Tech  / News

Problemy sprzętowe, stres i walka z rodzicami. Powstał pierwszy raport badający stan nauczania w pandemii

272 interakcji
dołącz do dyskusji

Centrum Cyfrowe zapytało nauczycieli o największe problemy związane z nauczaniem podczas pandemii i o to, jak sobie z nimi radzili. Obraz wyłaniający się z raportu nie napawa przesadnym optymizmem.  

Badanie przeprowadzono w kwietniu tego roku, udział wzięli w nim nauczyciele i nauczycielki ze szkół podstawowych.

System edukacji zgłasza nieprzygotowanie do pandemii.

Od samego początku więcej było pytań niż odpowiedzi. Wątpliwości nie budziło właściwie tylko jedno – nasz system edukacji do nowego trybu nauczania nie był przygotowany. Brakowało wiedzy, brakowało sprzętu, brakowało wsparcia dla dzieci, nauczycieli i rodziców.

Należałoby nas najpierw przeszkolić, zapewnić internet i komputery uczniom, moja szkoła nie ma nawet dziennika elektronicznego, oceny stawiam sobie w zeszycie. Mój komputer ledwo zipie, a komputery szkolne nie mają nawet Worda. To nauczanie to dramat – mówi cytowana w raporcie nauczycielka z zachodniopomorskiego.

Przed pandemią tylko 14,6 proc. nauczycieli miało jakąkolwiek styczność ze zdalnym nauczaniem, jednak nawet w wypadku tych pionierów doświadczenia te często nie były zbyt bogate. Wysyłanie uczniom mailem linków do dodatkowych materiałów w sieci, uczestniczenie w kursach prowadzonych przez internet, prowadzenie konsultacji z pojedynczymi dziećmi przez Skype'a - każda taka czynność upoważniała do tytułu e-learningowego weterana.

Brak problemów z obsługą narzędzi cyfrowych deklaruje w badaniu 49 proc. nauczycieli. Jednak ci, którzy potrafią korzystać z Office'a, Zooma czy G Suita, na szczęście chętnie dzielą się wiedzą. Powstają fora i strony od nauczycielskiej samopomocy. Nauczyciele to jednak tylko część problemu. Z obsługą nowych, nieznanych sobie narzędzi problemy mają nawet starsi uczniowie oraz ich rodzice. Część nauczycieli obwinia o to podstawę programową z informatyki, która nijak ma się do potrzeb współczesnego świata.

Podstawa programowa informatyki jest absurdalna. Dzieciaki potrafią zrobić kodowanie żółwiem, a nie umieją założyć adresu email – irytuje się nauczyciel z prywatnej szkoły w Małopolsce.

Próbując prowadzić edukację zdalną, nauczyciele najczęściej korzystają z możliwości wysłania dzieciom linków do lekcji online i gotowych materiałów, które znajdują się w internecie. Nie oznacza to jednak, że tradycyjnej podręczniki poszły w odstawkę. Zadawanie konkretnych stron do przerobienia i ćwiczeń do zrobienia z papierowych podręczników to metoda także ciesząca się niemal równie dużą popularnością. Co ciekawe, nauczyciele prowadzący zajęcia w każdej grupie wiekowej wolą prowadzić indywidualne konsultacje z uczniami niż lekcje na żywo przez Skype'a czy Zooma.

Edukacja przez internet

Brak czasu i brak sprzętu.

Największym problemem dla większości nauczycieli okazuje się czasochłonność walki z nowym systemem nauczania. Aż 47 proc. badanych wskazało go jako największą zmorę, sprawiającą więcej kłopotów nawet niż braki sprzętowe (36 proc.) i ograniczenie w dostępie do internetu u uczniów (32 proc.).

Polska szkoła w sieci nauczanie zdalne

Frustracja wzrasta zresztą po każdej z uczestniczących w procesie nauczania stron. Zaostrzają się stosunki między rodzicami a nauczycielami. Na jednym krańcu spektrum są rodzice, którzy uważają, że pandemia zwalnia ich dzieci z obowiązku szkolnego, na drugim ci, którzy lubią mieć wszystko po kontrolą i, nie czekając już do kolejnej wywiadówki, ślą o każdej porze dnia wiadomości, na które oczekują natychmiastowych i wyczerpujących odpowiedzi. Sytuację ratują przede wszystkim ci, którzy zdalne lekcje traktują jako uwolnienie ich od obowiązku nieustannego czuwania nad dzieckiem – ci są za e-szkołę wdzięczni.

Jednego dnia potrafię odebrać kilka telefonów od rodziców bardzo zadowolonych, z podziękowaniami i od rodziców wściekłych za dokładnie te same rzeczy – opowiada nauczycielska ze szkoły państwowej w pomorskim.

Co dalej?

Zestresowani są wszyscy - nauczyciele, rodzice i uczniowie, ale edukacja ma się odbywać normalnie, a program ma zostać przerobiony. Takie podejście poskutkuje tym, że różnice między uczniami pogłębią się, bo ci bez wolnego laptopa za to z wolnym internetem będą musieli jakoś przerabiane treści nadgonić. Dla nich wiadomość, że tylko 23 proc. nauczycieli nie widzi potrzeby powtórzenia materiału, który został przerobiony w trybie zdalnym, jest właściwie dobrą wiadomością.

Jest jednak łyżeczka miodu w tej wypełnionej po brzegi beczce dziegciu. Nauczyciele widzą szansę na to, że niektóre narzędzia pozostaną z nimi na dłużej i pomogą w przyszłości choćby w pracy z uczniami wymagającymi konsultacji lub indywidualnego toku nauczania albo po prostu wzbogacenia lekcji.

Oni swoje wnioski już powoli wyciągają, zobaczymy, jak będzie z zarządzającymi systemem edukacji.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst