Tech  / Lokowanie produktu

Warszawa czy Dolina Krzemowa? Praca w IT może być bardziej kusząca na miejscu

Picture of the author

Wszystko zależy od firmy i projektu. “Projekty są ambitne i dowożone. Pracujemy od wysokich warstw oprogramowania do najniższych warstw sprzętowych” - Michał, architekt oprogramowania opisuje swoje wrażenia z Doliny Krzemowej i Warszawy.

Michał Mach z Warszawy pracował dla największych na świecie firm z Doliny Krzemowej. Większość jego zespołu mieszkała właśnie w Stanach, a on sam również kilkakrotnie odwiedzał Sunnyvale i San Francisco w czasie pracy projektowej.

Mimo ofert pracy z San Francisco zdecydował się na pracę w Polsce i dla polskiej firmy. Co wpłynęło na jego decyzję? Właśnie od tego rozpoczynam swoją rozmowę z Michałem, który na co dzień pracuje jako Architekt SDN w Exatelu.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Nie będę owijał w bawełnę, marzy mi się praca w IT w Dolinie Krzemowej. Ty miałeś to na wyciągnięcie ręki. Dlaczego wybrałeś Polskę? Amerykański sen okazał się być inny, niż w rzeczywistości?

Michał Mach, Exatel:  Trochę tak, moje wyobrażenia o Dolinie Krzemowej sprzed przyjazdu, a zastana rzeczywistość bardzo się od siebie różniły. Wydawało mi się, że będę pracował tylko z inspirującymi ludźmi, od których szerokim strumieniem będzie płynęła do mnie wiedza tajemna. Okazało się, że jest to zwykłe miejsce pracy, ze zwykłymi ludźmi.

Na pewno mógłbym trafić lepiej i pewnie mógłbym też trafić gorzej. Ta sama firma i te same projekty prowadzone w Warszawie dawały mi więcej inspiracji i sprawiały więcej radości. Wydaje mi się to prawdopodobne, że nowo powstałe ośrodki badawcze w dużych, polskich miastach w pogoni za tym ideałem zza oceanu po prostu go prześcignęły. Duże ośrodki badawcze otwierają filie w Polsce już nie ze względów finansowych (jeśli tak by było, to można znaleźć tańsze miejsca na świecie), a z powodu naszych kompetencji i dostarczanych rezultatów. 

Jednak praca i możliwości rozwoju to nie wszystko. Warunki środowiskowe w Dolinie są świetne. Jeśli założyłeś rodzinę i rozważasz przeprowadzkę, to może być to wspaniałe miejsce do życia: czyste powietrze, dużo zieleni, parków i piękne krajobrazy, dostępne w dwie godziny samochodem; dobre szkoły i przedszkola.

A jakie są haczyki? Oprócz tego, że traci się bliższy kontakt z rodziną.

Musisz mieć dobre wynagrodzenie. Życie w Dolinie czy jej bliskiej okolicy kosztuje. Weźmy przykład 3-osobowej rodziny. Aby żyć w miarę komfortowo trzeba zarabiać ok. 200 tys. dol. rocznie. Kolega z pracy, mający dużą rodzinę na utrzymaniu, dojeżdżał do pracy ponad dwie godziny w jedną stronę. Codziennie.

Teraz pewnie trochę odżył dzięki pandemii. Dane pokazują jednak, że Dolina to najdroższe miejsce na świecie lub jedno z najdroższych.

To nie wszystko. Trzeba zapłacić jeszcze za opiekę zdrowotną, przedszkola, czy lepsze szkoły. Zgodnie z duchem kapitalizmu. Kalifornia ma najwyższe podatki w całych Stanach. A jeśli jesteś singlem są duże szanse, że jeszcze długo nim pozostaniesz.

To znaczy?

Życie nocne nie istnieje. W tym celu trzeba się wybrać do miasta. Raczej do San Francisco niż San Jose, a najlepiej oczywiście do Los Angeles czy San Diego.

Uroki mieszkania na prowincji. A jeśli chodzi o samą pracę?

Poziom inżynierów, z mojego doświadczenia, z Doliny jest podobny lub niższy od poziomu jaki reprezentują polscy specjaliści. Obecnie większość osób tam pracujących to ludzie spoza USA. Dodatkowo, pandemia to wyjątkowy czas i na pewno wpłynie na zwiększenie możliwości telepracy.

W branży IT tym bardziej.

Dokładnie. Chcesz pracować w Dolinie Krzemowej, ale mieszkać na Wyspach Kanaryjskich? Czemu nie? Przed pandemią też było to możliwe, ale wydaje mi się że teraz będzie po prostu łatwiej o realizację takich planów.  

Przejdźmy teraz do tego czym się obecnie zajmujesz. Oficjalnie jesteś architektem oprogramowania SDN.

Piszę kod źródłowy, pracuję z programistami i architektami oraz z biznesem. Na co dzień zajmuję się rozwojem kontrolera SDN, aby realizował funkcjonalności których potrzebują klienci.

Co cię skusiło do rozpoczęcia współpracy właśnie z Exatel?

Przekrój technologiczny realizowanych projektów, czyli SDNbox i SDNcore. To praca nad kompletnym rozwiązaniem: od wysokich warstw oprogramowania do najniższych warstw sprzętowych. Możliwość definicji sieci komputerowej w każdym aspekcie - nawet w tym fizycznym.

Dostarcza to ogromnych możliwości rozwoju, których nigdzie indziej nie doświadczyłem. Projekty są szalenie ambitne, ale dzięki dobrej organizacji pracy i kompetentnym ludziom, zgodnie z zasadą “dziel i zwyciężaj”, każdego dnia dostarczamy kolejne elementy tej olbrzymiej układanki. 

Masz jakąś dowolność jeśli chodzi o realizację celów?

 „Z góry”, dostaję wymagania biznesowe i funkcjonalne dla realizowanych usług. Cała reszta jest elastyczna. Ważne, abyśmy dostarczali rozwiązania wysokiej jakości. Nie ma tu przepalania setek godzin pracy na spotkania z klientem, nie ma nieporozumień, nie ma zmian wymagań w trakcie ich realizacji. Jeśli coś nie działa (technicznie czy projektowo) tak jak powinno, to siadamy wspólnie z biznesem, ustalamy potrzebne zmiany i od następnego sprintu jest już krok do przodu. Za pomocą takich małych kroków z każdą iteracją jesteśmy coraz lepsi w tym co robimy. Dodatkowo, firma nie widzi dla siebie innej drogi, niż rozwój i czerpanie pełnymi garściami z podejścia  SDN. To samo mogę powiedzieć o sobie.

Więc jesteś w dobrym miejscu.

Tak, sam od 2012 roku rozwijam się w kierunku sieci programowalnych, a tu dostaję dodatkowo otwartość na zmiany, czyli kwintesencję zwinnego podejścia do zarządzania projektami. Jeśli coś nie działa, to trzeba to poprawić - natychmiast. Elastyczność biznesu i konsekwentne wprowadzanie usprawnień to najważniejszy dla mnie aspekt nie-techniczny.

Niecodziennie wymienia się elastyczność, jako element pracy w państwowej korporacji.

Dla pobocznego obserwatora rzeczywiście może być zaskoczeniem, że spółka państwowa, stworzyła tak dobre warunki do rozwoju i adaptacji przełomowych technologii. Jako inżynier R&D uważam to za warunek konieczny dla projektów badawczych.

A jeśli chodzi o współpracę. Czym różni się praca w Dolinie od pracy w polskiej firmie?

Amerykanie myślą i zachowują się bardzo podobnie do Polaków. Moje doświadczenia obejmują głównie ludzi z branży IT, których większość cechuje logiczne myślenie.

Amerykanie są otwarci i przystępni - przynajmniej w pierwszym kontakcie. To dużo ułatwia, bo można przejść od razu do sedna… oczywiście po szybkim potwierdzeniu, że „u mnie wszystko dobrze”.

Tak, amerykański small talk to chyba standard.

Oprócz tego, praca w IT, zwłaszcza w ośrodkach badawczych czy startupach wygląda bardzo podobnie w Kalifornii i w Warszawie. Większość metod zarządzania, które są u nas powszechnie stosowane wywodzi się ze Stanów. Jedyna różnica jaka mi się rzucała w oczy, to fakt, że my zwracamy dużą uwagę na rozdzielenie życia prywatnego od pracy. To dość mocno kontrastuje z amerykańskim podejściem, gdzie firmy z Doliny Krzemowej próbują zawładnąć życiem swoich pracowników. Jest z reguły więcej powodów, żeby zostać na kampusie firmy, niż go opuszczać. Wspólne aktywności w biurze czy firmowy multitap-bar pojawiają się coraz częściej. U nas trochę zaczyna się dziać podobnie, ale chyba jeszcze nie na taką skalę.

Ok, w takim razie – na koniec – załóżmy, że zastanawiam się jeszcze czy jechać „za chlebem” do Doliny czy pracować w Polsce. Co byś mi powiedział?

To musi być przemyślana decyzja.

Jeśli chodzi o samą pracę, to najważniejsi są ludzie z którymi bezpośrednio będziemy pracować. Jak mamy rzucać wszystko i jechać na drugi koniec świata, to lepiej się upewnić, że na miejscu będziemy mieli wsparcie. W pracy spędzamy dużą część naszego życia. Współpracownicy bezpośrednio wpływają na to, jak się czujemy - czy po pracy jesteśmy pełni energii i ochoty do życia, czy mamy wszystkiego dosyć.

Przed przeprowadzką najlepiej popracować z przyszłym zespołem zdalnie, pojechać na miejsce na kilka tygodni przed podjęciem decyzji albo wymyślić inną metodę symulacji życia po zmianie. Jeśli przez rok będziemy załatwiać wizę, mieszkanie i przeprowadzkę, a po przyjeździe okaże się, że nie jesteś w stanie wytrzymać z tymi ludźmi 10 minut, to byłoby szkoda przygotowań (śmiech).

Warto mieć plan awaryjny.

*Partnerem artykułu jest Exatel.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst