1. SPIDER'S WEB
  2. Nauka
  3. Ekologia

Pokazał, jak niszczone są polskie rzeki i lasy. Czy kogokolwiek obchodzą mniejsze chronione gatunki?

Wjeżdżają na quadach do lasów, niszczą glebę, rozjeżdżają ryby. Jeden z pasjonatów przyrody nagłośnił problem rzeki Pilawy, która regularnie dewastowana jest przez miłośników mocnych wrażeń. Co na to służby? Problem w tym, że niewiele. Przez ich brak reakcji nikt nie powstrzymuje ludzi, którzy wjeżdżają do cennej dla środowiska rzeki nawet terenowymi samochodami.

quady

Lokalną dewastację nagłośnił Paweł Vogelsinger na swoim facebookowym profilu. Wpis zaczął rozchodzić się po grupkach zrzeszających pasjonatów przyrody i obrońców środowiska. Sprawa dotyczy okolic Bornego Sulinowa i drogi z Nadarzyc do Starowic. Przecina ją rzeka Piława. Jak tłumaczy autor wpisu, duma regionu i bardzo ważne dla ekosystemu miejsce.

Bezpośrednio pod mostem występują tarliska i siedliska minogów strumieniowych, głowacza pręgopłetwego i białopłetwego, ślizów, kozy pospolitej, a co roku wpływają tam również bolenie i jazie na tarło - jednym słowem przepiękne miejsce dla przyrodnika, bogate w różne gatunki ryb i nie tylko.

"Niestety z roku na rok jest tam coraz gorzej, można powiedzieć, że dramatycznie. Głowacza teraz tam można spotkać sporadycznie, populacja minogów jest katastrofalna" – dodaje pan Paweł. Powód? Prosty: człowiek i jego szkodliwa dla środowiska pasja.

Quadowcy niszczą okolicę

Przejazd przez rzekę stał się obowiązkowym punktem tras osób poruszających się na quadach. Kierowcy korzystają z tego, że nie jest głęboko, więc mogą zapewnić sobie efekciarskie wrażenia. Problem w tym, że miejscowa fauna i flora z tego powodu cierpi.

Osobiście widziałem jak minogi były dosłownie mielone między kołami samochodów. Po kamiennych tarliskach zostały tylko ogromne doły..

- wyjaśnia pan Paweł.

Doszło nawet do sytuacji, że przez rzekę przejechał duży samochód terenowy. Zero poszanowania dla przyrody i myślenia o konsekwencjach własnych czynów.

Niestety, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska nie reagowała na zgłoszenia. Pan Paweł miał prosty, ale skuteczny pomysł, aby powstrzymać miłośników jazdy po bezdrożach. Wystarczyłoby zamontować słupki blokujące przejazd. Nikt jednak apelem się nie zajął. A przyroda cierpi.

Autor facebookowego wpisu poruszył przy okazji ważną kwestię. Bardzo często małe, lokalne skarby są niszczone właśnie przez takie zwykłe i proste zaniedbanie. Wisła i inne większe rzeki mogą z oczywistych względów liczyć na zainteresowanie. Gorzej jest ze strumykami, które przemykają przez naszą okolicę, a wiedzą o nich nieliczni. I nikomu nie przeszkadza, że np. sąsiad może doprowadzić do małej katastrofy.

Myślę, że te mniejsze chronione gatunki mają bardziej przesrane niż modne teraz pstrągi, trocie, łososie itp. Dlaczego? Gniazda ryb "łownych" są systematycznie pilnowane przed kłusolami, budowane są sztuczne tarliska i dbane są odcinki rzek w których te ryby występują (oczywiście wielki szacun dla osób które się tym zajmują). Czy kogokolwiek obchodzą mniejsze chronione gatunki? Z tego przecież kasy nie można zrobić, taką rybę na wędkę nie złapiesz, ktokolwiek z tego może mieć jakieś korzyści? Sporo ludzi (działaczy) właśnie myśli takimi kategoriami niestety. Pamiętajcie, że gdy zabraknie mniejszych ryb, to i te większe w końcu zanikną

- zauważa autor wpisu na Facebooku.

Tymczasem problem dewastacji lasów przez osoby poruszające się na quadach jest spory

Kierowców nie odstraszają kary – jako że wjazd jest zabroniony, w efekcie służby mogą wręczyć mandat karny w wysokości 500 zł. Leśnicy zwracają jednak uwagę na to, że jadący czują się bezkarni. Nie reagują na próbę zatrzymania ich, a brak tablic rejestracyjnych i kask zapewniają anonimowość. Do akcji musiałaby wkroczyć policja, ale nie zawsze taka interwencja jest możliwa.

Konsekwencje są ogromne. Płoszone są zwierzęta – możemy się tylko domyślać, co dla takiego rysia, który uwielbia spokój, znaczy przejazd hałaśliwej grupy quadowców. Z kolei jazda przez mokradło to praktycznie wyrok śmierci dla wielu organizmów, w tym rzadkich i chronionych.

Dewastowane jest także runo leśne i gleba. Nawet droga leśna, mająca teoretycznie ułatwiać przejazd, po szaleństwach quadowców wymaga naprawy. A to kosztuje, bowiem takie drogi powstały z myślą o straży pożarnej, która musi dotrzeć do ognia w razie pożaru. Utrzymanie ich w odpowiednim stanie technicznym nie odbywa się za darmo.

Być może przyczyną dewastacji jest niewiedza. W końcu kto jest świadomy tego, że np. trwa okres wylęgu pstrąga potokowego? A tak było na początku roku w okolicach Nowogardu, gdzie quadowcy siali spustoszenie brodząc przez rzekę, ku przerażeniu rybaków, którzy obserwowali całą sytuację.