Nauka  /  News

Piloci wyszli z wprawy przez pandemię. „Jeśli zapomnę wyciągnąć podwozie, dojdzie do tragedii”

Picture of the author
181 interakcji
dołącz do dyskusji

Pandemia zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2 zmieniła w ciągu ostatnich dwóch lat niemal każdą branżę na świecie. Ograniczenia związane z przemieszczaniem się między krajami szczególnie dotknęły przemysł turystyczny i związane z nim lotnictwo.

Linie lotnicze z definicji zarabiają tylko wtedy, gdy ich samoloty znajdują się w powietrzu transportując pasażerów lub ładunki. Tymczasem w niektórych okresach pandemii samoloty po prostu stały na ziemi. Piloci czekali na „lepsze czasy”. Konsekwencje takiego stanu rzeczy są jednak dużo poważniejsze, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać.

Wbrew pozorom z lataniem samolotami pasażerskimi nie jest jak z jazdą na rowerze: raz się nauczysz i umiesz całe życie.

Pilot, który posiada pełną licencję pilota samolotowego liniowego (ATPL), zanim zasiądzie za sterami samolotu w jakiejkolwiek linii lotniczej, musi zostać przeszkolony także na konkretny używany w danej linii typ samolotu. Pilot latający dotychczas na Boeingach 737-800 nie może zatem za szybko przesiąść się do kokpitu Airbusa 320 innej linii lotniczej.

Bezpieczne latanie to zresztą nie tylko kwestia znajomości danego modelu samolotu, wyrobienia odpowiednich nawyków czy znajomości szczegółowych procedur stosowanych w danym rodzaju statku powietrznego i w danej linii lotniczej, ale także, a może przede wszystkim, wypracowanie odpowiedniego modelu współpracy między pilotami znajdującymi się w kokpicie. Do tego jednak potrzebne jest regularne latanie.

Praca w kokpicie samolotu pasażerskiego to praca zespołowa. Każdy start i każde lądowanie - mimo obecności licznych systemów automatyzacji - wymaga idealnej współpracy między oboma pilotami znajdującymi się w kokpicie. Każdy członek załogi musi wiedzieć, co należy podczas danego lotu do jego obowiązków, ale też, aby skupić się na wykonywaniu swoich zadań, musi wiedzieć, że drugi pilot też doskonale wie, co ma robić. Współpraca w załodze wieloosobowej jest na tyle kluczowa dla bezpieczeństwa lotów, że szkolenie w tym zakresie stanowi osobny moduł całego procesu szkolenia pilota (MCC - Multi Crew Coordination). W trakcie tego kursu piloci nabywają nie tylko wiedzę o podziale obowiązków w kokpicie, ale także o efektywnej i jasnej komunikacji.

Pandemia psuje pilotów

Ograniczenia lotów w związku z pandemią wybiły wielu pilotów z codziennego rytmu pracy. Ci, którym udało się utrzymać pracę, wracają teraz do niej wraz z otwieraniem kolejnych sektorów lotnictwa. Część pilotów nie pracowała już na tyle długo, że wymaga ponownego kursu odświeżającego. Pomijając nawet kwestie formalne, wielu pilotów na nowo musi wdrożyć się do pracy i odświeżyć swoje umiejętności komunikacji w kokpicie i przywrócić odpowiednie nawyki oraz odruchy. Każdy, kto wracał na siłownię po trzech miesiącach bez treningów wie, że nieważne jak dobrze miał rozwinięte mięśnie przed przerwą, powrót będzie na początku bolesny

Natłok pracy w kokpicie jest spory. Szczególnie podczas startu i lądowania. Każdy z pilotów musi precyzyjnie wykonywać swoje zadania i jasno komunikować ich wykonanie drugiemu pilotowi w kokpicie. Jeżeli z powodu odzwyczajenia zapomnę np. wyciągnąć podwozie, schować klapy czy włączyć systemu odladzania skrzydeł, może się to zakończyć kolosalnymi stratami finansowymi związanymi z uszkodzeniem samolotu w najlepszym wypadku, katastrofą lotniczą w najgorszym. Kiedy lata się codziennie, po jakimś czasie wszystko idzie gładko, piloci mają dobrze wypracowane nawyki i nawzajem się kontrolują. Wracając po dłuższej przerwie do pracy, zawsze poziom stresu na początku jest wyższy. Spada nawet wydajność komunikacji między załogą samolotu a kontrolą lotów

- mówi nam anonimowo pilot jednej z latających do Polski linii lotniczych.

IATA, Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Lotniczego, poinformowało, że w 2020 roku liczba operacji lotniczych spadła o rekordowe 65,9 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Tysiące pilotów z dnia na dzień przestało latać, samoloty zostały uziemione, a siatki połączeń znacznie okrojone.

Powrót do normalności będzie wymagał teraz od pilotów ponownego odświeżania umiejętności, szkoleń przypominających na symulatorach, egzaminów, przywracania licencji i wyrabiania prawidłowych nawyków współpracy w kokpicie.

Część linii lotniczych, które przetrwały pandemię zwalniając pilotów, ponownie oferuje im pracę. Zanim jednak piloci trafią do kokpitów, muszą przejść przeszkolenie w aktualnych przepisach i procedurach, a następnie odświeżyć swoje umiejętności podczas lotów na symulatorze lub w samolotach, zanim będą mogli ponownie wozić pasażerów.

To nie tylko kwestia bezpośredniej obsługi systemów i urządzeń w samolocie. Trzeba od nowa sobie przypomnieć wiedzę z zakresu nawigacji, meteorologii czy też procedur obowiązujących w sytuacjach awaryjnych. Każda linia lotnicza ma własne procedury na niemal każdą sytuację awaryjną, czy to porwanie, informacja o podłożeniu bomby, konieczność lądowania awaryjnego w wodzie i na lądzie. Takie procedury trzeba znać na tyle, aby w sytuacji kiedy do nich dojdzie - czyli sytuacji ekstremalnie stresujących - prawidłowo działał automatyzm. Można wtedy zapomnieć własnego imienia, ale nie można zapomnieć procedury, która umożliwi bezpieczne rozwiązanie sytuacji kryzysowej

- mówi inny z naszych rozmówców.

Nie zmienia to faktu, że obecna faza pandemii, w której stopniowo przywracana jest normalność, cieszy pilotów, którzy w końcu mają szansę na powrót do kokpitów. Wszyscy zgodnie przyznają, że pracy w kokpicie nie chcieliby zamienić na nic innego - to absolutnie najlepsze miejsce pracy na świecie, a widoku z okiem ich miejsca pracy nie da się porównać z niczym innym.