Tech  / Artykuł

2020 był świetny, 2021 będzie jeszcze lepszy. To był dobry rok dla składanych smartfonów

Picture of the author

Dla niemal całego świata rok 2020 był katastrofą. Dla składanych smartfonów był czasem, w którym nowy typ urządzeń przestał być prototypowy, a stał się użytecznym - choć nadal bardzo drogim - rozwiązaniem.

Składane smarfony mogliśmy obserwować już w 2019 r. Swoje „składaki” pokazał Samsung (Galaxy Fold), Huawei (Mate X), Royole (FlexPai) oraz Motorola (RAZR).

Wszystkie te urządzenia sprawiały jednak wrażenia prototypów, które ktoś zbyt wcześnie wypuścił na rynek. Nie były najlepiej wykonane, miały ogromne problemy z jakością wykonania (szczególnie Samsung i Motorola), a ich dostępność również była mocno ograniczona. Ledwie jednego Galaxy Folda można było kupić w każdym sklepie z elektroniką i u operatorów, pozostałe modele były dostępne tylko w wybranych kanałach sprzedaży.

A potem w lutym 2020 r. zadebiutował Samsung Galaxy Z Flip i wszystko się zmieniło.

Samsung pokazał składany smartfon wzorowany na modelach z klapką, niczym Motorola RAZR, ale nic w jego designie i konstrukcji nie było prototypowe ani kompromisowe.

Rewolucją względem Galaxy Folda był zwłaszcza zawias, który zaprojektowano tak, by wymiatał przedostające się do wnętrza drobinki. Konstrukcja wyświetlacza różniła się też diametralnie od tego, co pokazała Motorola - żadnego odkrytego elementu i tylko jedno widoczne zagięcie. Dodatkowo ekran można było nie tylko złożyć i rozłożyć, ale również rozstawić pod trzema różnymi kątami. Całość wieńczyły topowe podzespoły i bardzo dobre aparaty.

Jesienią ukazała się odświeżona wersja Galaxy Z Flip, wyposażona w procesor Snapdragon 865 i łączność 5G.

Samsung Galaxy Z Fold 2 olśnił wszystkich.

We wrześniu ujrzeliśmy drugą generację „dużego” składanego Samsunga i nie sposób było ukryć, jak ogromne wrażenie zrobił na recenzentach i użytkownikach. Progres względem pierwszej generacji był ogromny.

Zamiast maleńkiego wyświetlacza na zewnątrz - pełnoprawny, duży ekran. Zamiast ogromnego notcha we wnętrzu - maleńkie wcięcie na kamerę do wideorozmów. Do tego samoczyszczący zawias jak w Galaxy Z Flip, topowe podzespoły i ulepszona ochrona wyświetlacza, który w pierwszej generacji zebrał zasłużoną krytykę za swoją delikatność.

Oczywiście Galaxy Z Fold 2 nadal odstraszał większość klientów wysoką ceną, sięgającą 8700 zł, ale jeśli chodzi o poziom dopracowania i możliwości, nie sposób mu było czegokolwiek zarzucić. Sam nazwałem to urządzenie moim ulubionym smartfonem 2020 r. i zdania nie zmieniam - Samsung Galaxy Z Fold 2 to sprzęt absolutnie niezwykły, łączący w sobie możliwości smartfona i tabletu.

Motorola RAZR 5G wykonała niezwykły progres.

Pierwsza generacja Motoroli RAZR została przyćmiona przez Galaxy Z Flip. Druga zaś szła z nim łeb w łeb. Zamiast plastikowej obudowy Motorola postawiła na aluminium. Zamiast bardzo słabego procesora i niewielkiej ilości pamięci w środku znalazło się miejsce dla szybkiego Snapdragona 765 5G, 8 GB RAM-u i 256 GB miejsca na dane. Ulepszenia doczekał się też aparat. Z której strony by nie spojrzeć, Motorola RAZR 5G była pod każdym względem lepsza od Motoroli RAZR z 2019 r.

Co najważniejsze, w końcu można było ją kupić, gdyż oferowała gniazdo nano-SIM, a nie jedynie e-SIM, co ograniczało dostępność poprzednika do jednego operatora.

Składają się, ale nie tak, jak myślisz: LG Wing i Surface Duo.

Te dwa smartfony zasługują na wzmiankę w zestawieniu, bo choć ich ekrany się nie składają, tak ich konstrukcje jak najbardziej spełniają kryterium "składanych".

Microsoft Surface Duo niestety nikogo nie powalił na kolana i mam nadzieję, że jeśli Microsoft pracuje nad jego następcą, to tym razem potraktuje sprawę nieco poważniej. Nie mówię tu nawet o słabych podzespołach, a o oprogramowaniu, które trafiło do użytkowników i recenzentów w formie nieakceptowalnie niedopracowanej.

O LG Wing jego producent mówi zaś wprost, że to koncept. Eksperyment. Tym niemniej, używając tego smartfona wcale nie czuć, by był to prototyp; LG Wing jest pełnoprawnym smartfonem, z dobrymi podzespołami, przyzwoitym aparatem i jedynym w swoim rodzaju sposobem rozkładania. Mało kto się na niego skusi, ale sam fakt, że taki dziwak trafił na rynek, napawa mnie optymizmem. Mam nadzieję, że pojawią się jeszcze inne kształty i formaty smartfonów (zwłaszcza slidery), które widzieliśmy w czasach "zwykłych" telefonów, które - z perspektywy czasu - wcale zwykłe nie były.

Ktoś powie: mało. Ja powiem: to dopiero początek.

Trzy smartfony ze składanym ekranem i dwa dodatkowe "dziwadła" to ledwie kropla w morzu tegorocznych premier. Pandemia nie przeszkodziła producentom zalać rynku nowymi urządzeniami i faktycznie, jeśli patrzeć na procentowy udział „składaków”, można by wręcz rzec, że nie istnieją. Szlak jednak został przetarty, a ogrom pozytywnych recenzji świadczy o jednym: składane smartfony w 2020 r. stały się dobre.

Tyle tylko, że wciąż są za drogie i jest ich za mało, by zaistnieć w masowej świadomości jako coś więcej, niż tylko ciekawostka. To jednak może się zmienić w 2021 r.

Już za kilka tygodni spodziewamy się premiery następcy Samsunga Galaxy Z Flip. Jeśli mały „składak” dokona takiego samego postępu jak duży „składak” między generacjami, czeka nas potencjalnie najbardziej ekscytująca premiera sprzętowa od wielu miesięcy. Samsung jednak bardzo pilnie strzeże swoich tajemnic. O nadchodzącym Galaxy S21 wiemy już prawie wszystko, zaś o Galaxy Z Flip 2 - prawie nic. Może to oznaczać, iż w Korei szykują coś specjalnego.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują też, że w przyszłym roku zobaczymy nowy typ składanego smartfona - taki, który się de facto nie składa, ale ma ekran rozsuwany jak stół w jadalni. Nad takim rozwiązaniem pracuje Oppo, TCL oraz LG. Ten pierwszy już nawet pokazał działający produkt, który ma trafić na rynek w przyszłym roku - Oppo X 2021.

Niepotwierdzone informacje dotyczące planowanych premier Samsunga głoszą również, iż w 2021 zobaczymy nie tylko trzecią generację Galaxy Z Fold, ale także wariant Fan Edition. Samsung Galaxy Z Fold 2 FE może w końcu sprawić, że składane smartfony przestaną być zabawkami dla krezusów, a znajdą się w finansowym zasięgu każdego, kto poluje na smartfon z wysokiej półki cenowej. Nawet jeśli „zubożony” Galaxy Z Fold 2 FE będzie kosztował ponad 5000 zł, to jest szansa, że kupi go znacznie więcej osób, niż kosztującego prawie 9000 zł Galaxy Z Fold 2.

Składane smartfony mają kilka braków, które wciąż trzeba uzupełnić.

Nim „składaki” zdołają osiągnąć popularność, konieczne jest coś więcej, niż tylko obniżka ceny.

Potrzeba przede wszystkim podnieść ich wytrzymałość, zwłaszcza podatność na zachlapanie. Nie mówię nawet o pełnej certyfikacji IP, ale przynajmniej powłoce, które pozwoliłaby bez obaw wyjąć telefon w deszczu, czy zabezpieczeniach powstrzymujących brud i piach przed przedostawaniem się do wnętrza złożonego ekranu.

Małym „składakom” brakuje też głośników stereo i z całą pewnością przyda się im lepszy czas pracy na jednym ładowaniu. Żaden ze składanych smartfonów na rynku nie ma też prawdziwie najlepszych aparatów, nawet topowy Galaxy Z Fold 2. To powinno się zmienić.

Można jednak się spodziewać, że przynajmniej część tych braków zostanie załatana w nachodzącym, 2021 roku. Czy to jednak wystarczy, by składane smartfony przebiły się do świadomości konsumentów jako coś więcej niż tylko ciekawostka? To zależy. Na pewno przydałoby się, by więcej producentów dołączyło do tego wyścigu, by stymulować konkurencję i generować większe zainteresowanie publiki. Swojego "składaka" przygotowuje Xiaomi, zaś LG i Oppo pracują nad rozwijanym urządzeniem, ale to wciąż za mało.

Najpewniejszy scenariusz jest taki, że „boom” na składane smartfony rozpocznie się dopiero wtedy, gdy Apple pokaże składanego iPhone’a i każdy producent będzie chciał mieć w swoim portfolio coś podobnego.

Podobał się tekst? Polub go lub udostępnij na Facebooku.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst