REKLAMA

Chińczycy pilnowali amerykańskiego bezpieczeństwa. Kogoś mocno pogięło

Zlecanie krytycznych zadań IT zespołom zlokalizowanym w Chinach niesie ze sobą ryzyko nie tylko wycieku danych, ale i przejęcia systemów przez chińskie służby wywiadowcze. Oczywiste, nieprawdaż?

Chińczycy pilnowali amerykańskiego bezpieczeństwa. Kogoś mocno pogięło
REKLAMA

Microsoft przyznał, że hakerzy z Chin wykorzystali luki w SharePoint OnPrem, aby włamać się do systemów setek firm i agencji rządowych, w tym do Narodowej Administracji Bezpieczeństwa Jądrowego i Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. Tymczasem obsługa techniczna tej wersji SharePointa była… realizowana przez chińskich inżynierów od lat, choć pod nadzorem Amerykanów.

REKLAMA

Oznacza to, że osoby mające dostęp do newralgicznych sekcji kodu i ścieżek aktualizacji mogły - choć nie ma jeszcze dowodów - mieć przynajmniej techniczną możliwość wprowadzenia backdoorów lub przekazywania narzędzi do włamania. Microsoft zapewnia, iż każdy błąd był analizowany i autoryzowany przez US-based engineer, jednak skala operacji stawia pod znakiem zapytania, czy jedna para oczu amerykańskiego kontrolera wyczerpuje temat. 

Czytaj też:

REKLAMA

Stróże na papierze

Aby spełnić wymogi Departamentu Obrony (DoD) Microsoft od dekady korzysta z modelu digital escort: zagraniczni specjaliści realizują zadania, a Amerykanie pilnują, by nikt nie zaszalał z przepisami dotyczącymi obiegu wrażliwych danych. Problem? Escorts często nie mają tak głębokiej wiedzy technicznej co ich chińscy koledzy, co sprowadza się do sytuacji, w której stróż widzi, że padł błąd, ale niekoniecznie rozumie, jakie ryzyko techniczne się z nim wiąże.

W rezultacie teoretyczna kontrola może być iluzoryczna - niczym przyglądanie się meczowi z pierwszego rzędu przez osobę nieznającą zasad piłki nożnej. Kluczowe mechanizmy wewnętrznej autoryzacji zmian w kodzie i dostęp do zasobów klienta zostały oddane w ręce osób, które może i znają się na SharePoincie, ale podlegają jurysdykcji prawa chińskiego.

REKLAMA

Chińskie prawo i wirtualne kajdany

W Chinach każdy obywatel i firma mają ustawowy obowiązek wsparcia służb bezpieczeństwa. W praktyce brak realnej możliwości odmowy przekazania danych na żądanie władz oznacza, że inżynier pracujący na żywo w Pekinie może być zmuszony do ujawnienia lub wprowadzenia backdoora do amerykańskiego systemu. 

Tymczasem Amerykański Dyrektor Wywiadu uznaje Chiny za najaktywniejsze i najbardziej wytrwałe źródło cyberzagrożeń dla rządu Stanów Zjednoczonych i kluczowej infrastruktury. W tym świetle model wsparcia przez chińskie zespoły jawi się jako zapraszanie wilka do kurnika - dopóki kura nie zniknie.

Co na to Microsoft i administracja Stanów Zjednoczonych?

Po fali krytyki Microsoft zapowiedział przeniesienie prac nad SharePoint OnPrem poza Chiny oraz zaprzestanie korzystania z chińskich inżynierów przy obsłudze chmury DoD – i rozważa podobne kroki w stosunku do pozostałych agencji rządowych.

REKLAMA

Sekretarz Obrony Pete Hegseth uruchomił przegląd praktyk korzystania przez firmy technologiczne z zagranicznych specjalistów. Listy od senatorów Toma Cottona i Jeanne Shaheen domagają się transparentności w tej sprawie. Działania te przypominają chwilowe poprawki, gdy most zaczyna trzeszczeć. Pytanie tylko, czy zastąpienie jedenastu chińskich inżynierów jedną ekipą w Redmond będzie równie sprawne i taniutkie?

Maciej Gajewski
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA