Tech  / Felieton

Zabrałem Xiaomi Mi Band 4 na spacer nad morze. Opaska nadaje się do wyrzucenia

1717 interakcji
dołącz do dyskusji

Morze, plaża i elektronika to bardzo kiepskie połączenie. Dawno już nie przekonałem się o tym tak boleśnie, jak wczoraj, gdy po raz pierwszy udałem się nad Bałtyk z opaską Xiaomi Mi Band 4.

Jestem mniej lub bardziej szczęśliwym posiadaczem Xiaomi Mi Band 4 od około pół roku i jak do tej pory nie miałem na co narzekać. Opaska robi dokładnie to, czego mógłbym się spodziewać po produkcie wyrwanym na promocji za 100 zł. A nawet więcej.

Statystyki zbierane przez Mi Banda 4 przypominają bardziej generator liczb losowych niż rzetelne dane, ale chociażby krokomierz pozwala dobrze oszacować tendencję ruchową na dany dzień – czy ruszałem się dostatecznie dużo, czy może poniżej średniej.

Jako zegarek opaska spisuje się… cóż, marnie, bo trzeba wykonać albo bardzo celowy ruch nadgarstkiem albo dotknąć przycisku, by pokazać godzinę. Ale przynajmniej jej czas pracy jest lepszy od dowolnego smartwatcha; bez trudu wyciskam z niej trzy tygodnie na jednym ładowaniu. Do tego opaska jest tak nieinwazyjna, że nie muszę jej nawet zdejmować do snu.

Noszę ją jednak od dnia zakupu niemal non stop, bo jedną rzecz Mi Band 4 robi naprawdę dobrze: przekazuje powiadomienia. Gdy nie mam na nadgarstku smartwatcha, bardzo często przegapiam ważne wiadomości i połączenia telefoniczne. Z Mi Bandem 4 taki problem przestaje istnieć, bo wibracje są mocne i nie sposób przegapić powiadomienia.

Dodatkowo Mi Band 4 pozwala mi też na sterowanie muzyką z poziomu nadgarstka, co doceniam zwłaszcza w czasie mycia naczyń, gdy chcę szybko przewinąć nudny fragment podcastu lub nielubianą piosenkę, a nie chcę dotykać telefonu mokrymi dłońmi.

W naszej redakcji jest kilka Mi Bandów 4. W tym kilka niemalże zniszczonych, kompletnie porysowanych. Do wczoraj myślałem, że to redakcyjni koledzy obchodzą się z opaskami niedelikatnie, bo na moim Mi Bandzie 4 nie ma ani ryski.

Tak wyglądają opaski niektórych członków redakcji.

A potem pojechałem z opaską Xiaomi na plażę.

Xiaomi Mi Band 4 + plaża = katastrofa.

Odkąd mam psa, w cieplejszym okresie jestem nad morzem niemal codziennie, bo plaża to jedyne miejsce, gdzie mogę bezpiecznie spuścić ze smyczy hiper-aktywnego psa myśliwskiego, nie bojąc się, że pogna za zwierzyną do lasu. Toteż mój czas nad morzem jest bardzo aktywny – wielokilometrowy spacer, przeplatany zabawą z psem, rzucaniem mu patyków do wody, etc.

Wystarczy kilka minut, by zegarek czy opaska na nadgarstku wyglądały tak:

Siłą rzeczy, mając pod ręką mokrego psa, nie da się też uniknąć częściowego zachlapania nadgarstków słoną wodą.

Przez kilka godziny pobytu nad morzem nie zwracałem większej uwagi na to, co dzieje się z opaską. Nie przejmowałem się, gdy wpadałem w piach (albo gdy pies w ferworze zabawy pomylił nadgarstek z patykiem). Zero ulgowego traktowania – Mi Band 4 znosił to, co znosiłby każdy inny zegarek.

Dopiero po powrocie do auta, gdy opłukałem dłonie z piachu czystą wodą, zobaczyłem skalę zniszczeń. Której – prawdę mówiąc – kompletnie się nie spodziewałem:

Spędziłem na plaży może ze trzy godziny, a opaska wygląda tak, jakbym szorował po niej papierem ściernym lub używał bardzo nieostrożnie przez kilka miesięcy. Tymczasem jeszcze chwilę wcześniej była jak nowa!

Dodam, że większość z rys widocznych na zdjęciu nie jest powierzchniowa. Przeciągając paznokciem po ekranie mogę poczuć, jak zahaczam o większość z nich.

Według oficjalnej specyfikacji, ekran Xiaomi Mi Band 4 jest pokryty „szkłem hartowanym 2,5D z powłoką odpychającą odciski palców”. Wiadomo, że piasek jest w stanie porysować większość rodzajów szkła, lecz spodziewałem się, że Mi Band 4 wytrzyma powierzchowne zapiaszczenie ekranu (w końcu nie wcierałem piachu w szkło).

Uprzedzając komentarze: nie jest prawdą, że każdy zegarek w podobnej sytuacji skończyłby tak samo. Zabierałem już na plażę zegarki Garmin Fenix oraz Fossile pokryte szkłem Gorilla Glass, które znosiły wizyty nad morzem o wiele lepiej (choć Fossil po kilku tygodniach wyglądał niewiele lepiej od Xiaomi…).

Z używanych przeze mnie czasomierzy najlepiej wizyty na plaży znosi zaś… zwykły zegarek. Timex Boost Shock, którego testowałem blisko dwa lata temu, kosztuje dziś nieco ponad 300 zł, a jest nie do zaorania. Jeździłem z nim nad morze przez cały ostatni rok, kilka razy w tygodniu wyglądał tak:

Zabierałem go też w jeszcze trudniejsze warunki – w błoto, śnieg, mieszankę jednego i drugiego; do dziś wygląda jak nowy. Na pokrywającym cyferblat szkle mineralnym nie ma ani jednej ryski.

I najpewniej to on wróci na mój nadgarstek, bo po tym, co spotkało Xiaomi Mi Band 4, mam obawy założyć na plażę jakikolwiek inny smartwatch.

Chociaż G-Shock pokazał właśnie swój pierwszy smartwatch, więc... kto wie?

Opaska nadaje się tylko do wyrzucenia.

Rysy na ekranie są tak głębokie, iż ten stał się bardzo nieczytelny. To jednak najmniejszy problem. Niestety dziś rano okazało się, że z powodu znacznego porysowania przycisk dotykowy ledwie działa – potrzeba kilku/kilkunastu prób, by „zaskoczył”. Nie wiem też, czy to kwestia głębokich rys czy może do wnętrza przedostało się trochę słonej wody, ale już kilkukrotnie Mi Band 4 „dotknął się sam”, samoczynnie przewijając elementy interfejsu po odblokowaniu.

Niestety w tym stanie nie widzę szansy na kontynuowanie używania tej opaski. Tym bardziej, że dziś znów jadę nad morze i aż boję się pomyśleć, w jakim stanie wróciłby Mi Band 4, gdybym ponownie poddał go takiemu traktowaniu.

Nie żałuję wydanych na tę opaskę 100 zł. W zasadzie nie jest mi nawet szkoda, że trzeba ją oddać na recycling, bo nie kosztowała wiele a dostarczyła mi wartości znacznie przewyższającej swoją cenę. Żałuję tylko, że nie mogę jej kupić po raz drugi, bo kompletnie mijałoby się to z celem.

Szkoda, bo obecność powiadomień na nadgarstku na plaży okazała się dla mnie prawdziwym game-changerem. Zwykle nie słyszę ani nie czuję powiadomienia wydawanego przez telefon w kieszeni. Nie kiedy obok szumi morze, a dookoła szaleje ponad czterdziestokilogramowy wyżeł.

Nie żeby powiadomienia w czasie zabawy z psem były potrzebne, ale... dobrze jest wiedzieć, kiedy dzwoni żona.

Fot: Aga Skorna Fotografia

Jeśli chcesz zabrać Xiaomi Mi Band 4 na plażę, zainwestuj w szkła ochronne.

Zbliża się sezon letni i wszystko wskazuje na to, że pomimo epidemii Polacy tłumnie ruszą nad morze. Opaski Xiaomi są w Polsce niezwykle popularnym produktem, w czym nie ma nic dziwnego – mamy w narodowym DNA zakodowane lubienie rzeczy dobrych i tanich. Wielu plażowiczów zapewne będzie miało taką opaskę na nadgarstku.

Jeśli nie chcecie wyrzucić wydanych na opaskę pieniędzy w błoto (czy raczej: w piach), gorąco polecam inwestycję w szkiełka ochronne. Nie w folijki, które odkleją się po pierwszym kontakcie z wodą, ale w porządną ochronę ekranu, który – jak widać – sam w sobie nie jest dostatecznie wytrzymały.

Takie szkiełka można kupić w bardzo niskich cenach, od kilku złotych za kilka szkiełek niskiej jakości, po ok. 20 zł za porządne szkło hartowane, naklejane na ekran opaski.

To niewielki wydatek, który pozwoli wam uniknąć sprzętowej katastrofy jak ta opisana powyżej. Powiedziałbym, że warto zainwestować te 20 zł nawet wtedy, gdy nie wybieramy się z Mi Bandem 4 na plaży.

Bo w gruncie rzeczy opaska Xiaomi to fantastyczny sprzęt, zwłaszcza jak na swoją cenę. Tyle że… niezbyt wytrzymały.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst