to, że zarówno kolejne, jak i poprzednie odsłony moich ulubionych serii, trafią do usługi Xbox Game Pass.

Jestem też przekonany, że dzięki obecności gier EA oraz produkcji Bethesdy w subskrypcji Xbox Game Pass Ultimate sporo zaoszczędzę. W abonamencie nie będę musiał każdorazowo płacić za produkcje od dwóch ogromnych wydawców, a polityka uprawiana przez Microsoft sprawia, że granie na konsolach z rodziny Xbox stanie się, tak po prostu, niezwykle tanie — zwłaszcza w porównaniu do największego konkurenta firmy z Redmond.

Japończycy chcą końcu sprzedawać nowe gry w pełnej cenie, a gdy Microsoftowi wystarczy, że opłacamy abonament.

Dzięki temu gracze wybierający platformę Microsoftu, którym dopakowana ostatnio na dwa sposoby biblioteka Xbox Game Pass podpasuje, będą mogli za 54,99 zł miesięcznie grać w zasadzie do woli. Jestem przy tym przekonany, że sam będę się do tych osób zaliczał, a skoro już wydałem na konsolę kolejnej generacji od Sony kupę pieniędzy, to odpalanie leciwego już Xboksa One X i gier w oprawie rodem z poprzedniej generacji by mnie bolało.

Pewnym rozwiązaniem byłoby kupowanie multiplatformowych gier na PlayStation 5, ale umówmy się, że płacenie osobno za produkcje dostępne w ramach Xbox Game Passa, byle tylko uruchomić je na PS5, byłoby rażącą niegospodarnością. Jedynie kupno obu topowych sprzętów pozwoli mi się cieszyć zarówno oboma katalogami produkcji na wyłączność, jak i możliwością taniego grania w abonamencie bez składania na ołtarzu jakości oprawy graficznej.

I właśnie z tego powodu nie zdecydowałem się obok PS5 na konsolę Xbox Series S.

Mój redakcyjny kolega Szymon, który zamówił już swój egzemplarz PlayStation 5, planuje zakup właśnie XSS, a nie XSX. Ta konsola jest dużo mniejsza i ładniejsza od większego brata, a i tak pozwoli na uruchamianie tych samych gier — i to do końca cyklu życia obecnej generacji, a nie tylko przez najbliższe dwa lata, jak starsze konsole z rodziny Xbox One. Nie przeczę, że przez chwilę sam resztą myślałem, czy nie postawić na nią.

Czytaj też: Xbox Series S czy Xbox Series X – którą konsolę wybrać?

Po namyśle zrezygnowałem z zakupu Xbox Series S, bo nie jest wcale wykluczone, że w praktyce gry na Xbox Series X będą wyglądały ciut lepiej niż na PS5, a taką sytuację mamy w końcu teraz i wiele multiplatform wygląda ładniej po uruchomieniu ich na konsoli Xbox One X niż na PlayStation 4 Pro za sprawą wyższej mocy obliczeniowej pierwszej z nich. Ta sytuacja może się powtórzyć w przyszłej generacji i wolę dmuchać na zimne.

Tak jak Sony wybrało szybszy nośnik SSD, tak Microsoft zdecydował się na lepsze GPU.

Potencjalnie może przełożyć się na lepsze osiągi — wyższe rozdzielczości, więcej FPS-ów, lepsze cienie itp. Jeśli tak faktycznie będzie, to na PS5 będę grał w gry na wyłączność od Sony oraz te produkcje multiplayer, w których nie jest obsługiwany tryb crossplay, a wszystkie pozostałe gry będę uruchamiał na Xbox Series X tak jak Maciek. Skoro zdecydowałem, że kupuję dwie konsole, to nie chce iść na żadne kompromisy.

W mojej głowie pojawiła się w końcu myśl, że nawet jeśli różnice w wydajności pomiędzy obiema konsolami będą pomijalne, a gry od Electronic Arts i Bethesdy będą dalej trafiać na obie wiodące platformy, to obaj ci wydawcy w praktyce mogą i tak bardziej się przykładać do wersji na sprzęt partnera, czyli Xboksa. Nie zdziwię się też, jeśli to sprzęt Microsoftu dostanie o nich łatki poprawiające grafikę w grach z obecnej generacji, których ci sami deweloperzy na PS5 już nie przygotują…

Mam też cichą nadzieję, że w tym wszystkim Apple przestanie wreszcie sobie robić żarty i pozwoli mi w pełni wykorzystać możliwości, jakie graczom dają konsole Xbox oraz Xbox Game Pass. Niestety na ten moment na iPhonie i iPadzie z winy firmy Tima Cooka nie uruchomię gier w ramach usługi xCloud, a do tego niedostępne na nich jest nowe Xbox Remote Play, chociaż analogiczna usługa od Sony dostępna jest na tych sprzętach od lat.



Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst