Gry  / Recenzja

Świetna ścigałka, którą ktoś zabił ceną. Burnout Paradise Remastered dla Switcha - recenzja

Picture of the author

Po ponad 10 latach od swojej premiery Burnout Paradise zmieścił się do urządzenia mobilnego. Gra wyścigowa jeździ na Nintendo Switchu w 60 klatkach na sekundę, oferując zaskakująco stabilną rozgrywkę. Niestety, wydawca totalnie przestrzelił z ceną przenośnej wersji Remastered.

Take me down to the paradise city, where the grass is green and the girls are pretty - popularny kawałek Guns N' Roses to jednocześnie główny motyw przewodni Burnout Paradise Remastered. Utwór budzi wspomnienia sprzed ponad dekady, kiedy to gra zadebiutowała na konsolach PS3 i X360. Wielkie miasto, prosty model jazdy, poczucie gigantycznej prędkości, a także pełna wolność za kierownicą - wszystko to sprawiło, że Burnout Paradise zyskało wielu oddanych fanów. Część z nich zastanawia się, czy warto kupić wersję Remastered na Switcha.

Burnout Paradise Remastered dla Switcha to port jeden do jednego z zachowaniem 60 klatek na sekundę!

Imponujące o tyle, że większość wyścigów na przenośnej konsoli Nintendo działa w 30 klatkach. EA dokłada drugie tyle, podnosząc jednocześnie jakość tekstur względem wersji na PS3/X360. Gra nie wygląda tak dobrze jak na PS4 czy XONE, ale nie mamy też do czynienia z potworem w stylu odrażającego, przenośnego The Outer Worlds. Tytuł dla Switcha wizualnie ląduje między PS3 a PS4, stanowiąc swoisty międzygeneracyjny pomost.

Te 60 klatek na sekundę zaskakująco mocno trzyma się Switcha. Kraksy, skoki kaskaderskie wysoko nad ziemią, jazda skrótami - podczas każdej z tych sytuacji gra nie zwalnia ani się nie przycina. Burnout Paradise Remastered działa niezwykle płynnie i niezwykle stabilnie. To wielkie osiągnięcie, które przyćmiewa w zasadzie tylko jeden element: główna, najszersza arteria Paradise City z masą świateł, skrzyżowań i silnym ruchem ulicznym. Jeśli gdziekolwiek odczułem lekkie szarpnięcie, to właśnie w betonowym centrum imprezowego miasta.

Ulice Paradise City nie są tak czyste jak dawniej, ale to nie przeszkadza.

Stabilna rozgrywka w 60 klatkach została osiągnięta m.in. przy pomocy niższej rozdzielczości. Gra w trybie telewizyjnym działa w standardzie 900p. Gdyby chodziło o Mario czy Pokemony, nie byłoby z tym problemów. Burnout Paradise Remastered to jednak tytuł z, chociaż częściowo, realistyczną warstwą wizualną. Co za tym idzie, dokładna i szczegółowa oprawa graficzna jest wypaczana przez drobne niedoskonałości. Powstają wizualne śmieci. Doskonale widać to na wszelkiego rodzaju bramach czy kratach, gdzie żebra zlewają się ze sobą, a wygładzanie krawędzi niedomaga.

Ząbkowanie jest o wiele bardziej widoczne niż na PlayStation 4. Cienie nie są tak gęste i wyraźne. To detale, które nie mają znaczenia podczas pędzenia przez miasto na złamanie karku, ale warto o nich wspomnieć z myślą o osobach przywiązujących uwagę do takich graficznych szczegółów. Burnout Paradise Remastered jest ładne, ale nie jest idealne. Na Switchu są ładniejsze wyścigi z realistyczną oprawą, ale niekoniecznie tak samo płynne. Coś za coś. Niejako na pocieszenie dodam, że Burnout o wiele lepiej wygląda w trybie mobilnym na wyświetlaczu konsoli.

„Pasuje do Switcha“ - tym razem to absolutna prawda.

Gdy zostaje zapowiedziana jakakolwiek nowa gra, wielu moich znajomych (ze mną włącznie) od razu rzuca: ale bym w to zagrał na Switchu. Możliwość bezprzewodowej rozgrywki na konsoli Nintendo w samolocie, pociągu czy pod namiotem to gigantyczny plus tej platformy. Nie ma nic przyjemniejszego niż wieczorna sesja z Deadly Premonition w ogrodzie albo na balkonie ze słuchawkami na uszach i drinkiem na stoliku.

Jedną z takich gier pasujących do małego ekranu jest właśnie Burnout Paradise Remastered. Tempo tej produkcji wyścigowej idealnie pasuje do podróży pociągiem. Włączasz, kilka szybkich wyścigów, wyłączasz. Bez zagłębiania się w fabularne meandry, bez długich ekranów dialogowych i bez konieczności maksymalnej koncentracji. Gra na małym ekranie wygląda ładniej niż na telewizorze w salonie, jest bardzo płynna, a do tego odpowiednio czytelna. Burnout pasuje do Switcha, świetnie się na nim sprawuje i wciąż daje wiele frajdy. Takiej naturalnej, pierwotnej frajdy z bycia pierwszym na mecie.

Niestety, EA zabija ten produkt absurdalnie wysoką ceną.

Burnout Paradise Remastered w cyfrowym sklepie Nintendo kosztuje aktualnie 199 zł. W tym samym czasie edycję dla PS4 lub XONE zgarniemy za jedną czwartą tej sumy. Electronic Arts wykazało się kompletnym brakiem wyczucia, jeżeli chodzi o ustalanie ceny. Gra wyścigowa powinna kosztować około 80 zł tak jak np. porty gier Capcomu z ponad dekadą na karku. EA chce za swój tytuł niemal tyle, ile chciałoby za kompletnie nową grę. Co prawda w zamian oferuje wszystkie dodatki, w tym ten z motocyklami oraz nowym obszarem do eksploracji, ale to wciąż za mało jak na 200 zł od pudełka.

Największe zalety:

  • Bardzo stabilna rozgrywka w 60 klatkach na sekundę
  • Świetna gra na duży oraz mały ekran
  • Wszystkie dodatki i DLC
  • Ta sama efektowna rozgrywka, którą pamiętam z Xboksa 360
  • Switch nie ma wielu wyścigów, dostał silnego reprezentanta gatunku

Największe wady:

  • Electronic Arts potężnie przestrzeliło z ceną
  • Długie ładowanie pojazdów w garażu
  • Nie tak ładna gra jak na PS4 i XONE

Na całe szczęście Burnout Paradise Remastered nigdzie nie odjedzie. Gra prędzej czy później trafi pod cenowe cięcie, a także zacznie się pojawiać na cyfrowych wyprzedażach. Wtedy jak najbardziej warto dać jej szansę. To jedna z najlepszych produkcji wyścigowych dostępnych na konsoli Nintendo, a także jeden z bardziej udanych portów dla tej platformy.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst