Słuchawki kostne Philips Go TAA7607BK są bezpieczne, głośne i... nie zakładasz ich na uszy. Sprawdziłem je
To naprawdę spore zaskoczenie. Jakościowy kompromis nie jest duży, a poczucie bezpieczeństwa rośnie. Nie są to słuchawki dla każdego, bo niektórym trudno może być przełknąć cenę, ale ci, którzy się skuszą, docenią to, że zjedli ciastko i mają ciastko. Bo właśnie to umożliwia te technologia: słuchać muzyki i nie być odciętym od otoczenia.

Lubię czytać relacje ludzi z pierwszych kontaktów z radiem, kinem czy telewizją. Kiedy technologia wchodziła do ich życia byli w prawdziwym szoku, traktując ją jako coś magicznego. Dziś o tego typu zachwyt trudno. Tęsknimy za wielkim postępem, a rozwiązania, które mogą namieszać w świecie, oceniane są z dużym dystansem i ostrożnością. I słusznie, bo wiele razy się sparzyliśmy. Brakuje mi jednak tego oczarowania, zachwytu, zaskoczenia, który musiał towarzyszyć ludziom dawniej. Na szczęście mam moment, gdy osiągam namiastkę podobnych uczuć: zakładając na głowę słuchawki kostne.
Doskonale wiem, że za ich działaniem nie kryje się żadna magia, ale wciąż robi to na mnie wrażenie: mam odsłonięte uszy, a słyszę muzykę tak, jakbym miał założone słuchawki. Niby wytłumaczenie jest proste - dźwięk "drgając" wędruje od kości policzkowych bezpośrednio do ucha wewnętrznego – ale i tak za każdym razem odpalając w ten sposób płyty myślałem sobie, że mam szczęście żyjąc w ciekawych czasach.
Słuchawki z przewodnictwem kostnym skierowane są głównie do osób uprawiających takie sporty jak bieganie czy jazda na rowerze. W niektórych przypadkach zbytnie odcięcie się od dźwięków otoczenia może być po prostu niebezpieczne. I nie chodzi tylko o miasto – kiedy jedzie się przez las, lepiej słyszeć, że coś za nami jedzie, aby nie wykonywać gwałtownych ruchów. Zresztą gdy przecinałem lasy piaszczystymi, wyłączonymi z ruchu ścieżkami, zwykle także wolałem kontrolować odgłosy otoczenia, ot tak, aby czuć się pewniej. Zwykle oznacza to wyciągnięcie słuchawek, ale w przypadku tych kostnych nie ma takiej potrzeby.
Teoretycznie największą wadą słuchawek kostnych jest jakość dźwięku. A raczej: była
Philips Go TAA7607BK pokazują, jak wielki postęp producenci poczynili w tym temacie. Jasne, nadal nie są to słuchawki audiofilskie, ale i tak brzmią po prostu w porządku. Może to kwestia niżej zawieszonej poprzeczki, ale podczas testów łapałem się na stwierdzaniu, że jest lepiej, niż się spodziewałem. Nie porównujcie tych słuchawek z dousznymi czy nausznymi, nie oczekujcie, że detale będą uwypuklone (choć akurat na bas, nie dudniący, ale wyczuwalny, możecie śmiało liczyć), bo wtedy łatwo o rozczarowanie. Kiedy jednak jechałem dość szybko przy sporym wietrze, dalej byłem w stanie czerpać przyjemność z odsłuchiwania ulubionych utworów, które motywowały do dalszej jazdy. Oto przecież powinno chodzić.

Dużym zaskoczeniem jest to, że słuchawki kostne Philips Go grają naprawdę głośno. Wątpię, abym przez kilka tygodni testów przekroczył 80 proc. poziomu głośności, a jak wspomniałem korzystałem z nich nawet wtedy, gdy wiatr huczał. O ile pod względem jakości te słuchawki kostne odbiegają od "tradycyjnych", to mocy nie muszą się wstydzić.
Słuchawki Philips Go TAA7607BK są jak dres
W kontakcie Philips Go przypominają właśnie dres. Wiesz, że nie wyglądają szałowo, czujesz, że nie jest to idealny materiał, ale to wszystko schodzi na dalszy plan, bo sprzęt jest po prostu wygodny. Słuchawki są elastyczne, łatwo się zginają, więc można je szybko schować do kieszeni czy plecaka. A przede wszystkim łatwo dopasować je do głowy. Nawet przy długich, kręconych włosach zostaje sporo miejsca, by regulować "głośniki" przy uchu.
Na początku może to nawet delikatnie przeszkadzać, bo nie do końca wiadomo, czy wybrane przez nas ustawienie jest optymalne. A może jednak lekko wyżej? A może właśnie niżej? Te detale mają znaczenie, bo muzyka brzmi inaczej, ciszej. Z drugiej strony to też daje większe pole do ułożenia słuchawek tak, jak nam pasuje. Co najważniejsze, później w ruchu nie spadają, nie przesuwają się, po prostu dobrze trzymają się głowy.

Największą wadą jest pewnie cena
Słuchawki kosztują 999 zł. W tej cenie znajdziemy naprawdę porządne słuchawki czy to douszne, czy nauszne. Ale w przypadku kostnych niekoniecznie płaci się za jakość dźwięku, a raczej za poczucie bezpieczeństwa i możliwość komfortowego słuchania muzyki, przy zachowaniu kontaktu z otoczeniem. I biorąc to pod uwagę, Philips Go TAA7607BK wydają się być dobrym wyborem dla każdego, kto często biega lub jeździ na rowerze.
Jakość dźwięku nie jest wielkim kompromisem, nie mamy do czynienia z kakofonią rodem z tanich słuchawek dousznych, za to dostajemy wygodny sprzęt, łatwo i dobrze dopasowujący się do głowy. Ciekawostką jest LED-owy pasek, dzięki któremu zwiększa się nasza widoczność wieczorami, podbijając w ten sposób poczucie bezpieczeństwa. I niby 999 zł to drogo, ale mając te słuchawki Philipsa wiecie, że będą towarzyszyły wam długo podczas aktywności na zewnątrz.