Tech  / Recenzja

Tanio, dobrze, tylko ten środek. Audictus Conqueror to słuchawki Bluetooth 5.0 z ANC za 299 zł - recenzja

Audictus to mój ulubiony producent tanich słuchawek muzycznych. Marka cechuje się świetnym stosunkiem ceny do jakości, a jej producent postanowił teraz zaoferować typowy model samolotowy - z technologią ANC oraz lekką konstrukcją.

Nie oszczędzamy na tak zwanych samolotówkach. Na pokładach pasażerskich maszyn widok drogich słuchawek ANC od Sony, Bose czy Beats to rzecz tak powszechna jak garsonka u stewardessy. Tymczasem Audictus proponuje rozwiązanie możliwe tanie, ale jednocześnie oferujące odpowiednią jakość dźwięku. W ten sposób powstał model Audictus Conqueror - pierwsze słuchawki bezprzewodowe ANC w portfolio marki, z ceną poniżej 300 złotych.

Pierwszy plus za wsparcie szybkiego ładowania USB-PD. Takiego z głową.

Audictus Conqueror to model wspierający technologię USB Power Delivery. Producent deklaruje, że zaledwie pięć minut ładowania przy wykorzystaniu tego standardu oferuje pięć godzin pracy bezprzewodowych słuchawek. Niestety, w zestawie brakuje ładowarki PD (bądź jakiejkolwiek innej). Na szczęście współcześnie tyle smartfonów i tabletów wykorzystuje Power Delivery, że bez problemu powinniśmy znaleść coś w szufladzie.

Podoba mi się, że szybkie ładowanie od razu rozpoznamy dzięki diodzie na obudowie prawego nausznika. Gdy LED jest czerwony, słuchawki ładują się ze zwyczajną prędkością. Z kolei gdy jest biały, wykorzystujemy technologię PD. Pozwala to uniknąć nieporozumień i zawsze wiemy, jak szybko ładowane są słuchawki. Co za tym idzie, nawet podłączając je do kabla na pięć minut przed przyjazdem taksówki, zapewnimy sobie poziom naładowania wystarczający na przeciętny lot samolotem czy kurs pociągiem. Naprawdę świetna sprawa.

W pełni naładowane słuchawki mają działać około 30 godzin. Mnie częściej wychodziło 25 - 28 godzin. To kwestia tego, że słuchałem muzyki na niemal najgłośniejszym poziomie. Wszystko przez to, że Conqueror to stosunkowo ciche słuchawki.

Audictus Conqueror czerpie z dobrych rozwiązań podróżniczych, ale szczerze nienawidzi kabli.

Model za 299 zł oferują kilka funkcji i przemyślanych rozwiązań, które nie są standardem. Po pierwsze, słuchawki automatycznie wyłączają się po kilkunastu minutach bezczynności, oszczędzając w ten sposób energię akumulatora. Po drugie, krótkie naciśnięcie przycisku on/off aktywuje asystenta, który w języku angielskim informuje o stanie naładowania akumulatora. Po trzecie, procentowa informacja o stanie naładowania wyświetla się na Androidzie oraz Windows 10, bez instalowania żadnego dedykowanego oprogramowania.

Niestety, producenci postanowili jednocześnie karać i torturować tych wszystkich, którzy chcą używać słuchawek stacjonarnie, łącząc je po kablu. Gdy korzystamy z fizycznego łącza 3,5 mm, z jakiegoś powodu nie działa ANC (?) oraz mikrofon (?!). Z kolei ładując Conquerory przez USB nie można w ogóle korzystać z odsłuchu. Nie bo nie, spadówa. Niezwykle by mnie to frustrowało, gdyby nie błyskawiczne ładowanie dzięki Power Delivery.

Czuć tę chęć zmieszczenia się w cenie 299 złotych za pudełko.

Audictus Conqueror to słuchawki przyjemne dla oka, uniwersalne, z ciekawie zaprojektowanymi obudowami nauszników. Niestety, jakość pałąka stoi na wulgarnie niskim poziomie. Typowa bazarowa chińszczyzna. Pałąk trzeszczy, obicie sprawia wrażenie budżetowego, użyty materiał wydaje się tani i skory do szybkich przetarć. Na szczęście po założeniu słuchawek na uszy trzeszczenie ustaje, nawet mimo dynamicznych ruchów głowy.

Nie jestem także zachwycony kablami. Zwykła gumowa powłoka wydaje się niezwykle wrażliwa na przecięcia, wygięcia i pęknięcia. Do tego kabel ładujący jest potwornie krótki (zapewne po to, aby przypominać, że podczas ładowania słuchawek nie można z nich korzystać). Honor tych słuchawek ratuje wyłącznie przyjemne aluminiowe wykończenie obudowy nauszników, a także dołączone do pudełka, solidne i wytrzymałe etui podróżnicze z kieszonką na okablowanie.

Jakość dźwięku - dobry pop, średni rock, fatalne dialogi.

Kilka miesięcy temu testowałem dla was pseudo-studyjny model Audictusów, w którym producenci radykalnie skręcili w kierunku niskich tonów. Ta tradycja jest kontynuowana również w Conquerorach. Bas kompletnie dominuje scenę. Wylewa się na średnicę, zagarnia dla siebie przestrzeń i umniejsza wokalowi. Fanom popu, hip-hopu i muzyki elektronicznej może się to nawet podobać, ale to tania podnieta kosztująca słuchawki zbyt wiele środka.

Podczas oglądania filmów i seriali na tablecie wszelkie wibracje, huki i buczenia wchodzą na dialogi. Od echa gitarowych strun aż delikatnie wibruje nausznikami. Jest ziemiście, efekciarsko i trochę inaczej, niż powinno. Conquerory wciąż grają dobrze, wciąż brzmią lepiej niż większość rywali z tej samej półki cenowej, ale ta unikalna kalibracja, to serce do muzyki wyróżniające pierwsze słuchawki marki, zaczyna się gubić pod naciskiem Billie Eilish oraz wybuchających beczek. Piękny pop, świetne bębny, aż chce się tańczyć. Rocka jednak na tym nie puszczę.

Jak to jest z tym ANC w Audictus Conqueror?

Pasywna redukcja dźwięków z otoczenia jest dosyć przeciętna, co stanowi punkt wyjścia do redukcji aktywnej. Technologia jak najbardziej robi różnicę, ale daleko jej do zestawów Sony WH czy Bose QuietComfort. Dobre ANC poznaję po tym, że początkowo mój umysł wpada w przerażenie, zdezorientowany nienaturalną, gęstą jak smoła ciszą. W przypadku Conquerorów ciągle pozostajemy jednak w kontakcie z otoczeniem. Jest ciszej, jesteśmy bardziej odizolowani, ale wciąż słyszymy otwierane drzwi do przedziału czy stukot torów.

Nie miałem okazji przetestować słuchawek w samolocie, ale nie oczekiwałbym cudu. Słuchawki nie są w stanie odciąć nas od świata. One po prostu sprawiają, że ten świat dookoła staje się bardziej cichy i znośny. Dla wielu może być to świetny dodatek, ale po przyzwyczajeniu do moich Sony nie jestem w stanie zadowolić się takim połowicznym rozwiązaniem.

Jak zwykle dobry stosunek ceny do jakości, ale jest wiele ale.

Kiepski pałąk, średnia izolacja pasywna, brak aptX, niskiej jakości okablowanie, takie sobie ANC, trzeszczenie plastiku, fatalny mikrofon - to wszystko błędy, które sprawiają, że Audictus Conqueror raczej nie stanie się objawieniem terminali, lotnisk i samolotów. Nawet w mniej zamożnych krajach Europy Środkowej. Audictus porywa się na kategorię produktową, gdzie jakość jest niezwykle istotna, grając głównie atutem ceny. Wątpię, czy taka strategia jest odpowiednia.

To wciąż bardzo poprawne słuchawki. Problem polega na tym, że Audictus posiada w swojej ofercie lepsze, z bardziej naturalną sceną dźwiękową, a do tego tańsze. Tak jak wciąż jestem i będę fanem tej serii, tak nie wyobrażam sobie zabrać na urlop innych słuchawek niż moje Soniacze. Conqerory nie tylko nie odwiodły mnie od tego podejścia, ale wręcz mnie w nim umocniły. To dobre słuchawki na co dzień, do busa, nawet do biura (o ile nie musimy wykonywać połączeń), ale w samolotówkach chodzi o coś kompletnie innego.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst