Tech  / Recenzja

Kiedy bardzo chcesz Apple Watcha, ale bardzo nie chcesz Apple Watcha. Garmin Venu SQ - recenzja

Albo raczej: kiedy bardzo chcesz Apple Watcha, ale wiesz, że bardziej po drodze jest ci z zegarkami Garmina.

Mógłbym tutaj wprawdzie próbować nawiązywać do historii prostokątnych zegarków Garmina (mój pierwszy, 305, taki właśnie był), ale trudno ukrywać fakty - Venu Sq jest celowo tak zaprojektowany, żeby spodobał się tym, którym podoba się Apple Watch.

Sprytne, ale czy skuteczne?

Garmin Venu Sq - wersje i cena

Zacznijmy może od najważniejszego, czyli od cen. Garmin Venu Sq występuje w dwóch wersjach - Venu Sq Music za 1149 zł i Venu Sq Bez Music (to już moje nazewnictwo) za 929 zł.

Dla porównania Apple Watch 6 zaczyna się od 1899 zł, ale to raczej nie on jest bezpośrednim konkurentem tego zegarka. Jest nim zdecydowanie bardziej Apple Watch SE, którego można kupić już za 1299 zł. Ewentualnie Apple Watch Series 3, startujący od 999 zł.

Jeśli natomiast chodzi o pozycjonowanie cenowe w gamie Garmina, to Venu Sq bez muzyki wypada gdzieś pomiędzy Vivoactive 3 a... Vivoactive 3 Music. Venu Sq Music z kolei cenowo ociera się o Garmina Instinct, Vivoactive 4S i jeden z moich ulubionych zegarków tego producenta - Forerunnera 245.

Do wyboru jest przy tym siedem wersji kolorystycznych, cztery dla Music i trzy dla bez-Music:

  • Niebieskoszara ramka z aluminium z czarną kopertą i silikonowym paskiem (Music)
  • Różowozłota ramka z aluminium z jasnopiaskową kopertą i silikonowym paskiem (Music)
  • Różowozłota ramka z aluminium z jasnopiaskową kopertą i silikonowym paskiem (Music)
  • Niebieskoszara ramka z aluminium z zieloną kopertą i silikonowym paskiem (Music)
  • Metaliczna orchideowa ramka z aluminium z orchideową kopertą i silikonowym paskiem
  • Niebieskoszara ramka z aluminium szarą kopertą i silikonowym paskiem
  • Jasnozłota ramka z aluminium z białą kopertą i silikonowym paskiem

Co istotne, różnica pomiędzy wersją Music i nie-Music ogranicza się wyłącznie właśnie do obsługi muzyki odtwarzanej bezpośrednio z zegarka. Poza tym nie ma większych różnic.

Garmin Venu Sq - co na pokładzie (a czego zabrakło)?

W porównaniu do Venu Sq zabrakło przede wszystkim dwóch rzeczy. Po pierwsze - zamiast okrągłego ekranu AMOLED mamy teraz prostokątne LCD. Po drugie - usunięto barometr, więc tracimy opcję pomiaru pokonanych pięter.

Z mniejszych rzeczy - nie ma tutaj też stalowej ramki (zamiast tego jest aluminiowa), a także animowanych prezentacji ćwiczeń. Próbowałem się przy tym jakoś przekonać do nich na moim 945, ale poległem, więc akurat tego braku nie uważam za w żaden sposób znaczący.

Venu SQ, niezależnie od wersji, oferuje natomiast:

  • dotykowy wyświetlacz o przekątnej 1,3" i rozdzielczości 240x240 pikseli, pokryty Gorilla Glass 3
  • paski z opcją szybkiej wymiany (20 mm)
  • masę na poziomie 37,6 g
  • odporność na wodę (można z nim pływać)
  • do 14 godzin bez ładowania w trybie GPS i do 6 dni w trybie zegarka (jedno i drugie jak najbardziej realne)
  • alerty wysokiego i niskiego tętna
  • pulsoksymetr
  • monitorowanie nawodnienia (ręczne)
  • monitorowanie cyklu menstruacyjnego
  • LiveTrack
  • wykrywanie zdarzeń i wzywanie pomocy
  • liczenie kroków, kalorii, pokonanego dystansu, minut intensywnej aktywności
  • monitorowanie stresy i Body Battery
  • monitorowanie snu
  • TrueUp
  • MoveIQ
  • monitorowanie treningu na siłowni wraz z liczeniem powtórzeń
  • monitorowanie oddechu (tylko podczas treningów oddechowych i jogi)
  • kalkulację poziomu tlenowego
  • treningi biegowe (w tym Garmin Coach)
  • profile sportowe, w tym m.in. pływanie w basenie, bieganie, jazdę rowerem
  • obsługę aplikacji Connect IQ
  • płatności Garmin Pay
  • sterowanie muzyką ze smartfona

Jak na nieco ponad 900 zł - naprawdę nieźle. Przynajmniej w teorii - przejdźmy do praktyki.

Jaki jest Garmin Venu Sq przy pierwszym kontakcie?

Przede wszystkim ultra lekki i ultra kompaktowy. Mam teraz prywatnie Apple Watcha SE 44 mm i Venu Sq wydaje się przy nim zegarkiem o co najmniej rozmiar mniejszym i o dziwo nawet lżejszym, mimo że według specyfikacji powinno być odwrotnie.

Całkiem przyjemne wrażenie robi też aluminiowa ramka - nawet pomimo tego, że jest dość niewielkich rozmiarów - a także wyraźnie wystające poza obrys obudowy przyciski. Reszta to, cóż, tworzywo sztuczne, ale spasowane w bardzo poprawny sposób.

W kwestii frontu urządzenia mam mieszane uczucia. Z jednej strony całość wygląda całkiem atrakcyjnie, a podczas testów osłona wyświetlacza nie zebrała ani jednej rysy. Trudno się też przyczepić do czytelności ekranu LCD, jego kolorów czy kontrastu - nawet jeśli zdecydowanie nie jest to AMOLED.

Jedyny problem, jaki mam w tym miejscu, to fakt, ile przestrzeni zajmuje ramka otaczająca wyświetlacz.

Próbowano to wprawdzie zrealizować dość sprytnie - np. na powyższym zdjęciu można odnieść wrażenie, że Venu Sq, wzorem Apple Watcha, ma spory ekran z zaokrąglonymi rogami. Błąd. Faktyczny obszar zajmowany przez wyświetlacz to ten mniejszy prostokąt w środku - na górze kończy się tam, gdzie góra czerwonego paska z wykrzyknikiem. Po bokach też kończy się w tych miejscach. Na dole z kolei kończy się tuż pod trzema kropkami.

Patrzę na swojego Apple Watcha SE. Patrzę na Venu Sq. No niezła próba, muszę przyznać, ale w tej kwestii się nie udało. Te ramki są nadal za duże. Mam wrażenie, że nawet w Apple Watchu Series 3 były mniejsze.

Garmin wyciąga wtedy jednak swoją sekretną broń, której SE ani 3 nie ma - zawsze podświetlony ekran. Wpływa on wprawdzie wyraźnie na zużycie energii, ale i tak końcowy wynik bez ładowania jest lepszy niż w którymkolwiek Apple Watchu. Coś za coś.

Drugą sekretną bronią są dwa przyciski po prawej stronie. Tak, powinno być 5, jak na Garmina przystało, ale te dwa są i tak wygodne, a do tego można za ich pomocą bez większego problemu rozpocząć czy zapauzować trening nawet w rękawiczkach. Niestety nie da się w całości obsługiwać zegarka w ten sposób i czasami trzeba sięgnąć do ekranu dotykowego. I tu nie byłoby problemu, gdyby Garmin zaprojektował niektóre elementy UI tak, żeby były chociaż odrobinę większe.

Przywołam jeszcze raz zdjęcie, które było na początku tekstu:

Te pola zapisania i odrzucenia treningu na zdjęciu wydają się całkiem spore. W rzeczywistości jednak - w starciu z moimi niezbyt wielkimi palcami - wcale już takie wielkie nie są. Tyle dobrze, że rozlokowano je tak, że raczej trudno krzywo kliknąć i np. odrzucić aktywność, zamiast ją zapisać. Ale większe ikony naprawdę nikomu by nie zaszkodziły.

Potem jest właściwie tylko lepiej.

Chociaż jedno muszę zaznaczyć znowu na wstępie - Garmin może wstawić do swojego zegarka kolorowy wyświetlacz i wszystkie inne bajery, ale jeśli chodzi o UI, to dalej mamy do czynienia w dużej mierze z tym, co znamy z mniej kolorowych zegarków Garmina. Czyli wszystko jest bardziej kolorowe, ale dalej daleko temu do jakieś smartfonowej estetyki czy płynności.

Przy czym płynność dotyczy tutaj raczej obecności lub wyglądu dodatkowych animacji niż faktycznie sprawnej pracy systemu operacyjnego - do tego ostatniego nie mogę mieć żadnych zarzutów. Przechodzenie pomiędzy poszczególnymi zakładkami i menu jest bezproblemowe, bezczkawkowe i takie, jakiego można oczekiwać. Mam nawet wrażenie, że wszystko jest tutaj płynniejsze niż na moim - kosztującym ponad dwukrotnie więcej - 945.

Do tego z poziomu zegarka dostaniemy się właściwie do wszystkich potrzebnych informacji - i tych smart, i tych zdrowotnych. Są powiadomienia, jest kalendarz, jest sterowanie muzyką (lub muzyka w wersji Music), jest pogoda, są opcjonalne aplikacje i tarcze zegarka ze sklepu Connect IQ. Do tego jest oczywiście niemal kompletny pakiet danych dotyczących aktywności - liczba kroków, kalorii, minut aktywności, tętno (wraz z historią pomiarów z ostatnich godzin), poziom stresu, Body Battery, oddech, historia ostatnich treningów i tak dalej.

Jest też i raczej rzadko spotykany na tym poziomie cenowym pulsoksymetr, z którego możemy skorzystać w dowolnej chwili na żądanie, albo też ustawić go w trybie automatycznym całodobowym lub automatycznym podczas snu. Polecałbym wybrać tę drugą opcję, bo inaczej akumulator będzie znikał w oczach.

Co do samej dokładności wskazań pulsoksymetru - nie odbiegają one za bardzo od tego, co wskazuje Withings ScanWatch i Forerunner 945. Natomiast co do medycznej przydatności tych wyników cały czas mam wątpliwości. Tyle dobrze, że dodatek ten nie wymaga żadnej dopłaty i jest już w bazowej wersji Venu SQ - Apple Watch z pomiarem saturacji to już wydatek prawie 2000 zł.

Wisienką na torcie są oczywiście płatności Garmin Pay. Działają już ze sporą liczbą polskich banków i... po prostu działają. Do tego na ekranie dotykowym, nawet niewielkim, dużo łatwiej szybko wprowadzić kod niż na np. niedotykowym 945.

Pestką z wisienki w tym torcie będzie jednak wsparcie dla aplikacji innych producentów. Gdybym chciał przenieść aplikacje z Apple Watcha na Garmina, to... pewnie nie udałoby się tego zrobić z żadną. Connect IQ to bowiem dalej głównie tarcze zegarka, pola danych, aplikacje sportowe i podobne.

Garmin Venu Sq na sportowo

I tutaj nie ma wątpliwości - to jest zegarek sportowy dla niepoznaki przebrany za Apple Watcha. Więc lepiej, żeby był sportowo co najmniej poprawny.

Do wyboru mamy następujące tryby sportowe:

  • bieg
  • siła
  • kolarstwo
  • bieżnia
  • tor kryty
  • rower stacjonarny
  • chód
  • chód w budynku
  • basen (z pomiarem tętna - niestety z oczywistych powodów nie miałem jak przetestować)
  • golf
  • narciarstwo
  • snowboard
  • B. nar. st. kl (to jest cudowny skrót)
  • SUP
  • kardio
  • joga
  • pilates
  • oddech
  • orbitrek
  • stepper
  • wioślarstwo
  • ergometr wioślarski

I tutaj z mojej strony duży plus - nie zdecydowano się bowiem na wycięcie zbyt wielu istotnych profili sportowych, tylko po to, żeby przekonać do zakupu droższego zegarka. Pomijając piesze wędrówki, jest tutaj właściwie wszystko, czego można oczekiwać, wliczając w to trening siłowy z liczeniem powtórzeń.

Do tego dochodzi jeszcze fakt, że dla wybranych profili sportowych możemy tworzyć własne treningi lub korzystać z Garmin Coacha. I to wszystko w obrębie rozwiązań systemowych - coś, czego Apple Watch nie potrafi ogarnąć za dobrze nie tylko fabrycznymi aplikacjami, ale i aplikacjami innych producentów.

Trzeba przy tym zwrócić uwagę na jedno - to zegarek pozycjonowany przez Garmina raczej na półce dla początkujących sportowców albo dla tych, którym nie zależy na tonach dodatkowych informacji na temat ich aktywności. Mamy więc chociażby kalkulację pułapu tlenowego i podział na strefy tętna, ale już nie ma żadnych informacji na temat obciążenia treningowego czy szczegółowego podziału tego obciążenia w ostatnim okresie. Żadnej dynamiki biegu, segmentów ze Stravy na żywo czy np. podłączania rowerowych czujników mocy (ale czujnik tętna czy kadencji biegowej lub rowerowej możemy podłączyć). Aklimatyzacji w odniesieniu do wysokości czy adaptacji do wysokiej temperatury też nie sprawdzimy.

Bardziej kliknij i biegnij, choć szczęśliwie jest też opcja - kliknij i zrób trening.

Jak wypada tutaj czujnik tętna?

Dobrze, co raczej nie powinno być zaskoczeniem, choć na wszelki wypadek zaznaczę - u każdego, w zależności od wielu czynników, ostateczne rezultaty mogą być różne. U mnie natomiast optyczny czujnik w Venu Sq w większości sytuacji zdał egzamin.

Tak wyglądał przebieg tętna podczas spokojnego biegu w porównaniu z 945 podłączonym do HRM Run i Apple Watcha SE:

Pomijając pierwsze 50 sekund, kiedy Apple Watch niespecjalnie wiedział, że czas już zacząć monitorować tętno, wyniki są prawie identyczne. Różnice, nawet w skrajnych przypadkach, nie przekraczają 2-4 BPM, a i tak zdarzało się to raczej rzadko. Przeważnie wszystkie trzy urządzenia pomiarowe były ze sobą perfekcyjnie zgodne.

Ok, to dajmy coś trudniejszego, przy czym celowo wybrałem przykład, gdzie Venu Sq nie poszło wybitnie dobrze:

Kilka bardzo krótkich interwałów i potem kilka trochę dłuższych. I tutaj już aż tak idealnie nie było. Wyraźnie widać, że Venu Sq przestrzelił dość wyraźnie szczyty interwałów w kilku przypadkach (i to o tak 7-8 BPM w skrajnych sytuacjach), natomiast pod koniec nie zauważył przejściowego spadku tętna, który zauważył pasek HRM-Run i Apple Watch. W dwóch interwałach Venu złamał też szczyt górki tętna.

A dlaczego akurat ten przykład, a nie inne, gdzie Venu Sq sobie poradził dużo lepiej (szczególnie przy dłuższych interwałach nie ma takich problemów)? Po pierwsze, żeby pokazać, że optyczne czujniki tętna nie są idealne. Po drugie, żeby móc napisać, że to i tak nie jest większy problem, bo Venu Sq obsługuje zewnętrzne pasy tętna, więc jeśli chcemy mieć jak najdokładniejszy pomiar, to po prostu kupmy sobie taki pas i będzie z głowy. W przypadku wielu smart zegarków nie można napisać tego samego - choć akurat w przypadku konkurencyjnego Apple Watcha można.

I jeszcze GPS.

Dość krótka trasa, ale lubię ją z kilku powodów - mogę ją przebiec bez zatrzymywania się na światłach, a do tego jest na niej prawie wszystko: otwarta przestrzeń, niska zabudowa, bloki, linie wysokiego napięcia, wiadukty i lekkie zadrzewienie.

Do pojedynku (kilka razy) staną Venu Sq, Forerunner 945 i Apple Watch SE. Jeśli chodzi o finalny dystans, to zegarki były mniej więcej zgodne - Venu Sq pokazał 6,86 km, tak samo jak Apple Watch, natomiast 945 - 6,9 km.

Ciekawostki z tego biegu? Wszystkie zegarki na otwartej przestrzeni radziły sobie bardzo dobrze, chociaż Apple Watch oczywiście okazał swoją tendencję do robienia „ładnych i okrągłych zakrętów" tu i tam:

Przebiegnięcie pod wiaduktem też zostało dużo lepiej odwzorowane przez dwa Garminy:

Natomiast w okolicy trochę wyższych budynków wszystkie zegarki dostały lekkiego szału:

I gdybym miał wskazać, który z nich zapisał przebieg trasy w tym miejscu dobrze, to... nie wskazałbym żadnego. Nie wiem, co dzieje się akurat w tej lokalizacji, ale jeszcze nigdy nie dostałem tutaj poprawnego przebiegu.

Natomiast w pozostałych przypadkach Venu Sq spisuje się jak najbardziej poprawnie. Chociaż podobnie jak w przypadku tętna - jeśli chcecie mieć jak najdokładniejsze dane dotyczące tętna chwilowego, to lepiej wyposażyć się w czujnik kadencji (szczególnie jeśli często bieganie po lesie).

Jak Garminowi udał się Apple Watch?

To bardzo zależy od tego, czego oczekujemy od zegarka. Z jednej strony - i to w wersji za 900 zł - mamy prawie wszystko, czego można oczekiwać. Całkiem ładny zegarek (o ile pasuje nam estetyka Apple Watcha, a milionowi osób pasuje) z wystarczającymi funkcjami smart (w tym powiadomieniami i płatnościami) i esencją tego, co od strony sportowej może zaoferować Garmin. Czyli planami treningowymi, rozbudowanymi pomiarami aktywności, wszystkim, co daje Garmin Connect, a do tego bonusami w rodzaju pulsoksymetru, wygodnych przycisków czy dobrego czasu pracy na jednym ładowaniu.

Z drugiej strony to dalej pod wieloma względami po prostu zegarek sportowy Garmina przebrany za Apple Watcha. Z dużymi ramkami, taką sobie rozdzielczością, miejscami aż zbyt prostym graficznie UI (da się zrobić ładnie i minimalistycznie!) i bez jakiegoś wielkiego zaplecza w postaci aplikacji zewnętrznych producentów.

Czyli... dalej nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć pojedynku i zawsze bez pudła odpowiedzieć na pytanie „Garmin (w tym przypadku - Venu Sq) czy Apple Watch”. Nie potrafiłem odpowiedzieć bez „ale” na to pytanie nawet pomimo tego, że przez ostatnie tygodnie regularnie nosiłem na jednym nadgarstku Venu Sq, a na drugim Apple Watcha SE (tak się jakoś złożyło).

Nadal Venu Sq rozjeżdża Apple Watcha jak walec, jeśli chodzi o funkcje treningowe i prowadzenie treningu z poziomu zegarka. Dorzuca do tego płatności (i opcjonalnie muzykę), a do tego wygląd w stylu Apple Watcha, ale mimo to Apple Watchem nie jest.

I chociaż pewnie nigdy się nim nie stanie, to odkreśla bez wątpienia coraz więcej pozycji z listy „jak zostać Apple Watchem”. Jednocześnie pilnując drugiej listy - „jak nie przestać być Garminem”.

Zalety:

  • lekki i wygodny
  • monitoruje wszystkie istotne aspekty aktywności w ciągu dnia
  • dwa wygodne przyciski fizyczne
  • dobry GPS i czujnik tętna z opcją podłączenia zewnętrznych czujników
  • proste menu, dostęp do masy danych z poziomu zegarka
  • funkcje treningowe, własne plany, Garmin Coach
  • płatności Garmin Pay
  • akumulator na 5-6 dni i kilkanaście godzin treningu z GPS
  • sporo trybów sportowych, w tym pływanie (z pomiarem tętna)
  • LiveTrack

Wady:

  • więcej przycisków to zawsze lepiej
  • ekran LCD nie ma najwyższej rozdzielczości, za to ma ogromne ramki
  • wersja Music zaczyna już kosztować tyle co Apple Watch SE
  • brak bardziej rozbudowanej analizy treningu (ale to u Garmina nie w tej cenie i segmencie)
  • wersja Music kosztuje już tyle co Forerunner 245 (ale 245 nie wygląda jak Venu Sq)
  • interfejs aż błaga o odświeżenie
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst