Kiedy miałem 12 lat, dowiedziałem się, czym jest donosicielstwo. Ponad dekadę po tym, jak Polska opuściła autorytarny krąg i przeszła transformację ustrojową, nad Wisłą kultura konfidencka wciąż trzymała się mocno. Sąsiadka – stara panna, właścicielka dwóch kremowych pudli – doniosła moim rodzicom, że paliłem papierosy za garażami.
W ramach kary, pokuty i reedukacji matka kazała mi wypalić całą paczkę "Męskich". Po tym zdarzeniu po papierosy już nie sięgnąłem. Udało mi się bez dymka skończyć liceum, studia, a nawet odbyć bezpłatne staże w mediach.
Dziś moje – i nieco starsze – pokolenie jest już rodzicami. Na szczęście problem szczeniackiego popalania papierosów należy do rzadkości (osobną kwestią pozostaje wapowanie). Podobnie jest z alkoholem – jak pokazują badania, młodsze pokolenia piją i palą mniej, co nie do końca musi być jednoznacznie dobrą wiadomością.
Dzieci coraz częściej zmagają się jednak z innym nałogiem: uzależnieniem od smartfonów i – szerzej – od mediów społecznościowych. Nie mam tylko pewności, czy metody wychowawcze rodem z końca lat 90. mogą dziś przynieść podobny efekt.
Media społecznościowe używane w nadmiarze szkodzą niczym używki. Skoro więc nauczyliśmy się regulować sprzedaż i konsumpcję alkoholu oraz papierosów przez nieletnich, dlaczego nie spróbować podobnych rozwiązań wobec platform społecznościowych?
Prymus z południa
Australia jako pierwszy kraj na świecie wprowadziła realne ograniczenie korzystania z mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży poniżej 16. roku życia. W praktyce oznacza to, że osoby, które nie ukończyły 16 lat, nie mogą zakładać ani prowadzić kont na platformach takich jak Facebook, Instagram, TikTok, X, Snapchat, YouTube, Threads, Twitch, Kick czy Reddit.
Z dużych serwisów społecznościowych dla młodszych użytkowników pozostał właściwie tylko LinkedIn – tyle że dla nastolatków jest on równie atrakcyjny jak rozmowa kwalifikacyjna. Alternatywy dla dawnego Twittera, takie jak Bluesky czy Mastodon, w Australii pozostają niszowe.
Restrykcjami nie objęto natomiast m.in. Discord, GitHub, Google Classroom, Messenger, Pinterest, Steam, Telegram, Signal, WhatsApp, YouTube Kids ani forum 4chan. Pojawiają się jednak głosy, by objąć zakazem także gry online, które – zdaniem części ekspertów – równie skutecznie wciągają młodych w dopaminową pętlę. Nie mówiąc już o patologiach (w tym zagrożeniach pedofilskich), które mogą czaić się na niektórych serwerach Roblox czy Minecraft.
Wszystko zaczęło się w listopadzie 2024 roku od przegłosowania nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie w sieci (Online Safety Act). Nowe prawo cieszyło się ogromnym poparciem społecznym – aż 77 proc. ankietowanych Australijczyków poparło ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia.
Australia jako pierwszy kraj na świecie wprowadziła realne ograniczenie korzystania z mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży poniżej 16. roku życia. Ilustracja: ChatGPT.
Z raportu australijskiej komisarz ds. bezpieczeństwa w internecie wynika, że 74 proc. dzieci w tym kraju zetknęło się ze szkodliwymi treściami online, a w przypadku 63 proc. miało to miejsce w ciągu ostatnich 12 miesięcy.
Prawo weszło w życie 10 grudnia 2025 roku.
Technicznie wszystko zależy od samych platform. To one mają obowiązek podjąć działania uniemożliwiające osobom niepełnoletnim korzystanie z ich usług. Poza zawieszeniem kont należących do użytkowników poniżej 16. roku życia przewidziano dwa mechanizmy weryfikacji przy zakładaniu nowych profili: przesłanie dokumentu tożsamości albo wykorzystanie technologii rozpoznawania twarzy bądź głosu.
Za poważne lub powtarzające się naruszenia firmom grożą wysokie kary finansowe – nawet do 49,5 mln dolarów australijskich (ok. 32 mln dolarów amerykańskich).
Na razie nie wiadomo, ile nowych kont założono po 10 grudnia ani jak wielu młodym ludziom udało się obejść system. Według danych Google Trends w grudniu 2025 roku w Australii wyraźnie wzrosło zainteresowanie hasłami w rodzaju: "Jak założyć konto na…?" czy "Jak pobrać VPN?"
Pytanie pozostaje otwarte: czy państwowy zakaz realnie ograniczy cyfrowe uzależnienia, czy jedynie nauczy najmłodszych sprawniejszego obchodzenia systemu?
3 milionych wolnych dusz
"Z powodu przepisów obowiązujących w Australii osoby poniżej 16. roku życia nie mogą korzystać z mediów społecznościowych. Będziesz mógł korzystać ze swojego konta od [tutaj pojawia się dokładny dzień, w którym dana osoba osiąga wiek wymagany prawem – przyp. red.]. Do tego czasu twój profil nie będzie widoczny ani dla ciebie, ani dla innych użytkowników. Kiedy skończysz 16 lat, poinformujemy cię, że możesz ponownie korzystać z Instagrama, a twój profil, posty, wiadomości i aktywność zostaną przywrócone" – taki komunikat 10 grudnia mogły przeczytać miliony dzieci w Australii.
Ilu dokładnie młodych użytkowników to dotyczyło? Tego nie wiemy. Po pierwsze dlatego, że oficjalne regulaminy platform takich jak X czy Facebook i tak zabraniają zakładania kont osobom poniżej 13. roku życia. Po drugie – nikt nie prowadzi publicznie dostępnych, precyzyjnych statystyk dotyczących faktycznej liczby nieletnich użytkowników. Z wypowiedzi premiera Australii, Anthony’ego Albanese, wynika, że "zamrożono" 4,7 miliona kont.
Trzeba jednak pamiętać, że część osób posiadała więcej niż jedno konto, więc liczba realnych użytkowników była zapewne niższa.
Ostrożne szacunki mówią, że nawet 3 miliony dzieci mogły stracić dostęp do mediów społecznościowych. W Australii mieszka około 5,5 miliona osób poniżej 16. roku życia. Krajowe badania oraz raporty regulatorów wskazują, że w grupie wiekowej 12–15 lat z mediów społecznościowych korzysta zdecydowana większość – od około 80 do 95 procent nastolatków. Co więcej, ponad połowa dzieci w wieku 7–11 lat również miała swoje profile w serwisach społecznościowych (nawet jeśli formalnie nie powinna).
Czy rzeczywiście "straciły dostęp", czy tylko napotkały tymczasową blokadę, którą łatwo obejść? Do tego jeszcze wrócimy.
Faktem jest jednak, że Australia zrobiła coś, o czym rządy wielu państw bały się nawet głośno wspominać.
Nie powinno to zresztą szczególnie zaskakiwać. Jak zauważyła Agnieszka Burton w tekście "Zakaz w krainie Oz" opublikowanym na łamach "Pisma. Magazynu Opinii", kraj położony na południowej półkuli nieraz wychodził przed szereg i wprowadzał rozwiązania, które reszta świata dopiero po czasie uznawała za oczywiste.
Już w 1972 roku Australia jako pierwsza na świecie wprowadziła obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa w samochodach – i wkrótce inni także doszli do wniosku, że to całkiem rozsądny pomysł. W 1996 roku, po tragedii w Port Arthur, w której zginęło 35 osób, państwo przyjęło bardzo surowe przepisy dotyczące dostępu do broni.
W 2012 roku Australijczycy ponownie zrobili coś, na co inni patrzyli z niedowierzaniem: jako pierwsi na świecie wprowadzili obowiązek sprzedaży papierosów w identycznych, ponurych opakowaniach pozbawionych logo, za to opatrzonych drastycznymi zdjęciami skutków palenia. Efekt? Odsetek palaczy spadł do rekordowo niskiego poziomu – trudno bowiem czuć się stylowo, wyciągając z kieszeni pudełko przypominające ostrzeżenie z podręcznika medycyny.
Podobnie zdecydowanie podeszli do internetu. W 2021 roku przyjęto kodeks walki z dezinformacją – dobrowolny zestaw zasad podpisany przez największe platformy, które zobowiązały się ograniczać rozpowszechnianie fałszywych informacji – a także obowiązkowe przepisy pozwalające mediom negocjować wynagrodzenie za wykorzystywanie ich treści przez gigantów technologicznych.
W praktyce oznaczało to, że firmy takie jak Google i Meta musiały usiąść do stołu z wydawcami. Ta druga postanowiła jednak najpierw… potrząsnąć stołem. Facebook posunął się nawet do zablokowania dostępu do australijskich mediów, a na pewien czas także do niektórych stron rządowych. Krótko mówiąc: cyfrowy foch w skali państwowej.
Australia próbuje dziś przywrócić bardziej zrównoważone relacje z Big Techami i ucywilizować politykę korporacji, które stały się potężniejsze niż wiele państw.
– Przez lata bezpieczeństwo dzieci w środowisku cyfrowym było traktowane jako prywatna sprawa rodzin, mimo że same produkty projektowane są w sposób systemowy, masowy i nastawiony na maksymalizację uwagi. W takiej sytuacji interwencja państwa nie jest ingerencją w wychowanie, lecz próbą przywrócenia równowagi między interesem publicznym a modelem biznesowym platform – zauważa Magdalena Bigaj, twórczyni i prezeska Fundacji "Instytut Cyfrowego Obywatelstwa".
Aktywistka podkreśla, że granica wiekowa nie jest rozwiązaniem idealnym, ale stanowi czytelny sygnał normatywny.
– Jako społeczeństwo uznajemy, że dzieci wymagają szczególnej ochrony, a odpowiedzialność za jej zapewnienie nie może spoczywać wyłącznie na rodzicach. Prawo w takich momentach pełni nie tylko funkcję regulacyjną, lecz także kulturotwórczą i postawotwórczą: wyznacza standardy oraz ramy debaty, a jednocześnie wpływa na sposób postrzegania problemu. Z tej perspektywy działania podejmowane m.in. w Australii są reakcją na realne wyzwanie, które zbyt długo pozostawało bez systemowej odpowiedzi – dodaje Bigaj.
Ucieczka do cyfrowego podziemia
– Zgadzam się z banem na media społecznościowe. Uważam, że to świat dorosłych i dzieci nie powinny mieć tam wstępu – mówi Monika B., która od dziewięciu lat mieszka w Australii.
Kobieta wraz z mężem, Australijczykiem, wychowuje dwójkę dzieci – dwie córki w wieku odpowiednio pięciu i ośmiu lat.
– Znam przypadki rodziców, którzy dzieciom w wieku mojej córki zakładają konta na TikToku. Dlatego uważam, że bardzo wiele zależy od nas, dorosłych. Przecież taki rodzic może po prostu dać dziecku swój telefon i ono już pozna ten świat – pełen nienawiści i hejtu – podkreśla Monika B.
Z nowych regulacji zadowolona jest także Emily, córka polskich emigrantów. Wraz z mężem wychowuje dwie córki – trzynasto- i piętnastolatkę.
– Dziewczynki straciły dostęp do swoich kont, ale nie były bardzo aktywne w sieci. Bardziej zależało im na poczuciu przynależności do grupy. W szkole odbywały się zajęcia poświęcone tym zagadnieniom – rozmawiano o szkodliwości mediów społecznościowych i o tym, jak działają – mówi Emily i dodaje, że osobiście cieszy ją wprowadzenie zakazu.
– Przy okazji nowych regulacji wywiązała się szeroka debata publiczna na temat funkcjonowania mediów społecznościowych. Wiele osób po raz pierwszy miało okazję zrozumieć, dlaczego mogą one uzależniać – podkreśla.
Emily nie ma jednak złudzeń, że ciekawość nastolatków i ich potrzeba przynależności do grupy bywają silniejsze niż formalne zakazy.
– Starsza córka mówiła mi, że część koleżanek nadal korzysta z TikToka i Instagrama mimo zakazu. Używają VPN-ów albo kont starszego rodzeństwa. Jeśli ktoś chce, obejście zakazu jest proste – wyjaśnia.
Screeny z popularnej grupy na Facebooku "Australia by Aussie". Grupa liczy 88 tys. osób.
O tym, że ban na media społecznościowe na Antypodach nie jest szczelną zaporą ogniową, lecz raczej kartonowo-gipsową ścianką, mówiło wielu ekspertów.
Prof. Kathryn Modecki z University of Western Australia prowadzi badania nad wpływem australijskiego zakazu na zdrowie i psychikę nastolatków. Na wyniki trzeba będzie poczekać kilka, być może kilkanaście miesięcy, jednak już teraz badaczka zwraca uwagę na ryzyko przenoszenia się młodzieży do mniej kontrolowanych przestrzeni internetu.
W rozmowie z Euronews podkreśliła, że "zakaz grozi stworzeniem fałszywego poczucia bezpieczeństwa dzieci w internecie".
"Jednocześnie zakaz wciąż umożliwia firmom technologicznym zbieranie danych i pośrednie angażowanie młodych użytkowników" – argumentuje badaczka, dodając, że dzieci mogą zejść do „cyfrowego podziemia”.
Problemem może okazać się więc wypchnięcie młodszych użytkowników do mniej widocznych, niekontrolowanych przestrzeni.
Dzieci uciekną być może z Facebooka – z cyfrowego Dzikiego Zachodu – tylko po to, by trafić wprost do cyfrowego Mordoru, gdzie nie będzie już nawet pozorów troski.
– Szkodliwe treści na platformach głównego nurtu to tylko wierzchołek góry lodowej. Twórcy ekstremalnych materiałów wykorzystują je głównie do budowania zasięgów, publikując mocno ocenzurowane wersje, aby uniknąć blokad – zauważa Benita Jakubowska-Antonowicz, badaczka i edukatorka specjalizująca się w zwalczaniu dezinformacji oraz rozpoznawaniu zaawansowanych manipulacji obrazem.
Jej zdaniem "prawdziwa dystrybucja i monetyzacja – obejmująca ekstremalną przemoc, pornografię czy patostreaming – odbywa się w ekosystemach takich jak Monkey, Ome.tv, Wizz, Kik, Telegram, Signal czy zamknięte serwery Discord".
– Te platformy często nie mają siedzib w Unii Europejskiej, nie raportują w przejrzysty sposób swoich działań i zapewniają użytkownikom anonimowość. W efekcie, zamiast chronić dzieci, zakaz może wypchnąć je do miejsc pozbawionych jakiejkolwiek moderacji, gdzie nadzór rodzicielski czy szkolny jest praktycznie niemożliwy – dodaje.
Wolność w krainie Oz
Młodzi – choć nie tylko oni – wiedzą, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Dlatego równolegle z regulacjami powinna iść systematyczna edukacja cyfrowa i medialna.
– Bardziej niż odgórne zakazy pomaga edukacja – zauważa Monika B. Jej zdaniem kluczowy jest przykład idący z góry: to rodzice muszą pokazać, że nadmierne korzystanie z technologii może szkodzić – mówi Bigaj..
– W moim otoczeniu rodzice są coraz bardziej świadomi. Widzę, że starają się zabierać dzieci do natury, spędzać z nimi czas na świeżym powietrzu, z dala od ekranów. To wyraźny trend – dodaje.
Emily podkreśla z kolei, że "w kwestii technologii zawsze trzeba być świadomym rodzicem".
– Wiem, że dziś nie da się żyć bez technologii. Telefony wprowadzałam w życie moich córek świadomie i etapami. Przy każdej zmianie dużo rozmawiałyśmy. Tłumaczyłam, kiedy technologie mogą być pomocne, a kiedy zaczynają szkodzić. Nie demonizowałam smartfona, ale pokazywałam, że to jak z nożem: można zrobić nim coś pożytecznego, ale można też się zranić – wyjaśnia.
– Tak już jest z wolnością. Trzeba umieć z niej korzystać – podkreśla.
Magdalena Bigaj zwraca uwagę, że edukacja powinna obejmować nie tylko dzieci, lecz także dorosłych, i dotyczyć higieny cyfrowej, rozumienia mechanizmów algorytmicznych oraz świadomego korzystania z technologii.
– To proces długofalowy, a nie jednorazowa kampania. Poza tym w pytaniu "edukacja czy rozwiązania systemowe?" zapominamy, że edukacja sama w sobie jest rozwiązaniem systemowym. W Polsce przez lata trzeci sektor – bardziej elastyczny niż aparat państwa – niejako protezował rozwiązania edukacyjne. Docelowo jednak takie działania powinny być prowadzone i finansowane na poziomie państwowym. Tak dzieje się w innych krajach. Kiedy jako fundacja braliśmy udział w debacie WHO w Helsinkach w ubiegłym roku, Finowie byli zdumieni, że kwestie, którymi się zajmujemy, nie są realizowane przez instytucje państwowe – mówi prezeska Fundacji "Instytut Cyfrowego Obywatelstwa".
Bigaj zaznacza również, że istnieje realna potrzeba tworzenia bezpiecznych z założenia produktów i usług cyfrowych.
– Bez jasnych ram prawnych i odpowiedzialności po stronie firm taka zmiana nie nastąpi. Dlatego postulujemy, by gospodarkę cyfrową traktować jak inne gałęzie gospodarki i wprowadzić powszechną klasyfikację produktów oraz usług dostępnych w Polsce pod względem poziomu ryzyka dla użytkowników. Powinna ona uwzględniać mechanizmy projektowania i odpowiadać na pytania: czy produkt umożliwia prywatną komunikację, czy zawiera mechanizmy hazardowe albo takie, które prowadzą do utraty kontroli nad uwagą, czy pozwala na kontakt z innymi osobami i bycie przez nie obserwowanym – tłumaczy.
Ekspertka podkreśla, że dopiero dysponując takim otwartym katalogiem, można łatwiej identyfikować produkty, które dziś w praktyce funkcjonują poza realnym nadzorem.
– Zwróć uwagę, że blokady stosuje się na przykład wobec materiałów wideo, których bez licencji na dany kraj nie można odtworzyć. Dlaczego więc powodem blokady mogą być zyski twórców, a nie prawa dziecka? – pyta.
Czy zakazywanie dostępu do mediów społecznościowych jest dobrym rozwiązaniem. Ilustracja: ChatGPT.
Canberro, robisz to źle
Krytycy regulacji zarzucają także zbędne – jeśli nie wręcz szkodliwe – przeniesienie odpowiedzialności za weryfikację wieku na same platformy. Istnieje bowiem ryzyko, że systemy kontroli będą omyłkowo blokować część uprawnionych użytkowników, a jednocześnie przepuszczać niektóre osoby niepełnoletnie.
Kate, matka 11 i 12-latki zauważa, że choć ograniczenie jest dobrym pomyslem, to nie działa. Zwraca uwagę na problem "weryfikacji za pomocą zdjęcia".
– Moja córka jest ma 12 lat, ale wyglada na 18 lat. Jest wysoka i poważna. Wiem tez, że młodziej wygladajace dzieci używają filtrów do przeróbek zdjęć – zauważa.
Kate nie podoba się też ingerencja państwa w strefę cyfrową.
– Dziś cyfrowy dowód, jutro brak gotówki, a potem, co? System punktów społecznych na wzór Chin – pyta.
Kolejna, kluczowa kwestia dotyczy zbierania danych biometrycznych przez same platformy. Skanując twarze dzieci, Big Techy otrzymują bezcenne paliwo do szkolenia modeli sztucznej inteligencji. Dane biometryczne mogą zostać wykorzystane także do precyzyjnego targetowania reklam, gdy nastolatki – po ukończeniu wymaganego wieku – wrócą na łono społecznościówek.
W Polsce również trwa debata nad wprowadzeniem podobnych regulacji. Między innymi Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę wystosowała swoisty "Apel o ochronę dzieci przed mediami społecznościowymi". Fundacja postuluje, poza podniesienie prawnej granicy wieku dostępu do mediów społecznościowych do 15. roku życia, także wprowadzenie skutecznych mechanizmów weryfikacji wieku, egzekwowanie od platform transparentności algorytmów, blokowania nielegalnych materiałów i realnej moderacji treści. Dodatkowym postulatem jest także wprowadzenie powszechnej edukacji społecznej w zakresie higieny cyfrowej i bezpieczeństwa dzieci w internecie i tworzenie alternatywy dla świata cyfrowego.
Warszawa nie powinna jednak bezrefleksyjnie oglądać się na Canberrę.
– Ministerstwo Cyfryzacji podkreśla, że niezależnie od dyskusji nad przepisami kluczowe jest stworzenie realnych narzędzi, które pozwolą skutecznie zweryfikować wiek użytkowników i faktycznie egzekwować ewentualne ograniczenia. Dlatego równolegle z wdrażaniem Europejskiego Portfela Tożsamości Cyfrowej powstaje mechanizm potwierdzania wieku, który ma być jednocześnie prosty – ograniczony do dwóch kliknięć – i bezpieczny. System będzie przekazywał wyłącznie informację, czy dana osoba mieści się powyżej lub poniżej określonego progu wiekowego (np. 13, 14 lub 15 lat), bez ujawniania daty urodzenia, imienia, nazwiska czy innych danych osobowych – mówi w rozmowie z magazynem Spider’s Web+ wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski.
To właśnie brak takiego narzędzia sprawia, że dotychczasowe dyskusje o ograniczaniu dostępu dzieci do mediów społecznościowych pozostają w dużej mierze teoretyczne. Publiczne, państwowe rozwiązanie – planowane do wdrożenia w grudniu – ma stanowić alternatywę dla modelu, w którym to platformy samodzielnie przeprowadzają weryfikację.
– Obecnie w Polsce serwisy robią to często w sposób niedoskonały, opierając się na deklaracjach użytkowników lub prostych pytaniach o wiek, tłumacząc brak skuteczności brakiem lepszych narzędzi – wyjaśnia Standerski.
Resort podkreśla również, że nie popiera metod wymagających przesyłania zdjęć twarzy czy skanów dokumentów tożsamości, ponieważ dane dzieci są szczególnie wrażliwe i nie powinny trafiać do prywatnych firm.
– Celem jest rozwiązanie, które z jednej strony pozwala wiarygodnie potwierdzić wiek, a z drugiej – zapewni maksymalną ochronę prywatności.
Pytam jednak ministra Standerskiego o zaufanie. Niektórzy bowiem bardziej niż państwu ufają… biznesowi. Nawet jeśli to Big Tech.
Przedstawiciel resortu cyfryzacji uspokaja:
– W proponowanym modelu to użytkownik pozostaje właścicielem swoich danych i sam decyduje, jakie informacje oraz komu udostępnia. Tymczasem dziś platformy często gromadzą znacznie więcej danych, niż użytkownicy zdają sobie z tego sprawę, a regulaminy usług rzadko są faktycznie czytane – dodaje.
Zdaniem resortu australijski system nie jest idealny, ponieważ opiera się m.in. na biometrycznej ocenie wieku na podstawie zdjęć oraz na skanach dokumentów. To rozwiązanie uznawane jest za nadmiarowe, mniej precyzyjne i budzące poważne obawy o prywatność – z czego, jak się podkreśla, zdaje sobie sprawę także sama Australia.
Jeśli chodzi o relacje z firmami technologicznymi, rząd prowadzi z nimi konsultacje publiczne.
Standerski wierzy, że możliwe będzie wypracowanie wspólnego rozwiązania dla całego rynku europejskiego. Warto dodać, że ograniczyć media społecznościowe dla dzieci chcą również władze w Paryżu i Kopenhadze. Być może same platformy będą zainteresowane współpracą.
– Platformy mają raczej pozytywne nastawienie do jednego, wspólnego rozwiązania w całej Unii Europejskiej, ponieważ wdrożenie jednego standardu jest dla nich prostsze i tańsze niż dostosowywanie się do odmiennych przepisów w każdym państwie. Dotychczas nie zgłoszono istotnych zastrzeżeń wobec planowanego systemu weryfikacji wieku. Ostatecznie powodzenie projektu zależy od trzech czynników: współpracy z platformami, działań państwa oraz akceptacji społecznej – tłumaczy Standerski.
Dodaje, że "Polska może być liderem pozytywnych regulacji"
– Wysoki poziom cyfryzacji w Polsce, widoczny m.in. w popularności usług publicznych online, sugeruje, że także Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej może zostać szeroko przyjęty – podsumowuje.
Oficjalne stanowisko Mety – właściciela platform takich jak Facebook, Instagram czy komunikator WhatsApp – zakłada gotowość do współpracy.
"Zależy nam na tym samym, co ustawodawcom: aby doświadczenia związane z korzystaniem z sieci przez młodych ludzi były bezpieczne i pozytywne. Od dłuższego czasu apelujemy o regulacje w tym obszarze. Popieramy propozycję wprowadzenia przepisów, które wymagałyby od rodziców udzielania zgody na pobieranie aplikacji przez swoje nastoletnie dzieci. W krajach, które wprowadzają ogólne zakazy dla określonych grup wiekowych, będziemy się do nich stosować" – czytamy w oświadczeniu przesłanym przez firmę.
Korporacja podkreśla jednak, że sprawa jest złożona.
"Raporty napływające z Australii pokazują, jak trudne może być wdrożenie takich przepisów w praktyce. Biorąc pod uwagę, że nastolatki korzystają z około 40 aplikacji tygodniowo, koncentrowanie się wyłącznie na kilku firmach – jak ma to miejsce w Australii – nie zapewni im bezpieczeństwa. Zakazy powinny być wprowadzane w sposób jednolity. Kluczowe jest, aby obejmowały szeroko wszystkie usługi cyfrowe, z których korzystają nastolatki. W przeciwnym razie istnieje ryzyko, że młodzi użytkownicy przeniosą się do mniej bezpiecznych stron lub usług niewymagających logowania i niezapewniających istotnych zabezpieczeń – takich jak choćby domyślne funkcje ochrony oferowane w Kontach nastolatków" – czytamy dalej.
Raporty napływające z Australii pokazują, jak trudne może być wdrożenie takich przepisów w praktyce. Ilustracja: ChatGPT.
Wstyd i obciach
"Wakacje od mediów społecznościowych", jakie – w założeniu – funduje dzieciom Australia, nie rozwiązują wszystkich problemów.
– Platformy nie zrezygnują z danych młodych użytkowników tylko dlatego, że zostaną objęte ograniczeniami. Nie będą usuwać tych kont, a jedynie je zamrażać do ukończenia 16. roku życia. Te profile będą na dzieci czekały. Gdy tylko osiągną wymagany wiek, będą mogły się zalogować. To oznacza, że przez kilka lat dziecko nadal będzie przyporządkowane do tego, co oglądało i czym interesowało się wcześniej. Algorytm nie będzie miał innego materiału do nauki. Jeśli więc przed zamrożeniem konta oglądało treści szkodliwe, po powrocie zobaczy dokładnie to samo. To nie jest rozwiązanie problemu – to jego odłożenie w czasie – podkreśla Benita Jakubowska-Antonowicz.
– Nie wierzę, żeby Big Techy bohatersko rozwiązały problemy, które same stworzyły – mówi Jacek, emerytowany lekarz, który od ponad 30 lat mieszka w Australii. Wychował tam dzieci, dziś pomaga przy wnukach.
Na Jacka trafiłem w jednej z grup dla Polaków w Australii. Wierzy w zdrowy rozsądek i dobrą wolę swoich rodaków.
– Co z tego, że niektóre dzieci obchodzą zakaz? To nie jest trudne – wystarczy kilka minut i po sprawie. Ale idąc tą logiką, powinniśmy może znieść limit wieku na zakup alkoholu (w Australii wynosi on 21 lat – przyp. red.), skoro niektórzy osiemnastolatkowie wyjeżdżają za granicę i się upijają? – pyta retorycznie.
Według danych w ostatnim roku w Australii aż 22 proc. uczniów szkół średnich piło alkohol, mimo że byli niepełnoletni. Czy to oznacza, że zakaz nie działa i należy go znieść?
– Gdy byłem młodym chłopakiem, jeszcze w Polsce, wszyscy pili i palili. Dziś – tutaj, w Australii, ale także w Polsce – nie jest to już powszechne. Lata edukacji, zakazów i rugowania papierosów oraz alkoholu z miejsc publicznych przyniosły efekt. Jesteśmy istotami stadnymi, patrzymy na to, co robią inni – tłumaczy Jacek.
Dodaje, że wierzy, iż gdy jego wnuki dorosną, spędzanie długich godzin w mediach społecznościowych będzie zwyczajnie obciachem.
Być może wnuki pana Jacka rzeczywiście będą wdzięczne, że ktoś próbował ucywilizować Big Techy i walczyć o ich lepszą przyszłość. Tak jak ja dziś jestem wdzięczny, że jako dwunastolatek dostałem po łapach za papierosy. U mnie skończyło się to bólem głowy. Dla wielu dzieci nadmiar mediów społecznościowych może jednak oznaczać coś znacznie poważniejszego niż chwilowe zawroty – może oznaczać długofalowe szkody, których skutki dopiero zaczynamy rozumieć.
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-09T10:07:42+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T09:26:22+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T09:12:14+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T08:07:48+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T07:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T06:21:05+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T06:17:03+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T06:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-09T06:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T16:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T16:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T16:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T09:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T09:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T08:29:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T08:16:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T08:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T07:31:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T07:17:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T07:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T16:50:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T16:40:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T16:30:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T16:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T16:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T16:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T10:22:16+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T10:21:48+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T09:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T09:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T08:31:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T08:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T08:01:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T07:30:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T07:11:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T07:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-06T21:22:13+01:00
Aktualizacja: 2026-03-06T21:17:56+01:00
Aktualizacja: 2026-03-06T20:03:30+01:00
Aktualizacja: 2026-03-06T19:32:59+01:00