1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

Żegnaj, stary druhu. Sentymentalna podróż ze smartfonami LG

Tidal Masters i LG V40 to raj dla audiofila

12 lat po wydaniu swojego pierwszego smartfona z Androidem, LG zwija się z rynku. Do mało której firmy mam taki sentyment.

Już pożegnania nadszedł czas… - po kilku miesiącach spekulacji i plotek, LG oficjalnie potwierdziło zamknięcie swojego smartfonowego biznesu. Po pięciu latach bycia pod kreską i stracie blisko 5 mld dol., koreański gigant zdecydował się wycofać z rynku.

Koniec smartfonów LG - co poszło nie tak?

Na nieuchronny upadek LG wpływ miało wiele czynników. Przede wszystkim: zbyt ostra konkurencja, której LG nie potrafiło dotrzymać kroku. Zarówno jego rodzimy arcyrywal - Samsung - jak i kolejni konkurenci z Chin skutecznie wypierali LG z pozycji w smartfonowym topie, spychając go do pozycji „inne” we wszelkich zestawieniach sprzedaży ostatnich lat.

LG produkowało świetne smartfony z wysokiej półki, ale tam, gdzie zarabia się największe pieniądze - na półce średniej - nie miało wiele do zaoferowania na tle konkurencji.

Do tego wysiłki firmy od zawsze zdawały się być skupione dookoła innowacji i dziwactw, zamiast solidnego mainstreamowego produktu. LG miało w ofercie smartfony w formie zegarka, smartfony z wygiętym ekranem, smartfony modularne, smartfony rozkładane, smartfony z dołączanym drugim ekranem czy smartfony sterowane gestem - trzeba im oddać, że robili rzeczy odważne, innowacyjne i ciekawe. Sęk w tym, że mało kto chciał im za to zapłacić.

I oto jesteśmy w 2021 r., gdzie po 12 latach od wydania pierwszego smartfona z Androidem LG zawija się z rynku mobilnego. Zamknięcie podwojów nastąpi 31 lipca 2021 r., zaś smartfony będące w obiegu będą jeszcze przez czas nieokreślony otrzymywać aktualizacje.

Jako dziennikarz technologiczny nie jestem zaskoczony tym rozwojem wypadków. Choć zaskoczyło mnie, że LG zamknęło się szybciej od HTC, ale to inna historia. Jako konsument mam jednak do marki spory sentyment.

Zamiast więc podsumowywać obiektywnie najważniejsze czy najdziwniejsze smartfony LG na przestrzeni lat, o czym zapewne możecie przeczytać w 50 innych miejscach w Sieci, postanowiłem przypomnieć te sprzęty, do których zawsze będę wracał myślami z pewną dozą nostalgii.

LG Optimus 4X HD

LG Optimus 4X HD był moim pierwszym smartfonem z Androidem. Nie był pierwszym Androidem, z jakim miałem styczność, ale pierwszym, którego kupiłem na własność bodajże w 2012 r. W tamtym czasie korzystałem z Nokii Lumii 610, która po kilku miesiącach użytkowania dokonała żywota w niezbyt miłych okolicznościach. Szukając nowego telefonu pomyślałem, że warto sprawdzić, co też piszczy w androidowej trawie, do której nie zaglądałem od czasu pamiętnego HTC G1.

Był to wówczas największy smartfon, jaki kiedykolwiek wpadł mi w ręce - z ekranem 4,7” i „ogromną” (jak na tamte czasy) obudową. Telefon pracował pod kontrolą relatywnie potężnego wówczas procesora Nvidia Tegra 3 i Androida 4.0.3.

Jeśli mam być zupełnie szczery… LG Optimus 4X HD był okropny. Pod każdym względem. Wytrzymałem z nim miesiąc, a potem sprzedałem i z ogromną ulgą wróciłem do Windows Phone’a w postaci Lumii 820, a potem zaś 1320, z którą rozstałem się dopiero w 2014 r., gdy kupiłem… kolejny smartfon LG. Ale o tym za chwilę.

Tego telefonu nigdy nie dane było mi posiadać na własność, ale do dziś pamiętam, jak do niego wzdychałem i jakie emocje we mnie wzbudził, gdy udało mi się go wypożyczyć na kilka dni.

LG Flex był smartfonem innym niż wszystko, z czym miałem dotychczas do czynienia. Wygięty niczym banan, absurdalnie ogromny (ekran miał aż 6”, co w 2013 r. plasowało go w kategorii gigantów) i… zaskakująco przyjemny w obsłudze.

Młodsi czytelnicy raczej tego nie pamiętają, ale Androida 4.0.3 Ice Cream Sandwich w LG Optimus 4X HD i Androida 4.2.2 Jelly Bean w LG G Flex dzieliła przepaść jakościowa. To był zupełnie inny świat i nawet zagorzały fan Windows Phone’a musiał przyznać, że Android robi się coraz ciekawszy.

Tak naprawdę to właśnie LG G Flex przekonał mnie, że warto dać jeszcze jedną szansę Zielonemu Robotowi. Ale że biednego studenta nie było stać na taki cud technologii, padło na inny model. A jakże - od LG.

LG Nexus 5 nie miał fikuśnego, zginanego ekranu, nie był ogromny i nie był drogi. Miał za to te same podzespoły, co LG G Flex - Snapdragona 800 i 2 GB RAM-u - a do tego nową wersję Androida 4.4 KitKat, w czyściutkiej wersji od Google’a. Gdy zdecydowałem się na zakup, był rok 2014 i każdy, kto jako-tako śledził trendy rynku smartfonowego widział, że Windows Phone jest skazany na porażkę.

Nexus 5 był moim smartfonem przez blisko dwa lata, użytkowanym równolegle z różnymi Lumiami, które testowałem wówczas dla serwisu piszącego o mobilnych okienkach. Do dziś bardzo miło go wspominam. Był to na tyle dobry smartfon, że po krótkim romansie z Motorolą Moto X Style kupiłem jego następcę.

Niestety z LG Nexusem 5X nie wiążę już zbyt ciepłych wspomnień, podobnie jak z Nexusem 6P, który zadebiutował razem z nim. Obydwa urządzenia były naprawdę marne, a Nexus 5X stanowił wręcz krok wstecz względem znakomitej „piątki”.

Korzystałem z niego jednak dość długo, bo choć specyfikacja, aparat i bateria były mizerne, tak dostęp do czystego Androida od Google’a przydawał mi się w pracy - wtedy pisałem już pierwsze teksty dla Spider’s Web i bycie na bieżąco z nowinkami stało się nie tylko pasją hobbysty, ale służbowym obowiązkiem.

LG Nexus 5X skończył jednak dość tragicznie - po jednej aktualizacji systemu wpadł w bootloop, a serwis odmówił naprawy. Prywatnie wróciłem więc do smartfonów Motoroli, a truchło Nexusa 5X schowałem do szafy, w której leży do dziś.

LG G5 ani nie posiadałem prywatnie, ani nawet nie recenzowałem na łamach Spider’s Web, ale mimo to wiążę z nim bardzo miłe wspomnienia, bo był to pierwszy telefon, którego recenzję nagrałem wspólnie z Dawidem Kosińskim na Spider’s Web TV.

Szalenie podobała mi się jego modułowa koncepcja i pamiętam, że bardzo miło mi się z niego korzystało. Choć to ostatnie może być tylko fałszywym wspomnieniem, związanym z faktem, że po nagraniu recenzji wybraliśmy się do bardzo dobrej tajskiej knajpy. Pozytywne wrażenie mogło więc równie dobrze dotyczyć jedzenia. Moduły jednak podobały mi się naprawdę i choć każdy wiedział, że to nie ma prawa się udać, byłem pod ogromnym wrażeniem odwagi LG.

Tu mogę napisać bez cienia wątpliwości, że uwielbiałem ten smartfon i do dziś uważam go za jedno z najlepszych urządzeń, jakie kiedykolwiek nosiłem w kieszeni. A już z całą pewnością najładniejsze i najlepiej dostosowane do moich potrzeb.

LG V30 zachwycił mnie od pierwszego wejrzenia piękną, acz wytrzymałą obudową i znakomitym ekranem. Oferował również najlepsze na rynku gniazdo słuchawkowe z 32-bitowym DAC od ESS, które z piedestału zdołał strącić dopiero tegoroczny Asus ROG Phone 5.

Zjechałem z tym smartfonem kawał świata, służył mi dzielnie przez kilkanaście miesięcy, a potem przez kolejne miesiące służył mojej siostrze, która była z niego równie zadowolona. I ze wszystkich smartfonów LG, tego będę wspominał zdecydowanie najcieplej.

LG G8S nadal jest w moim posiadaniu i choć od dłuższego czasu nie korzystam z niego aktywnie, tak gdybym musiał przełożyć do niego kartę, nie miałbym powodu do narzekania.

Pomimo dwóch lat na karku ten smartfon nadal trzyma się znakomicie i oferuje funkcje, jakie znajdziemy we współczesnych sztandarowych smartfonach.

LG G8s opinie

Przede wszystkim - oferuje realnego konkurenta dla FaceID; skaner na podczerwień, który w bezpieczny sposób pozwala odblokowywać telefon twarzą. A jeśli nam się to nie podoba, żaden problem - na pleckach jest czytnik linii papilarnych. Idealny telefon na czasy pandemii.

Do tego jak na dzisiejsze standardy LG G8S jest dość poręczny (ekran 6,21”) i ponadprzeciętnie wytrzymały, tak jak LG V30.

LG G8s opinie

Niestety LG G8S nie ma już 32-bitowego DAC-a, ale ma za to dobrze grające głośniki stereo i ponadprzeciętne aparaty, którymi zrobiłem jedne z najlepszych zdjęć w życiu.

Nawet specyfikacja nie odstaje zanadto od współczesności, bo Snapdragon 855 i 6 GB RAM-u dają sobie radę ze wszystkim, zwłaszcza po aktualizacji systemu do Androida 10 i Velvet UI.

Jak kończyć, to na wysokim C. LG nie do końca się to udało, bo finalnie nie zobaczymy smartfona z rozwijanym ekranem, ale rozkładany LG Wing również godzien jest zamknąć ten rozdział w historii smartfonów.

LG skończyło tak, jak zaczęło - na dziwactwie. Mało kto pamięta, że to LG, a nie Apple, jako pierwsze pokazało smartfon z pojemnościowym dotykowym ekranem: model LG Prada. W 2007 r. nikt nie dawał szans takim dziwactwom. Wszyscy wiemy, jak się kończyło.

Niestety nie dane nam już będzie przekonać się, czy LG miało rację także ze swoim ostatnim modelem - prawdopodobnie nie miało. LG Wing to dziwadło zupełnie innego kalibru. Eksperymentalny koncept, który tylko firma mająca miliony dolarów do przepalenia mogła wypuścić na rynek. Ale wiecie co? Dobrze, że powstał.

LG Wing jest smartfonem innym niż wszystkie. Innym nawet od modeli ze składanym wyświetlaczem. Innym od czegokolwiek, co można zobaczyć w sklepie. To nowoczesna inkarnacja „telefonu Iron Mana”, czyli rozkładanego w podobny sposób modelu LG VX9400, z którego korzystał Tony Stark w pierwszym filmie o bohaterze Marvela.

I bardzo się cieszę, że LG Wing jest ostatnim telefonem marki, który miałem przyjemność recenzować na łamach Spider’s Web. Bo właśnie tak zapamiętam LG Mobile - jako markę, która nie bała się iść pod prąd. Wypuszczającą na rynek modele, które nie miały najmniejszych szans na komercyjny sukces, ale rozpalały emocje wśród entuzjastów.