Nauka  / Artykuł

Chiny się nie patyczkują. Trzy lata więzienia za edycję ludzkiego genomu

He Jiankui, naukowiec, który dokonał nielegalnej modyfikacji ludzkiego genomu, został skazany na trzy lata pobytu w chińskim więzieniu. Chiny chciały tym samym pokazać, że są państwem prawa.

Przypomnijmy najpierw całą sytuację. He Jiankui, wspólnie z amerykańskim naukowcem Michaelem Deemem, prowadzili w Chinach tajny program związany z edycją DNA ludzkich zarodków.

Genetycznie zmodyfikowane zarodki miały być odporne na wirusa HIV.

Wirus ten jest w Chinach na tyle dużym (i nieakceptowalnym społecznie) problemem, że Jiankui i Deem nie mieli zbyt dużych problemów ze znalezieniem chińskich par, w których jeden z partnerów był nosicielem wirusa, chętnych na poddanie takiemu zabiegowi swojego potomstwa.

Pierwszym owocem projektu Jiankui są już podobno dwie dziewczynki, które urodziły się w listopadzie. Jiankui i Deem próbowali usunąć u obu z nich gen CCR5. Jego brak powoduje rzekomo całkowitą odporność na zarażenie się wirusem HIV. Piszę podobno, ponieważ zabieg ten nie został i – jak twierdzą jego autorzy – nie zostanie opisany w żadnej publikacji naukowej.

Brak naukowej publikacji nie oznacza, że chiński naukowiec nie chwalił się swoim eksperymentem.

Jiankui postanowił oznajmić to światu w inny sposób. Tuż przed rozpoczęciem sympozjum Second International Summit on Human Genome Editing o całym eksperymencie poinformował media. Wzbudzając tym samym spore oburzenie w świecie naukowym.

Nie dość, że wykorzystał nieprzetestowaną i – jak twierdzą niektórzy – mocno niedopracowaną oraz niedokładną metodę edycji genów na zarodkach dopuszczonych do narodzin, to jeszcze przez brak pełnoprawnej publikacji świat nauki nie jest w stanie zapoznać się z wynikami takiego zabiegu. Jedyna zaprezentowana do tej pory dokumentacja składa się z 59 slajdów, pokazanych podczas wystąpienia Jiankuiego podczas SISHGE.

Głos w tej sprawie zabrała nawet Jennifer Doudna, która jest jednym z twórców metody CRISPR-Cas 9. Tak samo jak większość zachodnich naukowców stwierdziła, że eksperymenty tego typu, przy obecnym stopniu wiedzy na temat metody CRISPR, są po prostu nieodpowiedzialne. I powinny być surowo zakazane.

Przez swoje medialne wystąpienia Jiankui ściągnął na siebie uwagę chińskich władz.

Bardzo długo nie wiedzieliśmy właściwie, co działo się w tej sprawie. Teraz wiadomo dlaczego. Chiński rząd zdecydował się bowiem na utajnienie procesu naukowca i jego dwóch chińskich asystentów.

Dopiero teraz ogłoszono wyroki. Jiankui trafi do więzienia na 3 lata i oprócz tego będzie musiał zapłacić grzywnę w wysokości 425 tys. dol. Po wyjściu z więzienia czeka go dodatkowo dożywotni zakaz badań dotyczących medycyny reprodukcyjnych - w skrócie oznacza to, że nie będzie mógł zbliżać się do ludzkich zarodków.

Dwóch asystentów naukowca - Zhang Renli i Qin Jinzho - trafi do więzienia na 24 (Renli) i 18 (Jinzho) miesięcy. Reszta zespołu nie została ukarana, ponieważ - jak ustalił sąd - tylko Jiankui, Renli i Jinzho brali udzial w fizycznym procesie genetycznej modyfikacji ludzkich zarodków.

Wyrok w tej sprawie przejdzie do historii

Wyrok w tej sprawie należy traktować również jako ostrzeżenie. Po tym, jak Jiankui pochwalił się swoimi badaniami, wielu naukowców zaczęło obawiać się, że Chiny podejdą dość liberalnie do stosowania nietestowanej na ludziach metody edycji genów i pozwolą na ich kontynuację.

Przypuszczenie to zapoczątkowało wiele dyskusji dotyczących moralnej kwestii badań naukowych i tego, kiedy właściwie będziemy w stanie pozwolić na edycję genów u ludzkich zarodków.

Pytanie to nadal pozostaje bez odpowiedzi. Jestem jednak przekonany, że dzień, w którym jakiś kraj - niekoniecznie Chiny - pozwoli na edycję DNA ludzkich zarodków w końcu nadejdzie. Potencjalne korzyści płynące z tego typu zabiegów są bowiem zbyt duże, żebyśmy mogli ignorować je w nieskończoność. Pozostaje kwestia dopracowania samej metody edycji genów...

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst