Foto  / Artykuł

Apple przegrywa. iPhone 12 Pro Max kontra reszta świata - fotograficzny pojedynek

255 interakcji
dołącz do dyskusji

Aparat iPhone’a 12 Pro Max miał być zupełnie nowym rozdaniem, ale po pierwszych testach widać, że nie jest wielkim przełomem. Porównaliśmy jego możliwości z Samsungiem Galaxy Note 20 Ultra i Huaweiem Mate 40 Pro, czyli najlepszymi aparatami w obozie Androida.

Jeżeli spojrzymy na suchą specyfikację, iPhone 12 Pro Max zdecydowanie wybija się w kwestii aparatu ponad pozostałe iPhone’y. Kluczowym elementem jest nowa matryca głównego aparatu, która jest aż o 47 proc. większa niż w iPhonie 12 i 12 Pro. Do tego matryca w modelu Pro Max jest stabilizowana, co jest dużą rzadkością w segmencie smartfonów.

Jeżeli interesujesz się fotografią - nie tylko tą mobilną - zapewne dobrze wiesz, jak duży wpływ na jakość zdjęć ma rozmiar matrycy. Wystarczy pokazać dwa główne fotograficzne standardy, czyli matryce pełnoklatkowe i APS-C. Te pierwsze nie bez powodu są mniej więcej dwukrotnie droższe od drugich.

Sony A7 III vs Sony A6300
Po lewej duża matryca pełnoklatkowa, po prawej matryca APS-C.

Na matrycę o większym rozmiarze pada więcej światła, dzięki czemu jakość zdjęć w słabym oświetleniu wzrasta. Szumy są mniejsze, a dzięki niższej czułości ISO detali jest więcej. Te same zasady obowiązują zarówno w świecie dużych aparatów, jak i w świecie mobilnym.

Apple niestety nie dzieli się wszystkimi szczegółami specyfikacji, co nie dziwi, bo konkurencja daje wiecej.

Apple jak zwykle jest bardzo lakoniczny jeśli chodzi o szczegóły specyfikacji. Na stronie producenta znajdziemy informację, że matryca iPhone’a 12 Pro Max jest większa o 47 proc., ale nie wiemy, jaki konkretnie ma rozmiar.

Wiemy natomiast, że iPhone 12 Pro ma taki sam rozmiar matrycy jak modele ubiegłoroczne, czyli 1/2.55”. Jest to bardzo przeciętny wynik na tle konkurencji, co widać na przykładzie poniższej grafiki.

Na czele fotograficznej stawki stoi obecnie Huawei i Samsung. Ten pierwszy w topowych modelach stosuje sensor o przekątnej 1/1.28 cala, a ten drugi o włos mniejszą matrycę 1/1.33 cala. Są to naprawdę duże matryce, które zaczynają dobijać do poziomu najbardziej zaawansowanych aparatów kompaktowych pokroju Sony RX100 z matrycą jednocalową.

Na drugim biegunie mamy sensor 1/2.55 cala z iPhone’ów 12 i z ubiegłorocznych modeli. Jak widać, różnica w rozmiarze jest potężna, bowiem konkurencja ma prawie czterokrotnie większą powierzchnię matryc, a to oznacza nokaut w warunkach słabego światła. Z kolei „duża” matryca w topowym iPhonie 12 Pro Max plasuje się mniej więcej na poziomie reprezentowanym przez Samsunga Galaxy S20/S20+ i Huawei P30 Pro. Mniej więcej, ponieważ nie znamy jej dokładnej przekątnej, ale jest to poziom zauważalnie niższy niż w przypadku topowych Androidów.

Porównaliśmy iPhone’a 12 Pro Max, Samsunga Galaxy Note 20 Ultra i Huaweia Mate 40 Pro.

Samsung Galaxy Note 20 Ultra, Huawei Mate 40 Pro, iPhone 12 Pro Max

Zanim przejdziemy do zdjęć, rzućmy jeszcze okiem na specyfikację wszystkich modeli.

iPhone 12 Pro Max:

  • główny aparat: 12 MP (piksel rozmiaru 1,7 µm), obiektyw f/1.6, 26 mm,
  • aparat ultraszerokokątny: 12 MP (matryca 1/3.6”), obiektyw f/2.4, 13 mm (kąt 120˚),
  • aparat telefoto: 12 MP (matryca 1/3.4”, piksel rozmiaru 1,0 µm), obiektyw f/2.2, 65 mm (powiększenie 2,5x),
  • lidar

Samsung Galaxy Note 20 Ultra:

  • główny aparat: 108 MP, domyślnie 12 MP (matryca 1/1.33”, piksel rozmiaru 0.8 µm), obiektyw f/1.8, 26 mm
  • aparat ultraszerokokątny: 12 MP (matryca 1/2.55”, piksel rozmiaru 1,4 µm), obiektyw f/2.2, 13 mm (kąt 120˚),
  • aparat telefoto: 12 MP (piksel rozmiaru 1,0 µm), obiektyw peryskopowy f/3.0, 120 mm (powiększenie 5x).

Huawei Mate 40 Pro:

  • główny aparat: 50 MP, domyślnie 12 MP (matryca 1/1.28”, piksel rozmiaru 1,22 µm), obiektyw f/1.9, 23 mm,
  • aparat ultraszerokokątny: 20 MP (matryca 1/1.54”), obiektyw f/1.8, 18 mm
  • aparat telefoto: 12 MP (matryca 1/3.56”), obiektyw f/3.4, 125 mm (powiększenie 5x),
  • sensor balansu bieli.

iPhone 12 Pro Max: co oznacza w praktyce większa matryca?

Tylko spójrzcie na porównanie dwóch poniższych zdjęć. Pierwsze to fotografia z iPhone’a 12 Pro, a druga z topowego iPhone’a 12 Pro Max. Są to zdjęcia wykonane z tego samego miejsca, przy użyciu głównego obiektywu, w domyślnym trybie. Na zdjęciu widzimy wyłącznie soczewkowe rozmycie, bez trybu portretowego ani żadnych innych cyfrowych wspomagaczy.

iPhone 12 Pro, główny obiektyw, bez trybu portretowego. Rozmycia tła jest dość małe.
iPhone 12 Pro Max, główny obiektyw, bez trybu portretowego. Rozmycia tła jest znacznie większe.

Jak widać, iPhone 12 Pro Max potrafi zdecydowanie mocniej rozmyć tło. To właśnie praktyczny efekt zastosowania większej matrycy. Tak wyraźne rozmycie tła jest widoczne tylko przy fotografowaniu z bliska, ale takie efekty w fotografii mobilnej jeszcze kilka lat temu nie były możliwe. Poniżej, dla porównania, to samo ujęcie z Samsunga i Huaweia.

Samsung Galaxy Note 20 Ultra, główny obiektyw, bez trybu portretowego.
Huawei Mate 40 Pro, główny obiektyw, bez trybu portretowego.

W przypadku Note 20 Ultra i Mate 40 Pro separacje głównego obiektu od tła jest jeszcze większa. W obu smartfonach wypada bardzo podobnie, co nie powinno dziwić patrząc na parametry. Huawei ma leciutko większą matrycę, ale Samsung nadrabia delikatnie jaśniejszym obiektywem. Rozmycie zależy od obu tych parametrów.

Jak wypada teleobiektyw?

Na tym tle pod kątem specyfikacji iPhone 12 Pro Max również odbiega od konkurentów spod znaku Androida. iPhone dysponuje teleobiektywem o krotności x2,5, natomiast konkurenci idą znacznie dalej, oferując fizyczne powiększenie x5, a jednocześnie dodając do niego cyfrowe powiększenie o bardzo dużych krotnościach.

Zacznijmy od iPhone’a 12 Pro Max.

W galerii wyżej widać kolejno: ultraszerokokątny obiektyw, standardowy obiektyw, obiektyw telefoto (x2,5), cyfrowy zoom x5, maksymalny cyfrowy zoom (x12).

Przejdźmy teraz do Samsunga Galaxy Note 20 Ultra

W galerii wyżej widać kolejno: ultraszerokokątny obiektyw, standardowy obiektyw, obiektyw telefoto (x5), cyfrowy zoom x10, cyfrowy zoom (x20), maksymalny cyfrowy zoom (x50).

A tak prezentują się możliwości zoomu w Huawei Mate 40 Pro.

W galerii wyżej widać kolejno: ultraszerokokątny obiektyw, standardowy obiektyw, obiektyw telefoto (x5), cyfrowy zoom x10, cyfrowy zoom x20, maksymalny cyfrowy zoom (x50).

Co rzuca się w oczy? Przede wszystkim, zarówno Samsung jak i Huawei oferują znacznie większe możliwości zoomu. Jasne, cyfrowe powiększenie x50 ma dość niską jakość, ale czasami bywa użyteczne. Z kolei powiększenia x10 prezentują się zupełnie użyteczne. Widać też potężną różnicę w natywnym kącie widzenia teleobiektywu. Samsung i Huawei oferują powiększenie x5, które daje dużo większe możliwości niż x2,5 z iPhone'a.

To czego nie widać to komfort fotografowania na dużym powiększeniu. Tutaj Samsung galaxy Note 20 Ultra rozkłada konkurencję na łopatki. Nawet na powiększeniu x50 obraz tylko leciutko pływa, a więc da się wygodnie kadrować. W przypadku Huaweia na tak dużej krotności drgania dłoni sprawiają, że dokładne kadrowanie jest prawie niemożliwe.

Warto też zauważyć, jak bardzo Huawei Mate 40 Pro odstaje od rywali w kwestii kąta widzenia ultraszerokokątnego obiektywu. Samsung i iPhone mają ten sam kąt widzenia (120 stopni), a obiektyw Huaweia jest znacznie węższy. To oznacza, że największy przekrój przez ogniskowe i kąty widzenia zapewnia Samsung.

Poniżej znajdziecie jeszcze jedno porównanie, tym razem tylko z głównych obiektywów, bez cyfrowych powiększeń.

iPhone 12 Pro Max.

Samsung Galaxy Note 20 Ultra.

Huawei Mate 40 Pro.

Na ultraszerokokątnym zdjęciu z Huaweia Mate 40 Pro nie mieści się kosz po lewej stronie, widoczny u konkurentów. Z kolei obiektyw telefoto w iPhonie 12 Pro Max odstaje od rywali.

A jak iPhone 12 Pro Max wypada nocą?

Pierwszy test wykonałem nocą, na standardowych ustawieniach.

A tak wyglądają zdjęcia przy wymuszeniu maksymalnego czasu naświetlania w trybie nocnym. Czas naświetlania wynosił ok. 3-4 s.

W przypadku iPhone'a główny obiektyw radzi sobie zaskakująco dobrze, ale największe wrażenie zrobił na mnie teleobiektyw. iPhone nie stosuje cropa i faktycznie nawet w trudnych warunkach używał matrycy modułu telefoto, a takie zachowanie nie jest standardem. Niestety ultraszerokokątny obiektyw wypada zdecydowanie gorzej od pozostałej dwójki i praktycznie nie nadaje się do nocnych zdjęć.

Tak wypada Samsung Galaxy Note 20 Ultra.

Na wstępie zdjęcia w domyślnym trybie.

Dla porównania, zdjęcia z wymuszonym trybem nocnym. Czas naświetlania wynosił ok. 5-6 s.

W przypadku Samsunga widać gigantyczną różnicę pomiędzy zwykłym trybem, a trybem nocnym. Fotografie bez trybu nocnego prezentują się po prostu źle. Są bardzo zaszumione (zwłaszcza ta z ultraszerokiego obiektywu), a zdjęcie z obiektywu tele to de facto crop z głównego obiektywu. W trybie nocnym smartfon radzie sobie o niebo lepiej. Szumów praktycznie nie ma, są za to detale. Zdjęcie z teleobiektywu faktycznie pochodzi z modułu telefoto, dzięki czemu jest dużo ostrzejsze.

A tak wypada Huawei Mate 40 Pro.

Zaczynamy od domyślnego trybu.

I przechodzimy do trybu nocnego, w którym Huawei naświetlał zdjęcia najdłużej, bo nawet po 8-10 s.

Przypadek Huaweia jest dla mnie dość dziwny, bo lepiej wyglądają zdjęcia robione w standardowym trybie, który również dość mocno wydłuża czas naświetlania. Przy wymuszeniu trybu nocnego często widać efekt poruszenia, tak jakby smartfon nie radził sobie z utrzymaniem tak długich czasów naświetlania.

Porównajmy wycinki kadrów.

Tak wypada porównanie głównych obiektywów iPhone'a (po lewej) i Samsunga (po prawej). Widać jak na dłoni, że zdjęcie z iPhone'a jest bardziej zaszumione, ale jednocześnie ma przez to więcej detali. Samsung idzie w kierunku bardzo silnego odszumiania kosztem detali. Oba podejścia mogą mieć swoich fanów.

Tak wypada zestawienie z Huaweiem (po prawej), który posuwa odszumianie do ekstremum. Widać, że algorytmy działają tu najsilniej.

Czas na ekstremalne ciemności: ujęcie, w którym nic nie było widać gołym okiem.

W tych warunkach zdjęcie z iPhone'a XR było prawie w całości czarne. Uliczka nie była oświetlona żadnym światłem, a gołym okiem nie dało się dostrzec żadnych szczegółów kostki brukowej ani drzew. Zobaczmy, jak poradziły sobie smartfony w trybach nocnych.

iPhone 12 Pro Max.

Samsung Galaxy Note 20 Ultra.

Huawei P40 Pro.

Wszystkie smartfony poradziły sobie z tym trudnym zadaniem naprawdę dobrze, pokazując na zdjęciach znacznie więcej niż widziało ludzkie oko. Wszystkie trzy smartfony poradziły sobie kiepsko na teleobiektywie, prezentując de facto crop z głównego aparatu. Z tego względu obrazek w Samsungu i Huaweiu wypada gorzej, ponieważ widzimy większe cyfrowe powiększenie.

Na szerokim kącie najgorzej wypadł iPhone, a najlepiej Samsung. Huawei co prawda pokazał całkiem dobry jakościowo obrazek, ale został on zniszczony przez zbyt agresywne algorytmy, na czele ze zbyt dużym podbiciem kontrastu.

Ocena zdjęć z głównego obiektywu nie jest łatwa, bo każdy smartfon podszedł do tematu inaczej. Samsung zdecydowanie najlepiej uchwycił detale na gałęziach drzew, dzięki czemu wyglądają one jakby zdjęcie było robione przed zmrokiem, a nie po całkowitym zachodzie. Jednocześnie Samsung nie najlepiej poradził sobie z wyciąganiem cieni z kostki, gdzie pojawia się nieciekawe fioletowe zabarwienie. iPhone zapewnił dość równomierny obrazek. Huawei wypadł najsłabiej.

Na koniec test nocnych zdjęć w trybie portretowym.

Kolejność zdjęć to iPhone, Samsung i Huawei. Obraz z Huaweia ma największą jasność, ale odbywa się to kosztem pogorszenia detali. Piotrek Grabiec jest na zdjęciu zupełnie nieostry. Najlepszą ostrość ma zdjęcie z Samsunga, ale na nim cienie są rozjaśnione odrobinę za mocno, co widać na kurtce. iPhone zapewnił najbardziej jednolity obrazek, z dobrze kontrolowanym poziomem ekspozycji i z nienachalną obróbką.

Podsumowując, iPhone 12 Pro Max ma najlepszy aparat ze wszystkich iPhone’ów, ale z pewnością nie jest rewolucją.

Przy premierze iPhone’a można było odnieść wrażenie, że patrzymy na rewolucję w fotografii mobilnej. Okazuje się, że aparat tego smartfona rzeczywiście wygrywa z tańszymi iPhone’ami, ale w starciu z konkurencją widać, że iPhone nie wyznacza już trendów, a jedynie goni największych rywali.

Gdybym miał wskazać najbardziej uniwersalny i najlepszy aparat z tej stawki, bez wahania wybrałbym Samsunga Galaxy Note 20 Ultra. Huawei zbyt często odstaje od stawki (zbyt wąski szeroki kąt, nieostre zdjęcia nocne), natomiast iPhone nie daje tak dużej różnorodności kadrów.

Jednocześnie bardzo szanuję podejście Apple'a do obróbki zdjęć, mimo że algorytmy stosują tu tonę zabiegów, korzystając z łączenia wielu klatek jednocześnie, to efekty są zaskakująco naturalne. Tam gdzie powinien być lekki szum, jest on widoczny i nie jest na siłę usuwany kosztem detali. iPhone nie ma też tendencji do przekłamywania kolorów ani do podkręcania kontrastu. Słowem, to bardzo solidny aparat. Z pewnością nie jest jednak przełomem na rynku.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst