Sprzęt  / Recenzja

Bo najlepiej biega się nocą. Latarka czołowa Mactronic Rebel - recenzja

Nawet jeśli ktoś nie jest fanem nocnego biegania, to pewnie za jakiś czas - gdy tylko nadejdą upały - będzie musiał się do niego przyzwyczaić. A jeśli trzeba już biegać w nocy, to najlepiej mieć coś do oświetlenia sobie drogi. 

Oczywiście można od razu pójść na całość i wyposażyć się w naprawdę mocny, a do tego bardzo rozbudowany pod względem możliwości sprzęt, ale nie każdy chce dźwigać na głowie aż taką latarnię. Niektórym wystarczy coś małego, lekkiego i banalnie prostego w obsłudze. I właśnie takie urządzenie trafiło do mnie jakiś czas temu w postaci latarki czołowej Mactronic Rebel.

Jest lekko, naprawdę lekko.

34 g - taką masę ma cały zestaw, który musimy nosić na głowie. Niewiele, szczególnie w porównaniu np. do testowanego wcześniej Mavericka, na którego rozmiary i masę wprawdzie nie narzekałem, ale który wyważono na równe... 97 g. Zdecydowanie jest różnica.

I tę różnicę czuć podczas użytkowania Rebela, choć może lepszym określeniem byłoby, że samego Rebela nie czuć. Nosiłem go na głowie testowo nawet podczas kilkugodzinnych biegów i przy odpowiednim ustawieniu paska dość szybko zapominałem, że mam coś dodatkowego na głowie. Tak samo nie miałem żadnych dylematów przy pakowaniu się na dłuższe bieganie i bez wahania wrzucałem Rebela do plecaka. Nawet wtedy, kiedy ryzyko biegania po zmroku było minimalne.

Sam pasek jest natomiast po prostu bardzo w porządku. Brakuje wprawdzie obecnego np. w Mavericku dodatkowego paska przez głowę, ale takie maleństwo raczej nie wymaga dodatkowej stabilizacji i ani razu nie miałem wrażenia, że taki dodatek byłby potrzebny. Jest wystarczająco szeroko, żeby nie drażnić, zakres regulacji jest bardzo duży, a punkty regulacyjne nie uwierają. Całość wykończono od środka też tak, żeby uniemożliwić, a przynajmniej zminimalizować szanse na przesuwanie się latarki na głowie.

Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to fakt, że miejsce styku samej latarki z naszym czołem mogłoby być minimalnie lepiej wyściełane. W niektórych układach zdarza się, że plastik odrobinę zbyt mocno wpija się w nasze czoło - szczególnie np. podczas regulacji kąta świecenia.

Bonusowy plus: pasek latarki można dość łatwo odmontować od latarki (przy czym zero szans, że stanie się to przypadkiem w trakcie biegu) i np. umyć po szczególnie wymagającym treningu.

Przy czym nie tylko kąt świecenia możemy regulować.

Ale żeby niczego nie pominąć - tak, kąt świecenia można regulować w standardowy sposób - odchylając moduł latarki. Co ciekawe, zakres regulacji (skokowy, ale w pełni wystarczające przedziały) jest zdecydowanie większy niż 90 stopni. Jeśli więc się postaramy, możemy sobie z jakiegoś powodu świecić nawet niemal prosto w oczy. Oczywiście ma to zastosowanie - jeśli będziemy mieć na głowie grubą czapkę, to wtedy właśnie takie ustawienie pozwoli nam np. wygodniej czytać mapę czy sprawdzać, co tam znowu zepsuło się w silniku.

Natomiast nie ta regulacja jest w przypadku Rebela najciekawsza. Najciekawsze jest to, że posiada trzy tryby świecenia, a te trzy tryby mają jeszcze swoje pod-tryby. Serio. Na pokładzie mamy bowiem 9 diod - cztery zimne białe (Samsung 2835 Cool White SMDs LED), 4 ciepłe białe (Samsung 2835 WarmWhite SMDs ) i jedną czerwoną.

Przy czym zestaw 8 diod może świecić razem:

Możemy świecić tylko diodami zimnymi:

Albo tylko ciepłymi:

Do tego dochodzi jeszcze dioda czerwona, raczej pozycyjna niż oświetlająca, która może świecić albo światłem ciągłym, albo pulsacyjnym, albo pracować w trybie SOS.

Mało tego - możemy dość płynnie regulować intensywność świecenia w każdym z układów (z wyjątkiem czerwonego pulsacyjnego, SOS i najmocniejszego, łączonego). Żeby było dokładniej rozpisane, przeklejam ze specyfikacji moce poszczególnych trybów:

  • Światło ciepłe + zimne 400 lm
  • Światło zimne 230 lm
  • Światło ciepłe 204 lm
  • Światło czerwone 14 lm
  • Światło ciepłe 40 lm
  • Światło zimne 40 lm
  • Światło zimne 22 lm
  • Światło ciepłe 20 lm
  • Światło czerwone 1 lm

Czyli maksymalnie mamy 400 lm, minimalnie... 1 lm. I właściwie spory wycinek skali po środku, przy czym regulacja jest banalna, o ile tylko przeczytamy instrukcję. Cały zestaw ma bowiem tylko jeden przycisk, za pomocą którego obsługujemy wszystkie te przełączenia. Szczęśliwie latarka zapamiętuje poprzednie ustawienia, więc nie ma potrzeby ręcznej kalibracji od nowa za każdym razem.

A, bym zapomniał. Tak wyglądało otoczenie bez włączonej latarki. Wszystkie zdjęcia wykonano przy takich samych ustawieniach aparatu w trybie manualnym i obrobiono w dokładnie ten sam, symboliczny sposób:

To jak to świeci?

Określiłbym to w skrócie: miejsko lub podmiejsko.

Zacznijmy od zasięgu - producent podaje wprawdzie maksymalny zasięg do 33 metrów, ale nie dałbym sobie uciąć ręki, że wypatrzyłbym - zwłaszcza podczas szybszego biegania - wszystkie przeszkody, które znajdują się ode mnie w takiej odległości. Światło z Rebela, nawet przy najwyższym poziomie mocy, nie jest przesadnie skupione i latarkowe - raczej stara zapewnia dobrą widoczność w jak największym zakresie dookoła nas. Zresztą widać to na wcześniejszych zdjęciach - świetnie oświetlona jest nasza prawa i lewa strona, a także kilka dobrych metrów przed nami, natomiast trudno mówić o jakimś porażającym zasięgu do przodu.

Efekt? Podczas biegania po gorzej oświetlonych ścieżkach w mieście i jego okolicach, po ciemnych parkach i podobnych lokalizacjach, Rebel spisywał się bardzo dobrze. Nawet przy szybszym bieganiu nie miałem przypadków, kiedy coś nagle pojawiłoby się przed moimi stopami - wszystko widziałem z odpowiednim wyprzedzeniem i odpowiednio doświetlone. Brak skupienia światła był też plusem w takiej postaci, że mogłem biec środkiem dość szerokiej ścieżki, wiedząc, co ominąć i gdzie mogę to ominąć, bo oświetlona była cała szerokość drogi.

Natomiast raczej nie zabrałbym ze sobą Rebela na nocne bieganie po górach czy po bardziej wymagającym terenie. Tam zdecydowanie przydałby się większy zasięg i mocniejsze oświetlenie tego, co przed nami. Tutaj już rozproszenie światła i doświetlanie pobocza nie ma aż takiego wielkiego znaczenia, a dla niektórych może wręcz stawać się wadą.

Zresztą kilka dodatkowych czynników trochę dyskwalifikuje też Rebela w tej kategorii.

Akumulator? Na miejskie bieganie w sam raz.

Rebel nie pobije raczej rekordów, jeśli chodzi o czas pracy bez ładowania. W swoim najmocniejszym trybie (400 lm) wytrzyma bez ładowania ok. 2 godziny, przy czym notowane przeze mnie wyniki wskazują, że jest to raczej o kilka (ale nie więcej) minut krócej lub dłużej, w zależności od dnia.

Na szczęście podczas nocnego biegania po mieście i okolicach rzadko kiedy korzystałem tak naprawdę z tego trybu, bo przeważnie nie potrzebowałem aż tak mocnego źrodła światła. I jeśli potrzebujemy tylko doświetlenia podłoża (naprawdę przydatne, szczególnie przy słabo świecących latarniach), to wyniki Rebela mogą zbliżyć się do 4 godzin (230 lub 204 lm). W trybach oszczędnych (40 lm) dostajemy już nawet (przynajmniej w teorii) grubo ponad 7 godzin, ale z kolei ten poziom uważam za raczej zbyt słaby, żeby traktować podczas biegania jako coś innego niż oświetlenie pozycyjne. Za to wystarczył spokojnie do poruszania się po ciemnym ogrodzie czy podjeździe (tak, jeszcze nie mam oświetlenia).

Na minus - choć głównie teoretyczny - można natomiast zaliczyć fakt, że akumulator (600 mAh) jest na stałe wbudowany w latarkę. Nie możemy więc wybrać się na wycieczkę z pakietem naładowanych akumulatorów i po prostu zmieniać je, kiedy będą się po kolei wyczerpywać. Albo podłączymy powerbanka do gniazda microUSB (zabezpieczone przed wodą - biegałem w deszczu i nic się nie stało), albo powitajmy ciemność jak naszego najlepszego przyjaciela.

Uznaję to jednak za minus raczej teoretyczny, bo do takich zastosowań, w jakich Rebel spisywał się u mnie najlepiej, czyli podczas okołomiejskiego biegania, nawet nie myślałem o tym, żeby zabierać ze sobą zapas energii. Jedyne, czego pilnowałem, to to, żeby regularnie podłączyć go do ładowania między dłuższymi biegami.

Warto czy nie?

Jeśli szukamy czegoś do ruszenia w dzicz na długie godziny - odpowiedź jest raczej dość oczywista. Podobnie jeśli zależy nam po prostu na czymś, co będzie oświetlać otoczenie w formie bardziej skupionej, jak najdalej i jak najmocniejszym światłem.

Jeśli natomiast potrzebujemy czegoś do lżejszych zadań, trudno mi znaleźć powód, żeby Rebela z jakiegokolwiek powodu skreślać. Ma sensowną cenę (aktualnie nieco ponad 110 zł), szeroki zakres regulacji, bardzo rozsądną jasność i sposób dostarczania światła, a do tego jest bardzo wygodny i lekki. Zresztą przyznaję się, że właśnie przez te dwie ostatnie cechy Rebel stał się sprzętem, który zawsze leży na szafce przy wyjściu z domu - zabieram go ze sobą na bieganie, na spacery z psem i na wypady nocą do szopy na ogródku. I to nawet pomimo tego, że tuż obok leżą mocniejsze - ale i większe - latarki czołowe, cały czas gotowe do działania.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst