Gry  /  Artykuł

To już 5 lat Pokemon GO! Wspominamy 5 najlepszych, najciekawszych i najbardziej wstydliwych wspomnień z gry

pokemon go 5 lat rocznica premiery niantic

Już w tym miesiącu odbędzie się kolejna edycja wirtualnego Pokemon GO Fest przygotowanego z okazji kolejnych urodzin gry, a dziś mija równo pięć lat od jej premiery. Z tej okazji zebrało się nam w redakcji na wspominki.

Prosta gra na komórki wydana w 2016 r., która wymaga wyjścia z domu, żeby złapać wirtualne kolorowe stworki, z miejsca stała się hitem. Chociaż od premiery minęło już pół dekady i niewiele brakowało, by koronawirus grę dobił, Niantic udało się przetrwać rozliczne kryzysy, a Pokemon GO wyszło z nich z tarczą oraz silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Z okazji przypadających na dziś piątych urodziny tej niezwykłej gry zebraliśmy całą piątkę trenerów z naszej redakcji w jednym miejscu. Redaktorzy działów Technologie i Gry wraz z kolegami ze Spider’s Web TV, Rozrywka.blog i Bezprawnika zastanowili się wspólnie nad tym, jakie mają najlepsze wspomnienia związane z Pokemon GO.

Piotr Grabiec (Spider’s Web): bieg za Nidokingiem i Dragonairem wraz z setką trenerów w Łazienkach i chillout pod Pałacem Kultury

Nie mam żadnych wątpliwości, że najlepsze wspomnienia związane z grą mam z tego pierwszego roku jej istnienia, gdyż świat był wtedy przez chwilę lepszym miejscem. W Pokemony grali, jak się wtedy wydawało, dokumentnie wszyscy. Co prawda po pięciu latach trochę wspomnienia blakną, ale…

Do dzisiaj mam w pamięci jak co najmniej setka ludzi biegała po warszawskich Łazienkach, gdy jeden z graczy wypatrzył najpierw Nidokinga pod jakimś drzewem, a potem Dragonaira nad wodą. Co to były za emocje! Potem zaś siedzieliśmy sobie, do późnych godzin nocnych, pod Pałacem Kultury, gdzie pomimo szwankujących serwerów, panowała szampańska atmosfera…

Oczywiście do tego dochodzą inne polowania, zarówno w każdej wolnej chwili w okolicach domu, jak i na wakacjach oraz na wyjazdach służbowych (do dziś trzymam Muka złapanego obok kanału w Nowym Jorku!), a także raidy, które pojawiły się później - poznałem nawet na nich kilka osób z sąsiedztwa, z którymi kontakt utrzymuję do dziś; do dziś również się śmieję z tego tuzina wariatów o średniej wieku circa 30 lat, który przyjechał wraz ze mną na tę pierwszą walkę z Mewtwo na Polu Mokotowskim… taksówkami, w środku tygodnia, w samo południe, a każdy miał swoją własną wymówkę, którą sprzedał u siebie w pracy. Ach, ale to były czasy!

Na 5 urodziny życzę Pokemon GO: zmiany w wymaganiach medali oraz Pokedexa, który pokazywałby graczom wszystkie brakujące okazy w jednym miejscu

Dawid Kosiński (Spider's Web TV): Łapanie Taurosa na lotnisku w Nowym Jorku

W Pokemon GO większość stworków jest dostępna na całym świecie, są jednak też pokemony regionalne, dostępne tylko w danym kraju, mieście czy kontynencie. Jednym z pierwszych tego typu Pokemonów był Tauros, dostępny tylko w USA. Gdy jechałem tam na wyjazd służbowy, miałem nadzieję złapać kilka okazów, ale były one nieuchwytne.

Dopiero gdy czekałem na lot powrotny na lotnisku na radarze zobaczyłem, że Tauros jest na lotnisku. Problem był taki, że musiałbym wyjść kilka kroków poza strefę, w której mogłem się znajdować. Lot miałem lada moment, więc byłoby to skrajnie idiotyczne, ale… zrobiłem to i dosięgnąłem Taurosa. Pracownik lotniska mnie oczywiście za to zbeształ, a ja udawałem, że nie wiedziałem, że nie wolno wychodzić i kiepsko radzę sobie z angielskim, więc po prostu wróciłem do swojej bramki. Jakby przez to uciekł mi samolot, plułbym sobie w brodę. Na szczęście miałem więcej szczęścia niż rozumu.

Na 5 urodziny życzę Pokemon GO: żeby gra nadal rozwijała się tak szybko, jak do tej pory, bo jest naprawdę nieźle. I mniejszej liczby bugów w aplikacji, bo tych jest mnóstwo.

Konrad Chwast (Rozrywka.blog): Złapanie Mewtwo to pestka, gdy musisz pokonać kościelnego

Jestem prawie pewien, że siłą Pokemon GO jest właśnie to, że kontakt z ludźmi, nietypowe miejsca, a których łapie się stworki, rodzi całą masę dziwnych, zabawnych (a czasem nieprzyzwoitych) historii. Na swojej liście mam między innymi grupę chłopaków, którzy chcieli spuścić mi manto za zajęcie Gyma.

Pamiętam też krótko ostrzyżonego, podstarzałego jegomościa w sportowym stroju, który łapał pokemony z grupką bombelków i który podszedł do mnie i pytał, w jakiej drużynie jestem, a w jego ustach brzmiało to tak, jakby pytał mnie „za kim jestem”. Najbardziej zapamiętałem jednak krótki wywczas w niewielkiej nadmorskiej miejscowości, gdzie jeden jedyny Gym znajdował się na kościele. Gdy szedłem na plażę, grupa dzieciaków zauważyła, że gram w Pokemony i jeden z nich podbiegł do mnie i z nadzieją w oczach zapytał, czy nie pomogę im w rajdzie, bo mają niskie poziomy i nie dają sobie rady. Wiadomo — takiej prośbie się nie odmawia. Po kilku minutach wszyscy złapali już rzadkiego stworka, jedyną osobą, która nie była z całej tej sytuacji zadowolona, był kościelny, który wyskoczył z miotłą (tak było, nie ściemniam), krzycząc, żebyśmy stamtąd poszli, bo zadzwoni po policję. 

Na 5 urodziny życzę Pokemon GO: jeszcze więcej pasji w tworzeniu urozmaiceń zachęcających ludzi do wspólnej aktywności. 

Szymon Radzewicz (Spider’s Web, dział gry): Pokemon GO to pierwsza darmowa gra mobilna na smartfony, w której wydałem ciężko zarobione pieniądze

Pokemon GO na zawsze zapamiętam jako pierwszy - i wiele wskazuje na to, że jedyny - tytuł Free2Play, w którym zostawiłem prawdziwe pieniądze. Podczas wycieczki do szwedzkiego Malmo napotkałem tyle nowych gatunków stworków, że nie mogłem się opamiętać. Łapałem, łapałem i łapałem, aż skończyło mi się miejsce na nowe okazy.

Powiększyłem je za złotówki. Potem znowu. I jeszcze raz. Następnie przyszedł czas kupowanie przepustek do zdalnych rajdów. Myślę, że zostawiłem w Pokemon GO między 100 - 200 zł. To gigantyczne osiągnięcie z perspektywy darmowej gry mobilnej i wątpię, czy którakolwiek inna to powtórzy. Krępujące to wyznanie, bo zazwyczaj krytykuję darmowe produkcje z Google Play i App Store za swoją miałkość, promowanie hazardu i mechanizmy wyłudzające pieniądze. Równie krępujące było dla mnie, gdy — podobnie jak Konrada – zaczepiło mnie na ulicy dziecko. Mała istotka o wiekowej różnicy wynoszącej ze dwie dekady zaczęła mnie wypytywać, jakie mamy legendarne pokemony i czy chcę się wymienić, jak gdybyśmy byli dobrymi kolegami. Przyznam, że poczucie zmieszania było we mnie gigantyczne. Naturalność i bezpośredniość, z jaką dziecko zaczepiło mnie z powodu wspólnej gry, to coś, od czego odwykłem już lata temu.

Na 5 urodziny życzę Pokemon GO: rozbudowanego, wygodnego kalendarza wewnątrz gry z nadchodzącymi aktywnościami oraz lepszego zagospodarowania terenów leśnych, wiejskich i mniej zurbanizowanych.

Jakub Kralka (Bezprawnik.pl): Do gry wciągnąłem kolegów

Mam wiele fajnych wspomnień z Pokemon GO, choć przez 5 lat pograłem w tę grę… pewnie nie więcej, niż trzy miesiące. Niesamowity był 2016 rok, gdy nagle w warszawskich łazienkach spotykały się tłumy osób i każdego dnia po pracy gimnazjaliści i prawnicy, licealiści i lekarze, doskonale się wspólnie bawili biegając za Dratinim, który zrespił się przy pomniku Chopina.

Albo jak w 2018 roku byliśmy z Dawidem Kosińskim na wakacjach i ciągle grał w te Pokemony, to też z kolegami zainstalowaliśmy. I nawet zaliczyliśmy mój pierwszy w życiu rajd (Regirock) z grupką studentów z Las Palmas.

Ważny był dla mnie też 2020 rok, kiedy to pierwszy raz na poważnie przysiadłem do Pokemonów, a wraz ze mną grupka znajomych - tych ze Spider’s Web i tych z prawdziwości. Mieliśmy kilkaset naprawdę niezłych rajdów w tym czasie, to zapaleni RPG-owcy, więc szybko zrobiliśmy niepokonane buildy do ligi Pokemon, udało się nawet zaliczyć Festa i… jak zawsze ostatecznie znudzić.

Ale nigdy nie zapomnę jak z moim sympatycznym kolegą, z którym nie widziałem się dwa lata, umówiłem się w kafejce i nadal nie wiem co u jego dzieci, ale przez dobre dwie godziny wymienialiśmy shiny Rayquazy. Szymon bardzo prosił, żebym dopisał do tekstu coś od siebie i mozolnie mi to idzie, bo tak po prawdzie właśnie instaluję drugą ręka Pokemony.