Gry  / Artykuł

Odpalam świetną grę cRPG i, ała, wypaliło mi oczy. The Outer Worlds dla Switcha przeraża

105 interakcji
dołącz do dyskusji

Nie będę grał na PC, poczekam i przejdę sobie na Switchu - taka myśl towarzyszyła mi od kilku miesięcy, podczas wyczekiwania na przenośną wersję The Outer Worlds. Gdy w końcu uruchomiłem grę na konsoli Nintendo, wiedziałem, że popełniłem błąd.

Skyrim na Switchu wygląda świetnie. Tak samo Saints Row III. Nawet Assassin’s Creed: Black Flag może się podobać. Przenośna konsola Nintendo radzi sobie całkiem nieźle z produkcjami o umiarkowanie otwartym świecie, o ile deweloperzy włożą odpowiednio wiele pracy w optymalizację. Dlatego sądziłem, że The Outer Worlds - spóźnione na premierę dla Switcha o kilka miesięcy - będzie całkiem udanym portem świetnej gry Obsidianu. Tak niestety nie jest.

Uruchamiam The Outer Worlds na konsoli Nintendo Switch i wypala mi oczy.

Pierwszoosobowe cRPG wygląda niezwykle nienaturalnie. To efekt usunięcia wielu zaawansowanych efektów graficznych. Cienie, światła, głębia - niemal wszystko zostało wycięte, aby zapewnić działanie gry w 30 klatkach na sekundę. Przez to wirtualne środowisko przypomina odrealniony obraz szalonego artysty. Początkowo towarzyszyło mi poczucie gigantycznego dyskomfortu. Nie potrafiłem uwierzyć w ten cyfrowy świat, tak sztuczny i tak wypaczony względem oryginału.

Ograbienie gry z efektów wizualnych to nie jedyny mankament przenośnego The Outer Worlds. Innym jest rozdzielczość. Jest tak niska, że obiekty straszą ząbkowatymi bokami pozbawionymi wygładzania krawędzi. Obraz przypomina delikatnie rozpikselowaną zupę, w której brakuje ostrości i brakuje detalu. Przez to dostrzeżenie przeciwników z daleka - na PC banalnie proste - tutaj staje się wielkim wyzwaniem.

Zupełnie osobna kwestia to czytelność obiektów. Grając w The Outer Wordls na Switchu nie ma żadnych szans, abyście przeczytali informacje na znakach, plakatach czy tablicach. Wszystko jest niesamowicie rozpikselowane. Niskiej jakości tekstury to także problem w przypadku przedmiotów - często nie miałem bladego pojęcia, co właściwie podnoszę. Gdyby nie napisy (jest polskie tłumaczenie), zbierałbym loot w zasadzie po omacku.

Z tymi 30 klatkami na sekundę to również bywa bardzo zmiennie.

Produkcję trawi ten sam problem, co przenośne Assassin’s Creed III - rozgrywka niemal ciągle jest utrzymywana na poziomie 20+ fps-ów. Przez to wszystko wydaje się ciężkie, toporne i ślamazarne. Trochę jak obserwowanie amerykańskich kosmonautów na Księżycu. Jeszcze gorzej jest, gdy wchodzimy do większej aglomeracji. Dostajemy wtedy autentyczny pokaz slajdów, który nigdy nie powinien mieć miejsca.

Ktoś może napisać, że The Outer Worlds to cRPG, więc mniejszy klatkaż nie powinien być aż takim problemem. Błąd. W grze często i gęsto korzystamy z broni palnej. Gorsza widoczność przeciwników połączona ze ślamazarną rozgrywką i zacięciami sprawia, iż ma się ochotę wyłączyć aplikację, odpalić Xenoblade Chronicles i w końcu zacząć się cieszyć z epickiej przygody.

Nintendo Switch najzwyczajniej w świecie nie nadąża za grą.

Kamienie, krzewy i płotki wyrastają dosłownie kilka metrów przed awatarem gracza. Efekt pop-up jest bezczelnie widoczny. W obrębie kilku metrów mamy do czynienia z terenowymi ozdobnikami, podczas gdy dalej, jak okiem sięgnąć, straszy nas płaska i jałowa powierzchnia. Oczywiście nie licząc drzew, budynków, gór i charakterystycznych miejsc widokowych, jak np. wielki statek kosmiczny stojący w oddali.

Mimo tego oszczędzania na podzespołach gra i tak od czasu do czasu ulega zamrożeniu, ekran ciemnieje, a na jego środku pojawia się okrąg ładowania danych. Nintendo Switch nie radzi sobie z generowaniem otwartego świata na czas, zatrzymując w ten sposób gracza. Zwłaszcza, jeżeli ten biegnie. Same czasy wczytywania również są dłuższe niż na PlayStation 4 czy Xboksie One, ale akurat to jest najmniejszym problemem przenośnego The Outer Worlds.

Virtuos: Przeniesiemy każdą grę na Nintendo Switcha.

Za port gry Obsidianu na platformę Wielkiego N odpowiada chińskie studio Virtuos. Jego szef jakiś czas temu chwalił się, że są w stanie przenieść absolutnie każdą konsolową grę na przenośną konsolę Nintendo. Cóż, być może Chińczycy faktycznie potrafią przeportować każdy tytuł, ale na pewno nie każdy powinni. The Outer Worlds jest tego najlepszym przykładem. Deweloperzy przekroczyli tę trudną do wyczucia granicę, na której balansuje przenośny Wiedźmin 3: Dziki Gon. Poniżej pewnego standardu wizualnego tytuł po prostu przestaje być grywalny.

Nie chodzi o to, że oczekuję wizualnych wodotrysków na Switchu. Gdy jednak podczas rozgrywki przeciwnik zlewa się z otoczeniem, nie mogę przeczytać napisu na ścianie, a do tego płynność spada do kilkunastu klatek, powstaje pytanie o zasadność takiego portu. Mobilne The Outer Worlds to sztuka dla sztuki. Na ten moment tytuł jest kompletnie niegrywalny. Zdecydowanie odradzam jego zakup.

Wszystkie zrzuty ekranu zostały wykonane na konsoli Nintendo Switch w trybie telewizyjnym.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst