Tech  /  News

Dowód i prawo jazdy ministra Dworczyka już krążą po sieci. Trop prowadzi do Rosji, ale źródła nie znamy

Picture of the author

Włamywacze, którzy przyznają się do przejęcia konta Michała Dworczyka, opublikowali nowe materiały. Sęk w tym, że ciągle nie wiadomo, skąd pochodzą i czy faktycznie ze skrzynek szefa kancelarii premiera. Oj, ktoś cel osiągnął: zabawa w dezinformację trwa.

Przypomnijmy. Wczoraj informowaliśmy, że konto Michała Dworczyka zostało przejęte. Przynajmniej tak twierdzą cyberprzestępcy. Jedyne, co wiemy na pewno, bo potwierdził to sam szef kancelarii, to włamanie na konto jego żony na Facebooku. Materiały, które zostały tam opublikowane, są „sfabrykowane i zawierają nieprawdziwe treści”.

Osoby podszywające się pod Agnieszkę Dworczyk na jej koncie poinformowały o wycieku, dodając przy tym rzekome oświadczenie szefa Kancelarii Premiera. Napisano w nim, że hakerzy przejęli dokumenty służbowe mogące być „wykorzystane do wyrządzenia szkody bezpieczeństwu narodowemu RP”.

Do czego mają dostęp hakerzy? „Też chciałbym to wiedzieć, Stefan”

Póki co ściśle tajnych dokumentów nie ma, mamy za to skan dokumentów. O czym on świadczy? Ciągle nie wiemy. Równie dobrze zdjęcia mogą pochodzić z kont żony. Niebezpiecznik zauważa, że to normalne, że partnerzy dzielą się takimi treściami. Nieodpowiedzialne, to fakt (dlatego lepiej wszelkie umowy i tym podobne rzeczy od razu po wysłaniu lub wykorzystaniu kasować), ale zdarza się. I właśnie minister Dworczyk może ponosić tego konsekwencje.

Niebezpiecznik zaznacza jeszcze:

Nawet jeśli skrzynka e-mail ministra Dworczyka została przejęta i to z niej pochodzi fotka jego dokumentów, to nie oznacza, że inne publikowane przez włamywaczy dokumenty (wczoraj i dziś) też pochodzą z tej skrzynki.

Na tym polega problem z całym wyciekiem – nie wiemy, co jest prawdą, a co sfabrykowanymi treściami. Do sieci trafił też mail pułkownika do ministra, ale bez jego odpowiedzi. Ciekawsze jest natomiast to, że data wysłanej wiadomości to 30 stycznia 2021.

Co może oznaczać, że jeżeli faktycznie doszło do wycieków, to co najmniej od tego czasu ktoś ma dostęp do skrzynki ministra. Co najmniej, bo przecież niewykluczone, że ataku dokonano jeszcze wcześniej.

Styczniowa data jest kluczowa z jeszcze jednego powodu: 18 stycznia pisaliśmy o włamaniu na konto Marka Suskiego, przez co do sieci trafiły zdjęcia nagiej kobiety. Zbieg okoliczności czy to akurat w tym okresie polscy politycy trafili na celownik?

Michał Dworczyk w swoim oświadczeniu napisał, że traktuje atak „jako jeden z elementów szeroko zakrojonych działań dezinformacyjnych zawierających sfałszowane i zmanipulowane informacje”. Powodem miała zaś być jego działalność na rzecz przemian demokratycznych w byłych krajach ZSRR. Jako że przestępcy informacje publikują na Telegramie, trop prowadzi do Rosji. Ale ponieważ jest tu dużo znaków zapytania, trudno teraz wskazywać winnego.