Social media  / Artykuł

5 punktów naprawczych Twittera, czyli widzę to niewyraźnie

Twitter nie ma dobrej passy. Wyniki beznadziejne, spójność serwisu w rozsypce, pierwsze komentarze podważające zdolności Jacka Dorseya do uzdrowienia firmy.

Twitter potrzebuje planu naprawczego - to wiadomo nie od dziś

Ba, wiedzieliśmy o tym przed 5 października 2015 r., gdy stanowisko CEO przejmował Jack Dorsey. Ponad kwartał później, po publikacji fatalnych wyników za ostatnie trzy miesiące 2015 r., w liście do udziałowców, Twitter przedstawił 5 punktów, na których zamierza się skupić w tym roku.

Szczerze mówiąc, nie brzmią one przesadnie przekonująco. Zresztą zobaczcie sami:

1. Udoskonalenie podstawowego serwisu

Twitter zamierza naprawić kilka - jak sam je nazywa - „zepsutych części”, a wśród nich wymienia np. kompletnie niezrozumiałe dla przeciętnych użytkowników konieczność stawiania kropki przez @, gdy chce się odpowiedzieć użytkownikowi w taki sposób, żeby tweet trafił do publicznego feedu. Mowa jest także o koniecznych zmianach w timelinie, który powinien wyświetlać najbardziej wartościowe tweety dla danych użytkowników. Serwis ma się też stać znacznie łatwiejszy dla nowych użytkowników.

Cóż, dość ogólnikowe stwierdzenia, prawda? Nie będzie łatwo fundamentalnie zmienić sposobu działania serwisu, szczególnie w taki sposób, żeby był łatwy dla nowych użytkowników. Taka już bowiem specyfika tego narzędzia - Twitter to trudny, dość hermetyczny serwis wymagający od użytkowników sporego poświęcania uwagi.

Może nie powinienem tego tak publicznie wyjawiać, ale regularnie dostaję propozycje ‚szkoleń na temat Twittera’ od wysoko postawionych postaci polskiego biznesu. To symptomatyczne, bo nigdy nikt nie zgłosił się do mnie, bym organizował szkolenie z obsługi Facebooka, czy Instagramu.

Twitter już zaczął wprowadzać zmiany. Pojawiła się opcja niechronologicznego timeline’u i choć płaczu przed wprowadzeniem go było wiele, to okazuje się, że sposób jego implementacji niewiele zmienia w odbiorze serwisu. Zresztą to nowość podobna do ‚kiedy cię nie było’, gdy po kilkugodzinnej nieobecności na Twitterze, serwis pokazuje kilka ważnych tweetów. Nie jest to przesadnie inwazyjne, nie psuje naturalnego timeline’u, ale też niewiele zmienia w zrozumieniu, o co tu tak naprawdę biega.

Mam spore wątpliwości, czy ‚naprawa Twittera’ jaką serwis zapowiada wniesie wiele do postrzegania go na zewnątrz.

2. Wideo streamowane na żywo

Twitter chce mocno postawić na wideo streaming i to w wersji na żywo.

Brzmi sensownie. Wideo - hit współczesnego Internetu i fenomen, który będzie przynajmniej 10 razy ważniejszy i większy od internetu pisanego/czytanego. Streaming - wiadomo, dziś najsensowniejszy format przesyłu mediów w Sieci. Na żywo - pewnie, to przecież sól i esencja Twittera.

Tyle że… Twitter ma już przecież świetny serwis wideo, Periscope. Serwis wystartował z przytupem, pokonał lokalną konkurencję, dziennikarze ogłosili go nową medialną rewolucją, po czym Twitter praktycznie przestał go rozwijać. Może więc zamiast kanibalizować kilka własnych formatów wideo (oprócz Periscopa, Twitter ma przecież także Vine’a!), należałoby pomyśleć nad unifikacją wideo?

3. Inwestycja w kreatorów i influencerów

Twitter chce postawić na kreatywnych i wpływowych użytkowników, tj. muzyków i dziennikarzy, by pomagać im budować zasięgi, także dzięki narzędziom typu Vine i Moments.

Serio? To brzmi jak klepanie tego samego, co Twitter robi przecież od lat. Miliony followersów Rihanny, Biebera, gorące jatki Kanye Westa z przeciwnikami, czy w Polsce kontrowersyjne tezy Zbigniewa Hołdysa, lub ostatnio zero-jedynkowa ostra komunikacja Tomasza Lisa - owszem napędzają wewnętrzny ruch, ale dla rozwoju samego Twittera, jego zasięgu, aktywności innych użytkowników, niewiele to znaczy.

Inwestowanie w muzyków, dziennikarzy i innych celebrytów owszem skutkuje tym, że o Twitterze sporo się pisze w mediach, cytuje się wypowiedzi, embedduje tweety, tyle że Twitter robi to przecież od dawien dawna i jak widać, niewiele to zmienia.

4. Bezpieczeństwo

Twitter zamierza wprowadzić nowe systemy bezpieczeństwa, które zapobiegałyby trollingowi, napastowaniu i naprzykrzaniu się innym użytkownikom. Ma być wprowadzona technologia wykrywająca obraźliwy język.

Ok, to ważne, szczególnie po ostatniej krytyce Twittera, który nie radzi sobie z totalnym zalewem hejtu, szczególnie w anglojęzycznej wersji swojego serwisu. Czy to jednak będzie miało wielki wpływ na postrzeganie serwisu, jego przejrzystość i atrakcyjność w oczach potencjalnych nowych użytkowników? Myślę, że wątpię.

5. Deweloperzy

Twitter zamierza inwestować w programistyczny rozwój Twittera, by był on łatwiejszy i szybszy w obsłudze.

Na tym polu Twitter rzeczywiście ma wiele do zrobienia, choć patrząc chociażby na to, w jaki sposób rozwijana jest aplikacja na Maka, czy prędkość wprowadzania nowych funkcji dla wszystkich użytkowników serwisu, to jest to zadanie z gatunku tych najbardziej palących i koniecznych, a nie z tych, które gwarantowałyby innowacyjny rozwój.

Boję się o Twittera

Plan naprawczy Twittera brzmi jak splot banałów i oczywistości, który można by sklecić w ciągu pół dnia roboczego, a nie po 5 miesiącach działań charyzmatycznego pomysłodawcy Twittera.

Niewyraźnie to wszystko widzę. Wyników finansowych nie ma (przypomnę, że Twitter nie zarobił na czysto ani dolara w całej swojej historii), przyrostu nowych użytkowników nie ma, nie ma też spektakularnego planu naprawczego.

Trudno przechodzi mi werbalizacja tego, ale Twitter naprawdę może upaść (tfu, tfu), a ja - w przeciwieństwie do Ewy Lalik - będę po nim rzewnie płakał, bo to wciąż jedno z moich ulubionych miejsc w Internecie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst