REKLAMA
  1. Spider's Web
  2. Technologie
  3. Social media

Facebook uważa, że jesteście tak naiwni, że musi oznaczać wam satyrę i ironię

Facebook uznał, że będzie częściej myślał za nas. Przy postach pisanych ironicznie oraz satyrycznie pojawi się stosowna adnotacja.

08.04.2021
18:43
facebook fake news satyra
REKLAMA

Portal stworzony przez Marka Zuckerberga zmieni sposób prezentacji postów ze stron. Pojawią się specjalne pola z dodatkowym opisem, które będą informowały, że mamy do czynienia z oficjalnym fanpage’em danej organizacji, profilem przygotowanym przez fanów oraz stroną satyryczną. Firma nie wyjaśnia co prawda, jaki jest cel udostępniania tej funkcji, ale można rozsądnie założyć, że chodzi o walkę z dezinformacją oraz fake newsami.

REKLAMA

Aszdzienniki i The Oniony tego świata nie będą już mogły udawać stron z newsami na Facebooku.

Testy nowego rozwiązania już się rozpoczęły i na razie objęły swoim zasięgiem Stany Zjednoczone i możliwe, że niedługo nowość trafi również do nas. Przyznam też, że w pierwszej chwili mnie to zasmuciło, bo żarty, które trzeba tłumaczyć i oznaczać, często przestają bawić, ale po namyśle uznałem to za świetny krok. Fake newsy, jakie potrafi wygenerować satyra, są pożywką dla wszelkiej maści antyszczepionkowców, płaskoziemców i innych szurów, a często na podawane dalej w social media treści łapie się pół kraju.

Trochę szkoda, że sprawi to, iż odbiorcy odbierze się szansę wykrycia ironii, ale niestety widzę po sobie, jak łatwo jest pomylić dowcip z prawdziwą informacją — czasem czuję się tak, jakbyśmy codziennie mieli prima aprilis. Już od kilku lat mam spore problemy z odgadnięciem, które z krążących po sieci zrzutów ekranu z paskami TVP to fejki, a które faktycznie pokazała telewizja publiczna, jeszcze kilka lat temu informacje o tym, że ktoś przebimbał 70 mln zł na wybory, które się nie odbyły, potraktowałbym jak niezły żart.

REKLAMA

Rzeczywistość momentami przegania już satyrę.

Rozgraniczenie żartów od prawdziwych newsów to świetny pomysł — tak samo jak rozgraniczenie komunikacji oficjalnej od tej pochodzącej od skrzykujących się oddolnie entuzjastów. Jeśli z kolei uważacie, że tego typu narzędzia nie są nam potrzebne, to przypominam, że żyjemy w kraju, w którym wystarczy, że niejaki Człowiek Bóbr zmieni nazwę konta oraz zdjęcie profilowe na Twitterze i zacznie udawać jakiegoś polityka, by największe stacje telewizyjne zaczęły go cytować…

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA