Tech  / Felieton

Miałem je wszystkie: silikon, skóra, Karl Lagerfeld, poliwęglan. Ochrona iPhone'a to nie przelewki

Moja przygoda z case'ami do telefonów zaczęła się w październiku 2017 r. Choć to nie do końca prawda, bardziej właściwy byłby rok 1999. 

1999 r., skórzany pasek, a w nim wpięte skórzane etui od Nokii 5110 pana od muzyki w podstawówce. Wtedy też poprzysiągłem sobie, że nigdy w życiu nie ubiorę swojego telefonu w tak paskudny pomiot, jakim jest etui.

Udało mi się konsekwentnie przestrzegać tej zasady przez kilkanaście kolejnych telefonów i smartfonów. Co do zasady z sukcesami, choć miałem przedziwnego pecha z solidnymi przecież HTC. Najpierw HTC One X roztrzaskał mi się na dywanie, a kilka lat później HTC 10 roztrzaskał mi się w toalecie stołecznej Cafe Fajka, mniej więcej 80 minut po tym, jak przy shotach czegoś niebieskiego odkryłem w Janku S. bratnią duszę.

Na moim radarze case pojawił się więc realnie po raz pierwszy w 2017 r., kiedy kupiłem iPhone'a X, lecz ten miał coś-nie-tak-z-dźwiękiem. Przemiła obsługa sklepu X-Kom w trybie pilnym wymieniła mi go na nowy (co przy deficycie urządzeń i tak trwało kilkanaście dni), a żeby udobruchać moje skołatane nerwy wepchnięto mi silikonowy case. Kilkukrotnie wspominałem, że absolutnie nie ma takiej potrzeby, ale przy którymś z rzędu pytaniu o kolor zmiękłem i powiedziałem: „naprawdę państwo nie musicie; czarny”.

Zastrzeżenie: mam ciche podejrzenie, że to nie mieści się w standardowym pakiecie reklamacji, jeżeli obsługa nie skojarzy, że nazwisko reklamującego to zarazem nazwisko osoby piszącej, na którymś z dużych blogów o technologiach. Wierzcie mi jednak, że do samego końca walczyłem, by nie być jednym z tych gości „dajcie mi swoje nowe buty albo obsmaruje was na moim blogu”. A znamy takich gagatków i to nawet w branży tech.

Ale skoro tę walkę z X-Komem i godnością przegrałem, to głupio było case'owi nie dać szansy.

Zwłaszcza, że za etui do iPhone'a przemawia wiele argumentów

iPhone X i jego młodsi kuzyni, to konstrukcja umiarkowanie ładna (mnie się na przykład podoba, choć gdyby był dziewczyną to raczej mówilibyśmy o nim „ma dużo uroku”, niż „jaka piękna”), natomiast niezwykle wrażliwa. Z obu stron znajdujemy podatne na stłuczenia szkło - to pierwszy powód przemawiający za etui.

Drugim powodem przemawiającym za etui jest cena tego urządzenia. Trzecim - cena naprawy stłuczonych komponentów, astronomiczna zarówno z przodu, jak i z tyłu. Wreszcie na czwartym miejscu ulokowałbym fakt, że iPhone X jest nieprawdopodobnie śliski. Spada z łóżka, wypada ze spodni w trakcie jazdy samochodem (oczywiście nie wszystkich i nie zawsze). Piąta rzecz - aparat wystaje ponad obudowę telefonu, przez co ten na plecach leży krzywo i jest podatny na zarysowania.

Etui niweluje ryzyko uszkodzenia telefonu. Oczywiście robi to w różnym stopniu, a nawet największe militarne konstrukcje nie dają całkowitej gwarancji, jednak prawdopodobieństwo uszkodzenia jest mniejsze. Etui sprawia też, że telefon lepiej leży na stole, pewniej leży w dłoni i nie ześlizguje się z różnych powierzchni - to niby oczywiste argumenty, z których do tej pory nie zdawałem sobie sprawy.

Jaka jest z kolei główna wada etui? To dodatkowy wydatek, cierpi na tym znacząco estetyka telefonu, a do tego staje się on mniej poręczny.

Jakiego rodzaju etui jest najlepsze?

Silikonowy case od X-Komu wytrzymał mi rok, potem przez niecały rok nosiłem kevlarowego Spigena, a teraz wyposażyłem się w skórzane etui, z którego jestem bardzo zadowolony. Również moja partnerka korzysta z iPhone'a X, przez co mogłem też pobawić się bardziej kobiecymi rozwiązaniami.

Tanie przezroczyste etui do 50 złotych? Chroni przed zarysowaniami i to chyba tyle dobrego, ile można o nim powiedzieć. Na dodatek jest równie śliskie co sam telefon. Przerabialiśmy jednak wariant jeszcze gorszy, a mianowicie „Karl Lagerfeld”, który wprawdzie kusi ze sklepowej wystawy znaną marką, uśmiechniętym kotkiem i ruszającymi się kuleczkami, natomiast pogrubia telefon o jakieś 80 proc. i jest absolutnie nieużywalne w perspektywie dłuższej, niż 15 minut.

Jeżeli chodzi o Spigena, to jest to juz klasyczny case kompromisów. Wybrany przeze mnie model nie dawał maksymalnej ochrony, nie był wykonany z kewlaru, ani nie posiadał amortyzacji do siódmego pokolenia wstecz, natomiast wykonany był z poliwęglanu wzmacnianego plastikiem. Spigen Neo Hybrid to zadowalająca ochrona przed upadkami w zadowalającej cenie i zadowalającym wpływie na korzystanie z urządzenia. Moim zdaniem jednak powiększał urządzenie w taki sposób, że dłoń zaczynała się męczyć przy próbie obsługi jedną ręką.

Mój pierwszy silikonowy case od Apple był średni, ponieważ jego konstrukcja wygląda w taki sposób, że z ogromnym oporem chodzą przyciski urządzenia. Płacenie w sklepie czy instalowanie aplikacji było więc prawdziwym utrapieniem. Niewątpliwie jednak poprawnie chronił telefon przed podstawowymi zagrożeniami, w tym wyślizgiwaniem się w kieszeni.

Dziś z sentymentem powróciłem do idei case'ów od Apple, na dodatek na bardzo preferencyjnych warunkach. Po całej Polsce rozrzucono je w TK Maxx-ach w atrakcyjnej cenie 99 zł (w podobnych można znaleźć je też na Allegro, choć trudno mi oceniać wówczas oryginalność). Przymierzyłem w sklepie z ciekawości i to było to. Skórzany case nie powiększa telefonu w taki sposób jak silikonowy, bardzo dobrze leży także w jednej dłoni, a na dodatek przyciski chodzą bardzo swobodnie. Owszem - ochrona jest tutaj stosunkowo niewielka na tle pancernych szaf Spigena, jednak mam ten komfort, że właśnie wchodzę w trzeci rok z moim pierwszym iPhonem w życiu, to już nie jest telefon wart 5000 złotych, a 2000 zł (i dalej bardzo sobie tę współpracę chwalę).

Z etui aż po grób?

Jak wspomniałem jednak we wstępie - kwestia bezpieczeństwa urządzenia nie jest dla mnie priorytetowa, ponieważ przez ostatnie 2 lata nie upuściłem go z wysokości wyższej, niż 20 centymetrów. Korzystam z case'ów, ponieważ aktualna bryła iPhonów jest śliska i nieporęczna. Jeśli więc pewnego dnia nastąpi designerski odwrót od szkła w kierunku innego materiału - niewykluczam, że mariaż z instytucją etui się zakończy. Dziś jednak z ręką na sercu podpowiadam: skóra od Apple jest świetna.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst