Operatorzy  / Artykuł

Białorusini apelują do polskich operatorów: pomóżcie i znieście opłaty za roaming!

592 interakcji
dołącz do dyskusji

Choć po kilku dniach internetowego blackoutu reżim Łukaszenki przywrócił połączenia internetowe, to wciąż krąży widmo kolejnych blokad. Dlatego Białorusini i organizacje pozarządowe proszą polskie telekomy by zniosły opłaty za dzwonienie i roaming w Białorusi.

- Od 1994 roku władzę w Białorusi utrzymuje za pomocą represji Aleksandr Łukaszenko. W ostatnich dniach skala tej przemocy stała się absolutnie nieakceptowalna. Jednym ze sposobów represjonowania białoruskich obywateli jest od lat manipulowanie dostępem do sieci telefonicznej i internetowej - tak zaczyna się list wystosowany przez Inicjatywę Wolna Białoruś, a podpisany przez ponad 20 polskich NGO-sów do Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji oraz wszystkich operatorów. 

Białorusini mieszkający w Polsce i wspierający protesty, które wybuchły po ostatnich wyborach w ich ojczyźnie, apelują o pomoc od polskich telekomów:

- Od miesięcy reżim Łukaszenki ograniczał działanie internetu mobilnego na czas protestów, w ostatnich dniach trwało całkowite wyłączenie internetu na terenie Białorusi. Jak wielokrotnie podkreślała Rada Praw Człowieka ONZ, takie ograniczenia w dostępie do informacji stanowią naruszenie praw człowieka - piszą w liście, który jak dowiedział się Spider’s Web został właśnie wysłany do PIIT.

Znieście opłaty za połączenia i roaming - o to proszą Białorusini.

Obecnie internet w Białorusi został przywrócony, ale wciąż istnieje groźba kolejnych blackoutów. Dlatego Białorusini wsparci m.in przez Fundację ePaństwo, Fundację Panoptykon, Amnesty International, Fundację Centrum Cyfrowe czy Fundację Instrat, proszą o pomoc. 

A konkretnie apelują o:

  • zniesienie opłat za telefonowanie do Białorusi - tak jak to zrobił litewski operator Tele2 Lietuva;
  • zredukowanie lub całkowite zniesienie opłat roamingowych z Białorusią na czas protestów;
  • zwiększenie zasięgu sieci stacji bazowych (BTS) przy granicy z Białorusią, aby ułatwić kontakt z mieszkańcami miast przy granicy z Polską. 

- Na problem z komunikacją, wysłaniem zdjęć i wideo skarżą się powszechnie również dziennikarze próbujący relacjonować dzisiejsze wydarzenia w tym kraju - apelują w liście. 

Operatorzy: zasięg jest trudno rozszerzyć

Nie są to pierwsze takie apele do polskich telekomów. Już tydzień temu podczas internetowego blackoutu na facebookowych stronach polskich telekomów oraz na Twitterze, gdzie oznaczono oficjalne profile firm telekomunikacyjnych pojawiły się prośby o wzmocnienie sygnałów z polskich stacji komórkowych. 

Wtedy Arkadiusz Majewski z Plusa wyjaśniał nam, że nie da się łatwo zrealizować prośby Białorusinów: Operator w Polsce nie może tak ustawiać sygnału sieci, żeby „siał” tam, gdzie tylko chce. To są kwestie regulowane prawem, bowiem dana stacja ma zasięg taki, na jaki otrzymała pozwolenie od polskiego odpowiedniego urzędu. Kwestie zasięgów przygranicznych są też regulowane prawnie na poziomie międzynarodowym i w umowach międzyrządowych.

Jak odłącza się cały kraj od sieci.

Tym razem jednak prośby są bardziej konkretne. Nie chodzi o sam zasięg sygnału, a raczej o bardzo wysokie opłaty za roaming w Białorusi.  Rzeczywiście chcąc skorzystać z internetu na polskiej karcie w Białorusi za 100 kB internetu zapłacimy 3,6 zł w sieci Play, w T-mobile 3,63 za 100 kB, w Plusie 2,46 zł za 50 kB a w Orange 1,51 zł za 50 kB. To daje cenę ponad 30 zł za jeden MB. - Nie ma mowy by swobodnie połączyć się z internetem od polskiego operatora. Koszty są ogromne - mówi Michał Potocki, dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej”, który był w Mińsku w czasie wyborów i widział jak wygląda odłączanie całego kraju od internetu.

 - Internet zaczął spowalniać, Łączył, łączył ale jednak po jakimś czasie i tak widać było, że nic z tego będzie. Strona się nie załaduje. Po kolei znikały serwisy i strony: Facebook, Google i Gmail, Twitter, strony opozycyjnych mediów - opowiada Potocki. 

Krok po kroku w wyborczą niedzielę reżim Łukaszenki odciął od internetu całą Białoruś. Nie działały żadne strony, serwisy społecznościowe ani komunikatory. Tyle, że taki stan udało się utrzymać dosyć krótko. Szybko pojawił się oddolny ruch internetowego oporu. - Oczywiste było, że odcięcie internetu służyło jednemu: powstrzymaniu protestów, umożliwieniu ludziom by się kontaktowali i organizowali. Tyle, że opozycja już wcześniej była zorganizowana i szykowała się na takie okoliczności - mówi reporter DGP.

Więcej o tym jak media społecznościowe wspierają protesty społeczne i jak państwa wykorzystują internet i nowe technologie do ich blokowania w jutrzejszym tekście w Magazynie Spider'sWeb+.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst