REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

Nie kumam fanów PlayStation oburzonych grami Sony na Steam. To wzmacnia PlayStation, nie osłabia

Miał miejsce potężny wyciek. W zasobach znanego producenta kart graficznych znaleziono pokaźną listę nadchodzących gier na PC. Nvidia nie zaprzecza doniesieniom, z kolei niektórzy posiadacze konsol PlayStation po raz kolejny grymaszą na produkcje Sony zmierzające na Steam. Zupełnie niesłusznie.

Gry z PlayStation na Steam nie osłabiają Sony. Przeciwnie
REKLAMA

To jeden z najciekawszych wycieków danych w branży gier z ostatnich kilku miesięcy. W niejawnych zasobach usługi GeForce NOW znaleziono wiele zakładek produktowych odnoszących się do gier, które dopiero zadebiutują na rynku. Część z nich - jak np. Gears 6 czy Tekken 8 - to produkcje bez oficjalnej zapowiedzi, o istnieniu których jeszcze wczoraj mogliśmy wyłącznie przypuszczać. Na liście gier z GeForce NOW znalazło się również wiele tytułów Sony, takich jak God of War, Ghost of Tsushima czy Gran Turismo 7. Wywołało to wzburzenie u części fanów konsol PlayStation. Zupełnie niesłusznie.

REKLAMA

Nvidia nie zaprzecza przeciekowi, a część fanów PlayStation złości się na utratę tytułów na wyłączność.

Gry wydawane przez Sony, jakie pojawiły w bazie GeForce Now, to zapowiedziane kilka dni temu Uncharted: Legacy of Thieves Edition oraz Helldivers 2, którego pierwsza część jest już dostępna na Steam. Te dwie pozycje nadają liście pochodzącej od Nvidii wiarygodności. Kolejne tytuły pod banderą Sony rzekomo zmierzające na PC to Horizon Forbidden West, Gran Turismo 7, Déraciné dla gogli VR, pierwszy God of War, zręcznościowy Returnal, wymagające Demon's Souls, pierwszy Ratchet and Clank z PS4, nowe Sackboy: A Big Adventure oraz piękne Ghost of Tsushima.

Nvidia wydała oficjalne oświadczenie w sprawie przecieku. Można w nim przeczytać, iż firma jest świadoma opublikowanej listy gier, (…) lecz obecność tytułów na liście nie jest ani ich potwierdzeniem ani zapowiedzią. Nvidia wdrożyła działania mające usunąć dostęp do niejawnego zestawienia. Stanowisko producenta kart graficznych jest bardzo miękkie. Korporacja nie poddaje w wątpliwość istnienia tytułów z bazy GeForce Now, nie dochodzi również do twardego zaprzeczenia. Zamiast tego mamy komunikat w tonie w zasadzie to wszystko nam wyciekło, ale niczego nie możemy potwierdzić.

Nvidia to jeden z tych podmiotów, który jest szczególnie uprawiony do wczesnej wiedzy na temat nadchodzących gier. Jako producent kart graficznych, firma ściśle współpracuje z twórcami głośnych produkcji, przygotowując odpowiednie sterowniki optymalizujące działanie nadchodzących hitów. Dlatego zupełnie nie dziwi, że w niejawnej bazie danych Nvidii pojawiają się tytuły na długo przed ich rynkową premierą. Stąd też złość części fanów PlayStation na stosunkowo wiarygodny przeciek, zgodnie z którym stracą kolejne gry na wyłączność na rzecz platformy Steam.

Sony robi to lepiej niż Microsoft. Posiadacze PlayStation nie powinni czuć się zdradzeni jak użytkownicy Xboksa One

Jestem wielkim zwolennikiem gier na wyłączność. Uważam, że dzięki nim branża gier nabiera charakteru, a same konsole unikalnej tożsamości. Czym byłoby Nintendo bez Pokémonów i Mario, albo Xbox bez Halo? Do pewnego stopnia gry na wyłączność to także jakościowe punkty odniesienia. W końcu mają zachęcać do kupna nowej elektroniki. Nie mogą być więc złe, przeciętne albo po prostu dobre. Zdaję sobie sprawę, że wyłączność dla platformy uderza w wielu konsumentów, ale w tym przypadku sentymentalny konserwatyzm, wykuty w ogniu prawdziwych wojen konsolowych z lat 90, jest u mnie silniejszy niż promocja prokonsumenckiej polityki wydawniczej.

Mimo tego dziwi mnie oburzenie części fanów PlayStation, gdy ci dowiadują się o kolejnych tytułach PlayStation Studios zmierzających na Steam. Sony trafiło bowiem w dziesiątkę, jeśli chodzi o politykę wydawniczą dotyczącą tzw. exów. W przeciwieństwie do Microsoftu, ich głośne produkcje zawsze najpierw debiutują wyłącznie na konsolach PlayStation. Przez pierwsze kilkanaście miesięcy - albo kilka lat - są dostępne wyłącznie na PS4 oraz PS5. Nie chcesz czekać? Kup PlayStation. Tylko w ten sposób zyskasz natychmiastowy dostęp do takich hitów jak Gran Turismo 7 czy God of War Ragnarok.

Różnica między Sony oraz Microsoftem jest zasadnicza. Microsoft nieoczekiwanie, bezceremonialnie obdarł Xboksa z konsolowej wyłączności, decydując się na jednoczesne premiery w modelu konsola + PC. Sony natomiast gra tutaj czasem, zawsze na pierwszym miejscu stawiając posiadaczy konsol PlayStation. Przez to ci nie czują się z niczego ograbieni ani niczego pozbawieni. Czysto subiektywne poczucie konsumenckiej ekskluzywności pozostaje zachowane. Dlatego, gdy kilka lat później Death Stranding czy Horizon Zero Dawn pojawia się na Steam, większość posiadaczy PlayStation nie ma z tym problemu. Oni już dawno te gry przeszli, niech teraz pozna je szeroki świat komputerowych graczy.

Analityk z chłodną głową może powiedzieć, że efekt końcowy jest przecież ten sam: ostatecznie gra pojawia się na konsoli oraz PC. Musimy jednak rozumieć, że proces zakupowy to nie jest czynność racjonalna. Nasze zakupy nigdy nie były, nie są i raczej nie będą racjonalne. Sony to wie i rozumie, że musi zapewnić swoim klientom poczucie pewnej wyjątkowości. Gdy Microsoft nieoczekiwanie ogłosił, że będzie wydawał nowe gry jednocześnie na konsole i PC, wielu posiadaczy Xboksów One zaczęło się zastanawiać: na cholerę mi ten Xbox? W przypadku PlayStation Sony skutecznie gra czasową wyłącznością, przez co wielu posiadaczy PS4 i PS5 nigdy nie zada sobie podobnego pytania. No, a że kilka lat później w daną grę da się zagrać również na PC? Niech już sobie grają.

Oburzenie części fanów PlayStation jest krótkowzroczne. Steam napędzi gry na wyłączność Sony, zamiast je ograniczać.

Koszt produkcji wysokobudżetowych gier AAA wyłącznie rośnie. Przy superprodukcjach pracuje coraz więcej osób tworzących bardziej szczegółowe i drobiazgowe zasoby. Z tego powodu tworzenie ambitnych produkcji dla jednego gracza - takich jak The Last of Us, Uncharted czy God of War - staje się coraz droższe i coraz bardziej ryzykowne finansowo. Część ekspertów szacuje, iż weszliśmy już na drogę, gdzie koszty produkcji gier AAA będą wzrastać aż dwukrotnie między kolejnymi generacjami konsol.

Rozwiązań jest kilka. Można tworzyć produkcje sieciowe, licząc na sukces na miarę Fortnite'a. Można skoncentrować się na produkcjach mobilnych, podążając ścieżką Call of Duty Mobile czy Genshin Impact. Sony pozostaje jednak wierne wspaniałym grom dla jednego gracza. Wielkim, ambitnym i wgniatającym w fotel. Aby móc je produkować przy stale rosnących kosztach, firma podjęła decyzję o wzroście cen. Pierwszym od lat 90, podnosząc stawki za swoje autorskie gry z 60 do 70 dolarów. Przerzucenie kosztów na konsumentów to jednak tylko część strategii.

REKLAMA

Drugą część stanowi poszukiwanie nowych rynków zbytu. Jednym z nich jest właśnie Steam. Gry takie jak Horizon Zero Dawn czy Days Gone okazywały się sprzedażowymi hitami na PC, zasilając portfel Sony Interactive Entertainment dodatkowymi dolarami. Pewna część tych pieniędzy zostanie przeznaczona na produkcję kolejnych gier. Te najpierw będą pojawiać się na konsolach PlayStation, a dopiero później na komputerach osobistych. Słowem, im więcej gier pojawi się na Steam, tym więcej gier pojawi się na PlayStation. Sony rozumie, że ograniczenie się wyłącznie do jednej platformy może być wąskim gardłem ich modelu biznesowego przy stale rosnących kosztach. Wcześniej zrozumiał to Microsoft. Kiedyś z tym problemem będzie musiało zmierzyć się również Nintendo.

Dlatego czytając o God of War na Steam, nie złoszczę się ani nie dziwię Sony. God of War na PC to nie tylko grubsze portfele prezesów SIE, ale również więcej Kratosa w przyszłości na konsolach. To klasyczna sytuacja win-win, tutaj naprawdę nie ma przegranych. No, może poza kilkoma krzykaczami na Reddicie.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA