Tech

Newsweek: Oligarcha internetu

Picture of the author

15 listopada tygodnik ?Newsweek Polska? opublikował mój tekst, pt. ?Oligarcha internetu?. Zapraszam czytelników Spider?s Web do zapoznania się z jego treścią.

Nie tańczy z gwiazdami. Nie piszą o nim brukowce, ale współdecyduje o kształcie współczesnego biznesu internetowego. Kto taki? Rosyjski magnat internetowy ? Jurij Milner, szef firmy Mail.ru.

Jurij Milner na Facebooku ma niewielu znajomych, ale jednym z nich jest właściciel serwisu Mark Zuckerberg. To między innymi dzięki Milnerowi Facebook jest dziś u progu globalnej dominacji internetu. To samo może powiedzieć szef firmy Zynga – właściciela największej gry społecznościowej FarmVille. Jurij Milner uczynił też w 2008 roku milionerami polskich właścicieli Naszej-Klasy. Jego firma ? Mail.ru w rosyjskojęzycznym internecie kontroluje prawie wszystko ? 75 proc. stron, serwisów oraz portali internetowych: od wiodącego dostawcy usług e-mail, poprzez największe serwisy społecznościowe, aż po platformy gier online.

5 listopada Mail.ru zadebiutował na londyńskiej giełdzie. Był to najlepszy debiut spółki technologicznej w Londynie od 2007 r. Spółka pozyskała prawie miliard dolarów, kurs jej akcji wystrzelił o 30 procent pierwszego dnia notowań i z dnia na dzień stała się największą internetową firmą Europy, wartą prawie 6 mld dol.

Kim jest Juri Milner? Urodził się w 1961 r. w Rosji. Imię dostał na cześć Gagarina, który w tym samym roku jako pierwszy człowiek w historii ludzkości poleciał w kosmos. Ukończył fizykę na uniwersytecie moskiewskim, po czym zaczął pracować naukowo w prestiżowej moskiewskiej Akademii Nauk. Był pierwszym Rosjaninem postsowieckiej ery, który dostał się na studia MBA w słynnym amerykańskim uniwersytecie Wharton. Po ich skończeniu pracował krótko w Banku Światowym, gdzie dostrzegł go rosyjski miliarder Michaił Chodorkowski. Zaproponował Milnerowi pracę w swoim banku Menatep, gdzie w ciągu kilku lat Milner stworzył ubezpieczeniowo-inwestycyjne ramię banku. Tam zarobił swój pierwszy milion.

Na pomysł inwestycji na rynku internetowym Milner wpadł po przeczytaniu w 1999 r. raportu uważanej za nieomylną Mary Meeker z Morgan Stanley na temat przyszłości europejskiego internetu, w którym przewidywała ona rychłe powstanie rosyjskojęzycznych klonów eBaya czy Yahoo. Już wiedział co chce robić. Szybko znalazł partnera z pieniędzmi i układami ? Gregory Fingera, który zarządzał moskiewskim oddziałem amerykańskiego funduszu New Century Holdings. Pierwszym przedsięwzięciem inwestorów było uratowanie przed bankructwem rosyjskiego serwisu oferującego pocztę e-mail ? Mail.ru. Potem nastąpiły kolejne przejęcia rosyjskojęzycznych serwisów internetowych. W końcu, w 2005 roku Milner i Finger zdecydowali się wpuścić do biznesu nowych inwestorów z pieniędzmi. Założyli Digital Sky Technologies (dziś Mail.ru), a amerykańskie kontakty Fingera zaowocowały finansowaniem pierwszych przedsięwzięć przez m.in. bank inwestycyjny Goldman Sachs.

Dzisiaj Mail.ru to nie tylko Milner i Finger, którzy posiadają 20 proc. udziałów w grupie. 25 proc. należy do uzbeckiego oligarchy o niejasnej przeszłości ? Aliszera Usmanowa. W latach 80 ubiegłego wieku spędził sześć lat w uzbeckim więzieniu za defraudację i kradzieże. Dziesięć lat później był już szefem jednego z rosyjskich banków FIRB, co otworzyło mu drogę na salony. Dzisiaj jest magnatem medialnym, współwłaścicielem trzeciego co do wielkości rosyjskiego telekomu MegaFon i większościowym właścicielem czołowego angielskiego klubu piłkarskiego Arsenal Londyn. Poczet współwłaścicieli Mail.ru uzupełnia gracz, który uwiarygadnia działalność spółki ? południowoafrykański koncern nowych technologii ? Naspers (ma 29 proc. akcji firmy).

Strategia Juri Milnera jest prosta ale zarazem trudna ? inwestuje w najgorętsze fenomeny internetu. To proste, bo Mail.ru kupuje mniejszościowe pakiety i nie musi angażować się w trudne, bieżące zarządzanie firmami. Trudne, bo niełatwo jest przekonać właścicieli wschodzących gwiazd internetu, że potrzebują rosyjskich milionów. A przede wszystkim trzeba mieć nosa ? w końcu media co miesiąc ogłaszają kogoś nowego ?królem internetu?. Dotychczasowe inwestycje Mail.ru potwierdzają, że Milner wraz ze świetnym zespołem analitycznym potrafi jedno i drugie. W ciągu 16 miesięcy zainwestował ponad 1,3 mld dolarów na amerykańskim rynku internetowym; dziś szacowana wartość tych aktywów jest co najmniej dwukrotnie wyższa.

O Mail.ru ? wtedy znanym jeszcze jako DST? świat usłyszał po raz pierwszy na początku 2009 r., kiedy ni stąd ni zowąd Mark Zuckerberg za 200 mln dol. zgodził się sprzedać Rosjanom 2 proc. udziałów w Facebooku. Wpływowe w Dolinie Krzemowej źródło ?Business Insider” naśmiewało się, że to ?głupie pieniądze od głupich Rosjan?. Wtedy Facebook wyceniany był na ok. 1 mld dolarów, co oznaczałoby, że Milner przepłacił 10-krotnie. Dziś w wycenie Facebooka nikt już nie schodzi poniżej 35 mld dol. W ciągu ostatnich miesięcy Milner sukcesywnie zwiększał swój udział w Facebooku odkupując akcje od mniejszościowych inwestorów. Łącznie wyłożył już 800 mln dol. i dziś kontroluje 10 proc. akcji Facebooka, będąc drugim co do znaczenia zewnętrznym udziałowcem w serwisie. Gdy Facebook w końcu trafi na giełdę, Mail.ru zarobi na nim co najmniej pięciokrotność własnej inwestycji. Coraz częściej mówi się, że stanie się to za dwa lata.

Facebook to nie jedyna spektakularna inwestycja Juriego Milnera na amerykańskim rynku. W grudniu 2009 r. dał 180 mln dolarów na rozwój dostawcy najpopularniejszych społecznościowych gier na Facebooku ? firmy Zynga. W największą grę Zyngi ? FarmVille, polegającą na zarządzaniu wirtualnymi gospodarstwami rolnymi, sianiu i podlewaniu wirtualnych pól, kupowaniu wirtualnych nasion, drzew czy trzody chlewnej, gra aktywnie 62 miliony ludzi. Natomiast w kwietniu 2010 r. DTS przejął większość akcji z nowej emisji wielce obiecującego serwisu zakupów grupowych w internecie ? Groupon. Jego pomysłodawcy trafili w sedno ? okazuje się, że ludzie uwielbiają skrzykiwać się w internecie by razem taniej zapłacić za sushi w japońskiej restauracji, czy zabieg kosmetyczny w salonie za rogiem. Za pakiet nieco ponad 5% Milner zapłacił 135 mln dol. Kilka miesięcy później Groupon nazywany był już nowym eBayem. We wrześniu Yahoo chciał zapłacić za serwis 4 mld dol., ale Groupon odmówił. Pewnie dlatego, że ma potencjał na dużo większe pieniądze w przyszłości ? w końcu rzadko się zdarza, aby serwis powstały ledwie rok wcześniej miał prawie 80 mln dol. miesięcznej sprzedaży przy 50 proc. marży. Milner i tym razem się nie pomylił.

Jego gwiazda błyszczy coraz jaśniej. Zapewne dlatego, kiedy prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew zamarzył sobie zbudowanie rosyjskiej doliny krzemowej na przedmieściach Moskwy, właśnie Juriego Milnera ustawił na czele grupy przygotowującej śmiały projekt. Mając takie wsparcie, Milner niewiele robi sobie z zarzutów, że na rynku rosyjskim działalność Mail.ru polega w głównej mierze na korzystaniu z pirackich treści. W październiku jeden z największych wydawców muzyki na świecie, koncern EMI, oskarżył portale należące do Mail.ru o piractwo i zażądał przed sądem wielomiliardowych odszkodowań. Chodzi o to, że portale te rozdają swoim użytkownikom za darmo fonograficzne i hollywoodzkie hity, bez uzyskania licencji od właścicieli. Juri Milner broni się specyfiką rosyjskiego prawa oraz przykładem podobnych, ale bezskutecznych oskarżeń firmy Viacom w stosunku do serwisu YouTube.

Chętnie też opowiada amerykańskim mediom o planach wydania kolejnego miliarda dolarów na następne inwestycje w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Miesięcznik ?Fortune” spekuluje, że w następnej kolejności Mail.ru zasili swoimi rosyjskimi milionami najpopularniejszy serwis mikroblogowy świata ? Twitter oraz lidera wielce obiecującej niszy serwisów geolokalizacyjnych Foursquare. Zazwyczaj niezwykle rozmowni właściciele tych serwisów pytani o Mail.ru milczą, więc zapewne jest już coś na rzeczy. Jednak bańka wokół społecznościowego internetu, którą tak skutecznie pompuje Milner, kiedyś może pęknąć, a wówczas w powietrzu rozpłyną się nie tylko rosyjskie, ale i amerykańskie miliardy.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst