Tech

Problemy z jakimi Spotify debiutuje w Niemczech pokazują dlaczego nie ma go jeszcze u nas

Kiedy kilka miesięcy temu informowaliśmy o tym, że Spotify jest blisko wejścia do Polski, mieliśmy mocne sygnały „ze źródeł”. Niestety od tego czasu źródła milczą i nic w kwestii polskiego debiutu tego głośnego (i świetnego) serwisu streamingującego muzykę w sieci nie słychać. Tymczasem Spotify właśnie zadebiutował w Niemczech. Nie bez problemów, które dobrze obrazują jak ciężko jest rozwijać się takim usługom jak Spotify, a całemu rynkowi muzycznemu akceptować jakiekolwiek zmiany.


Oficjalnie przedwczoraj Spotify rozpoczął działalność z Niemczech. To ważny debiut, bo rynek niemiecki jest trzecim największym lokalnym rynkiem muzycznym świata po amerykańskim i japońskim, co oznacza, że jest większy od rynku brytyjskiego, który przecież pod względem płodności artystów odnoszących globalny sukces jest zdecydowanie najmocniejszy. Do katalogu dostępnych do odsłuchu plików muzycznych w Spotify dodano ponad 16 mln nowych nagrań rodem z lokalnego niemieckiego rynku. Oferta jest taka sama jak na innych europejskich rynkach, gdzie Spotify działa, czyli 4,99 euro miesięcznie za Spotify Unlimited oraz 9,99 euro za Spotify Premium.

Spotify w Niemczech zadebiutował, ale jak czytamy w serwisie GigaOm, to trochę partyzancka decyzja, bo właściciele serwisu ze streamingiem nie podpisali jeszcze najważniejszej z umów z „grupą trzymającą władzę”, czyli zrzeszeniu wydawców GEMA. Negocjacje są jednak ponoć na dobrej drodze ku szczęśliwemu zakończeniu 26 marca, na kiedy wyznaczono kolejne spotkanie stron. Ponoć Spotify jest skłonne zaakceptować wysokie wymagania ze strony GEMA – 0,006 euro za odtworzenie pliku muzycznego. Muzyczny start-up musi więc liczyć na sporą sprzedaż płatnych abonentów.

Negocjacje z grupami reprezentującymi prawa wydawców nigdzie na świecie nie należą do łatwych. O poziomie negocjacji z polskim ZAIKSem krążą w polskiej sieci legendy. Zapewne podobnie jest wszędzie na świecie. Patrząc nieco z boku na to wszystko trudno nie odnieść wrażenia, że konstrukcja rynku muzycznego jest spieprzona od początku do końca. Niby mamy dziś globalizację, która w ujęciu biznesowym jest chyba najbardziej widoczna, niby na rynku muzycznym w globalnym ujęciu mamy kilku zaledwie graczy, a mimo to nigdy nie udało się w jakikolwiek sposób scentralizować prawa, a nawet oferty, dzięki której raz wynegocjowany kontrakt z daną wytwórnią przekładałby się na lokalne rynki. Ja bym właśnie w tym szukał głównego powodu dla szalejącego piractwa i bardzo mozolnych zmian na rynku muzycznym, które skutkują problemami choćby takich podmiotów jak Spotify na szybką globalną ekspansję.

Jak zapewne stali Czytelnicy Spider’s Web wiedzą, od dawna jestem użytkownikiem pełnej wersji Spotify (dzięki wstawiennictwu Dawida Piaskowskiego z Okazjum.pl u właścicieli Spotify) i jest to serwis, który zdecydowanie zmienił sposób, w jaki korzystam z muzyki. Nie mówię już nawet o tym, że przestałem w zasadzie kupować nowe płyty (czy to fizycznie, czy w formacie mp3), ja przestałem się już kompletnie zastanawiać, czy dane urządzenie zsynchronizowałem z moją biblioteką muzyczną, czy nie. Po prostu włączam aplikację Spotify i tam wszystko mam. Ostatnio łapię się nawet na tym, że gotując w kuchni podłączam iPada pod zestaw zewnętrznych głośników i muzykę odpalam ze Spotify!

Naprawdę niewiele jest dziś takich usług internetowych, które w naturalny sposób zmieniają moje przyzwyczajenia. Spotify jest jedną z takich usług i jestem przekonany, że dla wielu polskich użytkowników mogłoby być dokładnie tak samo. Jaka szkoda, że na Spotify w Polsce wciąż musimy czekać.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst