Tech  / Recenzja

Gdyby nie Donald Trump, to byłby najlepszy smartfon 2020 roku. Huawei Mate 40 Pro - recenzja

103 interakcji
dołącz do dyskusji

Gdyby Huawei Mate 40 Pro zadebiutował w innych okolicznościach, mógłbym go śmiało nazwać najlepszym lub przynajmniej jednym z najlepszych smartfonów tego roku. Niestety tej świetnej konstrukcji podcięto skrzydła, przez co prawdopodobnie stanie się zaledwie rynkową ciekawostką.

Huawei Mate 40 Pro już od początku sprawia wrażenie smartfona z absolutnie najwyższej półki. Widać to już bo bardzo estetycznej obudowie, która z jednej strony jest delikatnie błyszcząca, a z drugiej półmatowa. Mamy tu do czynienia z bardzo ładnym efektem, który trudno opisać słowami, więc lepiej jest mu przyjrzeć się na zdjęciach. A jeszcze lepiej na przygotowanym przez nas wideo na temat tego smartfonu:

Bardzo ładnie wygląda też wyspa aparatów, która pozytywnie wyróżnia się na tle potworów z iPhone’ów, Samsungów, Huaweiów i wszelkich innych smartfonów pozostałych producentów. Okrągła, umieszczona symetrycznie wyspa jest niestety wystająca, ale mimo to wygląda estetycznie i nie powoduje „kiwania się” telefonu.

W tym momencie warto wspomnieć, że obudowa spełnia normę IP68, więc jest odporna na wodę i pyły. Smartfon można dodatkowo zabezpieczyć za pomocą silikonowego etui dołączonego do zestawu. 

Sama obudowa jest też ciężka. Smartfona czuć w dłoni, ale nie uważam tego za przesadną wadę. Jest to też kwestia sporych rozmiarów, ponieważ Huawei Mate 40 Pro nie należy do małych smartfonów. W małym smartfonie nie da się bowiem zmieścić 6,76-calowego wyświetlacza AMOLED. Ekran, jak to AMOLED, cechuje się świetnym odwzorowaniem barw, doskonałą szczegółowością (1344 x 2772 piksele) oraz w pełni wystarczającą częstotliwością odświeżania 90 Hz. Ktoś może narzekać na brak odświeżania 120 Hz, ale przeskok z 60 na 90 Hz jest znacznie bardziej odczuwalny niż z 90 na 120. 

Wyświetlacz ma bardzo ciekawą formę.

Jego boczne krawędzie zakrzywione pod kątem 88 stopni. Początkowo bałem się, że podczas korzystania ze smartfona będę o nie zahaczał i przypadkiem włączał niechciane funkcje. To na szczęście nie miało miejsca. Nie wiem, czy to kwestia usprawnienia sprzętu czy oprogramowania, ale grunt, że to bardzo ładne rozwiązanie nie obniżyło użyteczności smartfona.

Skoro jesteśmy przy bocznych krawędziach, warto napisać o nich więcej. Część osób może pamiętać bowiem, że zeszłoroczny model Mate 30 Pro (z przyczyn niezależnych ode mnie nie miałem okazji go dłużej testować) nie miał klasycznych przycisków zmiany głośności, które zostały zastąpione gestami na krawędzi ekranu. Było to rozwiązanie minimalistyczne i pozytywnie wpływające na estetykę smartfonu, jednak nie do końca wygodne. Teraz też jest dostępne, ale oprócz tego Huawei umieścił w telefonie klasyczne przyciski głośności. To zdecydowanie na plus. Nie zabrakło tu też głośników stereo, które brzmią fenomenalnie, to absolutna czołówka.

Inne elementy zasługujące na pochwałę to niemal symetryczne dolna i górna ramka wyświetlacza oraz fakt, że w dosyć sporym otworze na aparaty umieszczono też pełnoprawny system rozpoznawania twarzy, taki odpowiednik Face ID od Huaweia. Działa on bardzo dobrze nawet w kiepskich warunkach oświetleniowych i nie rozpoznaje twarzy, gdy znajduje się na niej maseczka. Dlatego warto skonfigurować też znajdujący się pod ekranem czytnik linii papilarnych, który jest odpowiednio szybki i responsywny.

Huawei Mate 40 Pro to demon szybkości.

Ale nikogo nie powinno to dziwić, w końcu mamy do czynienia z flagowym smartfonem. Jego sercem jest najnowszy procesor Huaweia -  Kirin 9000. Model ten został wykonany w 5-nanometrowy procesie technologicznym i ma zintegrowany modem 5G, co ma pozytywnie wpływać na zużycie energii podczas korzystania z najnowszego standardu łączności. Pod względem wydajności nowy procesor Huaweia jest jednym z najszybszych na rynku. Prześciga nawet Snapdragona 865+, a lepszy od niego jest wyłącznie model Apple A14 Bionic napędzający nowe iPhone’y.

Wpływ na to ma też obecność 8 GB RAM oraz 256 GB pamięci wewnętrznej UFS 3.1. Tej ostatniej nie można rozszerzyć za pomocą kart microSD, a tylko autorskich kart NM, które są dosyć drogie, a ich dostępność jest, delikatnie mówiąc, ograniczona. A niedelikatnie - po prostu nie da się ich praktycznie nigdzie kupić.

Wróćmy jednak do meritum, a konkretnie do tego, że smartfon jest bardzo szybki i radzi sobie dobrze z wszystkimi, nawet najbardziej wymagającymi zadaniami, takimi jak granie w Genshin Impact na maksymalnych ustawieniach grafiki w 60 klatkach na sekundę.

Jeżeli chodzi o standardy łączności, mamy tu po prostu wszystko: LTE i 5G (zgodne ze wszystkimi polskimi operatorami), Bluetooth 5.1, Wi-Fi 6, NFC do płatności zbliżeniowych, a także nadajnik podczerwieni, dzięki któremu smartfon może pełnić rolę pilota do telewizora lub innego urządzenia.

Mamy tu też Dual SIM, a port ładowania to USB-C. Zabrakło za to gniazda słuchawkowego, ale w zestawie mamy słuchawki przewodowe z końcówką USB-C.

Trudno narzekać też na akumulator i czas ładowania.

Mamy tu bowiem ogniwa o pojemności 4400 mAh, co kilka lat temu mogło robić wrażenie, ale dziś jest raczej standardem. Niemniej jednak akumulator ten bez większego problemu wystarcza na cały dzień pracy lub jakieś 3 godziny bardzo wymagającego grania. Prawdziwą perełką jest tu jednak ładowarka wspierająca technologię Huawei SuperCharge o mocy 66W. Dzięki niej akumulator można naładować od 0 do 100 proc. w jakieś 40 minut. To świetny czas. Uprzedzając pytania: tak, ładowarka jest w zestawie.

Dodatkowo mamy tu ładowanie bezprzewodowe o mocy 50W (niestety nie mogłem sprawdzić tego elementu przez brak odpowiedniej ładowarki), a także ładowarki zwrotnej. W skrócie: mamy wszystkie potrzebne technologie ładowania poza wymianą akumulatora i możliwością podłączania agregatu z benzyną.

Aparaty to absolutna rynkowa czołówka.

Jeżeli chodzi o główny, mamy tutaj matrycę znaną z Huaweia P40 Pro (50 MP, f/1.9), która robi piękne zdjęcia w każdych warunkach oświetleniowych. Wiadomo, że im światła jest mniej, tym aparat musi poświęcić więcej szczegółowości na rzecz doświetlenia, ale ogólne wyniki są bardziej niż zadowalające. Lubię ten aparat na tyle, że korzystam z niego częściej niż z modelu szerokiego, który w moim przypadku wiedzie prym w prawie każdym smartfonie. Jeżeli chodzi o teleobiektyw (12 MP f/3.4), to pozwala na osiągnięcie 5-krotnego przybliżenia optycznego, 10-krotnego hybrydowego i 50 krotnego cyfrowego. Proszę, nie korzystajcie z tego ostatniego, bo, jak w każdym smartfonie z wysokiej półki, zdjęcia wykonane nim wyglądają jak rasowe dzieło sztuki impresjonistycznej. Jest rozmazane jak obraz Moneta, tylko zanim potrafił malować.

Mam wrażenie, że najbardziej istotny jest wspomniany wcześniej aparat szerokokątny (brak danych o matrycy), który służy do nagrywania wideo. Potrafi nie tylko nagrywać wideo w HDR, ale też śledzić obiekty, a jego autofokusowi oraz stabilizacji trudno cokolwiek zrzucić. Ta ostatnia w rozdzielczości 4K/60 FPS jest naprawdę dobra, by w trybie FullHD stać się świetną. Smartfon nie nagrywa wideo w 8K i mi to bardzo pasuje. Bo kto ma w domu ekran 8K?

Huawei chwali się także lepszym aparatem do selfie, który potrafi nagrywać obraz w rozdzielczości 4K i płynności 60 klatek na sekundę. Cieszy też, że jest tu też opcja korzystania ze slow motion w rozdzielczości FullHD. Jakość obrazka jest naprawdę dobra, zresztą Huawei pozycjonuje Mate 40 Pro jako sprzęt dla vlogerów i będzie wydawał do niego ciekawe akcesoria, takie jak etui z wbudowaną lampą doświetlającą. Akcesorium takim mogą być też słuchawki TWS, które posłużą jako mikrofon.

Pod względem oprogramowania jest bardzo nierówno.

Huawei Mate 40 Pro działa bowiem pod kontrolą Androida 10 z nakładką EMUI 11. Działa to świetnie, nie wprowadza wiele zmian względem EMUI 10, ale udanego składu się nie zmienia. To, co robi na mnie wrażenie, to współpraca z komputerami Huawei. Wystarczy przyłożyć do niego komórkę, by na ekranie komputera zobaczyć wyświetlacz smartfona, korzystać ze znajdujących się na nim aplikacji, dzwonić z niego. Wygląda i działa to fenomenalnie, jednak najbardziej lubię opcję przeciągania zdjęć i filmów bezpośrednio z galerii na smartfonie na dysk komputera. Proste, intuicyjne, przydatne.

Niestety mamy tu też drugą stronę medalu, o której trzeba wspomnieć i jest nią brak usług Google. Ze względu na politykę Stanów Zjednoczonych Huawei stracił możliwość współpracy z wieloma amerykańskimi firmami, w tym Google. Z tego powodu smartfony Huawei nie obsługują usług Google, nie mogą korzystać też z aplikacji Google, w tym sklepu Google Play. Z tego względu trzeba korzystać z alternatywnych sklepów takich jak Huawei AppGallery, APK Pure, Aptoide itp. Część programów (chociażby moje ulubione Pokemon GO) nie chce też działać bez usług Google nawet po instalacji z alternatywnego źródła. Z tego powodu należy się poważnie zastanowić nad sensem przesiadki na smartfon bez usług Google, jak dobry ten by nie był.

A Huawei Mate 40 Pro jest wyjątkowo dobry.

W alternatywnej rzeczywistości, w której prezydentem największego mocarstwa na świecie nie został ekscentryczny prezenter telewizyjny, poleciłbym ten smartfon każdemu, kto może pozwolić sobie na sprzęt z najwyższej półki. Trudno mi znaleźć w nim chociaż jeden słaby punkt poza tym, na który Huawei nie miał wpływu.

Żyjemy jednak w świecie, w jakim żyjemy, dlatego póki co radzę zastanowić się, czy będziecie w stanie kochać Mate’a 40 Pro nie tylko za coś, ale też pomimo czegoś i... czekać do maja 2021 roku, bo wtedy ban Huaweia na współpracę z Google wygaśnie, o ile oczywiście nie zostanie przedłużony przez amerykańskich polityków. Wtedy po model ten rzucą się tłumy spragnionych klientów, dziś z kolei zrobią to tylko najwięksi entuzjaści. A szkoda.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst