Social media  / Artykuł

Cisza wyborcza na Facebooku - martwe prawo, ale prawo?

238 interakcji
dołącz do dyskusji

Instytucja ciszy wyborczej od lat budzi liczne kontrowersje, ale Państwowa Komisja Wyborcza zadarła ostatnio z grupą społeczną, która nie wybacza, nie daruje nawet najmniejszej wpadki – internautami.

Całą sprawę w zasadzie naświetliła Wam Ewa, w telegraficznym więc skrócie wyjaśniam – zdaniem PKW polubienie (a w języku młodych ludzi tzw. „zalajkowanie”) profilu lub postu (polityka lub partii) na Facebooku może stanowić naruszenie ciszy wyborczej. Oczywiście PKW rzuciła w eter luźną myśl, nie doprecyzowując jej w najmniejszym stopniu. Nie wyjaśniono jasnej granicy agitacji. Czy lajkowanie, share'owanie i komentowanie to to samo? Czy profil partii, polityka i ich polubienie są równoważne z polubieniem postu? Czy ciszę wyborczą łamie polubienie tylko postu łamiącego ciszę wyborczą czy też np. takiego sprzed dwóch tygodni?

Efekt jest taki, że przez całą sobotę i niedzielę 15 milionów Polaków znad swoich telefonów, komputerów i tabletów nerwowo będzie przeglądać Facebooka w obawie, czy właśnie nie naruszyli aby ciszy wyborczej.

facebook prawo wybory

Już sama instytucja ciszy wyborczej od lat jest przedmiotem debaty publicznej, często wskazywana jako relikt czasów minionych, na dodatek tak bardzo obca wielu zachodnim ustrojom, w których kierunku tak często spoglądamy. Nie da się jednak ukryć, że cisza wyborcza jako taka może mieć swoje dobre i złe strony, a jej istnienie w sporej części uzasadnione jest też kulturą polityczną danego kraju. Jak oceniacie kulturę polityczną w Polsce?

Usytuowania instytucji ciszy wyborczej należy w polskim prawie szukać w ustawie Kodeks Wyborczy z 5 stycznia 2011 roku. Dział IX zawierający przepisy karne najsurowiej traktuje publikujących sondaże wyborcze w chwili obowiązywania tej ciszy – i jest to chyba jeden z nielicznych dobrych aspektów ciszy wyborczej, gdyż sondaże publikowane na bieżąco mogłyby być efektem bardzo cynicznej, nie do końca przecież prawdziwej, gry wyborczej. Przepis nie dotyczy jednakże wyników statystycznych dot. frekwencji.

Przepisy obowiązujących do niedawna ordynacji (zastąpionych Kodeksem Wyborczym) zabraniały od momentu zakończenia kampanii dalszych manifestacji, rozdawania ulotek, wygłaszania przemówień, agitacji w lokalach wyborczych, jak i „innych sposobów agitacji na rzecz kandydatów i list kandydatów”. Nowa ustawa głosi po prostu:

Art. 498. Kto, w związku z wyborami, w okresie od zakończenia kampanii wyborczej aż do zakończenia głosowania prowadzi agitację wyborczą podlega karze grzywny.

Zaś:

Art. 105. § 1. Agitacją wyborczą jest publiczne nakłanianie lub zachęcanie, do głosowania w określony sposób lub do głosowania na kandydata określonego komitetu wyborczego.

Art. 107. § 1. W dniu głosowania oraz na 24 godziny przed tym dniem prowadzenie agitacji wyborczej, w tym zwoływanie zgromadzeń, organizowanie pochodów i manifestacji, wygłaszanie przemówień oraz rozpowszechnianie materiałów wyborczych jest zabronione.

Należy natomiast zauważyć, że sam profil polityka nie wydaje się "materiałem wyborczym", podobnie nie każda udostępniona przez niego treść za taki materiał musi być uznana:

Art. 109. § 1. Materiałem wyborczym jest każdy pochodzący od komitetu wyborczego upubliczniony i utrwalony przekaz informacji mający związek z zarządzonymi wyborami.

Tym niemniej świetle powyższych przepisów, słowa Pana Stefana  Jaworskiego z Pańtwowej Komisji Wyborczej nie wydają się aż tak bardzo oderwane od rzeczywistości. Prawdopodobnie na jego miejscu, starając się rzetelnie wykonywać swoją pracę, wielu czytelników Spider's Web asekuracyjnie odpowiedziałoby tak samo. W świetle interpretacji przepisów ustawy, jakkolwiek niedorzeczne mogłoby się to wydawać, "lajkowanie" na Facebooku może stanowić rozpowszechnianie materiałów wyborczych.

cisza wyborcza prawo

Na szczęście, co w swojej wypowiedzi na tej samej konferencji bardzo słusznie zauważył Pan Kazimierz Czaplicki, to nie Państwowa Komisja Wyborcza rozstrzyga o tym, czy do naruszenia ciszy wyborczej w internecie doszło. Robią to właśnie sądy, analizując przepisy prawa i stan faktyczny, jeżeli więc w sobotę lub niedzielę "omsknie" się nam ręka,  pozostaje nam wierzyć w zrozumienie świata technologii i zdrowy rozsądek władzy sądowniczej.

Próbując - nieśmiało - wejść w rolę sądu, warto zastanowić się z jaką grupą pojęć - głównie od strony technicznej - przyszłoby mu się mierzyć. Będzie to oczywiście pojęcie "Like'a" i "rozpowszechnienia". Mam w pamięci orzecznictwo, wprawdzie na temat prawa autorskiego, które wrzucenie posta z pirackim teledyskiem z YouTube'a na Facebooku traktowało jako rozpowszechnienie utworu (można o tym przeczytać na moim blogu we wpisie "Dlaczego Kinomaniak musiał zniknąć w sieci?"). Z takiego sposobu rozumowania jest już bardzo krótka droga do uznania za rozpowszechnianie Like'a, ponieważ w chwili polubienia danego wpisu lub profilu, informację na ten temat otrzymują nasi wirtualni przyjaciele, mogąc zapoznać się z docelową treścią. Pomijam w tych rozważaniach sytuację kiedy nie dodaliśmy żadnych "znajomych" lub też nasza aktywność jest w pełni prywatna - wszak o fakcie naruszenia ciszy wyborczej uprzednio musi poinformować ktoś niezwykle nam życzliwy. Nie wydaje się zresztą naruszeniem ciszy wyborczej polubienie postu polityka w taki sposób, że informacja o polubieniu pokaże się pod tym postem, ale nie wyświetli naszym znajomym (np. poprzez precyzyjnie określone ustawienia prywatności) - trudno tu mówić wówczas o jakimkolwiek rozpowszechnianiu.

cisza-wyborcza

Być może "like" powinien być traktowany jako emisja lub swego rodzaju reemisja (lub udostępnienie). W tej kwestii głos zabrał Sąd Najwyższy w wyroku z 20 lipca 2010 (III SW 83/10).  Wyrok ten tak naprawdę w sposób decydujący rozstrzyga nam jednak tylko wątpliwość dotyczącą kasowania treści i polubień, które zostały opublikowane przed rozpoczęciem okresu ciszy wyborczej.

Decydujące znaczenie dla oceny naruszenia ciszy wyborczej ma zatem data wyemitowania i udostępnienia treści zamieszczonych na stronie internetowej, a nie data zapoznania się z nimi.

Nie jestem pewien czy instytucja ciszy wyborczej powinna w ogóle istnieć, a jeśli tak to w jakim zakresie. Wbrew powszechnej opinii dostrzegam też jej nieliczne jasne strony.  Chętnie poznam Wasze zdanie w tej sprawie. Ale pamiętajmy o tym, że w chwili obecnej cisza wyborcza jest wyrażona w przepisach prawa, które mogą być interpretowane bardzo rozlegle. Nie wydaje mi się by przez samego ustawodawcę była ona wymierzona bezpośrednio w Facebookowiczów - przynajmniej tych przypadkowych, nie prowadzących żadnej skoordynowanej działalności agitacyjnej. Natomiast wszystko na to wskazuje, że szary Facebookowicz może za złamanie ciszy wyborczej odpowiadać (licząc na wyrozumiałość ze strony sądu i kreatywnie operując przy tym nie do końca wyczerpującymi  ustawowymi pojęciami agitacji i materiałów wyborczych).

Można natomiast podejrzewać, mając też w pamięci praktykę z poprzednich wyborów, że cisza wyborcza na Facebooku to tzw. martwe prawo (ale prawo), którym nikt nie będzie się przejmować. Parę dni temu trochę niesłusznie oberwało się KRRiT, która uprzejmie pouczyła NaTemat w sprawie ASZDziennika, dziś na wyrost obrywa PKW, która starała się możliwie rzetelnie streścić jakie mamy przepisy. I niestety - udało jej się to, nie zabijajmy jednak posłańca, reklamacje należy zgłaszać do ustawodawcy.

kralka

Jakub Kralka – prawnik, miłośnik nowych technologii, autor bloga Techlaw.pl – Prawo Nowych Technologii. Po więcej informacji na temat relacji prawa z mediami, internetem i elektroniką gorąco zapraszam na facebookowy fanpage Techlaw.pl oraz mój profil w serwisie Twitter!

Zdjęcia pochodzą z Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst