Tech  /  News

Duża część Polaków nie zamierza się szczepić. Nie przekonuje ich paszport covidowy i rządowa loteria

szczepienia w polsce

Wygląda na to, że kto miał się zaszczepić, ten już to zrobił, a teraz trwa walka o nieprzekonanych. I na razie ją przegrywamy.

Takie wnioski można wysnuć patrząc na sondaż United Surveys przeprowadzony na zlecenie „Dziennika Gazety Prawnej” i RMF FM. W nim 34,2 proc. ankietowanych przyznało, że do szczepienia najbardziej zachęca paszport covidowy.

Tylko dla 7 proc. Polaków motywacją jest szansa na wygranie w loterii

21 proc. przyznało, że kluczowa jest możliwość zaszczepienia drugą dawką w dowolnym miejscu. I tu zaczynają się schody, bo aż 32 proc. ankietowanych odpowiedziało, że wszystkie te opcje są nieprzekonujące.

Wyniki nowego sondażu pokrywają się z innym badaniem, wedle którego właśnie 30 proc. Polaków nie zamierza się szczepić. I to raczej nie przypadek, że te liczby są podobne. Gra jest jednak warta świeczki: w grupie niezaszczepionych aż 60 proc. się waha. Tylko jak do nich dotrzeć?

Nie przekona nas lekarz, bo słuchamy raczej osób z najbliższego środowiska, rodziny. Potrzeba również bardziej wyważonego przekazu, o ryzyku i szansach szczepień. Nie jednostronnego, bo to budzi większą nieufność – powiedział w rozmowie z „DGP” dr Rafał Bartczuk, psycholog społeczny.

W rządzie panuje zaś dziwny optymizm. Anonimowa osoba z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zauważa, że „zaszczepionych i zarejestrowanych na wkłucie jest ponad 50 proc. Polaków”, tymczasem potrzeba 60 proc., żeby zacząć myśleć o odporności populacyjnej.

To właśnie optymistyczny scenariusz. Niektórzy lekarze – jak np. prof. Maciej Banach z Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi – faktycznie mówią o 60 proc. Ale są też specjaliści, którzy podają inne widełki: od 75 do 80 proc. Niektórzy idą jeszcze dalej i szacują, że dopiero 90 proc. zaszczepionej populacji zagwarantuje nam zbiorową odporność.

Tak było w przypadku wielu innych chorób, które właśnie za sprawą szczepień udało się wyeliminować  

A przynajmniej do czasu. Na przykład w przypadku odry odporność stadną zdobywa się dopiero przy 95 proc. Jako Polska już ją straciliśmy:

Od października 2018 roku systematycznie rosła liczba rejestrowanych zachorowań na odrę – informował na początku 2020 roku serwis szczepienia.pzh.gov.pl. Co więcej, epidemiczny wzrost zachorowań w 2019 r. wystąpił po blisko 10-letnim okresie, w którym choroba była bardzo dobrze kontrolowana, bliska eliminacji. W 2019 poziom zaszczepienia wynosił ok. 91-92 proc.

Problem z wytypowaniem tego, ile osób musi być zaszczepionych, polega na tym, że dokładnych liczb nie znamy. Dlatego liczenie na zbiorową odporność może być błędem, bo nie wiadomo, kiedy się ją osiągnie. I na jak długo. Chodzi więc o to, aby zaszczepić jak największą możliwą liczbę Polaków. Im szybciej, tym lepiej, bo chroni się w ten sposób słabszych: tych, którzy z innych względów preparatu przyjąć po prostu nie mogą.

Wydaje się więc, że taktyka rządu polegająca na zachęcaniu do szczepień „marchewką” nie do końca się sprawdziła. Owszem, część skusiła się paszportem covidowym, ale niewykluczone, że był to po prostu dodatkowy, kolejny argument. Nie dla każdego podróż na wakacje musi być priorytetem.

Ciągle będę upierał się, że potrzebujemy stanowczych rozwiązań. Jak na dłoni widać, że jest konkretna grupa, która szczepić się po prostu nie chce. I nie liczyłbym na to, że przekonają ich kolejne nagrody, jak darmowe jointy czy piwo. Nawet zakaz wstępu na imprezy to może być za mało.

Zdjęcie główne: faboi