1. SPIDER'S WEB
  2. Foto
  3. Tech

Spędziłem weekend z Fujifilm GFX100S - 102-megapikselową bestią

Spędziłem weekend z Fujifilm GFX100S – 102-megapikselową bestią

Średni format powoli staje się tym, czym kiedyś była pełna klatka. A nowy Fujifilm GFX100S jest tego najlepszym przykładem.

Nowy średnioformatowy bezlusterkowiec Fujifilm GFX100S to tak naprawdę zminiaturyzowana i nieco unowocześniona wersja modelu GFX100. Z jednej strony oba aparaty bardzo się od siebie różnią: GFX100S jest dużo mniejszy, ma zupełnie inną konstrukcję i kosztuje dwa razy mniej. Z drugiej strony oba korpusy mają dużo wspólnego: dzielą ze sobą wiele najważniejszych elementów specyfikacji, ze 102-megapikselową matrycą CMOS (43.8 × 32.9 mm) na czele. 

GFX100S zapowiada się naprawdę interesująco. Szkoda, że na testy miałem tylko weekend i tylko jeden obiektyw 45 mm f/2.8, ale i tak spędziłem ten czas z wielką przyjemnością. 

Fujifilm GFX100S świetnie leży w dłoniach, a fotografowanie nim to przyjemność

Fujifilm GFX100S dobrze leży w dłoniach. Uchwyt z przodu nie jest bardzo głęboki, ale komfortowy i pokryty twardą gumą o delikatnej faktorze. Projektanci zadbali także o wyprofilowanie aparatu z tyłu, gdzie wyraźnie wyprofilowano miejsce na ułożenie dłoni oraz kciuka. To sprawia, że aparat dobrze trzyma się nawet jedną ręką. 

Tym aparatem pracuje się jak dobrą lustrzanką, tylko bez lustra i z dużo większą matrycą. Co więcej, GFX100S waży praktycznie tyle, co pełnoklatkowa lustrzanka (890 g) i zaledwie 200 g więcej, niż bezlusterkowiec np. Sony A7R IV.  Jest przy tym minimalnie większy od Hasselblada X1D. 

Dobrym wzorem z lustrzanek jest także LCD na górnej ściance - element powszechnie stosowany w profesjonalnych korpusach 10 lat temu, który prawie wyginał w nowoczesnych bezlusterkowcach.

W GFX100S taki ekran jest i to jaki! Piękny, wielki, czarno-biały panel. Do wyboru mamy trzy ekrany, które zmieniamy przyciskiem obok: 

  • klasyczny ekran z najważniejszymi parametrami jak EV, przysłona, czułość ISO i wieloma innymi;
  • ekran z dwoma połówkami tarcz (czułość i czas naświetlania);
  • histogram zmieniający się na żywo.

Z takimi ekranami jest trochę tak, jak z paskami Touch Bar z MacBookach Pro: dają powiew futurystycznej przyszłości, są piękne, stylowe i nawet całkiem użyteczne, ale jednak sporo osób ich nie lubi i woli klasyczne rozwiązania. W przypadku laptopów - przyciski, a kiedy mówimy o aparatach - tarczę. 

Ja jestem w tym pierwszym gronie. Moim zdaniem to świetne rozwiązanie, które nie tylko robi wrażenie, ale jest realną pomocą przy fotografowaniu. A co nie bez znaczenia, daje dużą frajdę z pracy. I tak jak nigdy nie nudzi mi się praca na MacBookach Pro, tak mam wrażenie, że nie znudzi mi się fotografowanie aparatem Fujifilm GFX100S. 

To oczywiście nie tylko zasługa pięknego ekranu na górze, ale wielu innych elementów. Fujifilm GFX100S ma klasyczny układ z tarczą trybów PASM po lewej stronie u góry (jak X-S10) oraz po jednej tarczy z przodu i tyłu aparatu. Kiedy dołożymy do tego pierścień przysłony na obiektywie, mamy szybki i prosty sposób pracy, który daje dużo przyjemności. 

Mocnym punktem GFX100S jest nowy joystick, który jest większy i ma przyjemniejszy, bardziej płaski skok niż w innych aparatach Fujifilm X/GFX. 

Odchylany w trzech kierunkach ekran został ulepszony w porównaniu do poprzednich generacji. Teraz po odchyleniu do góry można go nieco wysunąć, dzięki czemu nie jest zasłaniany przez odstający wizjer. Dotykowy wyświetlacz nie grzeszy rozdzielczością (2,36 mln punktów) i ma ogromną, toporną ramkę dookoła, ale jest dosyć duży (3,2 cala), jasny i można go ustawić także do fotografowania w pionie (jak np. w X-T3).

Do tego mamy wizjer elektroniczny o rozdzielczości 3,69 mln punktów i powiększeniu 0,77x, czyli ten sam moduł, co modelu GFX50R. Mimo że to konstrukcja z najtańszego aparatu GFX (kosztuje „tylko” 16 tys. zł), to i tak jest świetny: duży, jasny, dokładny. 

Słabe strony ergonomii? Przyciski są wykonane z błyszczącego tworzywa sztucznego, które sprawa wrażenie niskiej jakości. Trochę jakby były przeszczepione z taniego aparatu... a czekaj, przecież GFX100S to jest tani aparat jak na średni format, więc może dlatego? Poza tym przycisk korekty ekspozycji jest nie tylko zbyt mały i nie można go wyczuć bez patrzenia, ale został po prostu idiotycznie ułożony. Spokojnie można byłoby go ulokować  na górnej ściance, zamiast upychać tuż przy spuście. 

AF przyspieszył, stabilizacja daje radę, a czas pracy zaskakuje (na plus).

W Fujifilm GFX100S zastosowano ulepszony system AF oparty na detekcji fazy. W połączeniu z nowymi algorytmami system ma być czuły do -5,5 EV, ustawiać ostrość z prędkością 0,18 s, a dodatkowo wykrywać oczy i twarz ze skutecznością o 50 proc. większą. 

1/500 s, f/2.8 ISO 400, JPEG, Classic Chrome

W czasie krótkich testów aparat sprawnie ustawiał ostrość przy statycznych scenach, ale widać było przeszukiwanie zakresu, typowe raczej dla detekcji kontrastu. Jak na średni format jest nieźle, ale do szybkości AF znanej choćby z kilkuletnich bezlusterkowców z mniejszymi matrycami jeszcze daleko. Przynajmniej z obiektywem 45 mm f/2,8. Kiedy jednak aparat już ustawił ostrość, to robił to celnie i precyzyjnie. 

Fujifilm GFX100S również nieźle radził sobie z wykrywaniem twarzy i oczu, chociaż znów nie jest to poziom znany chociażby z X-T4, który i tak liderem rynku pod tym względem nie jest. O ile w statycznym portrecie AF + wykrywanie twarzy/oka sprawdza się całkiem dobrze, to przy sytuacjach, kiedy obiekt się porusza, ten duet nie zdaje egzaminu. System wykrywa twarz dosyć szybko, ale AF nie nadąża za zmianami pozycji obiektu. 

Producent obiecuje także bardzo wydajny system stabilizacji obrazu o skuteczności rzędu 6 EV, czyli zbliżoną do możliwości systemów stosowanych w bezlusterkowcach z matrycami APS-C. W praktyce IBIS działa naprawdę dobrze. Bez problemu byłem w stanie wykonać większość nieporuszonych zdjęć z ręki z czasami 1/5 s. 

1/640 s, f/2.8 ISO 100, JPEG, Classic Chrome

Zaskakująco dobrze radzi sobie akumulator. Fujifilm GFX100S pracuje na ogniwie NP-W235 2200 mAh, stosowanym też w Fujifilm X-T4. To mniejszy akumulator niż w GFX100. Producent obiecuje maksymalną żywotność na poziomie 460 zdjęć. Mnie udało się wykonać spokojnie prawie 600 klatek i miałem jeszcze jedną kreskę. Robiłem tylko zdjęcia pojedyncze i często podglądałem rezultaty na ekranie. 

1/60 s, f/2.8 ISO 320, JPEG, Classic Chrome

Jakość zdjęć robi ogromne wrażenie, a szumy nie doskwierają.

Po 102-megapikselowej matrycy można by się spodziewać sporych szumów przy wyższych czułościach. Sensor wykorzystany w Fujifilm GFX100S to jednak dobrze znana konstrukcja, która daje wysoką jakość zdjęć przy ograniczonych szumach.

Cyfrowe ziarno pojawia się przy czułości ok. ISO 800, ale zaczyna mocno doskwierać dopiero przy ISO 12800 (przynajmniej jeśli chodzi o zdjęcia JPEG, bo plików RAW nie miałem jak otworzyć). I nawet wtedy ziarno ma dosyć przyjemny charakter. Jak na aparat ze 102 megapikselami, GFX100S radzi sobie zatem naprawdę dobrze. Inna sprawa, że w znaczącej większości aparaty tej klasy będą używane w studiu, z lampami, ze statywów, czyli w sytuacjach, kiedy szumy nie będą widoczne. 

Ogromne wrażenie, dosłownie i w przenośni, robi szczegółowość fotografii wykonanych aparatem Fujifilm GFX100S. 

ISO 100, f/8, 1/125 s
Wycinek 100%
ISO 100, f/2.8, 1/250 s
Wycinek 100%

To chyba najszybszy średnio format na rynku, ale i tak czasami czuć spowolnienia.

Fujifilm GFX100S jest dużo szybszy od wielu innych aparatów średnioformatowych. Pod wieloma względami pracuje się nim jak aparatem z dużo mniejszą matrycą. Szybko się uruchamia i wybudza, buforuje zdjęcia, nie zacina się w czasie zapisu, szybko wczytuje podgląd. To robi wrażenie, jak na aparat o rozdzielczości 102 Mpix. 

Wciąż jednak w porównaniu do bezlusterkowców czy lustrzanek, nowym korpusem pracuje się dużo wolniej, spokojniej. To nie jest aparat stworzony do fotografowania sportu czy robienia reportażu, ale do spokojnych zdjęć portretowych, dopracowanych zdjęć studyjnych czy archiwizowania dzieł sztuki. Fotografujemy nim spokojnie, ale nie ślamazarnie. Już GFX100 mocno przybliżał świat średniego formatu do pełnej klatki, a GFX100S jeszcze bardziej zaciera tę granicę. Szybko startuje, 

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden mały, ale moim zdaniem istotny szczegół, rzucający się w oczy tuż po wykonaniu pierwszych zdjęć.

Kiedy kręcimy tarczą, aby zmienić np. czas naświetlania, czuć wyraźne opóźnienie na ekranach. Przy szybkim kręceniu, kiedy chcemy szybko przeskoczyć kilka wartości, aparat nie nadąża. Czasami zmienia tylko o jedną wartość, czasami zupełnie nie reaguje. Przypomina mi to pracę aparatów Sony sprzed 6-7 lat i zdecydowanie odstaje od obecnych standardów. 

Być może mam też jakiegoś pecha do aparatów Fujifilm, ale przez ostatnie 3 lata niemal każdy egzemplarz, jaki miałem w testach, miał jakieś błędy, problemy lub wręcz poważne awarie. Udostępniony egzemplarz GFX100S niestety także wpisał się w ten niechlubny trend. 

1/200 s, f/2.8 ISO 100, JPEG, Classic Chrome

Raz miał poważne problemy z pracą z kartą pamięci. Najpierw po wykonaniu zdjęcia w czasie sesji, na ekranie wyskoczył błąd karty. Sformatowałem ją, wszystko było ok, po czym aparat zgłosił kolejny, tym razem zupełnie nieznany mi błąd. Włożyłem tę samą kartę do innych aparatów i nie było żadnych problemów.

Poza tym aparat ten delikatnie piszczał przy przechyleniu go do przodu i w dół. Piszczenie ustępowało po ustawieniu korpusu w pozycji poziomej. Być może tak po prostu działa system stabilizacji matrycy, bo podobne dźwięki słyszę w swoim Fujifilm X-T4. Nawet jeśli, to nie spotkała się z takimi dźwiękami w aparatach innych marek. Mnie taki dźwięk denerwuje i rozprasza. 

Średni format to nowa pełna klatka

Fujifilm GFX100S to z pewnością nie jest sprzęt dla każdego. Widzę go jednak w rękach fotografów studyjnych, którzy potrzebują najwyższej klasy fotografii do wykorzystania w reklamach, wymagających portrecistów, czy nawet fotografów ślubnych robiących nim sesje. Docenią go z pewnością także fotografowie architektury czy osoby pracujące przy fotografowaniu dzieł sztuki. W obu przypadkach GFX100S da fantastyczne detale. 

Kupowanie takiego aparatu jak Fujifilm GFX100S zdecydowanie ma sens. 27 tys. zł to bardzo dobra cena jak za aparat tej klasy o takich możliwościach. Pod wieloma względami otrzymujemy to samo, co w kosztującym 54 tys. zł modelu GFX100, ale w korpusie wielkości zaawansowanej lustrzanki. Aparat nie ucierpiał zbytnio na miniaturyzacji, a wręcz oferuje w pewnych aspektach więcej, bo jest nowszy (lepszy joystick, szybszy AF, wydajniejsza stabilizacja). Dzięki miniaturyzacji i rozwojowi Fujifilm GFX100S sprawia, że powoli możemy zacząć patrzeć na średni format trochę jak na pełną klatkę 10 lat temu.

Przykładowe zdjęcia

Wszystkie przykładowe zdjęcia zostały wykonane w formacie RAW+JPEG. Oryginały można pobrać TUTAJ. W tekście są pokazane tylko fotografie JPEG, ponieważ plików RAW nie da się obecnie otworzyć.