Tech  / News

Google prześwietli reklamy polityczne, żeby nie dopuścić do manipulacji przy wyborach

Przejrzystość jest kluczowa. Google opisał, jak przygotowuje się na majowe wybory do Parlamentu Europejskiego. Mam nadzieję, że firma uczy się na błędach. 

Wybory do Parlamentu Europejskiego są dopiero w maju, ale Google już się do nich szykuje. Firma opublikowała post na blogu, w którym tłumaczy, jak ma zamiar ze swojej strony zadbać o to, żeby były jak najbardziej przejrzyste. Na razie te plany napawają umiarkowanym optymizmem.

Kto zapłacił za reklamę, czyli mam nadzieję, że Google uczy się też na cudzych błędach.

Google podjęło świetną decyzję. Żeby zwiększyć przejrzystość informacji, nie będzie wyświetlał anonimowych reklam politycznych. Chcesz się reklamować, korzystając z dobrodziejstw oferowanych przez firmę? To świetnie, ale musisz się pod reklamą podpisać. Takie zasady będą dotyczyły reklam politycznych związanych z wyborami do Parlamentu Europejskiego. To świetna idea, informacja o tym, kto zapłacił za daną reklamą, powinna być dostępna bez względu na to, czy reklama ta ukazuje się w telewizji, na bilbordzie czy w internecie. O ile w wypadku proszków do prania nie jest to może zbyt palący problem, tak w wypadku polityki, wyborów i kampanii społecznych bardzo często warto wiedzieć, kto stoi za określonymi produkcjami.

Niestety o ile idea jest godna pochwały, tak już na tym etapie realizacja budzi pewne wątpliwości. Google bowiem bardzo wąsko zdefiniował pojęcie reklamy politycznej. W poście na blogu czytamy, że to reklama, która wspomina partię polityczną, kandydata, albo polityka sprawującego jakoś urząd. To za mało. Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie, żeby anonimowo reklamować ideę w oczywisty sposób powiązaną z konkretną partią.

Google sprawdzi, kto zapłacił za reklamę, ale nie mówi niestety, jak to zrobi.

Firma zapowiada także, że wprowadzi nowy proces sprawdzania tego, czy reklamodawcy są tymi, za których się podają. Niestety firma na razie nie tłumaczy, jak miałby on wyglądać. Mam jednak nadzieję, że Google uczy się nie tylko na własnych błędach, ale też potrafi też nauczyć czego na błędach Facebooka. Serwis Zuckerberga także deklarował, że będzie weryfikował zlecające reklamy osoby i ugrupowania, i informował o tym, kto za co zapłacił. Niestety robił to tak źle, że dziennikarze bez problemu podszyli się nie raz, ale wręcz kilkakrotnie za różne (w tym nieistniejące) organizacje i jako one umieszczali swoje polityczne reklamy.

Na deser Google zapowiada, że opublikuje raport przejrzystości dotyczący reklam. Każdy będzie mógł w nim sprawdzić, kto kupił jakie reklamy, do kogo je skierował i ile za nie zapłacił. Raport przejrzystości na temat wyborów uzupełniających do kongresu w USA można już zobaczyć i przekonać się, jak to będzie wyglądało w przyszłości.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst