REKLAMA

Z tradycyjnymi zegarkami stracimy coś jeszcze. I to może zaboleć bardziej

Coraz częściej podważa się sens wieszania w szkołach tradycyjnych zegarów ze wskazówkami, ponieważ sprawiają uczniom problemy. Co stracimy, odchodząc od takiego przedstawiania czasu?

zegarki
REKLAMA

Jakiś czas temu przetoczyła się w polskich mediach dyskusja na ten temat. Na razie nikt na radykalny krok się nie zdecydował, ale wątpliwości są. Za przykład posłużyły dzieci w Wielkiej Brytanii, które, jak pisał Bezprawnik, nie radzą sobie z poprawnym odczytywaniem godzin z klasycznych, wskazówkowych zegarów. Aneta Stankiewicz, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 152 w Łodzi, w rozmowie z "Ekspresem Ilustrowanym" przyznawała, że przynajmniej łódzka młodzież nie ma z tym trudności, ale "rzeczywiście rzadko widzimy dziś zegarek ze wskazówkami na ręku ucznia".

Zabawię się w adwokata diabła. Kiedy po raz ostatni przydała wam się znajomość obsługi analogowego zegara? Żeby utrudnić zabawę, wyeliminujmy zegary wiszące w domach, te na ręku, a nawet smartwatche, które mogą mieć klasyczną tarczę. To zresztą zabawne, że nowoczesne sprzęty tak chętnie imitują urządzenia, które zastąpiły. Na ekranie telefonu puszczając muzykę możemy mieć wizualizację kasety albo płyty winylowej, jakby świeżak przymilał się do właściciela i ukrywał swój nowoczesny rodowód, by się zbytnio nie przechwalać. A może to po prostu zwykły hołd?

REKLAMA

Klasyczne zegary wiszą na dworcach albo ratuszach, wieżach i innych historycznych zabytkach. Tylko jak często rzeczywiście ratowały nas z opresji i zdradzały porę? Można sobie wyobrazić zagubionego młodego człowieka o godzinie 3:00 nad ranem, który nie wie, kiedy przyjedzie najbliższy pociąg. Tradycyjny czasomierz nic mu nie mówi, telefon się rozładował, a wokół nie ma nikogo, kto mógłby odpowiedzieć na tak ważne pytanie: "przepraszam, która godzina?". Tyle że to dość ekstremalna sytuacja. Prawdopodobna, ale jednak raczej wyjątek niż reguła.

Powroty do wielu starych sprzętów mają sens. Np. do fizycznych nośników. Platformy streamingowe puchną od nadmiaru treści, ale jak tylko chce się coś obejrzeć, nagle okazuje się, że interesującego nas filmu nie ma. I to nie tylko w serwisie, który opłacamy – tytuł nigdzie nie jest dostępny, wyparował. Podobnie bywa z książkami czy muzyką. Kupując fizyczne wydaje w prezencie dostajemy poczucie pewnej stałości – to jest, istnieje, nigdzie się nie ruszy. Od nas zależy przyszłość przedmiotu: jeśli nie zagapimy się podczas wyprowadzki lub nie rozlejemy kawy albo nie porysujemy płyty, raczej nic mu nie będzie. Ta gwarancja pewności jest więc nieco złudna, ale i tak ufałbym jej bardziej niż napisowi "dostępny" na platformie streamingowej. Teraz, owszem, tak, ale jutro?

Dlatego wcale nie dziwi mnie fakt, że rośnie sprzedaż płyt DVD. Krok w tył jest zrozumiały. A przecież moglibyśmy się odwołać do tak wyświechtanych uczuć i emocji, wskazywać, że stare sprzęty mają duszę, klimat itd. To jest bardzo ważne, ale patrząc wyłącznie praktycznie, papierowe książki czy filmy na DVD i muzyka na płytach mają sens.

A czy noszenie tradycyjnego zegarka zamiast smartwatcha ma jakąś przewagę?

Można traktować zegarki jak biżuterię, doceniać wartość sentymentalną, ale pod względem użyteczności wypadają tak sobie. Odczytywanie godziny późnym wieczorem na ciemnej ulicy nie jest tak łatwe jak w dzień. Może nie trzeba ich tak często ładować, ale kiedy już bateria stanie, to jest z tym więcej zamieszania niż w przypadku podłączenia do ładowarki.

Powiedzmy sobie więc wprost: korzystanie z analogowych, klasycznych zegarków to po prostu fanaberia. Gdybym chciał niepotrzebnie szokować, dodałbym, że to wręcz snobstwo. Uczymy młodych odczytywania godzin z tarczy, bo tak się przyjęło i jeszcze uważa się, że to potrzebne, ale gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to można dojść do ciekawych wniosków. Trochę jak z łaciną – niewątpliwie może się przydać, ale to nie znaczy, że uczniowie się jej dziś uczą.

No dobrze, podenerwowaliście się, więc mogę już ściągnąć adwokacki garnitur. Strasznie w nim niewygodnie.

Ostatnio postanowiłem zrobić porządek z zegarkami, których dawno nie nosiłem. Zadałem sobie pytanie: dlaczego ich nie zakładasz, skoro ciągle cię podobają? Moja odpowiedź aż mnie zawstydziła. Po cichu, sam ledwie się słyszałem, odparłem, że zegarkiem mogę płacić, no a poza tym liczy kroki. Na szczęście nie zostałem wyśmiany, ale na wszelki wypadek nie dodawałem, że już bardzo dawno nie opłacałem zakupów inteligentnym zegarkiem. Zresztą prawdę mówiąc, również rzadko kiedy go noszę. Rozładował się i zapominam naładować. Czyli praktyczne korzyści nie są tak duże.

Szewc bez butów chodzi, a u zegarmistrza czas się zatrzymał. Zakład wyglądał jak sklep z wczesnych lat 90. Chyba dałoby się nawet wskazać moment, w którym wskazówki przestały pracować. Na ścianach wydrukowane są artykuły z lokalnej gazety opisujące pracę zegarmistrza, więc może los zażartował albo wyciągnął pomocną dłoń, i stwierdził, że skoro upamiętnienie tego momentu jest tak bardzo ważne, to proszę bardzo, nie ma problemu – od teraz wszystko wokół będzie się zmieniać, ale tu powstanie bezpieczna przystań. Żadnych zmian, żadnych udziwnień. Na regałach łącznie było ponad sto zegarów, a może nawet więcej, każdy odmierza czas, ale to nieistotne, tutaj, właśnie tutaj, czas nie płynie.

Ale co to są za zegary!

Jeden, malutki, ulokowany jest w podstawie, na której umieszczono wielką kosmiczną rakietę. Każda półka była tematyczna: zegary nawiązujące do podróży, do świata zwierząt, dziecięce, klasyczne, stonowane, ekstrawaganckie. Zegar-karateka, zegar-kula ziemska, a pewnie gdyby zapytać pana, znalazłby się model z podobizną kominiarza, kucharza albo maszynisty.

Osobną półkę miały zegarki mówiące, z zastrzeżeniem, że jeden odzywa się wyłącznie po niemiecku. Za nimi była reklama ogłaszająca tę rewolucyjną nowość – zegarek może cię budzić, mówiąc która godzina.

Każda ta półka zachwycała, a jednocześnie była wyrzutem sumienia: dlaczego już nie chcemy, żeby sprzęty były tak różnorodne, specyficzne, oryginalne, dziwne, ale przez to piękne?

Przede mną byli państwo, którzy czekali, aż zegarmistrz wymieni baterię w ich zegarkach. Pani zwróciła uwagę, że jeden z wiszących ściennych zegarków znajdował się też w domu babci, możliwe, że jeszcze dziadek gdzieś go trzyma. Mam podobnie: są zegary, które przywołują wspomnienia, miejsca i osoby. Urzekająca jest ta nić połączenia. To oczywiste, że model wisiał w wielu domach, być może miało go tysiące, jak nie miliony osób na całym świecie, ale wcale się tak o tym nie myśli, jakby dany zegar wyprodukowano tylko dla właściciela, z którym go kojarzymy, i ewentualnie dla tej drugiej osoby, która też go miała. Czy kiedykolwiek urządzenia będziemy jeszcze kojarzyć z tymi, którzy z nich korzystają?

Akurat do tego zegarmistrza trafiłem przez przypadek. Chciałem iść do innego, którego szyld i wystawa wpadła mi w oko podczas jednego ze spacerów. Na witrynie były przepiękne, stare zegary. Kiedy poszedłem tam w dzień, okazało się, że pracuje tylko do 16:00, a ja spóźniłem się o parę minut. Musiałem więc poszukać innego, ale po drodze zahaczyłem jeszcze o antykwariat.

Jak to dobrze, że ciągle istnieją takie miejsca. Mam wrażenie, że miasto pełne różnorodności powoli przechodzi do historii. Są sieci, w których kupi się pewne rzeczy i skorzysta z pewnych usług, ale ma się też pewność, że innych się nie znajdzie, więc nawet się nie pyta i nie szuka, po prostu zamawia przez internet. Wybór pod tym względem staje się bardzo ograniczony, znika ryzyko: albo będzie, albo nie będzie. Sklepy mają ograniczony asortyment, a przez to, że są wszędzie, tak naprawdę są nigdzie – niewiele łączy je z miejscami, w których są.

Kiedy wpiszemy zegarmistrz w wyszukiwarkę, znajdziemy teksty o wrocławskim zegarmistrzu, który naprawia zegary od ponad 46 lat, albo historię o zakładzie z Płocka, działającym od 1981 r.   

REKLAMA

Czuję potrzebę wychwalania takich miejsc, chciałbym, żeby mimo wszystko przetrwały, bo widzę w nich odpowiedź na męczącą i przygniatającą uniformizację naszej rzeczywistości.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-08T16:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T09:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T08:16:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T08:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T07:31:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T07:17:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T16:50:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T16:40:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T16:30:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T16:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T16:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T10:22:16+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T09:00:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA