Technologie  /  Artykuł

Google chce zjeść ciasteczka. Ma już technologię, która zastąpi je w reklamach

Google chce zjeść ciasteczka. Ma już technologię, która zastąpi je w reklamach

Ciasteczka (cookies) to zarówno podstawa wielu internetowych technologii, jak i zmora dla prywatności.

Z jednej strony są pożyteczne, gdy pozwalają zapisać np. sesję zalogowanej aplikacji. Z drugiej jednak współdzielone między różnymi stronami ciasteczka pozwalają na śledzenie naszej aktywności i nękanie nas reklamami.

Internetowy gigant Google ogłosił, że przeprowadza testy technologii, która zastąpi ciasteczka w reklamach, pozwalając na reklamę adresowaną bez naruszana naszej prywatności. Miejsce Google'a jest tu szczególne. Firma może w dużym stopniu kierować ruchem w Internecie, będąc największą wyszukiwarką. Do tego jest również największą agencją reklamową i producentem najpopularniejszej przeglądarki internetowej. To wszystko powoduje, że w dużej mierze nadaje ton standardom Internetu.

Dane zbierane za twoimi plecami

Dane z cookies są danymi otrzymywanymi poza świadomością użytkownika. Podlegają też często sprzedaży i agregacji. Przez wiele lat były podstawą pracy internetowych agencji reklamowych, ostatnio jednak coraz większa świadomość użytkowników w dziedzinie prywatności powoduje, że zaczynają myśleć o tym, komu i jakie dane pozwalają przechowywać.

Tak naprawdę dobieranie reklam zgodnych z naszymi zainteresowaniami leży w naszym interesie - dobrze byłoby jednak, aby nie działo się to kosztem naszej prywatności. Gra toczy się o wysoką stawkę: szacuje się, że rynek reklam online jest warty 330 mld dol. rocznie.

Jak zjeść cookie i mieć cookie

Google twierdzi, że potrafi uratować ten rynek, pozbywając się ciasteczek. Sposób na to to specjalny interfejs programistyczny (API - Application Programmer's Interface), o nazwie Federated Learning of Cohorts (FloC). Można to przetłumaczyć jako ujednolicone rozpoznawanie demografii. Innymi słowy: potrafi pogrupować użytkowników według żądanej przez reklamodawców populacji (typu mężczyzna 40-50, kobieta 20-30 interesująca się fitnessem etc), bez sprzedawania informacji z ciasteczek. Skąd Google będzie miało te informacje. No cóż, z naszego przebywania w ekosystemie firmy, oczywiście.

Jak podała firma w poniedziałek, testy FLoC (nazwa jest grą słów od flock - stado, gromada) pokazują, że reklamodawcy powinni odnotować co najmniej 95 proc. skuteczność w porównaniu do tradycyjnego handlu ciasteczkami. Według koncepcji FLoC dane zbierane w konkretnej przeglądarce nie są nigdy przekazywane - zamiast tego otrzymywany jest identyfikator konkretnej grupy odbiorców.

Analitycy Google uzyskali tak dobry wynik dzięki zastosowaniu uczenia maszynowego do analizy danych. To właśnie dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji można było pogrupować użytkowników internetu w dowolny, potrzebny reklamodawcom sposób.

FLoC jest częścią większej inicjatytwy Google o nazwie Privacy Sandbox. Pozbycie się z ciasteczek to tylko jeden z pomysłów króla Internetu. Inne to m.in. zmiana użyteczności User-Agent String czyli identyfikator przeglądarki oraz centrum zarządzania ustawieniami prywatnością wbudowane w przeglądarkę.