REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Social media
  3. Technologie

A pracę moderatora TikToka zaczniesz od gwałtów na dzieciach i krwawej przemocy

Jeżeli dać wiarę skargom pracowników szkolonych na moderatorów TikToka, to platforma powinien poważnie przemyśleć temat. Wygląda na to, że część z nich szkolona jest w trakcie czegoś w rodzaju terapii szokowej. Co gorsza ignorują przy tym ważne zasady bezpieczeństwa.

TikTok i fake newsy
REKLAMA

Jak wynika z reportażu Forbesa, firma Teleperformance - jeden z partnerów TikToka, świadczących usługi moderacji treści - stosuje dość brutalne formy szkolenia swoich przyszłych pracowników. Jak twierdzą szkolone osoby, w ramach oswojenia się z tematem musieli przejrzeć setki nagrań nagich dzieci, dzieci molestowanych seksualnie czy wobec których stosowano przemoc.

REKLAMA

Jednak według skarg nie to jest w tym wszystkim najgorsze. Ktoś mógłby zaryzykować teorię, że może to i dobra forma szkolenia, bo przecież z takimi samymi treściami potencjalnie mogą obcować, wykonując swoje obowiązki zawodowe. Problem w tym, że treści te nie były w żaden sposób zabezpieczone. Każdy pracownik Teleperformance mógł je sobie obejrzeć. Prawdopodobnie nawet bez trudu wynieść z firmy i rozpowszechniać dalej.

Moderator TikToka. Obowiązki służbowe: dziecięce porno.

Teleperformance wypiera się wszystkiego i twierdzi, że pracownicy wszystko zmyślili. Utrzymuje, że jego materiały szkoleniowe nie zawierają treści zawierających przemoc seksualną. Podobnie zareagował również TikTok, który potwierdził, że i jego materiały szkoleniowe nie mają tego rodzaju elementów, choć nie powiedział tego samego o swoich podwykonawcach.

Pracownicy Teleperformance z reportażu Forbesa rysują jednak bardzo dziwną historię. Twierdzą, że ilość nagrań z przemocą seksualną wobec dzieci na szkoleniach jest nieproporcjonalnie większa i drastyczniejsza od tego, co sami użytkownicy wrzucają. Zdaniem niektórych, wybrane sesje szkoleniowe z tego rodzaju materiałami nie mają kompletnie sensu. Choć to tylko ich prywatna opinia.

REKLAMA

Dużo większym problemem jest fakt, że Teleperformance - i być może sam TikTok, choć to mniej prawdopodobne - kompletnie ignorują podstawowe zasady bezpieczeństwa. W kraju, w którym operuje firma, treści pornograficzne z osobami nieletnimi są zakazane. Osoba, która trafi na taki materiał, musi ten fakt niezwłocznie zgłosić, ma obowiązek zabezpieczenia takiej treści na 90 dni, ale też zakaz jej udostępniania innym osobom.

Tymczasem według zarzutów klipy szkoleniowe w Teleperformance fruwały po firmie bez jakiejkolwiek kontroli niczym memy z TikToka. To potencjalnie może zakończyć się śledztwem FBI, ale na razie nie ma informacji, czy takowe dochodzenie jest planowane.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA