Tech  / Recenzja

Kupiłbym tę opaskę od ręki, gdyby nie jeden istotny problem. Garmin Vivosmart 4 - recenzja

Potrafi 90 proc. tego, co smartwatch, kosztując od smartwatcha nieporównywalnie mniej. Spędziłem miesiąc z opaską Garmin Vivosmart 4 i chcę o tym opowiedzieć.

Po tym, jak spędziłem trochę czasu z Garminem Vivoactive 4 i Garminem Fenix 6 Pro, byłem bardzo ciekaw, ile stracę zakładając na nadgarstek znacznie tańszą, ale też uboższą w funkcje opaskę.

Zachęcił mnie do tego w dużej mierze zakup Xiaomi Mi Band 4. Ta tania opaska okazała się zaskakująco użyteczna. I pomyślałem, że skoro chiński wytwór jest w stanie zrobić tak wiele, to ile będzie w stanie zrobić solidna opaska zintegrowana z ekosystemem Garmina?

Wybór padł na model Vivosmart 4, który kosztuje, zależnie od sklepu, od 500 do 565 zł. Spędziwszy miesiąc z tą opaską na nadgarstku mogę powiedzieć, że jest tylko jedna rzecz, która powstrzymuje mnie przed zakupem.

Co potrafi Garmin Vivosmart 4?

Garmin Vivosmart 4 opinie

Przede wszystkim, potrafi nie rzucać się w oczy. Opaska na ledwie 15 mm szerokości i 10,5 mm grubości, więc dosłownie znika na nadgarstku. Pasek jest niesamowicie giętki i nie zauważyłem przez miesiąc, by jakkolwiek podrażniał mi skórę (a nosiłem opaskę non-stop, ściągając tylko do ładowania). W efekcie mogłem nosić opaskę 24/7, monitorować sen, kąpać się w niej, uprawiać sport i w żadnej sytuacji nie była ona przeszkodą.

W przeciwieństwie do większych zegarków, Vivosmart 4 ani razu nie zaczepił mi o cokolwiek, bo jego grubość jest bardzo umiarkowana, a do tego opaska znakomicie przylega do mojego średniej wielkości nadgarstka.

A propos uprawiania sportu – jak na Garmina przystało, pomimo „smart” w nazwie, Vivosmart 4 to bardziej urządzenie nastawione na monitorowanie aktywności. Co potrafi ta opaska?

Jeśli czytaliście recenzję opaski Garmin Vivosport autorstwa Piotrka Baryckiego, to wiecie wszystko. Garmin Vivosmart 4 potrafi dokładnie to samo, z zaledwie trzema różnicami:

  • nie ma wbudowanego GPS-u,
  • ma ekran monochromatyczny zamiast kolorowego,
  • posiada pulsoksymetr.

Z racji braku wbudowanego GPS-u ma też mniej profili treningowych dedykowanych biegaczom. W Garminie Vivosport zmierzymy biegi przełajowe i na bieżni, podczas gdy w Garminie Vivosmart 4 mamy tylko jeden profil dla biegów. W menu opaski znajdziemy profile do monitorowania:

  • Marszu
  • Biegów
  • Treningu siłowego
  • Treningu cardio
  • Roweru
  • Maszyny eliptycznej
  • Pływania
  • Yogi
  • Steppera
  • „Innych” aktywności

Opaska może też, oczywiście, rozpoznawać aktywność automatycznie dzięki garminowej funkcji Move IQ. Niestety, działa ona równie źle jak w najdroższym Feniksie 6 Pro, albo nie rozpoznając aktywności w ogóle, albo myląc typ aktywności, albo włączając się w złym momencie (np. 15 minut po tym, jak rozpoczęliśmy marsz i rejestrując dopiero od tego momentu).

Ostatecznie Move IQ wyłączyłem, ale regularnie korzystałem ze śledzenia marszów i treningu siłowego. Do marszów jeszcze wrócę, ale jeśli chodzi o trening siłowy, jestem w ciężkim szoku, jak dobrze Vivosmart 4 spisywał się na siłowni.

Tak naprawdę, nie licząc możliwości dodania ciężaru od razu po zakończeniu serii, nie czułem większej różnicy między Vivosmart 4 a Vivoactive’em 4 czy Feniksem 6 Pro. Opaska robi dokładnie to samo – rozpoznaje ćwiczenia, zlicza powtórzenia (z mniejszą lub większą dokładnością) i odmierza czas między seriami. Można też zaprogramować uprzednio trening w serwisie Garmin Connect i tylko podążać za wskazaniami opaski.

Vivosmart 4 zaskakująco dobrze radzi sobie z odczytywaniem tętna podczas treningu siłowego. Nie dostrzegłem żadnych większych opóźnień czy przerw w pomiarach – wszystko było dokładnie tak, jak powinno.

Dla większej dokładności pomiarów można do opaski podłączyć akcesoria ANT+, takie jak pasek z sensorem HR czy czujnik prędkości do roweru. Tego jednak nie testowałem osobiście, więc trudno mi powiedzieć, jak dobrze opaska spisuje się w takim połączeniu.

Jako że Garmin Vivosmart 4 jest wyposażony w pulsoksymetr, może on mierzyć poziom tlenu we krwi i podawać wynik w formie procentowej wartości SpO2.

Garmin Vivosmart 4 może używać pulsoksymetru także do mierzenia poziomu tlenu we krwi podczas snu, ale prawdę mówiąc… nie wiem, do czego mogłaby mi się przydać ta wiedza. Podobnie jak nie wiem, do czego w ogóle mogłyby mi się przydać pomiary snu.

W czasie testów Garmin z ogromną dokładnością mierzył mój sen. Dobrze odczytywał momenty, gdy np. wstawałem w środku nocy zamknąć okno w drugim pokoju, bo hulał wiatr. Niemal idealnie rozpoznawał, kiedy usypiałem i kiedy się budziłem.

Sęk w tym, że nie mam pojęcia, co mógłbym zrobić z pięknie przygotowanym wykresem, a aplikacja Garmin Connect również w żaden sposób tych danych nie analizuje i nie podpowiada, co one oznaczają. O ile więc Garmin Vivosmart 4 jest na tyle nieintruzywny, że można z nim spać, tak osobiście nie bardzo rozumiem, dlaczego miałbym to robić.

Podobnie mało użyteczne jest monitorowanie stresu, znane z droższych modeli Garmina. Tak, opaska mierzy dzienny poziom stresu, podobnie jak mierzy parametr Body Battery, znany z zegarka Vivoactive 4 i Venu.

Co jednak miałbym zrobić z tą wiedzą – nie mam pojęcia.

Na szczęście przez resztę dnia Garmin Vivosmart 4 jest szalenie użyteczny.

Pomijając pomiary sportowe, to po prostu bardzo dobry kompan dla smartfona. Wibruje, gdy na telefon przyjdzie powiadomienie (choć nie pozwala na nie odpisać, bo nie bardzo jest jak to zrobić na tak małym ekranie). Ma też kilka wbudowanych funkcji smart, takich jak pogoda, timer, stoper, kalendarz czy budzik. Pozwala sterować odtwarzaniem muzyki z telefonu. Mierzy kroki i może poinformować nas, gdy nasze tętno z jakiegoś powodu stanie się niepokojąco wysokie.

Mamy więc zestaw absolutnie najbardziej podstawowych funkcji, które są de facto tymi funkcjami, których potrzebujemy najbardziej i najczęściej. Fakt, nie ma tu w zasadzie żadnych bajerów, ale spędziwszy sporo czasu z większymi zegarkami Garmina wiem, że z większości bajerów i tak nie korzystamy.

Cieszy też fakt, że opaska jest wodoszczelna i wstrząsoodporna. Nie cackałem się z nią ani trochę, a z samej jakości wykonania wnioskuję, że Garmin Vivosmart 4 będzie w stanie znieść nieporównywalnie więcej niż np. Xiaomi Mi Band 4.

Jeśli jednak chodzi o czas pracy, Xiaomi ze swoimi 3 tygodniami wygrywa. Garmina Vivosmart 4 będziemy ładować co najmniej raz w tygodniu. W moim przypadku, przy regularnych pomiarach aktywności, ładowałem opaskę raz na 4-5 dni. Dobry wynik, ale mogłoby być lepiej, zwłaszcza że wyświetlacz OLED jest malutki (128 x 48 px) i nie zużywa wiele energii.

Czego nie potrafi Garmin Vivosmart 4?

Zacznijmy od aspektów sportowych. Jak już wspomniałem, Garmin Vivosmart 4 nie ma wbudowanego modułu GPS. Oznacza to, że nie wybierzemy się na bieg bez telefonu, jeśli będziemy chcieli zapisać trasę i dokładny przebyty dystans. Opaska poda nam co najwyżej szacunkowy dystans na bazie danych akcelerometru.

Gdy mamy pod ręką telefon, opaska pobiera z niego dane GPS. Szkopuł w tym, że – przynajmniej w moim egzemplarzu – opaska miała ogromne problemy z pobraniem tych danych. Bardzo często widziałem komunikat o niemożności uzyskania danych GPS, choć aplikacja Garmin Connect miała przyznane wszelkie uprawnienia w iOS. Niejeden raz zdarzyło się jej też rozłączyć z GPS-em ze smartfona w trakcie monitorowania spaceru.

Jeśli chodzi o funkcje smart, Garmin Vivosmart 4 nie potrafi zbyt wiele.

Fakt, to, co potrafi, jest wystarczające w 90 proc. przypadków. Szkoda jednak, że np. nie możemy opaską płacić – tego brakowało mi najbardziej względem droższych zegarków firmy.

Sporych problemów nastręczy nam też próba przegryzienia się przez menu czy odczytania powiadomień. Ekran opaski jest bowiem bardzo, bardzo wąski, więc treść się na niej zwyczajnie nie mieści.

Xiaomi np. obeszło ten problem wyświetlając wszystkie napisy miniaturową czcionką. Garmin z kolei postawił na przewijanie treści, które niestety często okazuje się zbyt wolne i nieczytelne. Nie mówiąc już o tym, że przed pierwszym użyciem opaski dobrze jest zagłębić się w instrukcję obsługi – bez legendy nie odgadniemy, do czego służy połowa ikonek w menu.

Pozostając w temacie rzeczy, których Vivosmart 4 nie potrafi… cóż, jak urządzenie ubieralne, które nosimy w zastępstwie zegarka, opaska fatalnie sobie radzi z podawaniem czasu.

Garmin Vivosmart 4 nie oferuje trybu always-on, więc aby podejrzeć godzinę, mamy dwie opcje: albo dzieje się to automatycznie po podniesieniu nadgarstka (niestety działa to marnie), albo możemy dotknąć przycisku pojemnościowego pod ekranem by ów ekran wybudzić. I to też, niestety, działa marnie.

Nie zliczę ile razy w czasie spaceru chciałem szybko podejrzeć godzinę, a tu gest podnoszenia nie wybudza ekranu, zaś pukanie w przycisk nic nie robi. Było to momentami niesamowicie frustrujące, gdy uderzałem raz po raz w przycisk pod ekranem i nic się nie działo.

Sama nawigacja po menu jest też zresztą niekończącą się opowieścią o źle odczytanym dotyku. Trzeba się nieźle natrudzić, by niczego przypadkiem nie dotknąć lub nie zamknąć.

Kupiłbym tę opaskę od ręki. Gdyby nie jeden problem.

Ze wszystkim, co opisałem wyżej, da się żyć. Ba, osobiście planowałem zakup opaski jako dodatku do tradycyjnego zegarka, więc nawet kwestia wybudzania ekranu nie byłaby przesadnie problematyczna.

Problematyczna jest niestety kwestia połączenia opaski ze smartfonem. I z tego, co wyczytałem na forum użytkowników Garmina, mój egzemplarz nie był osamotnionym przypadkiem.

Opaska notorycznie rozłączała się z aplikacją Garmin Connect, zarówno na iPhonie 11, jak i na smartfonie z Androidem 10.

Wielu użytkowników zgłasza problem z rozłączaniem się opaski, albo z problemami z synchronizacją z telefonem. Najgorsze jest to, że opaska w żaden sposób nie informuje o braku połączenia – wszak połączenie Bluetooth dalej istnieje, ale z racji tego, że powiadomienia przechodzą przez aplikację Garmina, to nie docierają one na opaskę.

Kilka razy przegapiłem połączenie telefoniczne i wiele wiadomości właśnie przez to, że nie zauważyłem, że opaska rozłączyła się z Garmin Connect.

Niewykluczone jednak, że jest to kwestia oprogramowania i wystarczy stosowana aplikacja software’u opaski, by wszystko działało jak należy. W chwili testów problemy jednak występowały, a sądząc po świeżych wpisach na Garmin Forums, sytuacja jeszcze się nie zmieniła.

I to w zasadzie jedyny szkopuł, który zniechęcił mnie do wyłożenia pieniędzy na stół. Gdyby nie notoryczne problemy z łącznością, Garmin Vivosmart 4 zostałby ze mną na stałe.

Garmin Vivosmart 4 opinie

Robi bowiem co najmniej 90 proc. tego, czego oczekuję po inteligentnym urządzeniu na moim nadgarstku. Przekazuje powiadomienia, mierzy aktywność i nie trzeba jej codziennie ładować.

Oczywiście, brakuje jej urody tradycyjnych zegarków, a nawet inteligentnych zegarków pokroju Vivoactive 4 czy Feniksa 6, ale nie można jej odmówić pewnego uroku. No i na 100 proc. wygląda o niebo lepiej od tanich opasek Xiaomi czy Huaweia.

Zakładając, że Garmin upora się z problemami z łącznością opaski – mogę ją z czystym sumieniem polecić każdemu, kto nie potrzebuje niezależnego GPS-u. Wtedy zostaje zakup Garmina Vivosport.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst