REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Ekologia
  3. Nauka
  4. Technologie

Powstrzymaj zakaz wege burgerów. Potrzeba 250 tys. podpisów

Polska branża mięsna idzie za wzorem Francji i postuluje o to, by nie nazywać roślinnych zamienników tradycyjnymi określeniami zarezerwowanymi dla mięsa, bo może to powodować dezorientację wśród konsumentów. Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy RP lobbuje za takim zakazem nie tylko w Polsce, ale także w całej Unii Europejskiej. Już blisko ćwierć miliona ludzi podpisało petycję, by tego nie robić.

Zakaz wege burgerów to absurd. Powstała specjalna petycja
REKLAMA

O co cały ten hałas? Ano o to, że polska branża świniobójcza mięsna całkiem zasadnie zwietrzyła wiatr zmian i stara się jak może, by spowolnić pojawianie się roślinnych zamienników na sklepowych półkach. Choć te stanowią promil sklepowej oferty i w skali całego przemysłu mięsnego są niewiele znaczącym odsetkiem, to czołowi przedstawiciele branży mięsnej – na wzór Francuzów – już teraz chcą zadbać o to, by określenia takie jak „schabowy”, „kiełbasa” czy „ser” były zarezerwowane dla produktów pochodzenia zwierzęcego. Jak mówi Tomasz Parzybut, ze stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP w rozmowie z serwisem widomoscihandlowe.pl:

REKLAMA

Nie mam wątpliwości, że tego typu zakaz potrzebny jest również w Polsce. Zmiana regulacji stanowi istotny krok na rzecz przejrzystości informacji dla konsumenta, a także ochrony wyrobów mięsnych, nierozerwalnie związanych z naszą historią i dziedzictwem kulinarnym. (…) Liczymy na to, że przepis zostanie wprowadzony w całej Unii Europejskiej. Warto zwrócić uwagę na to, że skoro udało się wprowadzić analogiczny zakaz w przypadku produktów mleczarskich, dlaczego nie miałoby się to udać branży mięsnej?

Zwolennicy roślinnej rewolucji nie pozostali jednak obojętni na lobbing branży mięsnej. Powstała petycja, która ma dać wyraz temu, że konsumenci wcale nie czują się zdezorientowani, a zakaz proponowany przez polskie stowarzyszenie to obraza dla ich inteligencji.

Powstrzymaj zakaz wege burgerów. Potrzeba 250 tys. podpisów.

Petycję w chwili pisania tego tekstu podpisało już ponad 210 tys. ludzi i wygląda na to, że szybko uzbiera się wymaganych 250 tys. podpisów, by petycja mogła trafić do decydentów Parlamentu Europejskiego. Odpowiedzialna za jej powstanie jest organizacja ProVeg International, promująca zrównoważone żywienie i ograniczenie spożycia produktów mięsnych. Jak czytamy w opisie petycji:

Unia Europejska rozważa obecnie wprowadzenie zakazu używania terminów, takich jak “burger”, “kiełbasa” i “stek” w odniesieniu do produktów na bazie roślin. Ponadto w proponowanym zakazie UE zakazano by terminów związanych z mlekiem, takich jak “styl jogurtowy”, “serowa alternatywa” i “substytut masła”.

Głównym argumentem przemawiającym za tym wnioskiem jest uniknięcie dezorientacji konsumentów. Jednakże terminy takie jak “wege burger” i “kiełbasa wegetariańska” dostarczają ważnych informacji na temat smaku i zastosowań, jakich ludzie mogą oczekiwać od produktu. Konsumenci kupują produkty pochodzenia roślinnego właśnie dlatego, że wiedzą, iż produkty te oferują podobne doświadczenia smakowe i funkcje, co ich odpowiedniki pochodzenia zwierzęcego.

Proponowane ograniczenia pozostawałyby w bezpośredniej sprzeczności z celami UE określonymi w strategii “Europejski Zielony Ład” i “Od pola do stołu”, polegającymi na stworzeniu bardziej zrównoważonych i zdrowszych systemów żywnościowych. W strategii “Od pola do stołu” wyraźnie stwierdzono potrzebę ułatwienia konsumentom “wyboru zdrowej i zrównoważonej diety”.

Autorzy petycji zwracają uwagę na trzy powody, dla których sugerowany m.in. przez Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy RP zakaz jest szkodliwy dla konsumenta:

  • Szkodzi innowacji, tworząc niepotrzebne ograniczenia
  • Utrudnia egzekwowanie praw konsumenta, który ma prawo po samej nazwie produktu oczekiwać jego konkretnej charakterystyki
  • Traktuje konsumentów protekcjonalnie, czyli innymi słowy ma konsumentów za idiotów, którzy „nie wiedzą”, że wege burger nie jest z mięsa, choć na ich rzekomą „dezorientację” nie ma żadnych dowodów.
Petycja przeciw zakazowi wege burgerów. Źródło: ProVeg

Dlaczego proponowany zakaz to bzdura?

Pomijając fakt, że jako ludzkość mamy znacznie bardziej poważne problemy niż semantyka, to wbrew opinii polskiej branży mięsnej właśnie zmiana nazewnictwa roślinnych zamienników wprowadzi na rynek więcej zamieszania i dezorientacji.

Gdy idę dziś do sklepu i widzę taką półkę, wiem dokładnie, że stoję przed roślinnymi zamiennikami (bo wszystkie są elegancko oznaczone i leżą w wydzielonej sekcji sklepu) i na pierwszy rzut oka wiem, czego z grubsza mogę się spodziewać.

Roślinne zamienniki mięsa. Nie sposób się pomylić.
REKLAMA

Kiedy widzę słowo „kiełbaska roślinna”, wiem, że mogę oczekiwać kształtu, smaku i faktury utożsamianej od lat z kiełbasą, do której jako były mięsożerca byłem przyzwyczajony przez lata. Dzięki znajomej nazwie dokładnie wiem, czego oczekiwać po danym produkcie. Tak samo widząc napis „Sznycel 100 proc. z roślin”, wiem, że mogę się spodziewać bazowanej na roślinach alternatywy dla Sznycla. Klientowi o wiele łatwiej jest zrozumieć, że „roślinne klopsiki” będą nadawały się do dania, którego mięsną bazą są klopsy, niż gdyby nosiły nazwę np. „grochowe kulki”.

Innymi słowy – znajome nazewnictwo ułatwia konsumentom rozpoznanie, czym jest dany produkt. Wszak trzeba pamiętać, że roślinne zamienniki mięsa to wciąż relatywnie świeża kategoria produktów i klient istotnie ma prawo nie wiedzieć, na co właściwie patrzy. Wykorzystanie nazwy tożsamej z mięsnym „oryginałem” ułatwia dokonanie wyboru zakupowego. I tu właśnie źródło pieczenia wiadomej części działa w branży mięsnej, bo gdy roślinne zamienniki zmienią swoje nazwy, to trudniej będzie klientowi podjąć decyzję, więc sięgnie po to, co zna od lat: prawdziwe mięso. Nawet jeśli z punktu widzenia ekologii ograniczenie spożycia mięsa jest najlepszym, co możemy zrobić dla planety i rosnąca liczba konsumentów ma tego świadomość.

PS. Grafika główna przedstawia wege-burgera.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA